Wszyscy mają ochotę rozwalać

Wszyscy mają ochotę rozwalać

Dodano:   /  Zmieniono: 
Rozmowa z Agnieszką Holland

Jacek Pałasiński: Czy jest jeszcze sens mówić o kinach narodowych?
Agnieszka Holland: Z jednej strony zbiera się pieniądze w różnych miejscach, angażuje się międzynarodowe gwiazdy, ale z drugiej - bardzo trudno jest robić film bez tożsamości. Mój film "Julia wraca do domu" logicznie nadawał się do koprodukcji: dzieje się i w Kanadzie, i w Polsce, i w Rosji. Ale ja, choć robię filmy na całym świecie, przede wszystkim staram się, by były po prostu moje.
- Umiejętności prowadzenia aktorów nauczyła się pani chyba w praskiej szkole filmowej?
- Z tym jest trochę jak ze słuchem muzycznym. Tu też trzeba mieć słuch, najpierw podczas castingu, a potem na planie. Najlepsi są aktorzy umiejący utrzymać równowagę między intuicją i techniką. Nie ma takich wielu.
- A Miranda Otto, odtwórczyni tytułowej Julii?
- Bardzo szybko mi zaufała, a to najważniejsze. Nie bała się uzewnętrznić. Ale tak naprawdę aktorowi można pomóc tylko do pewnego stopnia, to coś musi mieć sam. Dziwnym trafem, zarówno Miranda, jak i Maciej Stuhr czy Marysia Seweryn są dziećmi znanych aktorów. Obcowanie od dziecka z fikcją i prawdą najwyraźniej pomaga.
- Czy istnieje jeszcze polska szkoła filmowa?
- Już nie. Jesteśmy w takim momencie, mam nadzieję przejściowym, w którym neguje się dotychczasowe osiągnięcia czy wartości, a nie ma dość silnej i przekonywającej osobowości czy grupy twórczej, zdolnej stworzyć coś nowego. Wszyscy mają ochotę rozwalać, a nie bardzo widać, żeby coś powstawało.
- Czesi robią 5-7 filmów rocznie i prawie wszystkie są dobre. W Polsce robimy ponad 20 filmów, ale kiepskich. Która szkoła jest lepsza?
- Nie ma reguł. Czesi mają ogromną ilość usług. Zawodowe ekipy filmowe mogą więc pracować, zarabiać i rozwijać się, nawet jeśli rodzima produkcja jest stosunkowo mała. W Polsce natomiast usług jest mało, wręcz coraz mniej. Nie dość, że nie mamy tak atrakcyjnych pejzaży i architektury, to jesteśmy bardzo drodzy: dlatego przestaliśmy być interesującym partnerem dla amerykańskich produkcji. Jeśli nie będzie się w Polsce produkowało przynajmniej 25 tytułów rocznie, to zawody filmowe po prostu znikną i będziemy robić filmy półamatorskie. 

Więcej możesz przeczytać w 37/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0