Bunt w Kuczmolandzie

Bunt w Kuczmolandzie

Prezydent Ukrainy walczy o byt, mierzony w setkach milionów dolarów


Wołodymyr Pawliw
Publicysta ukraiński, korespondent "Dzerkało Tyżnia" i "Deutsche Welle"

Przebywający na uchodźstwie w USA major Mykoła Melnyczenko - były pracownik ochrony prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy, który nagrywał niektóre rozmowy pryncypała - zarzuca mu nie tylko głośne już zlecenie zabójstwa dziennikarza Georgija Gongadze. W liście do Prokuratury Generalnej Ukrainy pisze, że gotów jest potwierdzić, iż prezydent przywłaszczył z państwowej kasy około 2 mld USD! Nie dziwi zatem, że gdy opozycja, wsparta przez dziesiątki tysięcy demonstrantów, żąda ustąpienia Kuczmy ze stanowiska przed upływem kadencji, oskarżając go o łamanie praw człowieka i zasad demokracji, za kulisami toczy się nie mniej zażarta walka o finansowe imperium, zbudowane przez rodzinę prezydenta i jego bliskich współpracowników.

"Działka" dla prezydenta
Liderzy opozycji twierdzą, że z każdej znaczącej transakcji prywatyzacyjnej w kraju Kuczma dostaje swoją "działkę". W jednym z fragmentów nagrań Melnyczenki gubernator obwodu sumskiego Wołodymyr Szczerbań oferuje Kuczmie przekazanie wskazanej przez prezydenta osobie 25 proc. akcji oraz dodatkowo tzw. złotą akcję prywatyzowanego przedsiębiorstwa chemicznego Chimprom z Sum - największego eksportera nawozów fosforowych na rynek rosyjski. Do przelewania milionów dolarów na konta ludzi Kuczmy miał się też przyznać przebywający w amerykańskim więzieniu były premier Pawło Łazarenko.
W sierpniu na Ukrainie wiele mówiono o urodzinowym prezencie dla prezydenta - jachcie oceanicznym, którego wartość oszacowano na 8-10 mln USD. Według pisma "Dzerkało Tyżnia", jacht podarował Kuczmie pierwszy wicepremier Ołeh Dubyna. Przy tej okazji prasa przypomniała, że Kuczma już od dłuższego czasu nie podpisuje ustawy mającej regulować, co stanie się z tzw. prezydenckimi prezentami, wśród których oprócz wielu kosztownych drobiazgów miało się też znaleźć między innymi pięć rezydencji w różnych regionach kraju i apartamenty przy ulicy Desiatynnej w historycznej części Kijowa.

Imperium "pierwszej rodziny"
Zarówno opozycji ukraińskiej, jak i samemu Kuczmie chodzi nie tyle o przywłaszczone - jak twierdzą jego przeciwnicy - w czasie prezydentury "prezenty", ile w ogóle o przyszłość imperium biznesowego klanu Kuczmy. O interesach rodziny ukraińskiego prezydenta w Kijowie mówi się niechętnie. Prawie wszyscy rozmówcy przytaczają tragiczny przykład Gongadze, który o "Kuczmolandzie więcej mówił, niż wiedział".
Najbardziej zaciekła tropicielka interesów klanu Kuczmy Julia Tymoszenko, przywódczyni bloku Batkiwszczyna i była wicepremier, uważa, że każdy z członków prezydenckiej rodziny ma "własne" firmy. Z córką prezydenta Jeleną Franczuk związana jest firma KyivStar - lider na ukraińskim rynku telefonii komórkowej. W antykwariatach Lwowa można usłyszeć, że najlepszym klientem z Kijowa (kupującym wszystko na pniu i drogo) jest firma posiadająca sieć sklepów z antykami, związana z żoną prezydenta.
Prawdziwą podstawą imperium są jednak biznesy Wiktora Pinczuka, milionera i deputowanego do Rady Najwyższej, nazywanego "zięciem Kuczmy" (mieszka z jego córką). Wśród nich "perłą w koronie" pozostaje firma Inter-pipe, specjalizująca się w produkcji i sprzedaży rur dla ropo- i gazociągów. Ukraińskie władze swego czasu bardzo zabiegały o pomoc w obronie suwerenności ich państwa i odrzucenie planów budowy rurociągu gazowego z Rosji do Europy Zachodniej, który omijałby Ukrainę. W końcu jednak Kijów ustąpił i przestał mówić o tym jako o zagrożeniu. Wtajemniczeni twierdzą, że prezydent Kuczma pogodził się z ideą budowy przez Rosjan gazociągu z pominięciem Ukrainy zaraz po tym, gdy szef Gazpromu zaproponował kupienie dla tego projektu rur właśnie od firmy Inter-pipe. Eksperci szacują, że wartość majątku Pinczuka, zgromadzonego w znacznej mierze dzięki ścisłym związkom z rodziną prezydenta, sięga 7-8 mld USD.

Wariant Jelcyna?
Do zachowania stabilności interesów konieczne jest zachowanie wpływów w państwie, czemu zagraża opozycja, wyprowadzająca ludzi na ulice pod hasłem "Kuczma won!". Kuczma gorączkowo próbuje znaleźć wygodnego dla siebie następcę, który - niczym Władimir Putin Borysowi Jelcynowi - zagwarantowałby jemu i jego rodzinie zarówno nietykalność osobistą, jak i nienaruszalność majątku. Szkopuł w tym, że nikt z zaufanych ludzi prezydenta nie ma dziś szans na uzyskania niezbędnego poparcia ani w parlamencie, ani w społeczeństwie.
Dobrze poinformowany kijowski tygodnik "Dzerkało Tyżnia" pisał, że Kuczma zwracał się nawet o radę w tej kwestii do byłego prezydenta Rosji Borysa Jelcyna. W pierwszym publicznym wystąpieniu po powrocie z Moskwy - a przed spodziewanymi masowymi protestami w drugą rocznicę śmierci Gongadze - prezydent Ukrainy próbował uspokoić opozycję i zaproponował zwiększenie pełnomocnictw parlamentu kosztem własnych kompetencji.
Wiele wskazuje jednak na to, że Kuczma nie ma najmniejszej ochoty na porozumienie z opozycją. Szef kijowskiego pisma "Polityczna Dumka" Ołeksandr Dergaczew uważa, że proponowaną przez Kuczmę zmianę obecnego prezydenckiego modelu władzy na republikę parlamentarną można rozumieć serio jedynie w kontekście "minimalizacji skutków ewentualnego zwycięstwa Wiktora Juszczenki (byłego premiera) w przyszłych wyborach prezydenckich". - Jeżeli Kuczmie nie uda się wyłonić wskazanego przez siebie następcy, trzeba przynajmniej ograniczyć do minimum pełnomocnictwa przyszłego prezydenta - twierdzi Dergaczew.
Juszczenko, chociaż stracił ostatnio kilka punktów w sondażach, nadal pozostaje najpopularniejszym politykiem. Jego kandydaturę na prezydenta, według badań Centrum im. Ołeksandra Razumkowa, popiera 23,8 proc. wyborców (na drugim miejscu znalazł się lider komunistów Petro Symonenko, za którym opowiedziało się 11,9 proc. respondentów). Dla prezydenta Kuczmy wyniki sondaży są bardzo niekorzystne. 71,7proc. wyborców chętnie przyjęłoby jego dobrowolną dymisję.



BORYS TARASIUK
Przewodniczący parlamentarnej Komisji Integracji Europejskiej, były szef ukraińskiej dyplomacji

Uważam za mało prawdopodobną możliwość przedterminowej dymisji prezydenta Kuczmy. Za takim rozwiązaniem musi się opowiedzieć dwie trzecie członków parlamentu, a w tej chwili jest to niemożliwe. Sam Kuczma też się na to nie zgodzi ani jego otoczenie nie pozwoli mu na to. Widać, że nie chcą oddać władzy lub dzielić się nią i wobec tego skłonni są dryfować w stronę autorytaryzmu. Słychać głosy, że kadencję Kuczmy trzeba przedłużyć o dwa lata lub umożliwić mu objęcie prezydentury po raz trzeci. Ludzie Kuczmy uzurpują sobie prawo do kontroli, nad czym się tylko da - panują nad rządem, resortami siłowymi, podporządkowali sobie sądownictwo, mają media. Teraz toczy się walka o ostatnią gałąź władzy - parlament. Bezkarność i wszechmocność władz nie daje im możliwości trzeźwej oceny sytuacji. One nie mogą uświadomić sobie, że władzę wcześniej lub później trzeba będzie oddać.

Nie dla Kuczmy
76 proc.
Ukraińców nie zaakceptowałoby zmian w konstytucji umożliwiających prezydentowi Leonidowi Kuczmie starania o trzecią kadencję

71,7 proc.
chętnie poparłoby dobrowolną dymisję prezydenta przed upływem obecnej kadencji

42,9 proc.
popiera akcje protestacyjne opozycji (37,4 proc. obywateli Ukrainy jest przeciw)

Źródło: Centrum im. Ołeksandra Razumkowa
Okładka tygodnika WPROST: 39/2002
Więcej możesz przeczytać w 39/2002 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0