Nieznani bracia

Nieznani bracia

Losy Żydów polskich są w programach szkół przemilczane lub zafałszowywane
"Proszę podać pierwszy wyraz, który przychodzi ci na myśl po usłyszeniu słowa 'Żyd'" - to było jedno z dziewiętnastu pytań, jakie Jakub Łysiak, laureat tegorocznego konkursu "Historia i kultura Żydów polskich", uczeń III klasy liceum w Skwierzynie, zadał 340 swoim rówieśnikom z miejscowych szkół ponadpodstawowych. W odpowiedzi pojawiły się takie określenia: ktoś gorszy, antysemityzm, okrzyk "Jude raus", skąpiec, zdrajca, inne wyznanie, Holocaust, brudas, drań, Oświęcim, Hitler, getto, mydło, gaz, popiół, komory gazowe, obozy koncentracyjne, sklepikarz, równy nam, tchórzostwo, Jezus, Jankiel, skrzypek na dachu, wyniszczenie, Endlösung. Kilka kolejnych skojarzeń dotyczyło cech zewnętrznych: bujne owłosienie, broda, garbaty nos, długie czarne szaty. Na końcu znalazły się nieliczne konotacje pozytywne: dobroć, przyjaciel, patriota, uczciwość, mądrość, kultura na wysokim poziomie.

W innym pytaniu młody ankieter prosił o podanie nazwisk kilku sławnych Żydów oraz znanych Polaków żydowskiego pochodzenia. Ze "sławnymi" nie było problemu: przeważały postaci biblijne (Jezus, Abraham, Mojżesz) w towarzystwie - najczęściej wymienianych - Stevena Spielberga, Alberta Einsteina i Karola Marksa. W odpowiedzi na drugą część pytania obok paru prawidłowo przytoczonych nazwisk (Janusz Korczak, Marek Edelman, Roman Polański, Bronisław Geremek) pojawiła się długa lista przedstawicieli polskiej elity polityczno-intelektualnej (otwierali ją Hanna Suchocka, Tadeusz Mazowiecki, Leszek Balcerowicz oraz Jerzy Waldorff), co autor sondażu przytomnie tłumaczy "niewybredną propagandą przed każdymi wyborami".
Zarazem wchłaniające tę propagandę nastolatki z dzie-sięciotysięcznego miasteczka deklarują sympatię do narodu żydowskiego (niechęć wyraziło tylko 7 osób) i chcą (93 proc.) odsłonięcia tablicy upamiętniającej żydowską przeszłość miasta, choć mają o niej niewielkie pojęcie. O tym, że aż jedną trzecią przedwojennych mieszkańców Skwierzyny stanowili Żydzi, wiedziało tylko 6 proc. respondentów. Ani jeden nie potrafił określić, gdzie była dzielnica żydowska. Zaledwie co dziesiąty wiedział coś o losach miejscowej synagogi. Bo i skąd miał wiedzieć? Najbardziej popularny "Przewodnik po Polsce" wydawnictwa Sport i Turystyka rozwodzi się o pożarze, który w 1712 r. spustoszył miasto, ignorując Holocaust, który pochłonął trzecią część jego mieszkańców. Wspomina o "cmentarzu żołnierzy Armii Radzieckiej", przemilczając istnienie szczątków starego cmentarza żydowskiego, położonego na malowniczym wzgórzu.
Losy Żydów polskich są przemilczane lub zafałszowywane również w podręcznikach i programach polskich szkół. Pojęcie "marzec ’68" potrafiło prawidłowo zdekodować tylko 36 skwierzyńskich licealistów. Większość podawała też księżycowe - sięgające kilku milionów - liczby żyjących dziś w Polsce Żydów. "Poziom wiedzy uczniów z historii, a zwłaszcza na temat Holocaustu, jest zastraszająco niski. Przyczyną tego jest program szkolny zarówno szkół podstawowych, jak i średnich. W wielu podręcznikach Holocaust jest zamknięty w formułce '6 mln obywateli polskich zamordowanych przez niemieckiego okupanta'" - stwierdza trochę nieporadnie językowo, ale znów zaskakująco przytomnie uczeń skwierzyńskiego liceum we wnioskach ze swych badań. Krytykowany przezeń poziom nauczania dotyczy też geografii. Z innego pytania jego ankiety wyszło na jaw, że prawie połowa licealistów nie wie, jak nazywa się państwo żydowskie. Odpowiadano: Palestyna, Litwa, Madagaskar lub że nie ma czegoś takiego.
Praca skwierzyńskiego licealisty poruszyła jurorów tegorocznego konkursu "Historia i kultura Żydów polskich", którzy przyznali jej autorowi jedną z dwóch głównych nagród: podróż do Izraela i wolny wstęp na Uniwersytet Warszawski (drugą laureatką została Maria Więckowska ze stołecznego liceum im. Witkiewicza za antologię żydowskich dziejów warszawskiej ulicy Próżnej, opartą na wykonanej z benedyktyńską pracowitością analizie jej ksiąg meldunkowych). Dotychczas żaden profesjonalny sondaż socjologiczny nie był prowadzony na tak reprezentatywnej próbie, wynoszącej prawie jedną czwartą badanej populacji - w szkołach ponadpodstawowych Skwierzyny uczy się niespełna dwa tysiące uczniów. W dodatku socjologowie badający polsko-żydowskie odniesienia nie używają metody prostych skojarzeń (tzw. efektu halo), stosowanej w testach psychologicznych. Nie pytają o "nazwiska znanych Żydów", bo - zwłaszcza w Polsce - jest to kruchy lód. Młodzi ludzie nie mają jednak takich zahamowań i to ich pcha do podejmowania tematów nieraz szokujących. Żaden z badaczy nie miał do tej pory odwagi, by podjąć - jak inna laureatka konkursu, Anna Wereszczyńska z II klasy liceum w Sandomierzu - tematu oskarżeń Żydów o mordy rytualne na Sandomierszczyźnie, obecny w etnografii i w wystroju świątyń tamtego regionu. O antysemickich ikonach w sandomierskiej katedrze i kościele św. Pawła wspomniał jedynie półgębkiem "Tygodnik Powszechny" przy okazji papieskiej pielgrzymki, zgromiony zaraz przez Radio Maryja. Licealistka uczyniła to tematem swej pracy, choć "niektórzy jej to gorąco odradzali".
W czterech dotychczasowych edycjach konkursu zainicjowanego przez Fundację Shalom wzięło udział dzie-sięć tysięcy licealistów, głównie z małych miast, takich jak Bochnia, Bolesławiec, Braniewo, Lubomierz, Łęczna, Pasłęk, Police, Rudnik, Tyczyn, Włodawa. Zabrakło za to w tym roku uczestników z Bydgoszczy, Gdańska, Poznania, Katowic. - Czy to przejaw intelektualnego przebudzenia prowincji, czy też dowód na to, że młodzież z wielkich miast ma po prostu więcej zajęć i rozrywek? - zastanawia się prof. Marcin Kula, historyk z Uniwersytetu Warszawskiego, przewodniczący jury. Sporo nadsyłanych prac ma charakter odkrywczy. Niektóre - zdaniem jurorów - spełniają kryteria rozpraw magisterskich, na przykład uhonorowane trzecią nagrodą "Początki Żydów na ziemiach polskich w epoce średniowiecza" Krzysztofa Kwiatkowskiego z Torunia czy praca Anny Kafary, laureatki poprzedniej edycji, na temat życia Żydów sanockich, oparta na nie spenetrowanych dotychczas zasobach miejscowego archiwum. - Najcenniejsze są właśnie prace regionalne, pisane przez lokalnych szperaczy, którzy często zdobywają wiele nie znanych nam relacji i dokumentów - ocenia dr Jan Jagielski z Żydowskiego Instytutu Historycznego.
Nie mniej cennym plonem konkursu jest wiedza o tych, którzy w nim startują. O tym, jak młodzi Polacy z licealnej elity - bo do finału docierają najlepsi z najlepszych - postrzegają i formułują żydowskie tematy; dlaczego się nimi zajęli, mając do wyboru wiele innych konkursów i olimpiad przedmiotowych; jakie są ich wiadomości, emocje i przemyślenia. Jest to też wiedza o ich nauczycielach i o systemie polskiej edukacji.
Większość stanęła do zawodów za namową mądrych profesorów: są między nimi tacy, którzy w każdej edycji konkursu doprowadzają do finału po kilku swoich uczniów. Część uczestników konkursu "zabrała się za Żydów" ze zwykłej przekory, wiedząc, że dla świata ich nauczycieli i rodziców jest to często temat tabu. Inni zrobili to pod wpływem lektur. Dla pięciu finalistów inspiracją i wyzwaniem były słowa papieża o "starszych braciach w wierze". - To wszystko odkryło przed nimi nowy świat, który wcześniej wydawał się egzotyczny - mówi jeden z jurorów, prof. Michał Friedman, jidyszysta i hebraista. Ta niezgoda na uliczne realia ujawnia się dość nieoczekiwanie. Bez względu na to, czego dotyczy praca - czy asymilacji częstochowskich Żydów, czy też dziejów wrocławskiej synagogi Pod Bocianem - przewija się całkiem nie na temat wątek antysemickich bazgrołów na murach, które niepokoją autorów.
Medal egzotyki ma jednak również drugą stronę. - Większość prac cechuje wyobrażenie o Żydach jako o bardzo odległym, innym świecie. Gdyby ci młodzi ludzie pisali o Anglikach, Amerykanach, a nawet Buszmenach, nie byliby to "oni", lecz w większym stopniu "my" - przypuszcza prof. Marcin Kula. Na inną prawidłowość zwraca uwagę kolejny juror, dr Paweł Śpiewak, socjolog: - Autorzy prac obawiają się używać słowa "Żyd", zastępując je rozmaitymi eufemizmami. Tak jakby było ono obraźliwe, a co najmniej obce, jakby nie tkwiące wewnątrz. W tym pokoleniu jest to słowo w wysokim stopniu stabuizowane.
Członkowie jury są zgodni ze skwierzyńskim licealistą, że ogromna część odpowiedzialności za taki stan rzeczy spoczywa na polskim systemie edukacji, nadal pełnym przemilczeń i zafałszowań. - Również laureaci konkursu wykazują skłonność do operowania stereotypami, które są jak zaraza. Możemy sobie "pogratulować" nauczania historii - mówi prof. Kula. - Nawet ci najlepsi z najlepszych mają nikłą wiedzę ogólną na temat mniejszości narodowych i ich roli w dziejach naszego kraju. Bo szkoły nie uczą historii Polski, ale historii Polaków - dodaje Paweł Śpiewak. Z pamięci Polaków są wymazywane inne narody, które żyjąc na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej, rozwijając własną kulturę, budowały zarazem polskie dziedzictwo narodowe. Ilu z nas wie, że na przykład Radziwiłłowie byli rodem litewskim, który się spolonizował? Albo że znaczna część elity polskiego mieszczaństwa dawnej Rzeczypospolitej miała najczęściej niemiecki rodowód?
Jednocześnie jednak kierująca Fundacją Shalom Gołda Tencer, która wraz z Szymonem Szurmiejem wymyśliła ów konkurs, wspomina, że kiedy zawiozła plon jego pierwszej edycji do USA, wywołała zaskoczenie i niedowierzanie. Jej gospodarze wątpili, czy w ich kraju, gdzie nauczanie o Holocauście jest podstawą programu szkolnego niemal na równi z konstytucją Stanów Zjednoczonych, podobny konkurs miałby takie powodzenie. - W dobie odżywania tendencji nacjonalistycznych odgrywa on ogromną rolę wychowawczą - ocenia prof. Marcin Kula. - Te dziesięć tysięcy uczestników to dziesięć tysięcy Polaków, którzy na pewno nie będą ksenofobami, rasistami i antysemitami.

Okładka tygodnika WPROST: 25/2000
Więcej możesz przeczytać w 25/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0