Wszyscy ludzie na prezydenta

Wszyscy ludzie na prezydenta

Powoli, ale nieuchronnie zbliża się czas gorączki przedwyborczej. Politycy zaczynają otwierać dzioby, biznesmeni portfele, a zwykli ludzie oczy ze zdumienia. Jednym słowem, nastał okres ogólnonarodowego otwarcia. Wszyscy już czekają w dołkach startowych.
1 kwietnia w atmosferze falstartu ruszył na fotel Janusz Weiss, wystawiony przez lobby polityczne Radia Zet i Już. Lobby zadbało, by farsa wyborcza odbyła się w prima aprilis, a nie jak dawniej - w przypadkowo wybranych terminach. Mimo atmosfery żartu, na spotkaniu przedwyborczym tłum składał prawdziwe podpisy, a ludzie interesu słali faksy do Weissa, że oni i ich kasa są do dyspozycji kandydata - tak bardzo potrzebny jest w kraju nowy (stary?) prezydent. Wkrótce Janusz Weiss wycofał się z kandydowania z powodu nieporozumień, jakie mógłby wywołać u obcokrajowców posługujących się językiem angielskim. Otóż Weiss-president oznacza po angielsku dokładnie "wiceprezydent". Sprawiałoby to wrażenie, że w Polsce głową państwa jest wiceprezydent, bo nie stać nas na całego prezydenta. Już wyobrażam sobie te polish jokes! Osobiście uważam natomiast, że całkowite wycofanie się Janusza Weissa jest zbyt pochopne - świetnie sprawiłby się jako wiceprezydent i doskonale brzmiałby po angielsku - wajs president Wajs!
Ale na szczęście mamy jeszcze kupę innych kandydatur. Prezydenci do fotela już zaczęli działać na swoją korzyść. Głaszczą po główkach dzieci w przedszkolach w obecności kamer, siorbią grochówkę z wojskowego kotła (wojsko to duży elektorat), dopingują naszych na meczach (kibole to też duży elektorat), napominają niewiasty płaczące (ogromny elektorat). Troszczą się, przeżywają z narodem, uczą się mówić po polsku, czeszą się po głowie (niektórzy), a nawet wstawiają brakujące zęby z przodu. Robią więc rzeczy, które w życiu by im do głowy nie przyszły, gdyby nie kandydowali.
Wniosek jest prosty - już sam fakt kandydowania czyni człowieka lepszym. Warto zatem, by jak najwięcej obywateli uprawnionych do kandydowania kandydowało. Najlepiej wszyscy, bo milej jest żyć w otoczeniu tylu osób mądrych, uczciwych, kulturalnych i czystych. Ale uwaga! Jeden z kandydatów natychmiast po wyborach wróci do normy. Ten, który wygra.

Okładka tygodnika WPROST: 25/2000
Więcej możesz przeczytać w 25/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0