W obronie ofiar normy PN-A-82-007

W obronie ofiar normy PN-A-82-007

Dodano:   /  Zmieniono: 


Piotrze!

Pisaliśmy nie raz, że polskie wędliny nikczemnieją z każdym rokiem. Pisaliśmy o braku apelacji dla tradycyjnych, związanych z danym regionem produktów, o chytrości niektórych fabrykantów szprycujących szynki wodą, by z kilograma mięsa otrzymać dwa, i pakujących w swe wyroby chemikalia, by nie zieleniały od razu ze wstydu. Mam kolejny element do tej haniebnej układanki. Głos fachowca zawodowo zajmującego się produkcją wędlin. Pozwól więc, że dziś mym porte parole uczynię pana Czesława Jagłę z zakładów mięsnych w Krotoszynie, od którego otrzymałem obszerną korespondencję. Pan Czesław pisze między innymi: "Pięć lat temu uchylono normę branżową BN-84/8014-05, która precyzowała wymagania wobec konkretnych gatunków wędlin. Polska norma PN-A-82-007, która ją zastąpiła, wiele rzeczy uregulowała, lecz pozostawiła bez ochrony stare, znane marki, takie jak zapewne bliska panu krakowska sucha czy krakowska eksportowa oraz podwawelska, czy też biała, żywiecka bądź wędzonka krotoszyńska. Wielu producentów, wykorzystując zaufanie do marek, z dużą dowolnością odstępuje od zapisanego w normie branżowej wzorca, a instytucje kontrolujące są bezradne. Klienci natomiast narzekają, że śląska, biała, żywiecka, krakowska czy wędzonka krotoszyńska to już nie to, co kiedyś...".
No i mamy logiczne wytłumaczenie stanu rzeczy. Tylko jak go zmienić, skoro poseł Pęk woli się popisywać umiejętnością obsługi gwizdka, poseł Bentkowski szukaniem posad dla znajomych, a poseł Podkański promocją dywanów z piasku? Co czynić? Pan Jagła proponuje: "Naszym celem jest stworzenie ruchu społecznego, wspierającego ochronę znanych polskich marek, tradycji wędliniarskich oraz zdrowia konsumentów...".
Ja się zapisuję. A ty?

Twój kiełbasianie
jadowity RM



Drogi
Robercie!


A lisiecka? Parę lat temu znali ją tylko wtajemniczeni krakowianie, dzisiaj można ją dostać w całej Polsce. Ostatnio nawet lisiecką z indyka sprzedają. To już jest szczyt. Ona przecież kiedyś w ogóle się nie nazywała, tylko mówiło się o niej "lisiecka", bo robili ją w podkrakowskich Liszkach. Krakowska to przynajmniej "kiełbasa robiona na krakowski sposób", bardziej niż "z Krakowa", ale lisiecka pewnie nawet nigdy nie miała stałej receptury, tylko stałego producenta, który zresztą nie byłby w stanie naprodukować tyle kiełbasy lisieckiej, ile jej jest w sklepach. Sukces ma wielu przyjaciół, którzy ciągną z cudzego jak ze swego. Do ochrony polskich wędlin nie musimy się zapisywać, bo przecież obaj to na co dzień robimy. Pewne jest jednak, że trzeba ustanowić odpowiednie prawo i ścigać tych, którzy je łamią. I nie ograniczałbym się tutaj jedynie do wędlin.
Podobny los spotyka wiele innych produktów. Zgodnie z prawem odkrytym przez Mikołaja Kopernika, że fałszywy pieniądz wypiera z rynku pieniądz prawdziwy, podróbki błyskawicznie zajmują miejsce oryginalnych produktów, bo są tańsze i łatwiejsze do wykonania. I tak na przykład stopniowo przestaje być jasne, co to takiego jest wino. Już nawet nie chodzi mi o tzw. wino marki wino, czyli o bełty tudzież alpagi, uwarzone z marchwi i bruk-wi, z udziałem chemicznych związków siarki. Kiedyś obok wina "patykiem pisanego" w sklepie stało wytrawne węgierskie Egri czy słodkawy rumuński Murfatlar. Dziś te w miarę przyzwoite trunki zostały prawie całkowicie wyrugowane z Polski B przez produkty firmy Cin&Cin, która pod nazwą wino (białe wytrawne, czerwone wytrawne, słodkie musujące) sprzedaje świństwo z zaprawianej spirytusem barwionej wody. Ja nawet przestałem kibicować Widzewowi Łódź w jego zmaganiach piłkarskich, od kiedy na prezesa tego klubu wybrano właściciela Cin&Cin.
Wracając do wędlin, to w telewizyjnej reklamówce widziałem, jak popularny autorytet kulinarny bierze do ręki zapakowany metodą próżniową w plastik produkt zakładów mięsnych w Sokołowie i udaje, że z rozkoszą wdycha jego niepowtarzalny aromat. No i ludzie to kupią, bo autorytet był tak sugestywny, że nieomal poczuli zapach dolatujący z ekranu. Ludzie, nie dajcie się zwariować! Bobeczku, panie Czesławie, ratujmy ich!

Szczerze oddany sprawie Bikont (wg normy BN-84/8014-05)
Z krakowską suchą do unii?
Od dwóch lat polscy producenci wędlin sami ustalają normy dotyczące tradycyjnych marek kiełbas, na przykład żywieckiej czy jałowcowej. Dotychczas udało się zatwierdzić trzy z dwunastu receptur kiełbasy: krakowskiej suchej, myśliwskiej, kabanosów. Regulacja wymagań wobec konkretnych wędlin leży w interesie przetwórców, tymczasem skąpią oni pieniędzy na ustalenie standardów. Ministerstwo Rolnictwa do tradycyjnych polskich kiełbas też nie dołoży, bo finansuje jedynie projekty związane z dostosowywaniem norm polskich do unijnych. Czy krakowska sucha wejdzie z nami do unii?
Więcej możesz przeczytać w 40/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0