Granica światów

Granica światów

- Jak tu, panie, żyć. Jeszcze niedawno człowiek mógł dorobić
Teraz straż przyczepia się do każdej sztangi papierosów i nie chce brać w łapę - mówi mieszkanka Sokółki, miasteczka leżącego kilkanaście kilometrów od przejścia granicznego w Kuźnicy Białostockiej. - Serca nie macie. Znajomy przez kilka miesięcy przeszedł pół Azji pieszo i nikt go nie zatrzymał. Wpadł dopiero przez tą waszą straż: "łaciate mendy"- żali się całkiem przyzwoitą polszczyzną Wietnamczyk, który na rynku w Białymstoku handluje przemyconymi papierosami. Znajomy Wietnamczyka miał pecha: nasi pogranicznicy strzegący przyszłej wschodniej granicy Unii Europejskiej uczynili z niej szczelną zaporę.
Statystyki wskazują, że rzeczywiście coraz skuteczniej powstrzymują przemyt pieniędzy, narkotyków, kradzionych aut, sztućców, narzędzi elektrycznych, dzieci i dorosłych chcących do lepszego świata trafić choćby w śmieciarkach i skrytkach samochodowych. Zatrzymali chińskie rodziny z małymi dziećmi, zbieraczy napromieniowanych grzybów, transportujących je na Zachód, powstrzymali nawet epidemię czerwonki, jaka panowała w obwodzie kaliningradzkim i zaczynała się przedostawać do Polski. W Medyce czterech Mołdawian chciało przerzucić przez granicę uzbrojoną w pocisk wyrzutnię rakiet, pięć kilogramów plastiku, 100 metrów lontu detonacyjnego i 120 granatów, z których każdy po wybuchu zmiata wszystko w promieniu 200 metrów.
Nadbużański Oddział Straży Granicznej zatrzymał niedawno helikopter wypełniony przybyszami z najodleglejszych zakątków Azji. W okolicy Dołhobyczowa przechwycono grupę 96 nielegalnych emigrantów ze Sri Lanki. - Na Białorusi wystarczy zjechać samochodem gdzieś w las, by zobaczyć grupy uchodźców czekających na przerzut w różnych budach, stodołach i pod gołym niebem - opowiada polski handlarz z Białegostoku.
Wedle ostrożnych szacunków, wciąż pół miliona obywateli byłego ZSRR i państw azjatyckich czeka na okazję, by sforsować wschodnią granicę Polski. Najbardziej zdeterminowani - których pomysłowość porównać można do desperacji pokonujących Rio Grande lub niegdyś mur berliński - próbują się przedostać do nowego świata schowani za ukrytą ścianą ciężarówki przewożącej jajka, w podwójnym dnie podłogi tira z transportem kukurydzy, a nawet pod maską samochodu dostawczego, ryzykując życie. Obywatele Armenii znani są z tego, że tuż po przejechaniu ukraińskich punktów kontrolnych wyskakują z pociągu. Uciekinier z Syrii ukrył się w torbie podróżnej schowanej pod siedzeniem w przedziale pociągu z Kijowa do Warszawy. Tylko nieliczni próbują jeszcze pokonać Bug pontonem lub wpław.
Przemyt ludzi przez Polskę dodatkowo utrudniono w momencie likwidacji jednej z największych grup przestępczych specjalizujących się w tym procederze. W trakcie operacji "Tajfun" zatrzymano głównych organizatorów siatki: Afgańczyka z niemieckim obywatelstwem i Libańczyka mieszkającego w Warszawie. Obaj prowadzili legalne firmy handlowe i restauracje w Warszawie, Kijowie oraz Hamburgu. Między innymi tam organizowano akcje przerzutowe. Grupie tej udało się w ciągu trzech lat przerzucić do Niemiec prawie 4 tys. uchodźców, głównie z Somalii, Bangladeszu, Afganistanu i Indii. Straż graniczna i policja ustaliły, że dwaj główni organizatorzy przemytu zaledwie w ciągu kilku miesięcy otrzymali 50 bankowych przekazów z zagranicy (m.in. z Niemiec, Belgii, Szwajcarii, Francji i Wielkiej Brytanii) o łącznej wartości niemal 400 tys. zł.
- Mało kto decyduje się teraz na przemyt większej grupy osób przez naszą wschodnią granicę. Jeżeli już strażnicy łapią kogoś w lesie, to przeważnie tych, którzy dali się oszukać gangom przemytników. Ci biorą pieniądze, doprowadzają uchodźców na granicę i pod byle pretekstem znikają - opowiada jeden z mieszkańców wsi Rutka-Tartak, jeszcze kilka lat temu żyjący głównie z przemytu ludzi.
- Kanały przerzutowe powoli przesuwają się na południe i zaczynają biec przede wszystkim przez Czechy. Ważnymi punktami przerzutowymi stały się Bratysława i Praga - potwierdza podpułkownik Leszek Czech, komendant Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej. - Nawet nasi lokalni przemytnicy z Rutki przenieśli się na południe - dodaje podporucznik Jacek Pryzmont, zastępca komendanta strażnicy w Rutce. Na granicy z Czechami niemiecka straż graniczna przechwytuje dziś o 300 proc. więcej przybyszów z Azji i Afryki niż rok temu.
Mieszkańcy wiosek sąsiadujących z Litwą, dla których do niedawna przemyt był głównym źródłem dochodów, dziś prowadzą gospodarstwa agroturystyczne. Tak jest właśnie w wypadku Rutki-Tartak, leżącej dokładnie na północno-wschodnim krańcu Polski.
- Przemytnicze tradycje sięgają tu jeszcze okresu przedwojennego. Wtedy przemycano głównie sól. Po wojnie koniunktura zmieniała się kilkakrotnie. Początek lat 90. to zorganizowane przerzuty nawet kilkudziesięcioosobowych grup uchodźców - mówi podporucznik Pryzmont. Dziś jest zupełnie inaczej. Na odcinku granicy strzeżonej przez pograniczników z Rutki prawie od dwóch lat nie zatrzymano żadnej dużej grupy uchodźców. Strażnikom, oprócz specjalistycznego sprzętu, pomaga część ludności z przygranicznych wiosek. Za wszelkie informacje, które pomogą w udaremnieniu kontrabandy i innych przestępstw, ochotnicy otrzymują 200-600 zł.
- Waszych ludzi na granicy wciąż można oszukać. Skuteczne sposoby zawsze się znajdą - przekonuje 24-letni Aleksander, Ukrainiec, który na białostockim targowisku oferuje amerykańskie papierosy przeszmuglowane przez Kuźnicę Białostocką. Spirytus przewozi się głównie w bakach paliwowych. W ubiegłym tygodniu zatrzymano w Kuźnicy - czego byliśmy naocznymi świadkami - Białorusina, który w specjalnie podzielonym zbiorniku o pojemności 60 litrów miał tylko 5 litrów benzyny. Resztę wypełnił spirytusem. - Kilka kilometrów przed granicą widziałem człowieka rozkręcającego samochód. Byłem pewien, że wyładowuje papierosy przywiezione z Białorusi. Okazało się, że biedak upycha do skrytek główki kapusty, które widocznie po tamtej stronie granicy cieszą się sporym wzięciem - opowiada podpułkownik Jerzy Karpienko, komendant Granicznej Placówki Kontrolnej w Kuźnicy Białostockiej.
Przez przejścia drogowe można jeszcze przemycić spore ilości alkoholu i papierosów. Inaczej jest na przejściach kolejowych. Pasażerowie pociągów kursujących kilka razy dziennie pomiędzy Kuźnicą Białostocką a Grodnem zadowalają się przewiezieniem do Polski przepisowej ilości używek. Trzykrotny przejazd przez granicę z dwoma kartonami papierosów i litrem mocnego alkoholu może dać zysk w wysokości 30-40 zł. Przeciętna "mrówka" odbywa taką wycieczkę kilkadziesiąt razy w miesiącu. Daje to jej zarobek kilka razy przekraczający średni dochód na Białorusi (średnia miesięczna pensja w "Łukaszenkolandzie" to dziś 20 dolarów). Są oczywiście i tacy, którzy próbują przewieźć pociągiem większe ilości towaru. Po każdej kontroli pociągu pogranicznicy i celnicy wynoszą ze składu kilka worków spirytusu, który znaleziono w skrytkach pod siedzeniami i w podwójnym dachu wagonów.
Sytuację na wschodniej granicy Polski udało się wyraźnie poprawić dzięki inwestycjom z budżetu państwa i pomocy Unii Europejskiej. Straż graniczna zakupiła 136 samochodów terenowych marki Land Rover, radiowy sprzęt UKF za 800 tys. euro, systemy obserwacji dzienno-nocnej za niemal 4 mln euro, elektroniczne czytniki paszportów, przeszło 100 czterokołowych motocykli Honda TRX, pięć samolotów Wilga i dwa okręty dla Morskiego Oddziału Straży Granicznej. Jeszcze w tym roku zakupione zostaną kolejne samoloty i samochody terenowe oraz specjalistyczne umundurowanie za 2,25 mln euro. - Wkrótce na naszą wschodnią granicę trafi też dwanaście wozów wyposażonych w najnowocześniejszy sprzęt noktowizyjny. Każdy z nich kosztuje 400 tys. euro. Zakup sfinansuje fundusz PHARE - mówi płk Wojciech Dylewski, zastępca komendanta głównego straży granicznej.
- Przedstawiciele Unii Euro-pejskiej, którzy wizytowali niedawno naszą placówkę, rozejrzeli się trochę po terenie, obejrzeli nasz sprzęt i odjechali, nie przedstawiając ani jednego zarzutu - mówi podporucznik Jacek Pryzmont. Jeszcze niedawno Francja krytykowała stan zabezpieczenia naszych granic, ale fakty mówią same za siebie: wartość przemytu przez naszą wschodnią, najbardziej "newralgiczną" granicę tylko w ciągu ostatnich czterech lat zmniejszyła się ponadtrzykrotnie. W Polsce przebywa dziś dziesięciokrotnie mniej nielegalnych imigrantów niż we Francji. Nadto zdecydowanie spadła liczba funkcjonariuszy straży granicznej i celników, którym udowodniono korupcję. W ubiegłym roku spośród 13 tys. strażników jedynie pięciu oficerów zwolniono z pracy za łapownictwo, w tym roku jeszcze mniej - zaledwie dwóch. Podobnie z celnikami - w ubiegłym roku tylko w stosunku do 30 z 14,5 tys. funkcjonariuszy skierowano wnioski do prokuratury w związku z podejrzeniami o korupcję.
Najlepiej strzeżonym odcinkiem granicznym na wschodzie jest granica z Litwą. Jeszcze niedawno z Litwy do Polski bezkarnie przelatywały nawet samoloty z nielegalnymi uchodźcami i towarem. Dziś, gdy na wyposażeniu Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej znalazły się samoloty Wilga i śmigłowiec Kania, takie próby nie mają szans powodzenia. Poprawę sytuacji na granicy z Litwą zawdzięczamy też sąsiadom, którzy również starają się o wejście do Unii Europejskiej. Za wszelką cenę chcą, by kontrole pograniczników z Zachodu wypadały dla nich pozytywnie.
Straż graniczną czekają jednak wkrótce nowe kłopoty. - Uszczelnienie granicy wschodniej spowoduje zapewne, że grupy przemytnicze przeniosą się na granicę morską - przypuszcza płk Dylewski. Już dziś pogranicznicy z Morskiego Oddziału Straży Granicznej obserwują poza polskimi wodami terytorialnymi próby przeładunku przemycanych towarów z dużych statków na polskie kutry rybackie. Potem towar z pominięciem kontroli granicznej trafia do naszych portów lub wprost na plażę. - Morski Oddział Straży Granicznej jest coraz lepiej wyposażany. Mamy pojazdy lądowe i statki, planujemy wybudować system zabezpieczeń radarowych. Na początku 2003 r. nasza morska granica, podobnie jak cały odcinek granicy lądowej, będzie gotowa, by sprostać wymaganiom Unii Europejskiej - deklaruje Wojciech Dylewski.

Zdjęcia: Karol Mikuła
Artur Pawłowski
Okładka tygodnika WPROST: 32/2000
Więcej możesz przeczytać w 32/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0