Euforia i obawy

Euforia i obawy

Dodano: 
Rozmowa z profesorem JONATHANEM A. KINGIEM
Tadeusz Zachurski: - Każde wielkie odkrycie stwarza wielkie zagrożenia. Czego teraz mamy się bać?
Jonathan King: - Moje zastrzeżenie budzi to, że pojawia się tendencja do tłumaczenia wszystkich naszych chorób i ułomności wadliwymi genami. Tymczasem w większości wypadków tak nie jest. Palący nie dlatego chorują na raka płuc, że mają wadliwe geny, ale dlatego, że zostały one uszkodzone przez szkodliwe związki znajdujące się w papierosach. Przyczyną nowotworów piersi są substancje rakotwórcze w otoczeniu, dlatego przede wszystkim należy je znaleźć i wyeliminować. Udowadnianie, że wadliwe geny powodują choroby, przypomina mi tłumaczenie, że przyczyną wypadków samochodowych jest zła konstrukcja aut.
- Dlaczego zatem uważa się, że na niektóre choroby są podatne określone grupy etniczne?
- Jest to popularny pogląd, ale nie potwierdzają go żadne naukowe badania. Nie ma dowodów, że są jakieś genetyczne uwarunkowania alkoholizmu. Panuje wielkie zamieszanie, jeśli chodzi o choroby rodzinne - myli się je z genetycznymi. Na przykład zatrucie ołowiem bądź rtęcią. Jeśli rodzina żyje w domu pomalowanym farbą zawierającą ołów, oczywiste jest, że wszyscy się zatrują. Wiele osób uważa, że cukrzyca jest chorobą wrodzoną, co nie znajduje potwierdzenia w faktach. Na choroby tropikalne zapadają ludzie żyjący w tropikach, nawet jeśli są rasy kaukaskiej.
- Uważa pan więc, że środowisko ma większe znaczenie niż dziedziczenie?
- O wiele większe! Dzieci górników często mają pylicę. Jej przyczyną nie są jednak geny, lecz zawód odziedziczony po rodzicach. Chorują dlatego, że żyją w miejscowości, gdzie kopalnie są głównym miejscem pracy. Istnieją rodzaje nowotworów wrodzonych, ale oznacza to, że geny zostały uszkodzone w poprzednich generacjach. Mamy do czynienia ze zbytnim koncentrowaniem się na genach jako elementach określających stan naszego zdrowia. Konstrukcja samochodu nie określa, czy zatrzymamy się na czerwonym świetle, czy też nie.
- Brzmi to jak odwieczna, nie kończąca się dyskusja, co jest ważniejsze: dziedzictwo genetyczne czy środowisko.
- Fakt, że toczy się taka dyskusja, nie oznacza, że prawda nie jest znana. Wiele osób kwestionuje zasadność ewolucji - jednak nie ma wątpliwości, że właśnie tak historycznie rozwijały się organizmy. Podstawowym czynnikiem określającym ludzkie zdrowie jest środowisko. Wystarczy spojrzeć na dane dotyczące śmiertelności, by zauważyć bez cienia wątpliwości, że ludzie pochodzący z tej samej grupy etnicznej żyją krócej w regionach biednych i niebezpiecznych.
- Jakie są inne pana obawy?
- Dotyczą one udziału w pracach nad genomem prywatnej firmy amerykańskiej Celera Genomics Corporation, która stara się opatentować ludzkie geny. To oburzające. W Stanach Zjednoczonych wydaje się prywatnym firmom patenty na opisane przez nich sekwencje ludzkich genów. Posiadają one moje geny, pana geny! Mamy więc do czynienia z prywatyzacją ludzkiego genomu. Jest to niedopuszczalne i międzynarodowa społeczność musi powstrzymać takie próby. Ludzkie geny nie są własnością prywatną czy korporacji. Wszyscy, Polacy, Rosjanie, Czesi, Amerykanie i Kanadyjczycy, jesteśmy jednym gatunkiem. To właśnie zbadanie ludzkiego genomu wykazało, jak bardzo jesteśmy podobni. Mamy 99,9 proc. identycznych genów.
- Ta księga życia, czy też - jak wyraził się prezydent Clinton - języka, w jakim Bóg stworzył życie, zdaniem wielu etyków i filozofów, może mieć istotne konsekwencje społeczne.
- Ten ważny, moim zdaniem, problem nie był poruszany podczas konferencji w Białym Domu. Ponawiane są próby uzasadniania uwarunkowaniami genetycznymi nie tylko chorób, ale także różnic w zachowaniu, w charakterze ludzkim. Dlaczego ktoś jest bezrobotny? Ponieważ jest genetycznie podatny na bezrobocie! Kiedy choć raz przyjmuje się takie rozumowanie, pojawia się groźba eugenicznego modyfikowania zachowań, które nie są uwarunkowane genetycznie, czy biologicznych rozwiązań problemów społecznych, które nie są powodowane czynnikami biologicznymi.


Okładka tygodnika WPROST: 28/2000
Więcej możesz przeczytać w 28/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0