Poza zasięgiem

Poza zasięgiem

Dodano: 
Telefon komórkowy to narzędzie pracy asystenta - uważają zachodni przedsiębiorcy. Po zachłyśnięciu się jego możliwościami polscy szefowie coraz częściej zostawiają komórki swym asystentom.
- Nie noszę przy sobie telefonu komórkowego. Cóż to bowiem musiałaby być za pilna sprawa, która nie mogłaby poczekać kilku minut? - zastanawia się Andrzej Olechowski. Jego zdaniem, komórkę powinien mieć przede wszystkim asystent dokonujący pierwszej selekcji informacji.
Ludziom piastującym pewne stanowiska po prostu nie wypada mieć telefonu komórkowego - uważa Krzysztof Dzierżawski z Centrum im. Adama Smitha. - Nieuniknione stają się osobiste bądź poufne rozmowy w miejscach publicznych. A to jest niestosowne, urąga dobrym manierom i jest w złym guście - mówi Dzierżawski. Niewątpliwie dla osób wykonujących niektóre zawody takie telefony są niezmiernie użyteczne - przede wszystkim dla zatrudnionych w służbach porządkowych i ratowniczych. Cenią je również kierowcy. Nie muszą wyczekiwać na swoich zleceniodawców. Są wzywani, gdy zachodzi taka potrzeba.
Służbowy telefon komórkowy wyjątkowo uzależnia od firmy. - Przełożony w każdej chwili może złapać pracownika i nakazać zrobienie czegoś. Wielu szefom sprawia to niekłamaną przyjemność - śmieje się Donald Tusk, wicemarszałek Senatu. Nie ma prywatnego telefonu komórkowego. Służbowy odbiera dyrektor jego biura. - To narzędzie powoduje duży dyskomfort pracy, a przecież 99 proc. informacji przekazywanych za jego pośrednictwem ma niewielkie znaczenie. Naprawdę ważne osoby nie korzystają z komórki - mówi Tusk.
Większość polskich polityków nosi jednak przy sobie telefony komórkowe. Jednym z wyjątków jest poseł Jan Maria Rokita. - Jest zbyt zajętym człowiekiem, by mieć jeszcze czas na odbieranie połączeń - tłumaczy jego asystent Maciej Fijak. Władze klubu AWS nie znają numerów komórkowych jedynie trzynastu swoich posłów. Albo nie mają oni takiego telefonu, albo o jego posiadaniu poinformowali tylko najbliższych. Swojego numeru komórkowego nie ujawniło także siedmiu posłów Unii Wolności i dwóch z SLD. Dzwoniące podczas posiedzeń telefony stały się tak uciążliwe, że przewodniczący sejmowej Komisji Finansów Publicznych ustalił niedawno kary dla niesfornych parlamentarzystów - złotówka za sygnał dzwonka i 10 zł za rozmowę. Służbowymi komórkami dysponują wszyscy członkowie rządu. Tego typu telefonu nie ma natomiast Lech Wałęsa, ale nosi je jego ochrona. Asystenci premiera Jerzego Buzka zaopatrzeni są nawet w kilka aparatów. On sam nie ma żadnego, podobnie jak prezydent Aleksander Kwaśniewski.
Telefon przenośny może zdezorganizować życie zawodowe nie tylko podwładnym, ale i szefom. Umożliwia bowiem stały kontakt z przełożonym. - Gdyby moi pracownicy nie umieli beze mnie podejmować trudnych decyzji, obniżyłbym im pensje - mówi Krzysztof Zanussi. Jego zdaniem, telefon komórkowy nie jest na świecie oznaką prestiżu. Noszą go kierowcy, asystenci, hydraulicy, technicy telewizyjni. Fatalnie, gdy "pod komórką" jest aktor. - Oznacza to, że w każdej chwili można go oderwać od pracy. A przecież ten zawód, jak wiele innych, wymaga skupienia. Dobre role i tak zaczekają do końca dnia - uważa Zanussi. W przeciwieństwie do zachodnich biznesmenów większość polskich szefów nie wyłącza komórki w czasie spotkań służbowych. W Niemczech włączony telefon w takich sytuacjach ma jedynie co piąty menedżer, a w Wielkiej Brytanii - co pięćdziesiąty.
- Popularność telefonów komórkowych w Polsce można tłumaczyć ogromną teatralnością życia. Ludzie lubią grać, udawać ważniejszych niż są - mówi Zanussi. Dziś snobizmem jest nie tyle posiadanie komórki, ile dzwonienie z niej do konkretnych osób. Im więcej telefonów VIP-ów w pamięci telefonu, tym lepiej. - Dzisiaj w dobrym tonie jest obywanie się bez komórki - twierdzi Piotr Ławacz, psycholog społeczny. "Stać mnie, ale nie chcę być na smyczy" - to argument najczęściej używany przez tych, którzy ustrzegli się komórek.
- Większość menedżerów, z którymi się spotykam, ma numery zastrzeżone. Często je znam, ale wolę dzwonić na numer stacjonarny - mówi szef jednej z agencji doradztwa personalnego. Wtedy rozmowę łączą najczęściej sekretarki. Daje to klientowi komfort psychiczny, poczucie większego szacunku, a przez to jest skuteczniejsze.
Czas stał się dziś największym luksusem. Im wyższe miejsce zajmujemy w zawodowej hierarchii, tym ważniejsze jest odpowiednie dysponowanie czasem. Według doradców personalnych, nie ma nic gorszego niż wiecznie zabiegany szef, nie potrafiący wygospodarować w ciągu dnia godziny na lunch czy ważną rozmowę. Świadczy to tylko o złej organizacji pracy, nie zaś o zapracowaniu.

Okładka tygodnika WPROST: 6/2000
Więcej możesz przeczytać w 6/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0