Wejście pingwina

Wejście pingwina

Dodano: 
Jeszcze kilka lat temu nikt poza najbardziej zagorzałymi entuzjastami komputerów nie wiedział, co kryje się za tajemniczym terminem "Linux".
Dzisiaj słowo to - podobnie jak "Internet" - działa niczym magiczne zaklęcie. Na nowojorskiej giełdzie linuksowe firmy notują wprost bajeczny wzrost wartości swoich akcji, a poszukiwanym towarem stały się nawet internetowe domeny ze słowem "linux" - pewnemu Duńczykowi za taki właśnie złoty adres zapłacono w ubiegłym roku 5 mln USD. Między innymi to właśnie wzrost wartości akcji firm inwestujących w rozwój Linuxa i oprogramowania dla tego systemu przyniosły niedawną hossę giełdową w Ameryce. Wśród giełdowych prymusów są tak renomowane firmy, jak Corel i Red Hat, ale jest też na przykład VA Linux, mało znana firma, której straty w ubiegłym roku wyniosły 24 mln USD (przy 30 mln USD obrotu). Wystarczyła jednak magiczna nazwa, by w krótkim czasie wywindować wartość akcji firmy z 30 do 250 USD. Niektórzy analitycy rynku mówią już wręcz o linuksowym szaleństwie - znaleźli się chętni nawet na akcje Linux One, firmy, która niczego jeszcze nie wyprodukowała, a całym jej majątkiem zdaje się być dobrze brzmiąca nazwa...
Przyczyna linuksowej gorączki jest prosta - nawet ci, którzy dobrze nie zdają sobie sprawy, jak funkcjonuje system Linux, doskonale wiedzą, że po raz pierwszy od końca lat 80. na rynku komputerowym pojawił się produkt mogący zagrozić wszechpotędze imperium Billa Gatesa i jego "okienek". W ciągu ostatnich miesięcy 1999 r. okazało się, że niebezpiecznym przeciwnikiem najpotężniejszej korporacji Ameryki jest nie tylko Departament Sprawiedliwości i próbujący walczyć z nieformalnym monopolem Microsoftu sędzia Thomas Penfield Jackson, lecz także... mały pingwin, maskotka symbolizująca system Linux. Na plakacie rozdawanym podczas ostatnich listopadowych targów komputerowych Comdex w Las Vegas wielki pingwin tłucze stylizowane okna Microsoftu...
W 1991 r. fiński student informatyki Linus Torvalds zapewne nie mógł przypuszczać, że tworząc uproszczony system operacyjny dla coraz popularniejszych wówczas komputerów opartych na procesorze Intel 386, rzuci kiedyś wyzwanie wielkiemu Billowi Gatesowi. Torvalds napisał program, którego początkowo nikt nawet nie zauważył. Wkrótce Torvalds umieścił kod źródłowy swojego systemu (nazwanego Linux) w Internecie, wciąż traktując go raczej jako ciekawostkę dla hobbystów i prosząc o zgłaszanie uwag dotyczących funkcjonowania programu. Odzew przerósł najśmielsze oczekiwania. Programiści z różnych stron świata zaczęli nadsyłać swoje propozycje udoskonalenia kodu i rozbudowy Linuxa. Aby to ułatwić, Torvalds uczynił swój program własnością publiczną, nadając mu status GPL (General Public Licence), co oznacza, że każdy może go przetwarzać, udoskonalać lub poprawić odnalezione błędy. Naturalnym środowiskiem Linuxa stał się Internet, dzięki czemu nad programem zaczęli pracować programiści w odległych częściach świata. Po kilku latach liczba entuzjastów pracujących nad różnymi wersjami Linuxa i nad programami dla tego systemu sięgnęła kilkunastu tysięcy - takiego zaplecza technicznego i tylu testerów nie ma żaden komercyjny program komputerowy na świecie. W Internecie szybko powstały linuksowe listy dyskusyjne, które umożliwiały twórcom systemu wymianę doświadczeń i konsultowanie nowych rozwiązań. Wreszcie w 1994 r. pojawiła się pierwsza "dojrzała" wersja systemu, nadająca się do poważnych zastosowań. Od samego początku Linux był idealnym systemem do obsługi sieci komputerowych - w końcu tworzyli go programiści stanowiący wirtualną wspólnotę w globalnej sieci. Właśnie dlatego komputery funkcjonujące obecnie pod kontrolą tego systemu działają głównie jako serwery poczty elektronicznej i WWW, routery. Sam Torvalds od dawna nie jest już najważniejszym twórcą Linuxa, ale w całym linuksowo-internetowym świecie uznawany jest za "ojca" i najważniejszego konsultanta. Tymczasem nad rozwojem systemu pracuje niezależnie od siebie kilka firm programistycznych. Linux jako system otwarty nie jest jednolity - każdy może stworzyć własną dystrybucję, czyli wersję systemu. W podstawowej wersji dystrybucje rozprowadzane są bezpłatnie (z zestawem podstawowego oprogramowania freeware). Opłaty pobiera się za wersje "ekstra", "professional" itp., do których dołączane są płyty z dodatkowymi programami komercyjnymi.
Firmy linuksowe nie spodziewają się jednak zysków ze sprzedaży wiązanej, lecz z obsługi systemów, ze sprzedaży wyspecjalizowanego oprogramowania i z reklamy w Internecie. Na razie większość programów dla Linuxa oferowanych jest bezpłat- nie - nawet tak zaawansowane zestawy jak pełny pakiet biurowy Star Office, który po wykupieniu od niemieckich twórców jest za darmo rozpowszechniany przez internetowego potentata, kalifornijską firmę Sun. Szefowie Microsoftu, mówiąc o przewadze swojego systemu nad Linuxem, podkreślali, że z myślą o Windows stworzono już tysiące programów, a oprogramowanie spod znaku pingwina jest znacznie uboższe. To prawda, ale sytuacja zmienia się z miesiąca na miesiąc. "Linuxmania" powoduje, że coraz więcej popularnych programów pojawia się w wersji dla Linuxa. Istnieją też programy wyjątkowe - na przykład niezwykle rozbudowany program graficzny GIMP ma większość funkcji kosztującego kilkaset dolarów Photoshopa, a mimo to można go użytkować całkiem bezpłatnie.
Wśród użytkowników komputerów Linux przez długi czas uchodził za program skomplikowany w obsłudze i w zasadzie przeznaczony dla fachowców. Komputerowi guru, tworzący elitarną społeczność wtajemniczonych i z pogardą spoglądający na szarych użytkowników Windows, nawet nie starali się zmienić tej opinii. Całkowitą zmianę podejścia wymusiły dopiero prawa rynku. Dzisiaj istnieją już dwa konkurencyjne środowiska graficzne dla Linuxa (KDE i Gnome) podobne do klasycznych rozwiązań Macintosha i Windows.
Pierwszą łatwą wersją Linuxa był Red Hat 6.0. Jego rozwinięciem jest Mandrake 6.1, system uznany za linuksowy produkt roku 1999. Instalacja obu systemów jest znacznie uproszczona, ale wciąż pojawiają się problemy z prawidłowym rozpoznawaniem niektórych urządzeń komputerowych, zwłaszcza kart dźwiękowych. Problemy te zostaną zapewne rozwiązane w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Nad stworzeniem prostego i eleganckiego Linuxa pracują programiści z firm Caldera, SuSE, Trans Ameritech i innych. Bardzo mocno na rozwój Linuxa postawiła kanadyjska korporacja Corel, znana dotychczas jako producent programów graficznych. Linux w wydaniu Corela pojawił się pod koniec 1999 r., od razu wzbudzając wielkie zainteresowanie. W ciągu kilku tygodni system Corel-Linux zainstalowało ponad sto tysięcy użytkowników. Niezwykle łatwa instalacja sprowadza się do odpowiedzi na cztery pytania. Corel dokonał też reanimacji bardzo popularnego niegdyś edytora tekstów Word Perfect, oferując go w wersji linuksowej. Nie wiadomo, którą wersję Linuxa zaakceptują użytkownicy, jednak poważne zaangażowanie wielkich firm oznacza, że pionierski i romantyczny okres w historii tego systemu zbliża się ku końcowi. Ku niezadowoleniu prawdziwych guru prędzej czy później stanie się on normalnym produktem rynkowym. Można się jednak spodziewać, że dzięki temu zarówno system, jak i tworzone dla niego programy staną się naprawdę profesjonalne, a odpowiedzialność za system, jego rozwój i pomoc klientom - co jest szczególnie ważne dla użytkowników korporacyjnych - wezmą na siebie konkretne firmy.
Czy stworzony przez hobbystów system operacyjny rzeczywiście doprowadzi do zmian na rynku, zagrażając potędze Microsoftu? Żywiołowe reakcje inwestorów giełdowych wskazują, że wielu z nich liczy się z taką możliwością. Znawcy rynku komputerowego starają się jednak zachować rozsądek. Linux może zwiększyć swój udział w rynku, ale wątpliwe, by całkowicie zepchnął w cień sztandarowy produkt Microsoftu. Być może za kilka lat będą to równoprawne systemy, dające nabywcom szansę wyboru już w chwili zakupu komputera. Jeśli tak się stanie, będzie to dowód, że w walce z monopolem prawa rynku mogą być skuteczniejszą bronią niż krucjata Departamentu Sprawiedliwości i wyroki sądu.

Okładka tygodnika WPROST: 6/2000
Więcej możesz przeczytać w 6/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0