Drugie zwycięstwo

Drugie zwycięstwo

Dodano: 
Jak zapewnić wzrost notowań AWS
 


Pierwszym zwycięstwem Akcji Wyborczej Solidarność było zjednoczenie wszystkich liczących się prawicowych ugrupowań, sukces w wyborach parlamentarnych w 1997 r. i odsunięcie skompromitowanych i skorumpowanych postkomunistów od władzy. Obecnie rodzi się pytanie, jakie warunki trzeba spełnić, by możliwe stało się odniesienie przez akcję drugiego wielkiego zwycięstwa.
Trudności, jakie przeżywa AWS, choć z satysfakcją nagłaśniane przez kryptokomunistyczne środki przekazu, a zwłaszcza telewizję publiczną, nie są jednak jedynie efektem medialnym. Tak pisze w "Życiu" na ten temat historyk III RP Antoni Dudek: "... jesienny kryzys gabinetowy i zakończona fiaskiem rekonstrukcja rządu dowiodły, że szansa na przezwyciężenie tych niekorzystnych zjawisk jest niewielka. Wynika to z patowej sytuacji, jaka zaistniała w AWS i w stosunkach między akcją a jej koalicjantem. Pozornie proces integracji wewnętrznej akcji przebiegał w ubiegłym roku dość pomyślnie. Udało się wreszcie zakończyć budowę struktur Ruchu Społecznego AWS, a 'Solidarność' przekazała mu znaczną część swoich udziałów we władzach akcji. Radykalnie zmniejszyła się też liczba podmiotów tworzących AWS. Wreszcie grudniowy zjazd NSZZ 'Solidarność' uznał za konieczne przekształcenie akcji w strukturę federacyjną, co wydaje się racjonalnym krokiem na drodze do konsolidacji prawicy. Te pozytywne zjawiska nikną jednak w cieniu innych. Przede wszystkim RS AWS, który miał się stać rdzeniem akcji, nie spełnił tych oczekiwań, gdyż... został zdominowany przez eks-działaczy związkowych nie potrafiących znaleźć wspólnego języka z innymi politykami. Kłopoty RS AWS zostały skwapliwie wykorzystane przez liderów SKL i ZChN, mających uzasadnione powody do oskarżeń o marginalizowanie ich roli przez polityków o związkowym rodowodzie. Ich racjonalne dążenia do wzmocnienia własnej pozycji zaczęły jednak nabierać destrukcyjnego charakteru".


Magiczne słowo "rekonstrukcja" nie stanowi antidotum na problemy koalicji

Trudność rekonstrukcji rządu od początku polegała na tym, że wszystkie podmioty AWS przez rekonstrukcję rozumieją wymianę "cudzych" ministrów i powiększenie w ten sposób własnych wpływów. Dlatego nie wydaje się, by magiczne słowo "rekonstrukcja" stanowiło antidotum na problemy koalicji. W warunkach polskich wymiana wielu ministrów lub zmiana rządu byłaby najbardziej skuteczna kilka miesięcy przed wyborami, aby zdyskontować - naturalny w takich sytuacjach - wzrost społecznego poparcia. Ponadto tego typu operacja powinna być dokonana w rezultacie wewnętrznych uzgodnień i kompromisów, a nie w blasku jupiterów i w potoku wzajemnych oskarżeń oraz sprzecznych nacisków ze strony poszczególnych ugrupowań i grup interesów. Wreszcie postulowana zmiana rządu powinna być jednym z wielu działań prowadzących do odbudowania społecznego poparcia. Inaczej sprawia wrażenie myślenia magicznego i próby ukrycia braku programu. Tymczasem niezbędne jest skoncentrowanie się na problemach społecznych - walce z przestępczością, bezrobociem, ograniczaniem obszarów ubóstwa.
Szczęśliwie odsunięty, ale nie do końca przezwyciężony kryzys, którego symbolem stał się minister skarbu, jest najbardziej chyba spektakularnym potwierdzeniem negatywnych ocen i napięć związanych z AWS, a także z krytycznymi ocenami samego rządu. Równocześnie w tej ocenie trzeba być sprawiedliwym. Nawet tak zwykle surowy w swoich diagnozach krytyk prawicy jak Piotr Wierzbicki stwierdza w "Życiu": "Ale jednocześnie byłbym ślepy, gdybym nie docenił tego, że te reformy społeczne, które są konikiem Buzka (bo to jest działacz społeczny, nie polityk), zostały jednak przeprowadzone. Znowu na trójkę, zapewne, ale żaden poprzedni rząd nie potrafił tego zrobić nawet na trójkę. Drgnęła reprywatyzacja. Żaden poprzedni rząd nie kiwnął w tej sprawie palcem. Ruszyła lustracja. Dlatego staram się w sposób sprawiedliwy doceniać również zasługi tego rządu, wielki polski sukces - wejście do NATO oraz to osiągnięcie, którym jest całe ostatnie dziesięciolecie". Cała "sprawa" ministra Emila Wąsacza była czymś, co najtrafniej chyba oddaje francuskie określenie - déj' vu. Była powtórką z obalenia gabinetu Hanny Suchockiej, tym razem na szczęście nieudaną. Ta sama jak wówczas, pozornie dziwaczna, a w istocie logiczna koalicja: postkomuniści, dawni ZSL-owcy, KPN, PC (w wyniku wytrwałej i konsekwentnej pracy Jarosława Kaczyńskiego zredukowane w zasadzie do niego samego i nieocenionego Ludwika Dorna) i wreszcie kilku tyleż marginalnych, co rozsierdzonych frustratów. I tak samo w tle Lech Wałęsa, który obecnie uznał za stosowne napisać do parlamentarzystów: "Czuję się zaniepokojony i nawet zatrwożony sytuacją, która się wytworzyła na szczytach władzy w Polsce. (...) dyscyplina nie powinna przesłaniać realizacji programu i nie może być kultywowana sama dla siebie. Obawiam się, że w ferworze personalnych czy grupowych interesów tracimy z pola widzenia dobro naszego Kraju, naszej Ojczyzny". W jaki sposób i w otoczeniu jakich ludzi o dobro kraju troszczył się Lech Wałęsa, pozostawiam ocenie czytelników. Wtedy, w 1993 r., skończyło się triumfalnym wyjściem z Sejmu posłów KPN, radośnie śpiewających "My, pierwsza brygada!". Nie wiedzieli, że wychodzą na cztery lata. Teraz nie dosłyszałem śpiewu Słomki. Może śpiewał w innym miejscu?
Ale jest jedna zasadnicza różnica - w 1993 r. prawica była beznadziejnie rozbita, skłócona i podzielona. Obecnie, mimo kłopotów i trudności, jest zjednoczona w AWS. Może dlatego podczas tej debaty pseudoprawicowi oszczercy kierowali całą swoją złość i nienawiść przeciwko AWS, oszczędzając sojuszniczy SLD? Tymczasem partia Leszka Millera ogłosiła najwyższą mobilizację i głosowała przeciwko ministrowi skarbu państwa. Ze swojego punktu widzenia, zachowując się racjonalnie, albowiem to, co interesuje sojusz, to destabilizacja sytuacji w państwie i zdobycie władzy. Ma stuprocentową rację Tomasz Wołek, redaktor naczelny "Życia", pisząc: "Gdybyż to było tak, że istotnie są lepsi. Że mają wspaniałe programy uzdrowienia gospodarki, zapierające dech w piersiach, śmiałe projekty reform społecznych. Że biją 'naszych' na głowę kompetencją, merytorycznym przygotowaniem, talentem. Skądże znowu! Kiedy byli u władzy, nie zrobili nic nadzwyczajnego. Wyhamowali konieczne reformy, zaniechaniem płacąc za tzw. spokój społeczny. Myśleli tylko o tym, jak utrzymać się u władzy. Teraz - jak do niej wrócić. Nic więcej. Nie mają swoich Balcerowiczów, Geremków czy Szomburgów. Górują wyłącznie dyscypliną, zwartością, lojalnością wewnętrzną, no jeszcze może wyćwiczoną do perfekcji socjotechniką. Mają też przewagę w mediach. Ale to wszystko. Doprawdy, można mieć wrażenie, że chcemy przegrać na własne życzenie!". Lapidarniej określił to w książce "Siedmiu wodzów" rosyjski historyk Dmitrij Wołkogonow: "... dla komunizmu, w którym nie ma ani dobra, ani szlachetności, ani godności - siła jest główną wartością". Dla postkomunizmu też.
By akcja mogła odnieść drugie zwycięstwo, niezbędna jest zmiana jej wizerunku, musi przestać być postrzegana jako ugrupowanie targane wewnętrznymi konfliktami. Potrzebne jest jasne, precyzyjne określenie kompetencji poszczególnych struktur AWS, trybu podejmowania i egzekwowania decyzji, odpowiedzialności za jej wykonanie. Teraz zbyt wiele jest w tej dziedzinie dowolności, nieokreśloności, zbyt mało przejrzystych demokratycznych mechanizmów. To właśnie jest powodem frustracji wielu uczciwych i zatroskanych o losy Polski posłów, którzy mają wrażenie pomijania ich roli i opinii przy podejmowaniu decyzji. A przecież w praktyce często decydująca okazuje się właśnie rola klubu parlamentarnego, albowiem to od jego woli zależą losy koalicji. Parlamentarzyści AWS powinni mieć świadomość uczestniczenia w podejmowaniu i realizacji ważnych dla państwa decyzji. Równocześnie nie może być tak, że są całkowicie bezkarne, a nawet nagradzane wypadki notorycznej nielojalności, warcholstwa, nieodpowiedzialności. Że nic nie jest doprowadzone do końca, że wszystko grzęźnie w jakiejś trudnej do zrozumienia niemożności, że trwa stan od jednego kryzysu do następnego, a odpowiedzialni za te kryzysy matadorzy i egerie z niezmąconym spokojem, bezkarnie, kompromitująco dla szyldu AWS, zachowują się i przemawiają jak zbawcy Ojczyzny.
Wszystko wskazuje na to, że rok 2000 będzie pierwszym od kilku lat rokiem pomyślnej koniunktury gospodarczej. Najprawdopodobniej też tysiące ludzi otrzyma odszkodowania w rezultacie pomyślnie dla nas zakończonych rozmów o odszkodowaniach dla przymusowych pracowników w III Rzeszy. Wyraźnie poprawia się społeczny odbiór podstawowych reform, widać pierwsze korzystne ich efekty. Na tym tle poczynię jedną krótką uwagę o wydaleniu z naszego kraju dziewięciu rosyjskich szpiegów. Mojemu pokoleniu, pamiętającemu straszne czasy stalinizmu, ciągle trudno uwierzyć, że to mogło się stać. Na przestrzeni ostatnich trzystu lat, nie licząc czasów III RP, przez lat zaledwie dwadzieścia Polska mogła sobie pozwolić na wydalenie szpiegów wschodniego mocarstwa. Szanujmy to. Może szczególnie w dniach obchodzenia rocznicy powstania styczniowego, bohaterskiego zrywu rozpaczy. Te wszystkie korzystne zjawiska tworzą jedynie korzystny klimat dla Polski. Ale od polityków zależy wykorzystanie istniejących szans.
Okładka tygodnika WPROST: 6/2000
Więcej możesz przeczytać w 6/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0