Baśnie o zmienianiu rządu

Baśnie o zmienianiu rządu

Dodano: 
Ataki powstałe w Akcji Wyborczej Solidarność świadczą o kryzysie w akcji, a nie w rządzie, choć właśnie jemu bardzo szkodzą
Po głosowaniu nad wnioskiem o wotum nieufności dla ministra Wąsacza nasiliły się w AWS głosy o potrzebie zmiany premiera i rządu. Im będą one liczniejsze i głośniejsze, tym notowania koalicji, a szczególnie AWS będą gorsze. To z kolei sprawi, że żądań zmiany rządu będzie jeszcze więcej i będą jeszcze głośniejsze, i tak dalej aż do końca. Dosłownie. W związku z tym stawiam dwa pytania. Pierwsze: czy domaganie się zmiany premiera i gabinetu jest skutkiem kryzysu rządu, czy przejawem kryzysu w AWS? Drugie: co oznacza zmiana szefa rządu w świetle obecnej konstytucji i dzisiejszym układzie sił w koalicji oraz sytuacji wewnętrznej w akcji?

Nie twierdzę, odpowiadając na pierwsze pytanie, że w rządzie wszystko jest, jak należy. Ale faktem jest to, że nawet w najtrudniejszych chwilach nie było w nim skłócenia i zamieszania o takim natężeniu i trwającym tak długo, jak to dzieje się w koalicji, a zwłaszcza w AWS. Co więcej, sytuacja zmienia się w kierunkach przeciwnych. Rząd po przesileniu podatkowym i ukróceniu przez premiera praktyki publicznego spierania się ministrów o ocenę sytuacji ekonomicznej pracuje bez wstrząsów. Natomiast w AWS zamieszanie jest coraz większe, bo każdy nurt akcji chce, by premier, rząd i jego program ukształtowane były przede wszystkim zgodnie z jego własnymi wyobrażeniami, a dopiero później wedle wyobrażeń innych. Tymczasem rząd jest wypadkową tych wyobrażeń oraz problemów, przed którymi stoi i które musi rozwiązywać. Obserwowałem w tym dziesięcioleciu różne rządy, dwa od wewnątrz, kilka z bliska. I mogę powiedzieć, że jest to jeden z lepszych gabinetów tej dekady. Ataki powstałe w AWS świadczą o kryzysie w akcji, a nie w rządzie, choć właśnie jemu bardzo szkodzą.
Powiada się, że trzeba zmienić premiera. Sugeruję wyznawcom takiego poglądu - zanim cokolwiek zaczną robić - wnikliwe zastanowienie się, co w obecnej sytuacji znaczy zmiana szefa rządu. Aby zgłosić wniosek o odwołanie Rady Ministrów, trzeba by uzgodnić między partiami AWS i z Unią Wolności, kto miałby zostać nowym premierem. Już to byłoby trudne. Wprawdzie wystarczyłoby to formalnie do zgłoszenia wniosku o wotum nieufności wobec Rady Ministrów, ale nie wystarczyłoby politycznie. Żaden odpowiedzialny polityk nie wyrazi zgody na zastąpienie jednego premiera drugim, jeśli uprzednio nie zostanie uzgodniony między stronami nowy rozdział tek i nowa umowa koalicyjna. Dopiero po takich ustaleniach możliwe jest podpisanie się pod wnioskiem o konstruktywne wotum nieufności. Nie przyszło to łatwo w roku 1997, mimo entuzjazmu po zwycięskich wyborach i znacznie większej niż obecna siły przetargowej AWS w stosunku do Unii Wolności.
Wielu niezadowolonych z działania premiera i rządu pochodzi z tych nurtów akcji, które od powstania koalicji uważały, że za mało uwzględniono ich aspiracje programowe i personalne, podczas gdy unia dostała za dużo stanowisk i koncesji programowych. Tak było wtedy, gdy - powtarzam - siła przetargowa akcji wobec unii była znacznie większa niż dzisiaj. Wówczas mierzyła się ona proporcją parlamentarzystów, obecnie mierzy się prognozą wyborczą, która jest bardzo niekorzystna dla AWS, ale nie dla Unii Wolności. Może nie dostrzegają tego ci, którzy nawołują do zmiany premiera i rządu, ale na pewno doskonale widzi to unia i jej przewodniczący. A - jak wiadomo - ma ona także aspiracje programowe (niektóre nie zrealizowane) i personalne. Dla unii perspektywa wcześniejszych wyborów na pewno nie jest rozwiązaniem pożądanym, ale jest ono bez porównania bezpieczniejsze niż dla akcji. Unia ma znacznie mniej powodów, by się go bać i tę różnicę może doskonale obrócić na swą korzyść w ewentualnych rozmowach o zmianie rządu. Nie rozumiem więc, na podstawie czego ten nurt w AWS, który od początku był najbardziej niechętny unii, sądzi, że zmieniając premiera i rząd, przechyli dziś koalicję programowo i personalnie bardziej w swoją stronę? Przecież bliższe prawdy jest to, że gdyby taką zmianę realnie rozpoczęto, oznaczałoby to wejście w ślepą uliczkę ku jeszcze większej radości opozycji i chyba też prezydenta.
Okładka tygodnika WPROST: 6/2000
Więcej możesz przeczytać w 6/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0