Czas pamięci

Czas pamięci

Dodano: 
Żeby Holocaust nigdy się nie powtórzył, nigdy nie można o nim zapomnieć


Bez rzetelnego poznania historii trudno zrozumieć to, co dzieje się teraz. Wszelkie zło tego świata wyrasta z tych samych korzeni co Holocaust" - mówił szwedzki premier Göran Persson na otwarciu Międzynarodowego Forum na temat Holocaustu. Forum zgromadziło głowy państw i przedstawicieli rządów z 47 krajów (w tym z całej Europy, oprócz Jugosławii), ponad tysiąc naukowców, historyków, archiwistów, pedagogów i świadków zagłady oraz 850 dziennikarzy z całego świata.
Nieprzypadkowo pierwsza wielka konferencja międzynarodowa w 2000 r. poświęcona została przypomnieniu największej tragedii minionego stulecia. "Za nami XX wiek, który przyniósł ogromne osiągnięcia, ale i pozostawił kurhany popiołów po milionach istnień ludzkich" - bilansował to stulecie izraelski premier Ehud Barak, ostrzegając, że ludobójstwo nie stało się zamkniętą kartą historii. Nacjonalizm, czystki etniczne, rasizm, antysemityzm i ksenofobia nadal zapełniają cmentarze, a zło i nienawiść przepajają ludzkie zachowania i są narzędziami polityki. Światowym liderom chodziło więc o to, by - jak stwierdza końcowa deklaracja forum - "stworzyć podstawy lepszej przyszłości na gruncie gorzkiej przeszłości".
Najpierw trzeba ją jednak dobrze poznać. Okres II wojny światowej wcale nie jest wypełnioną do końca kartą naszych dziejów. "Choć napisano tysiące dzieł na temat 'ostatecznego rozwiązania', pozostaje tajemnica: jak w cywilizacji europejskiej mogła się przydarzyć planowa masakra milionów istnień ludzkich? - pytał premier Francji Lionel Jospin. Nie wyjaśniono wielu spraw mających fundamentalne znaczenie dla oceny rozmiarów tej największej tragedii ludzkości. "Dlaczego Europa oddała Hitlerowi Austrię i Czechy? Dlaczego Francja i Anglia zostawiły Polskę samą w 1939 r.? Dlaczego alianci nie reagowali, gdy na ich oczach mordowano Żydów? Dlaczego odmówili bombardowań szlaków kolejowych prowadzących do fabryk śmierci? Czy to Bóg zakrył swoją twarz?" - pytał noblista Elie Wiesel, domagając się udostępnienia wszystkich archiwów z tamtego okresu.
Pozostają też nie wyrównane rachunki. Nie wszyscy żyjący jeszcze hitlerowscy zbrodniarze, kolaboranci i beneficjenci ponieśli odpowiedzialność. Nie wszystkie ofiary doczekały się zadośćuczynienia. Nie wszystko, co wymaga upamiętnienia, zostało upamiętnione. Trwają gorszące targi o rewindykację pożydowskiego mienia i wysokość odszkodowań dla ofiar pracy niewolniczej. To wszystko zniekształca pamięć o czasach zagłady i tworzy pokusy do wymazywania ich z pamięci. "A przecież żeby Holocaust nigdy się nie powtórzył, nigdy nie można o nim zapomnieć" - zwracał uwagę Robin Cook, szef brytyjskiej dyplomacji. Ci, którzy pamiętają i mogą o nim zaświadczać, mają dziś po osiemdziesiąt lat. "Następnej takiej konferencji możemy nie dożyć" - nie ukrywał prof. Jerzy Einhorn, jeden z wielu zaproszonych do udziału w forum ocaleńców z zagłady. Gdy zabraknie żywych strażników pamięci, muszą ją kontynuować następne pokolenia. Dlatego fundamentalną rzeczą - co podkreślali uczestnicy konferencji - jest edukacja: młodzieży i dorosłych, uczniów i nauczycieli, dzieci i ich rodziców. "Rządy muszą wziąć na siebie odpowiedzialność za treści nauczania w duchu pamięci i w duchu tolerancji" - przekonywał kanclerz Niemiec Gerhard Schröder. Pierwszy odpowiedzialność taką wziął na siebie rząd szwedzki. Premier Persson wspomina, jak w 1997 r. przeraziły go wyniki badań, z których wynikało, że co dziesiąty szwedzki uczeń nie wie nic o Holocauście. Postanowił rozpocząć ogólnokrajową akcję edukacyjną. Przekonanie do niej liderów sześciu partii zajęło mu - jak mówi - 17 minut. Napisany specjalnie podręcznik "Powiedz o tym swoim dzieciom" wydano nie tylko po szwedzku, ale i w językach mniejszości: fińskim, arabskim, tureckim, chorwackim, albańskim. Milion egzemplarzy rozdano bezpłatnie - w szkołach i domach. Pod wpływem obudzonego zainteresowania zaczęto się rozliczać z własną postawą w czasie wojny. Prasa przypomniała, że aż do klęsk pod El-Alamein i Stalingradem Szwecja była proniemiecka, a w Waffen SS służyło ponad 200 Szwedów.
Nie wszędzie politycy są jednak tak wrażliwi na wyniki sondaży. Ogłoszone podczas konferencji rezultaty porównawczych badań opinii publicznej w jedenastu krajach wykazały żenujący poziom wiedzy Polaków o zagładzie. Termin "Holocaust" rozumie prawidłowo 35 proc. Polaków (82 proc. Niemców, 56 proc. Francuzów, 52 proc. Słowaków). Przybliżoną liczbę jego ofiar zna co trzeci Polak - wobec 47 proc. mieszkańców odległej Australii. Tylko Rosjanie wypadają gorzej. Z badań OBOP sprzed tygodnia wynika, że wprawdzie od 1995 r. wzrosła z 8 proc. do 30 proc. liczba tych, którzy wiedzą, że Auschwitz był przede wszystkim miejscem zagłady Żydów, ale dla 43 proc. jest to nadal miejsce męczeństwa narodu polskiego. Relacjonując przebieg uroczystości w rocznicę wyzwolenia Auschwitz, który - jak przypomniał w Sztokholmie Aleksander Kwaśniewski - jest częścią dziedzictwa światowego, reporter "Teleexpressu" powiedział, że było to "jedno z największych hitlerowskich miejsc zagłady". Skoro dziennikarz publicznej telewizji nie jest pewien, czy na pewno największe, czego oczekiwać od zjadaczy chleba? "Mamy bardzo, bardzo krótką historię nauczania o Holocauście" - przyznała w trakcie forum Agnieszka Magdziak-Miszewska, doradca premiera. Polska jest też jednym z niewielu krajów Europy bez muzeum historii Żydów i bez oficjalnie ustanowionego dnia pamięci o zagładzie.
W Szwecji, Niemczech i Wielkiej Brytanii takim dniem jest rocznica wyzwolenia Auschwitz - 27 stycznia. W Czechach i Austrii są nimi rocznice oswobodzenia obozów w Mauthausen i Terezinie - 3 i 5 maja. We Francji jest to 16 lipca - początek deportacji Żydów z Paryża, na Litwie 23 września - data likwidacji getta wileńskiego, na Łotwie 4 lipca - na pamiątkę spalenia w 1941 r. wielkiej synagogi w Rydze. W krajach bałtyckich wywiesza się w te dni flagi narodowe przewiązane żałobnymi szarfami. - Nie wystarczy jednak samo ustanowienie dnia pamięci. Co zrobić, by go nie sprowadzić do statusu "dnia bez papierosa"? - zastanawia się Stephen Smith, dyrektor brytyjskiego Beth Shalom. Jego zdaniem, potrzebny jest rzetelny rachunek sumienia. Na przykład taki, jaki zrobił londyński Holocaust Educational Trust, kolportując w czasie forum sensacyjną broszurę o postawie obywateli okupowanych przez Niemcy wysp Guernsey i Jersey, którzy ścigali się w gorliwym wypełnianiu hitlerowskich zarządzeń, wyłapując i dostarczając oprawcom wszystkich swoich Żydów. "To, co działo się na wyspach na kanale La Manche, może być wskaźnikiem, jak Brytyjczycy odpowiedzieliby na ewentualną inwazję i okupację niemiecką. Fakty wskazują, że byłoby co najmniej tylu kolaborantów i quislingów, ilu w okupowanej Europie".
"Jest konieczne, ale nie wystarczające, by pamiętać. Musimy spytać nas samych, co mamy zrobić, by zapobiec powtórzeniu się Holocaustu" - apelował Nyrup Rassmusen, premier Danii. Wbrew nazwie forum, zdominowała je współczesność. Podkreślano, że neonazizm istnieje w większości krajów biorących udział w konferencji. W wielu tworzy legalnie działające partie. We Francji, Austrii i Rosji piewcy III Rzeszy stanowią część legislatywy. "Hitler został pokonany na polu bitwy, ale hitleryzm nie zginął. Są nadal narody krzewiące nienawiść do innych nacji. Ktoś, kto podpala domy gastarbeiterów, wypędza swych sąsiadów, kto nazywa się Haider, Milosević, Saddam Husajn lub Pinochet, jest z tego samego pnia" - mówił przewodniczący Knesetu Avraham Burg. "Za każdą manifestacją niechęci wobec Żydów czy Romów, za każdym antysemickim napisem kryje się groźba komory gazowej" - wtórował mu prezydent Czech Vaclav Havel. "To, co pół wieku temu stało się z Żydami, dziś może stać się z każdym. Nie wiem, kto będzie następnym Żydem" - ostrzegał prof. Jehuda Bauer z Yad Vashem.


Za nami XX wiek, który przyniósł ogromne osiągnięcia, ale i pozostawił kurhany popiołów po milionach istnień ludzkich

"Następnymi Żydami" stało się po klęsce Hitlera - jak wyliczył niemiecki minister stanu Michael Naumann - co najmniej sto narodowości i plemion. Kurdowie, Khmerzy, Tutsi, Timorczycy, Nubijczycy, brazylijscy aborygeni, Bośniacy, kosowscy Albańczycy. Winą za to, że w Europie znów doszło do aktów ludobójstwa, słoweński prezydent Milan KuŠcan obciążył "państwowy egoizm i tak zwaną Realpolitik", która nie kazała możnym tego kontynentu przeciwstawić się serbskiemu nacjonalizmowi. Kres zbrodni położyła dopiero interwencja USA. Jeszcze dalej poszedł prezydent Bośni i Hercegowiny Haris SilajdŠzić, jedyny, który do łańcucha współczesnych hańb dołączył przemilczaną przez innych Czeczenię. "Realpolitik nie pozwoliła na zbombardowanie komór gazowych, na wprowadzenie wojsk do Bośni i na zajęcie stanowiska wobec rzezi w Czeczenii. Mówimy o pamięci i szacunku wobec ofiar Holocaustu. A czy nie jest szarganiem pamięci ofiar ludobójstwa w Bośni, że główni zbrodniarze, Karadzić i Mladić, żyją na wolności, pod opieką mocarstw? - grzmiał, a sala wstrzymała oddech.
Nienawiść narodowa, rasowa i religijna przeżywa drugą młodość również za sprawą nadużywania wolności słowa w Internecie. - Kiedy pięć lat temu zaczęliśmy go monitorować, było w nim około 50 hate sites. Dziś jest ich ponad tysiąc - mówi w rozmowie z "Wprost" Mark Weitzman z Centrum Wiesenthala w Nowym Jorku, który przewodniczył jednemu z szesnastu paneli i warsztatów forum, dotyczącemu nadużyć Internetu. Przedstawiciel "Wprost" (okładka numeru "Wprost" poświęconego rocznicy wydarzeń marcowych została zreprodukowana w jednym z oficjalnych materiałów konferencji) został zaproszony do udziału w innej dyskusji - na temat negacji Holocaustu. Dzięki Internetowi rewelacje Ryszarda Bendera o "białych bułkach i wolnych sobotach", jakie mieli Żydzi w Auschwitz, są już szeroko znane na świecie. Uczestnicy dyskusji nie mogli pojąć, że w kraju najmocniej dotkniętym wojną taki ktoś został senatorem i wykłada na uczelni autoryzowanej przez Episkopat.
Moderator warsztatu, Per Almark, szwedzki polityk i pisarz, opowiada, że gdy pierwszy raz zetknął się z negacją Holocaustu - w latach 70. w USA - uznał to za ponury wybryk. Dziś negacjonizm stał się ponurą tendencją. Jak z nią walczyć? Czy edukacja jest dostateczną odpowiedzią? Co jest groźniejsze: otwarte zaprzeczanie Holocaustowi czy jego relatywizacja? W dyskusji ścierały się dwa poglądy. Jeden - że kłamstwom trzeba przeciwstawiać prawdę i drugi - że negacjonizm jest kontynuacją ludobójstwa, więc na równi z nim powinien być ścigany przez prawo. Na razie jednak kłopoty prawne mają ścigający. Prof. Deborah Lipstadt z uniwersytetu w Atlancie, która głównego negacjonistę Davida Irvinga nazwała "partyzantem Hitlera", została przezeń pozwana do sądu. "Jej casus pokazuje, że jeśli nie wystąpimy w roli oskarżycieli, sami zostaniemy postawieni pod ścianą" - mówił Irvin Cotler, działacz na rzecz praw człowieka, który występował w obronie Sacharowa i Mandeli. Zwrócił on też uwagę na rolę mediów, często traktujących kłamców i wszelkich ekstremistów jako pełnoprawnych uczestników dialogu i nagłaśniających ich chore poglądy. "Holocaust też zaczął się od słów, drukowanych w 'Stürmerze'" - przestrzegał Cotler.
Wiele wskazuje na to, że po tej konferencji dla wszelkiej maści ksenofobów, narodowców, szowinistów i neonazistów nastaną złe czasy. "W Europie nie ma miejsca dla polityków pokroju Haidera" - zadeklarowali premierzy Szwecji i Izraela, grożąc Austrii izolacją, jeśli kierowana przez niego ultraprawica dojdzie tam do władzy. W deklaracji końcowej forum znalazła się zapowiedź walki "z tymi postaciami zła". Walki nie tylko politycznej. Po bezprecedensowej akcji mediów szwedzkich, które ujawniły nazwiska, wizerunki, adresy i pełne dossier prawie setki ludzi o sympatiach neonazistowskich, zaczęły się pierwsze procesy. Sąd niemiecki wystąpił o ekstradycję Irvinga, mieszkającego w Anglii, gdzie kłamstwo oświęcimskie nie jest karalne.
Kanclerz Austrii Viktor Klima przytoczył fragment artykułu z "Chicago Tribune" z 1 stycznia 1901 r.: "XX wiek będzie wiekiem wartości humanitarnych i braterstwa wszystkich ludzi". "Jaki był - wiemy. Jaki będzie wiek XXI?" - pytał, choć to pytanie odnosi się głównie do klasy politycznej, do której sam należy.

Okładka tygodnika WPROST: 6/2000
Więcej możesz przeczytać w 6/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0