Polityka finansowa

Polityka finansowa

Dodano: 
W jaki sposób można uchronić się przed aferami korupcyjnymi?

Europa Zachodnia, która ma się jednoczyć, stoi na kradzieżach, a elity są zepsute - uważa Gustaw Herling-Grudziński. - Przykro, że w tym niechlubnym towarzystwie znalazł się Helmut Kohl, niemiecki mąż stanu.
"Pranie jak w mafii", "Kohl jako ojciec chrzestny" - takie m.in. tytuły widniały w ostatnich tygodniach na czołówkach niemieckich gazet. Afera, w którą jest zamieszany były kanclerz Niemiec, przyniosła nawet pierwszą ofiarę śmiertelną. Samobójstwo popełnił szef działu budżetowo-finansowego CDU Wolfgang Hüllen. Chadecy nie zamierzają podejmować przeciw Kohlowi żadnych kroków prawnych. Podejmą je natomiast wobec Horsta Weyraucha, doradcy finansowego i wspólnika w firmie Weyrauch&Kapp, który przez 25 lat prał pieniądze nieoficjalnie przyjmowane przez partię.
Do ujawnienia machinacji ekipy Kohla doprowadziło oskarżenie dawnego skarbnika CDU Walthera Leislera Kiepa o oszustwa podatkowe. Dochodzenie objęło także byłego sekretarza stanu ds. uzbrojenia Ludwiga Holgera Pfahlsa z CSU, byłego posła do Bundestagu Ericha Riedla oraz Maxa Josefa Straussa, syna dawnego premiera Bawarii. Najważniejszą postacią w tym towarzystwie był handlarz bronią Karlheinz Schreiber, który płacił politykom za poparcie jego inicjatyw. Wkrótce okazało się, że sprawa tej czwórki to zaledwie epizod w wielkiej aferze bońskiej orkiestry partyjno-rządowej pod batutą Helmuta Kohla.
Pod lupą prokuratury znalazła się m.in. sprzedaż rafinerii w Leuna (Saksonia-Anhalt) i sieci poenerdowskich stacji benzynowych Minol francuskiemu koncernowi Elf Aquitaine oraz umowy na dostawy pojazdów opancerzonych Fuchs, samolotów i helikopterów dla Arabii Saudyjskiej, Tajlandii i Kanady. Były skarbnik CDU Kiep potwierdził, że odebrał w Genewie od Schreibera walizkę z milionem marek. Przekazanie tych pieniędzy nastąpiło po podpisaniu kontraktu na dostawę pojazdów opancerzonych przez koncern Thyssena-Henschela dla Arabii Saudyjskiej.
W ujawnianych skandalach gubią się już nawet najbardziej uważni obserwatorzy. Podczas wymuszonego remanentu w chadeckich księgach okazało się, że na kontach heskiej CDU znajduje się 13 mln DM niewiadomego pochodzenia. Do "przepierki" milionów marek przez konta w Szwajcarii i Liechtensteinie przyznał się... strażnik konstytucji, były minister spraw wewnętrznych w rządzie Kohla, Manfred Kanther. Z pieniędzy tych dofinansowano ubiegłoroczne wybory CDU w Hesji. Po kilku dniach namysłu i - jak stwierdził - "po prasowej nagonce" Kanther zwrócił mandat poselski, a prokuratura w Wiesbaden podjęła przeciw niemu śledztwo.
W aferze Kohlgate uwidoczniły się cztery nurty: dotyczący sponsorów osłanianych przez Kohla, pieniędzy frakcji CDU, łapówek Schreibera oraz przekupstwa przy zawarciu kontraktu Leuna/Elf. W tym ostatnim wypadku podejrzenia istniały od dawna. Wszystkie prośby o wszczęcie śledztwa w tej sprawie Kohl zbywał milczeniem, materiały na ten temat utajniono, aż wreszcie ślad po nich zaginął. Mimo to sprawa rafinerii toczy się własnym życiem. Były szef koncernu Elf Aquitaine Philippe Jaffre przyznał, że w związku z tą umową przelał w grudniu 1992 r. 256 mln franków na konto firmy Nobleplac w Liechtensteinie, której właścicielem jest francuski przedsiębiorca Andre Guelfi. Spekuluje się, że część tych pieniędzy była wsparciem prezydenta Fran"ois Mitterranda dla Helmuta Kohla w wyborczej walce z ówczesnym rywalem do urzędu kanclerskiego, Rudolfem Scharpingiem. To by znaczyło, że niemiecki chrześcijański demokrata w pokonaniu niemieckiego socjaldemokraty skorzystał z pomocy francuskiego socjalisty.
Głównym bohaterem francuskiego odgałęzienia tej afery jest piąta osoba w hierarchii państwowej, przewodniczący Rady Konstytucyjnej Roland Dumas. W czasie, gdy pełnił funkcję ministra spraw zagranicznych w rządzie Mitterranda, podobno korzystał z rozmaitych "usług" firmy Elf, finansowanych za pośrednictwem jego ówczesnej kochanki, której zarzuca się przyjęcie 11 mln USD. Podejrzewa się, że Dumas otrzymywał od koncernu najrozmaitsze prezenty: użytkował mieszkanie w centrum Paryża, kupione za 17 mln franków (ok. 3 mln USD), przyjął cenne antyczne statuetki greckie, a nawet... parę butów marki Berlutti za 11 tys. franków (ok. 1800 USD).
W inną aferę, bardziej przyciągającą uwagę francuskiej opinii publicznej, zamieszane jest merostwo Paryża i centrala neogaullistowskiej partii RPR. Na czele jednej i drugiej struktury stał przez lata prezydent Jacques Chirac. Teraz na jaw wychodzą rozmaite nadużycia, popełnione zarówno w merostwie, jak i - przede wszystkim - w podległej mu instytucji zarządzającej paryskimi mieszkaniami kwaterunkowymi. Ekipa śledcza trafiła również na ślad tworzenia przez merostwo fikcyjnych etatów dla działaczy RPR. W prasie pojawiły się oczywiście pytania, czy Jacques Chirac wiedział o tych nadużyciach - lub może nawet osobiście był w nie zamieszany. Pewien paryżanin wystąpił nawet z pozwem przeciwko Chiracowi. Chce się dowiedzieć, na jakie cele wydawane były pieniądze pochodzące z jego podatków. Pozwanego chroni immunitet prezydencki. Będzie jednak można powrócić do sprawy, gdy kadencja szefa państwa dobiegnie końca.
Początek największej aferze łapówkarskiej w historii Włoch, a być może i Europy, dało dość przypadkowe aresztowanie w lutym 1992 r. socjalistycznego radnego gminy Mediolan w momencie przyjmowania wypchanej pieniędzmi koperty od dyrektora państwowego przytułku dla ubogich. Działalność zespołu prokuratorów z Mediolanu obnażyła rozpowszechniony system nielegalnego finansowania partii. Ktokolwiek ubiegał się o zamówienia na roboty publiczne albo dostawę towarów dla administracji, musiał obiecać "pilotującej" go partii swoisty podatek, wynoszący od 10 do 30 proc. wartości kontraktu. Dzisiaj mówi się, że polityka była kosztowna - zwłaszcza we Włoszech, gdzie ogromna partia komunistyczna korzystała z idących w miliardy dolarów subwencji od KPZR i KGB. Aby stawić czoło tej ofensywie komunistów, inne partie musiały się dostosować do ich standardu organizacyjnego. Ponieważ przepisy nie pozwalały na intensywne dofinansowanie partii z funduszy publicznych, uciekły się one do systemu nielegalnego.
Fakt ten użyty został przez komunistów, którzy wykorzystali posłuszne sobie prokuratury do rozpętania bezprecedensowej walki sądowej z dwiema największymi partiami koalicji, która przez 50 lat rządziła Włochami: chadecją i partią socjalistyczną. Do więzień trafiło ponad 2000 osób. Czterdzieści pięć z nich popełniło samobójstwa. Skazane zostały zaledwie trzy osoby, w tym zmarły niedawno na emigracji w Tunezji lider socjalistów, były premier Bettino Craxi. Obecnie we Włoszech powszechnie mówi się o amnestii dla ludzi uczestniczących w nielegalnym procederze finansowania partii. Komuniści chcieliby ją "przehandlować" jednak za amnestię dla lewackich terrorystów z Czerwonych Brygad i organizacji pokrewnych. Koncepcji tej energicznie przeciwstawiają się prokuratorzy uczestniczący w akcji "Czyste ręce". Właśnie w dniu śmierci Craxiego parlament włoski powołał do życia dwuizbową komisję, mającą zbadać mechanizmy nielegalnego finansowania partii.
Wszyscy przyznają, że korupcja we Włoszech jest na porządku dziennym. Chmury gromadzą się nad głową przewodniczącego Komisji Europejskiej. W ubiegłym roku Romano Prodi zastąpił na tym stanowisku Jacques?a Santera, który żegnał się z funkcją w atmosferze skandalu. Komisję Europejską oskarżano o korupcję i łapówkarstwo. Z rewelacji gazet włoskich wynika, że Prodi mógł być zamieszany w podobny skandal w czasach, gdy piastował stanowisko szefa dużego przedsiębiorstwa państwowego IRI. Bez wymaganych procedur przetargowych IRI otrzymała zlecenie na współudział w budowie torów dla szybkich kolei TAV. Realizację takiego scenariusza umożliwiło zastosowanie wybiegu prawno-finansowego. Na dodatek koncern IRI zlecał później prace budowlane firmom związanym z mafią i kamorrą.
Polityczne skandale finansowe w Wielkiej Brytanii były plagą ostatnich miesięcy rządów partii konserwatywnej. Od 1997 r. aż do tego roku ciągnęła się sprawa byłego posła torysów Neila Hamiltona, który brał pieniądze za interpelacje poselskie od potentata finansowego Mohameda al-Fayeda, właściciela ekskluzywnego domu towarowego Harrods. Sprawa znalazła swój finał w sądzie. Hamilton przegrał rozprawę o pomówienie. Poprzedni premier, John Major, powołał specjalną komisję do zbadania standardów życia publicznego. Początkowo miała się ona zająć sprawą płatnych interpelacji, ale zajęła się też lobbingiem - wpływami korporacji na parlamentarzystów i finansowaniem partii. Rezultatem jej działania jest ponad 100 rekomendacji legislacyjnych odnoszących się do wszelkich aspektów życia publicznego. W jednej z nich postuluje się, żeby sprawy związane z przekupstwem posłów rozpatrywane były jako sprawy kryminalne. Mimo że w Wielkiej Brytanii powszechny jest pogląd, że w tym kraju nie zdarzają się skandale takiej miary, jak we Włoszech, Niemczech i Francji, nie należy sądzić, że wszyscy politycy są bez skazy. Głośny był upadek byłego ministra konserwatywnego Jonathana Aitkena, który trafił do więzienia za krzywoprzysięstwo. Laburzyści mają swoje kłopoty - nie ujawniona pożyczka w wysokości ponad 600 tys. USD zmusiła ministra Geoffreya Robinsona do ustąpienia w grudniu 1998 r., to samo musiał zrobić Peter Mandelson, który powrócił już do gabinetu jako minister ds. Irlandii Północnej. W sprawie Robinsona nadal toczy się dochodzenie dotyczące bankructwa firmy, której był jednym z dyrektorów. Firma ta dostawała znaczne subwencje państwowe. Szczegóły bada Ministerstwo Przemysłu i Handlu. 



Okładka tygodnika WPROST: 6/2000
Więcej możesz przeczytać w 6/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0