Delors po Helsinkach

Delors po Helsinkach

Dodano: 
Miejsce w "awangardzie" UE będzie jedynym sposobem na odegranie przez Polskę europejskiej roli na miarę naszych aspiracji
"Prawdziwym pytaniem jest to, czy Europejczycy nadal chcą odgrywać jakąś rolę w historii" Jacques Delors

Jacques Delors należy do tych osobistości, których słucha się uważnie, mimo że nie zajmują oficjalnych stanowisk. Wieloletni szef Komisji Europejskiej zaliczany jest do grona weteranów sprawy europejskiej, na dodatek nie ciąży na nim żadna skaza z przeszłości. Nie opuszczał swego fotela w niesławie, nie obraził się też na sam fakt zmiany warty. Ot, zakończyła się jego formalna misja, wrócił więc do Paryża, ale nie zamilkł.
Wygłosił w Aspen Institute odczyt, przedstawiony niedawno w skrócie w wywiadzie udzielonym poczytnemu "Le Monde". Chodzi o decyzje helsińskie, w których wyniku powiększyło się grono kandydatów na członków unii. Pojawiły się (także w naszym kraju) w związku z tym wątpliwości, czy decyzje te dodatkowo nie spowolnią procesu negocjacyjnego. Obserwatorzy nie byli zgodni w ocenach, również polska strona miała ambiwalentne odczucia. Z jednej strony, koszula bliższa ciału - wolelibyśmy, by nasz kraj pozostał w możliwie wąskiej czołówce kandydatów. Z drugiej strony, mamy nie tylko altruistyczne przekonanie, że należy unikać nowej żelaznej (lub jakiejkolwiek innej) kurtyny na naszej wschodniej granicy. Pojawia się też wątpliwość co do intencji: czy powiększenie liczby państw negocjujących ma ułatwić, czy utrudnić rozszerzenie UE i jak do tego pytania ma się agenda Konferencji Międzyrządowej, mającej przygotować piętnastkę do stania się czymś znacznie większym.
Delors idzie krok dalej. Zadaje pytanie, jak pogodzić dwa cele. Pierwszym jest uznanie uprawnionych oczekiwań krajów aspirujących do znalezienia się w unii. Tam jest ich naturalne miejsce i mają do niego prawo nie mniejsze niż ci, którym historia pół wieku wcześniej dała szansę na wolność i demokrację. Drugim jest niezagubienie wartości, którą dla członków jest Unia Europejska - taka, jaka jest, nawet z obecnymi kłopotami, ale oswojona, bliska i potrzebna. Jest to zarazem pytanie o to, jak uniknąć rozwodnienia europejskiego projektu politycznego w wielkim wspólnym rynku.
Delors nie ma wątpliwości (i stawia to ostrzej od momentu, gdy mówi się o 27, 30 lub 32 członkach unii zamiast 15-20), że dziedzictwo (zwłaszcza gospodarcze) nowych członków może hamować proces integracji unii. Jako remedium proponuje umożliwienie państwom zainteresowanym głębszą integrację, zawarcie przez "kraje awangardy" traktatu ustanawiającego federację państw narodowych. W jej ramach możliwa byłaby większa integracja ekonomiczna, obronna i w dziedzinie bezpieczeństwa. Inni, mający kłopoty z udziałem w prawdziwym "pogłębieniu", stawaliby się kolejno członkami unii i z niektórymi obecnymi jej członkami nie byliby ponaglani do wychodzenia poza dotychczas istniejące ramy integracyjne.
Formuła ta, akcentująca trwałość instytucji państwa narodowego w Europie (a więc federalizm programowo odmienny od wersji amerykańskiej), jest także wyrazem wątpliwości co do "wzmocnionej współpracy", która opisana została między innymi w jesiennym "raporcie mędrców". Wadą tej ostatniej ma być pogłębianie współpracy poza ramami traktatowymi, niejako poza unią i w cokolwiek chaotycznym trybie.
Warto, byśmy w tej debacie uczestniczyli. Ale bez względu na jej wynik musimy być świadomi własnych interesów. Jestem głęboko przekonany, że Polsce opłaca się dołączyć nie do maruderów, lecz do czołówki UE. Delors powiedziałby do "awangardy". Jeśli miałoby się stać tak, jak sprawę stawia Delors, miejsce w "awangardzie" będzie jedynym sposobem na odegranie przez nasz kraj europejskiej roli na miarę naszych aspiracji. To oznacza, że powinniśmy się zdobyć na większy wysiłek niż tylko spełnienie kryteriów stawianych każdemu kandydatowi. Powinniśmy to też uczynić możliwie szybko, nim owa czołówka znów nam nie ucieknie do przodu.
Okładka tygodnika WPROST: 6/2000
Więcej możesz przeczytać w 6/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0