Kolor wygrywa

Kolor wygrywa

Dodano: 
Nie wypada się obrażać na demokrację. Tyle że poszczególne kawałki władzy niebezpiecznie skupiają się w jednym ręku
- Najbliższe lata zapowiadają w polityce niepogodę. Jeszcze w tym roku czekają nas wybory prezydenckie: zanosi się na powtórkę z Kwaśniewskiego. Stara się on wprawdzie być prezydentem wszystkich Polaków, ale serce ma po lewej stronie. W roku 2001 odbędą się wybory parlamentarne: sondaże zwiastują zmianę warty. SLD wspomagany przez rozkładającą się AWS jest na najlepszej drodze do zdobycia większości parlamentarnej, a być może będzie nawet samodzielnie rządzić. Obok prezydenckiego ośrodka władzy będziemy więc mieli panowanie SLD nad administracją. Ale to nie wszystko.

Wejrzyjmy w świat mediów, czyli czwartej władzy. Tu także zanosi się na ujednolicenie politycznych kolorów. W kwietniu 2000 r. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wymieni rady nadzorcze w mediach publicznych. Przewaga czerwono-zielonych kolorów umożliwi zrobienie tego po swojemu. Ułatwi to niewątpliwie kampanię prezydencką i parlamentarną, choć już teraz zmiany w Telewizyjnej Agencji Informacyjnej i Polskim Radiu świadczą o silnej kontroli publicznych środków przekazu. Są jeszcze niesforne prywatne stacje radiowe i telewizyjne, ale i tu pojawia się możliwość zastosowania polityki kija i marchewki. Nadchodzi czas stopniowego wygasania koncesji radiowych (udzielonych na siedem lat) oraz telewizyjnych (przyznanych na lat dziesięć). Procedura ich odnawiania nie jest na razie jasna. Łatwo obliczyć, że najpierw Polsat, a potem TVN zostaną wydane na łaskę KRRiTV, a myśl o odpolitycznieniu tego ciała stała się marzeniem ściętej głowy. Koło się więc zamyka.
Wszystko to dzieje się w demokratycznym trybie. I chociaż nie jest to przesądzone, lecz bardzo prawdopodobne - na progu XXI w. zmierzamy do koncentracji przez jedną opcję polityczną narzędzi władzy i formowania opinii publicznej. Nie wypada się obrażać na demokrację. Ani prezydentura Aleksandra Kwaśniewskiego, ani rządy SLD nie są nieszczęściem dla Polski i nie zagrażają naszej pozycji w Europie. To wiemy. Tyle że poszczególne kawałki władzy niebezpiecznie skupiają się w jednym ręku. Na pociechę pozostaje różnobarwna samorządność lokalna. Ale warto też pamiętać o ekonomicznej przewadze układów wywodzących się ze starego systemu. I o tym, że w szeregi SLD wracają zastępy dawnych budowniczych PRL, wygłodzonych w latach 90., gotowych wziąć udział w kolejnej karuzeli stanowisk. Słowem, równowaga w życiu publicznym jest zdrowa, dominacja zaś - niezdrowa, gdyż rodzi postawy politycznego klientyzmu, utrwala system nierównych szans - bez przymusu, całkiem demokratycznie i legalnie, w imię wygody życia.
Tak być może, ale wcale nie musi. Idziemy w tym kierunku poniekąd na własne życzenie. Warto, by ludzie, którzy od wewnątrz rozkładają polską prawicę i zbiorowo chcą odegrać rolę posła Pietrzyka z roku 1993, wiedzieli, co nam szykują. Niech przemyślą, czy chcą politycznej niepogody na najbliższe lata.
Okładka tygodnika WPROST: 6/2000
Więcej możesz przeczytać w 6/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0