Żadnych marzeń

Żadnych marzeń

Ktoś w telewizji publicznej wpadł na pomysł, by program jednego dnia ułożyli sami widzowie, a nie - jak było do tej pory - urzędnicy i reklamodawcy. Pomysł, aby raz w roku firma spełniała życzenia swoich klientów, jest tak odkrywczy, że aż zaparło mi dech. Tym razem demokratyzm publicznej prześcignął nawet osiągnięcia prezydenta Łukaszenki, który - jak wiadomo - dał w swoich mass mediach półtorej minuty opozycji. A tu odpuścili cały dzień...
Żeby było jasne, nigdy do końca nie wierzę wszelkim publicznym ankietom, w których przeważnie bierze udział tak niewielu respondentów, że każdy zdeterminowany posiadacz większej liczby kopert i znaczków pocztowych może przechylić szalę. Wyniki Telewizji Marzeń były jednak zastanawiające i to nie ze względu na pozycje, jakie wygrały, lecz te, które nie znalazły się w czołówce. Czego więc tam nie było? Ano nie było programów, na jakie ponoć nieustannie czeka i chłop, i robotnik, i księgowy, czyli tele- nowel, teleturniejów, sitcomów, talk-shows.
Z niepojętych przyczyn telewidzowie woleli "Samych swoich" niż "Badziewiaków" czy innych "Kiepskich", przedłożyli "Ziemię obiecaną" nad "Klan" i łaknęli "Kabaretonów opolskich" zdecydowanie bardziej od show Drozdy i marzeń Dańca. Ów elektorat wyróżnił się korzystnie na tle wyborców z ankiety "Polityki", gdzie - jak wiadomo - błyskotliwe duo Mann-Materna przebiło osobowościowo Starszych Panów, co wskazuje niezbicie, że pora umierać!
Konstatacja druga jest jeszcze mniej optymistyczna - oto wygrały marzenia absolutnie niezgodne z duchem panującym w telewizji. Nie wyobrażam sobie dziś ani "Kabaretonów opolskich" na miarę tych z Laskowikiem, Pietrzakiem czy Zaorskim. Nie ma miejsca na inteligentną (i nie daj Boże, satyryczną) komedię. Wśród pozycji nominowanych przewinęła się nawet moja szopka z 1993 r. (na wszelki wypadek bez nazwiska autora), ilustrowana, nie wiedzieć czemu, lalkami z "Polskiego zoo", Nowy Rok zaś pierwszy raz od dziesięciu lat obył się bez jakiejkolwiek szopki.
W tej sytuacji Telewizja Marzeń wyglądała mi raczej na "telewizję pobożnych życzeń", niemożliwych do zrealizowania w firmie, którą rządzą pragmatyczni ateiści. Osobiście od dłuższego czasu dźwięczy mi w uchu cytat z Aleksandra II (cara, nie Kwaśniewskiego czy Łukaszenki!): "Żadnych marzeń, panowie" (i panie!). Żadnych marzeń częściej niż raz w roku.

Okładka tygodnika WPROST: 4/2000
Więcej możesz przeczytać w 4/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0