Sąd Gudzowatego

Dodano:   /  Zmieniono: 
Skazanie Lecha Kaczyńskiego to ograniczenie wolności wypowiedzi


Dzisiaj skaże się Leppera za prawienie andronów, a jutro kogoś innego za to, że mówił prawdę" - stwierdził w grudniu ubiegłego roku Lech Kaczyński, lider Prawa i Sprawiedliwości. Do sądu trafił wtedy pozew przeciwko szefowi Samoobrony, oskarżonemu o naruszenie dóbr osobistych polityków Platformy Obywatelskiej i Sojuszu Lewicy Demokratycznej. W tym czasie w sądzie był już prywatny akt oskarżenia Aleksandra Gudzowatego przeciwko Kaczyńskiemu - o zniesławienie. Kaczyński argumentował wtedy, że Leppera można skazać za konkretne przestępstwa, ale nie za wypowiadane przez niego słowa. Lepper nie wstawił się obecnie za Kaczyńskim, choć ten został kilka dni temu skazany właśnie za wypowiadane słowa.

Polityk idiota
W grudniu ubiegłego roku Andrzej Lepper powołał się na casus Petera Lingensa. W 1975 r. ten dziennikarz austriackiego pisma "Profil" został oskarżony przez Brunona Kreiskyego, ówczesnego premiera Austrii, o zniesławienie. Sąd skazał dziennikarza na grzywnę. Peter Lingens odwołał się do Trybunału Europejskiego w Strasburgu. W 1986 r. trybunał przyznał dziennikarzowi rację. "Granice dopuszczalnej krytyki są znacznie szersze w wypadku osoby publicznej niż zwykłego obywatela" - napisano w sentencji orzeczenia trybunału.
W 1997 r. austriacki dziennikarz wygrał przed strasburskim trybunałem proces o zniesławienie. W publicznej debacie nazwał on Jörga Haidera (lidera Austriackiej Partii Wolności) idiotą. Sędziowie argumentowali - "idiota to określenie, które może być stosowane wobec polityków".
Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł w jednym z wyroków, iż osobom pełniącym ważne funkcje w wymiarze sprawiedliwości przysługuje pełna wolność wypowiedzi (gdy Kaczyński wypowiadał się o Bartimpeksie był ministrem sprawiedliwości). W innym wyroku trybunał stwierdził, że "nie można ograniczać swobody wypowiedzi do ogólnie akceptowanych idei" (sprawa Hertla przeciwko Szwajcarii, 1998 r.).

Kara za poglądy?
Czy wyznaczone przez Europejski Trybunał Praw Człowieka granice wolności słowa zostały przekroczone przez Lecha Kaczyńskiego wygłaszającego krytyczne uwagi na temat Bartimpeksu? - Sąd pomylił zarzut pomówienia z prawem każdego obywatela do wyrażania opinii, nawet bardzo ostrych - uważa Janusz Wojciechowski, wicemarszałek Sejmu, były sędzia. Także wyroki polskich sądów dowodzą, że skazanie Lecha Kaczyńskiego może być ograniczeniem konstytucyjnego prawa do wolności słowa. W 1999 r. łódzki sąd karny uniewinnił Henryka Dederkę, reżysera filmu "Witajcie w życiu", z zarzutu zniesławienia korporacji Amway. W kwietniu ubiegłego roku Sąd Rejonowy w Augustowie umorzył z kolei postępowanie przeciwko Stanisławowi Tymowi. Tyma pozwał prokurator wojskowy Sławomir Gorzkiewicz, który uznał, że jego dobra narusza użycie określeń typu "zezowaty umysłowo prokurator" czy "prokuratorzyna".
- Wydaje się, że sprawa Gudzowaty kontra Kaczyński przerosła orzekającą w tej sprawie panią asesor - mówi prof. Andrzej Rzepliński z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. - W sentencji wyroku nie potrafiła ona wykrzesać z siebie nawet dwóch zdań na temat wolności słowa. Przewiduję, że sąd drugiej instancji nakaże ponowne rozpatrzenie sprawy - twierdzi prof. Rzepliński. Prawie na pewno nastąpi to jednak dopiero po wyborach samorządowych, w których Lech Kaczyński ubiega się o stanowisko prezydenta Warszawy.


Białoruski standard
W sierpniu 2002 r. sąd drugiej instancji w Grodnie zatwierdził wyrok na dziennikarzy białoruskiej opozycyjnej gazety "Pahonia" za zniesławienie prezydenta Aleksandra Łukaszenki. Paweł Mażejka spędzi w obozie pracy rok, a Mikołaj Markiewicz - półtora roku. Ich przestępstwo polegało na opublikowaniu listu czytelnika, który sugerował, że ekipa Łukaszenki ma na sumieniu zabójstwa polityczne. Miesiąc później sąd w Mińsku skazał na dwa lata więzienia Wiktara Iwaszkiewicza, redaktora naczelnego gazety "Raboczy", również za zniesławienie prezydenta Aleksandra Łukaszenki. Dziennikarza skazano za nie opublikowany artykuł, bowiem cały nakład gazety został skonfiskowany przez białoruski KGB.
Więcej możesz przeczytać w 40/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.