Zrobieni w ziemię

Zrobieni w ziemię

Sprzedaż ziemi cudzoziemcom to "wyprzedaż polskiej suwerenności" - głoszą Liga Polskich Rodzin, Samoobrona oraz część Polskiego Stronnictwa Ludowego
Dziewięć mitów o polskiej ziemi 
Poglądy takie są mieszaniną demagogii, niekompetencji i mitów opartych na nieznajomości realiów nowoczesnej gospodarki, nieznajomości historii i ekonomicznej ignorancji.

Niemcy nas wykupią
Chętnych na polską ziemię jest niewielu. Nie tylko w Niemczech, ale i w innych krajach Unii Europejskiej. We wszystkich krajach UE gruntów rolnych jest więcej niż chętnych na ich kupno. Większość krajów piętnastki ma otwarte granice od wielu lat i w żadnym nie doszło do masowego wykupu ziemi przez cudzoziemców. Tak samo będzie w Polsce!

Polska ziemia jest tańsza, więc zostanie błyskawicznie wykupiona
Cena ziemi zależy od proporcji między podażą a popytem. Polska ziemia jest tania, ponieważ wielu chce ją sprzedać, a prawie nikt nie chce kupić (także dlatego, że jest bardzo niskiej jakości). Gdyby liczba chętnych wzrosła, to zgodnie z prawem podaży i popytu cena ziemi również by wzrosła. Niska cena jest najlepszym dowodem na brak zainteresowania zakupem.

Sprzedaż ziemi to wyprzedaż suwerenności
W czasach demokracji szlacheckiej i królów elekcyjnych właściciele ziemscy byli jedyną warstwą mającą prawa polityczne. Wybierali królów, głosowali na sejmikach, mieli prawo weta. To już jednak historia. Obecnie w Polsce posiadanie ziemi nie daje żadnych dodatkowych praw politycznych. Co więcej, cudzoziemiec nie będący obywatelem polskim nie ma żadnych praw wyborczych. Bez względu na to, czy jest właścicielem ziemi! Posiadanie nawet największej nieruchomości w Polsce nie daje też prawa do nabycia polskiego obywatelstwa.

Niemcy najpierw wykupią ziemię, a potem zrobią referendum i Polskę inkorporują
Ten mit opiera się na słabej znajomości historii. Osadnicy niemieccy wykupywali ziemię od polskich chłopów przede wszystkim w XIX wieku w Wielkopolsce, lecz nie w celu przyłączenia jej do Niemiec, bo Wielkopolska była wówczas częścią państwa niemieckiego, dawno już przyłączoną w wyniku zaborów. Referendum przeprowadzono natomiast w 1920 r. na Górnym Śląsku, ale nie zrobili tego Niemcy, tylko Liga Narodów. W tym referendum własność ziemi i stałe osiedlenie nie miały żadnego znaczenia. Dlatego mogło w nim wziąć udział wielu Niemców, którzy wcale na Śląsku nie mieszkali. To nie kryterium własności ziemi, tylko jego brak umożliwił fałszerstwa. Referendum odbyło się, gdyż Górny Śląsk był obszarem o nie ustalonej państwowości. Obecnie Polska ma stabilne granice, nie ma żadnych obszarów spornych i nikt z zewnątrz nie jest w stanie zarządzić referendum bez zgody polskich władz.

Rolnictwo i samowystarczalność żywnościowa to podstawy suwerenności
Samowystarczalność żywnościowa od dawna nie istnieje i nie jest zresztą we współczesnym świecie do niczego potrzebna. Istnieją bardzo bogate państwa, które wcale (lub niemal wcale) nie mają rolnictwa, a mimo to ich niepodległości nic nie zagraża. Polska od dawna nie jest samowystarczalna żywnościowo. Nie rosną u nas ani ryż, ani herbata, ani banany. Podstawą suwerenności jest silna gospodarka, a ta jest tym silniejsza, im słabszy jest sektor rolny.
W krajach biednych, na przykład w Indiach i Chinach, około 80 proc. ludności żyje na wsi, natomiast w USA - mniej niż 2 proc. W bardzo bogatym Singapurze nie ma w ogóle rolników. Duży odsetek ludności wiejskiej i duży udział rolnictwa w produkcie krajowym świadczy o zacofaniu i słabości, a nie o sile.

Rolnictwo trzeba rozwijać, by było podstawą gospodarki
Rolnictwo trzeba zwijać, a nie rozwijać. W Polsce, w Czechach i na Węgrzech rolnicy wytwarzają około 6 proc. PKB, lecz w Czechach i na Węgrzech rolnicy stanowią 5 proc. populacji, a w Polsce - 26 proc. W naszym kraju mamy za dużo rolników i to jest główna przyczyna biedy na wsi. Potrzebne jest zatem tworzenie miejsc pracy poza rolnictwem. Obecne pomysły polityków LPR, Samoobrony i PSL idą dokładnie w przeciwnym kierunku. Zamiast chronić grunty rolne, których jest u nas za dużo, racjonalniej byłoby przeznaczyć je na inwestycje lub nawet zalesić. Zamiast zakazywać cudzoziemcom budowy domów letniskowych, należałoby ich do tego zachęcać. Przynajmniej polscy chłopi mieliby szanse na pracę.
Podstawą nowoczesnej gospodarki są wysoko zaawansowane technologie, produkcja komputerów, precyzyjnego sprzętu, przemysł samochodowy, lotniczy i kosmiczny, usługi. Rolnictwo to Trzeci Świat. Rolnictwo jest poza tym najmniej rentowną dziedziną gospodarki. Dla krajów UE jest kulą u nogi.
Do rolnictwa w unii się dopłaca, bo jest nieopłacalne i nie jest w stanie samo na siebie zarobić. Pracownik zatrudniony przy montażu telewizorów wytwarza dziennie większy dochód niż rolnik kopiący ziemniaki przez rok.

Gospodarstwa rodzinne są podstawą polskiej wsi
Znowu jest to kwestia wyboru. Lepiej mieć gospodarstwa, w których stadem kilkuset krów zajmuje się pięciu pracowników, niż gospodarstwa, w których pięcioosobowa rodzina pasie jedną krowę. Ale widać LPR, Samoobrona i PSL wolą co innego. Skoro tak, dlaczego posłowie tych ugrupowań jeżdżą samochodami, zamiast wyjechać w Bieszczady, zamieszkać pod strzechą i chodzić
w siermięgach.

Okresy ochronne są konieczne, by polscy rolnicy mieli czas się wzbogacić i wykupić ziemię przed cudzoziemcami
Jeżeli na polskiej wsi nie będzie zagranicznych inwestycji, a liczba rolników nie zmaleje pięciokrotnie, to nie ma mowy o wzbogaceniu się. Okresy ochronne służą konserwacji nędzy, a nie obronie praw polskiego rolnika. Wykupienie całej ziemi w Polsce też nam nie grozi. Raczej odwrotnie: im nowocześniejsze rolnictwo, tym większa wydajność z hektara. Obecnie do wyżywienia całej ludności Polski wystarczy kilkakrotnie mniejsza powierzchnia upraw niż jeszcze trzydzieści lat temu. Grozi nam nie tyle niedobór gruntów rolnych, ile ich znaczna nadwyżka i kłopot, co zrobić z rosnącą liczbą ugorów.

Polski rolnik broni ziemi niczym niepodległości
Gdyby polski rolnik nie chciał rezygnować z ziemi, to przecież nie sposób go do tego przymusić. Chłop gotowy jest sprzedać swoje grunty, lecz jego samozwańczy obrońca z LPR, Samoobrony czy PSL chce mu to uniemożliwić. Gdy słucha się polskich debat o handlu ziemią, przychodzi ochota wywiesić transparent: "Kalinowski, Lepper i Gietrych na Madagaskar!". Ale później nasuwa się refleksja: szkoda Madagaskaru, to przecież ładna wyspa.

Okładka tygodnika WPROST: 37/2002
Więcej możesz przeczytać w 37/2002 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0