Pełny triumf

Dodano:   /  Zmieniono: 
Spożycie narkotyków jest wśród młodzieży baskijskiej prawie dwa razy większe niż w pozostałych rejonach Hiszpanii. Dotyczy to w szczególności stref uważanych za bastiony ETA
Zapraszamy Państwa do krainy pełnej jasności moralnej, poświęcenia dla Sprawy i sprawności działania na Jej rzecz. Możemy do niej zawitać dzięki raportowi usytuowanego w Paryżu Geopolitycznego Obserwatorium Narkotyków za lata 1998-1999. GON jest prawnie sklasyfikowany jako "stowarzyszenie o celu niedochodowym", a jego działalność jest wspierana subwencjami, m.in. Unii Europejskiej i Francji. Obserwatorium składa się z ekipy paryskiej i około dwustu korespondentów rozsianych po stu krajach. Można przyjąć, że jest to instytucja w dużym stopniu niezależna, a zbierane przez nią dane są - jeśli to w tej dziedzinie w ogóle możliwe - dość dokładne i obiektywne.
Najciekawsze są te dane zresztą nie wtedy, kiedy mowa o samym handlu narkotykami, tylko wtedy, gdy GON bardziej lub mniej bezwiednie przedstawia mentalność organizacji mafijnych i terrorystycznych oraz ich wizję świata. Z tymi pierwszymi sprawa jest prosta aż do znudzenia: jest to świat pozbawiony skrupułów i ideałów, ale nikogo to już nie dziwi, a może nawet nie szokuje.
Co innego wśród organizacji terrorystycznych. One chcą uszczęśliwić współobywateli - czasami na siłę, ale czy to ważne w sytuacji, gdy mamy do czynienia z ludźmi o kryształowej hierarchii celów i wartości, którzy przeżywają głębokie moralne rozterki, gdy powstaje choć cień wątpliwości, czy aby nie pojawia się drobna rozbieżność między działaniem a ową hierarchią? Prześledźmy to na przykładzie baskijskiej organizacji ETA.
GON ocenia potrzeby finansowe tej organizacji na 15-20 mln dolarów rocznie. Jak na stowarzyszenie o doniosłych celach społecznych (wyzwolenie Basków spod jarzma Hiszpanii, a może także Unii Europejskiej) nie jest to suma oszałamiająca. A jednak ETA ma trudności z jej zgromadzeniem. W raporcie GON czytamy, że "na początku lat 80. trudności ekonomiczne ETA stały się oczywiste". Oczywiste stało się także to, że trudnościom tym trzeba zaradzić. Ale jak? Ludność jakoś nie chciała płacić składek, rząd nie występował z propozycją subwencji (co wzmacniało przekonanie o dyskryminacji Basków przez władze hiszpańskie), a do UE nie było sensu występować o dotacje, bo wiadomo, że tam rządzą biurokraci i zanim by załatwili podanie - w dodatku napisane po baskijsku - "trudności ekonomiczne" mogłyby się niebezpiecznie pogłębić i - nie daj Panie Boże - przejść w kryzys. A za co by wtedy kupowano broń i materiały wybuchowe pozwalające tak dobitnie akcentować słuszność Sprawy?
Uwagi tak wnikliwych obserwatorów współczesnego świata jak bojownicy ETA nie mogło ujść to, że właśnie na początku lat 80. zaczęły powstawać coraz ściślejsze związki między handlem bronią i handlem narkotykami. W lot zrozumieli, że jak się sprzeda trochę narkotyków, to można będzie kupić trochę broni, a jak się pomoże handlarzom narkotyków w zbyciu ich towaru, to oni pomogą w znalezieniu karabinów albo dynamitu. ETA stopniowo zaczęła zatem nawiązywać współ-pracę z narkoprzemytnikami, chociaż GON podkreśla, że "w pierwszym okresie" odbywało się to "z pewnymi oporami". Opory były, rzecz jasna, natury moralnej. W raporcie GON znajdujemy nawet rozdzierający opis takich rozterek w postaci wspomnień jednego z przywódców ETA: Pewnego dnia mówi ci się: "Sprzedam ci 50 browningów, ale musisz ode mnie kupić także kilo heroiny". Stwarza to poważny problem etyczny. Ładnie powiedziane. I jasno. Z narkotykami jest problem etyczny, z browningami - żadnego. Jednakże nie ma co stawiać sobie zbyt wielu pytań z tego powodu, bo okazuje się, że w końcu można ominąć również problem etyczny z narkotykami - i to właśnie odwołując się do browningów. Przestajesz się wahać, bo ci, którzy od ciebie zależą, czekają na browningi, gdyż prowadzą wojnę. Wprawdzie po każdej większej konwulsji tej "wojny" dziesiątki tysięcy ludzi - również w Baskonii - wychodzą na ulice, by protestować przeciwko jej prowadzeniu, ale czy to ważne, skoro browningi są etycznie w porządku?
Po przezwyciężeniu w imię Sprawy wahań w kwestii kupna narkotyków powstaje problem ich zbytu. Aby je sprzedać, trzeba znaleźć kogoś, kto je kupi. Najlepiej gdzieś w pobliżu, na znanym sobie terenie, by zmniejszyć koszty transportu i ryzyko schwytania. Organizacji ETA udało się to doskonale. GON podaje w raporcie, że spożycie haszyszu i narkotyków syntetycznych jest wśród młodzieży baskijskiej prawie dwa razy większe niż w pozostałych rejonach Hiszpanii. Dotyczy to w szczególności stref uważanych za bastiony ETA. Perspektywy rysujące się przed Baskonią według wizji tej organizacji są coraz lepiej widoczne. Dzięki stałemu napływowi pieniędzy na broń i materiały wybuchowe część mieszkańców zostanie wystrzelana lub wysadzona w powietrze, a kiedy nie będzie już ani jednego młodego Baska zdolnego do uniesienia browninga, problem walki wyzwoleńczej rozwiąże się sam, a wraz z nim wszelkie problemy etyczne. Pełny triumf.

Więcej możesz przeczytać w 20/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.