Nagle otworzyło się niebo...

Nagle otworzyło się niebo...

Teraz mówiono by o nim jako o gwieździe. Wielkiej gwieździe. Wiesław Dymny, współtwórca słynnej Piwnicy pod Baranami, autor piosenek, scenariuszy, oper, malarz, kostiumograf, aktor i satyryk, nie żyje od ponad 34 lat, a jednak w Krakowie jego sława nie gaśnie i nie zgaśnie. – Jak biorę pod uwagę, że on pół życia przepił, to zaczynam się zastanawiać, kiedy to wszystko napisał, namalował, zrobił, wyrzeźbił, sfotografował – opowiada Anna Dymna.
Magdalena Rigamonti: Chodzą słuchy, że pisze pani książkę o Wiesławie Dymnym. Prawda to?

Anna dymna: Od wielu lat Jurek Illg z wydawnictwa Znak, który wydał mi książkę „Warto mimo wszystko", wywiad rzekę, namawia mnie, żebym napisała o Dymnym.

A pani nie chce?

Chcę, nawet bardzo. Zresztą napisałam ją już wiele razy. Teraz znów zaczęłam…

Od jakich słów?

Nie powiem pani. Wydaje mi się, że takich ludzi jak Wiesio już nie ma i  jeszcze długo się ktoś taki nie urodzi. Pierwszy raz go zobaczyłam, kiedy miałam 18 lat… Byłam wtedy w zasadzie dzieckiem niewinnym, nieśmiałym. I bałam się go na początku. Taki opuchnięty, patrzył na mnie dziwnie. To było na planie mojego pierwszego filmu „150 km na godzinę". A potem przyszedł film „Pięć i pół bladego Józka”… I ten strach przemienił się w coś dziwnego. Nie da się o tym mówić, bo przecież pani wie… Nagle otwiera się niebo i człowiek jest bezradny.

Kiedy patrzę na zdjęcie pani i Dymnego…

To widzi pani, że byliśmy do siebie bardzo podobni. Niektórzy myśleli nawet, że jesteśmy rodzeństwem. Jednak ja o nim wiem tyle, ile mi powiedział.

Przeżyła pani z Dymnym osiem lat.

Sześć lat byliśmy małżeństwem. Ale kiedy usiłowałam opisać naszą znajomość, to poległam. Uznałam, że nie można jej ująć w konkrety, bo  różne dramaty, różne sytuacje połączone były z ludźmi, którzy wtedy, w  latach 70., się wokół nas kłębili. Proszę pamiętać, że czasy były wtedy potworne… I tak naprawdę sama nie wiem do końca, dlaczego Wiesiu nie  żyje. Wie pani, sama też nie chcę się w tym babrać.

I o tym w książce nie będzie?

Impresje tylko. Opowiem coś pani. Trzy miesiące przed Wiesia śmiercią spaliło się nam mieszkanie. Zostały szczątki różnych rzeczy. Kiedy Wiesiu umarł, zaczęłam te szczątki przebierać, szukać strzępów, zeszytów, które się uratowały. Są ludzie, którzy napiszą dwa zdania i  oprawiają je w ramkę. A Wiesiu pisał wszędzie: na kartkach, karteczkach, gazetach. W jakimś koszu na strychu znalazłam mnóstwo jego obrazków. I, pamiętam, kupiłam wielką skrzynię, do której wkładałam te uratowane rzeczy.

I pani książka będzie taką skrzynią ze skrawkami, strzępami. Dobrze myślę?

Dobrze. Tylko ja mogę to zrobić. Pamiętam, że kiedy wychodziłam za  Wiesia za mąż, to ustaliliśmy, że zmienię nazwisko i będziemy pracowali na jedno Dymne. Nie wiedziałam, że mnie tak nagle zostawi z tą pracą. Pamiętam wiele zdań, które do mnie mówił. Ba, wiem, gdzie wtedy byliśmy, jaka była pogoda…

Był od pani 15 lat starszy. Ta różnica wieku nie przeszkadzała?

A skąd. Był dokładnie tak samo skonstruowany jak moi rodzice. On mnie w  pewnym sensie edukował, oczywiście na innym poziomie niż rodzice, ale  tymi samymi metodami. Widziałam w nim człowieka niezłomnego, wierzącego w coś bardzo głęboko. Uważał, że rzeczywistość można zmienić własnymi rękoma. Tak sobie ją wymalować, wyrzeźbić, opisać, a to zrobić buty, a  to futro albo torebkę. Minęły 34 lata od jego śmierci, a ja mam wrażenie, że Wiesiek cały czas jest. „Miłość to wielka siła, miłość zwycięża śmierć" – mówię takie zdanie w „Iluzjach”, sztuce Iwana Wyrypajewa, która będzie za chwilę miała premierę w krakowskim Starym Teatrze.

Myśli pani, że to prawdziwe zdanie?

Można mówić, że to są jakieś gadania mistyków, jakieś filozofie. A ja wiem, że miłość zwycięża śmierć. Przecież Wieśka już tyle lat nie ma, a  ja wiem, że on mi pomaga.

To jest miłość?

Och, proszę pani. Od wielu lat żyję z innym mężczyzną i jestem szczęśliwa, ale przecież gdyby nie Dymny, to takiej mnie by w ogóle nie  było. Po nim zostało światło, które kiedyś obudzone, nie gaśnie. Oczywiście życie z Wieśkiem było też przerażająco trudne. Teraz myślę, że musiałam być straszliwie zakochana, skoro to wszystko zniosłam.

Co przede wszystkim?

Zna pani ludzi, którzy piją? To choroba, którą trudno akceptować. Choć zdarzało się, że całe miesiące nie tknął alkoholu. Byłam wtedy młodziutka. Teraz się mądrzę, bo prowadziłam kilka programów o  alkoholizmie. Ale i tak myślę, że on nigdy by się nie poddał żadnemu leczeniu. Był niezwykłym człowiekiem, który strasznie się miotał. A  miotał się, bo w coś wierzył. Miał swoje wielkie przekonania, ideały, marzenia. Nosił maskę człowieka nieprzystępnego, agresywnego. A w środku był dzieckiem…

Tylko przy pani tę maskę zdejmował?

Tego nie wiem. Przy mnie zdejmował na pewno. Miał wszystko pomieszane, ale też wszystko prawdziwe. Kiedy pisał, to dzień i noc, dzień i noc. I  pił bardzo dużo herbaty.

Kiedy pisał, to wódki nie pił?

Nie pił. Choć jak biorę pod uwagę, że on pół życia przepił, to zaczynam się zastanawiać, kiedy to wszystko napisał, namalował, zrobił, wyrzeźbił, sfotografował… Ale potrafił też wkręcić sobie białą kartkę do  maszyny i chodzić wokół niej trzy miesiące. I bał się tej małej białej kartki. Któregoś dnia powiedział: „Muszę Wajdzie napisać scenariusz filmu ?Gargantua i Pantagruel?". Zaczął od tego, że zrobił trzy półki, krzesło. Starą maszynę Remingtona rozkręcił, wyczyścił, skręcił, naoliwił i wkręcił tę kartkę… I patrzył. A obok, na karteczkach różnych małych coś pisał. Pytałam: „Wiesiu, piszesz?”. A kartka w maszynie nieruszona… Jeszcze pokój wymalował. Tak sobie musiał wszystko przygotować, tak się nastroić… Wreszcie na tej kartce napisał jeden krótki poemat „Gargantolec i Pantagrówniarz”. Na karteczkach obok natomiast „Polski szynkwas żydowski”, operę obsceniczną. I to był cały Wiesiu. Bolało go to życie okropnie i może dlatego pił tyle. Może i ja bym na jego miejscu też piła?

Jak to?

Nie mógł znieść świata bez wartości. Dla niego szacunek człowieka do  człowieka to była podstawa. Widać to także w listach do mnie.

Znajdą się w książce?

Fragmenty. Mało tych listów, bo staraliśmy się nie rozstawać. Jednak kiedy w 1976 r. został internowany, tzn. skierowany na szkolenie wojskowe, zresztą razem z Adamem Zagajewskim i Stanisławem Stabrą, to  pisał do mnie codziennie. W tych listach jest dużo przemyśleń nad życiem, wartościami, Polską.

Mówiła pani, że bywał agresywny.

Wtedy, gdy ktoś się zachowywał jak tchórz albo coś kombinował czy robił jakąś lewiznę. Poza tym życie z nim było piękne, bo zajmowaliśmy się fantastycznymi rzeczami. Nigdy się nie plotkowało, nie gadało o  pieniądzach, bo to były sprawy nieistotne. Jak dziś słyszę: „Aniczka, a  jakbyśmy zrobili tak: kupilibyśmy materiał, kilkanaście metrów. Do tego listewki. I wytapetowali tym materiałem ścianę…". I tapetowaliśmy. Albo Wiesiu zaczynał fotografować. Zamieniliśmy mieszkanie w atelier i kiedy wracałam wieczorem z teatru, to całe noce Wiesiu robił zdjęcia. Niektóre zostały. Niektóre spłonęły podczas pożaru. Niektóre klisze od ciepła się zdeformowały, więc po zrobieniu odbitek okazywało się, że mam bardzo dziwne zdjęcia… Albo szyliśmy. Całymi tygodniami szyliśmy. Cały czas coś było do roboty. To był człowiek, który się spieszył żyć. Napisał kiedyś monolog o koniu, który tak pędzi, pędzi, pędzi i nie może się zatrzymać, bo jakby się zatrzymał, toby mu serce pękło. Sztuka pomagała mu przeżyć.

Powiedziała pani, że długo ktoś taki się nie urodzi. Ktoś tak multiutalentowany?

Również to miałam na myśli. Choć on nie potrafił tworzyć na zamówienie. Pamiętam, jak z cenzury przychodziły informacje, że to, co napisał, jest bardzo dobre, ale na razie niech sobie to schowa i napisze o Porcie Północnym albo o budowie Huty Katowice.

Pisał? Łamał się?

Nigdy. Ale jemu to nie dawało siły, by robić coś przeciw. Na pochody pierwszomajowe chodziliśmy razem. Zawsze mówił tekst o pochodzie idącym pod prąd głównemu pochodowi. Z pięknymi sztandarami… Mówił, ale nigdy nie napisał. Tyle tych wspomnień, opowieści. Rozmawiamy i cały czas myślę o tym, jaka ta książka powinna być. Chyba o wartościach, o  namiętnościach, o człowieku, który był czysty w środku i nie pasował do  tego świata.

W obecnym świecie by sobie poradził?

Trudno gdybać. Choć myślę, że jemu ten współczesny świat dałby ogromne możliwości. Przecież on pisał tyle rzeczy… Scenariusze, pioseneczki, dialogi, obrazeczki – 80 proc. tej książki to będą słowa Wieśka.

Jego teksty nie straciły na aktualności?

Nie, bo opowiadają o człowieku, który chce być wolny. Mam wrażenie, że  to jest teraz jeszcze bardziej aktualne. Wtedy, w latach 70., oazą wolności była Piwnica pod Baranami. Różne rzeczy tam się działy, ale  chodziłam tam, choć czułam się czasem jak taka czarna owca, trzeźwa jak świnia (śmiech). Zawsze przy Wiesiu. Mam taki list od Wiesia: „Aniczka, ty zrozum, że Piwnica jest dla mnie jak papieros, narkotyk. Muszę tam pójść, choć wiem, że to jedno wyjście może mi zabrać cały tydzień…". On bez Piwnicy nie mógł żyć. Ilu cudownych ludzi wtedy poznałam. Pamiętam początek stanu wojennego i Piotra Skrzyneckiego, który mówi: „Co, nie  zrobimy sylwestra? Niech sobie nie myślą, że naród pognębili!”. I to był cudowny sylwester! Dla Wiesia Piwnica była miejscem, w którym jego sztuka mogła zaistnieć. Gdzie indziej z wolnością był kłopot,np. cenzura wycięła w zasadzie jedną trzecią scenariusza filmu „Pięć i pół bladego Józka”. Dymny denerwował cenzurę, denerwował tych wszystkich ubeków. Już teraz nie wiem, ile razy był przez nich spałowany i rzucony pod drzwi mieszkania. Miał takiego pana Jasia, który za nim chodził i co rusz brał na przesłuchania. Nie wiem, czy warto mówić o tamtych czasach.

Dorosło pokolenie, dla którego to czasy tak samo odległe jak II wojna światowa.

I myśli pani, że trzeba uświadamiać, jak się w Polsce żyło, w sumie nie  tak dawno temu? Może racja. Chciałabym za to, żeby ta książka było opowieścią o człowieku z krwi i kości. Przecież on w tym PRL był tak naprawdę człowiekiem renesansu – plastykiem, pisarzem, scenarzystą, kostiumografem i… kucharzem. Bo gotował świetnie. Jemu się robota w  rękach paliła. „Aniczka, zrobić ci wózeczek do roweru?" – pytał i już robił. On mnie nauczył murować. Do tej pory umiem zrobić zaprawę i  wymurować ścianę… Meble też robiliśmy sami. Teraz wszystko się kupuje i  się cieszy, i się siedzi przed telewizorem… On galopował. Razem żeśmy galopowali. Wtedy wchodziłam w zawód, robiłam film za filmem, grałam w  teatrze. Pamiętam, jak moje koleżanki gadały: jaka biedna ta Ania, młodziutka, śliczna, zdolna i ma tego pijoka wstrętnego. Ale  zazdrościły, że w jakimkolwiek był stanie, zawsze stał pod teatrem i  czekał na mnie. Siedział czasem w kabinie u akustyka i patrzył.

Recenzował?

Kiedy widziałam, że jest blady, to było wiadomo, że wzruszony i się nie  będzie odzywał. Kiedy ze Stanów, gdzie kręciłam „Kochaj albo rzuć", przywiozłam mu laubzegę i inne narzędzia Black & Deckera, to się trzy dni do mnie nie odzywał.

Ze wzruszenia?

Tak. Tak bardzo był wzruszony. Do tego przywiozłam mu garnitur dżinsowy. On reagował jak dziecko. Kiedy wyjeżdżałam, to się z nim źle działo. A  kiedy byłam, to było dobrze.

Bo pani była ostoją?

Jego trzeba się by było spytać.

Nie mam jak.

Ja też. On mi dawał odwagę i wiedziałam, że zawsze będzie mnie wspierał, bronił. Ba, że gotów zabić tego, kto robi mi krzywdę.

A pani go zawsze znajdzie, uratuje.

Byliśmy przyjaciółmi, partnerami. Wszystko robiliśmy razem. Oprócz jednej rzeczy – picia wódki. Chociaż… Raz już nie miałam siły. Przyszedł pijany i powiedziałam, że ja też będę pić. Nalałam szklankę wódki, popiłam szklanką mleka i znowu szklanką wódki, i… obudziłam się, a nade mną stał Wiesiu zatroskany i robił mi okład z mokrego ręcznika. Po tym zdarzeniu wiele miesięcy nie pił. Wiem jednak, że to nie była dobra metoda walki z alkoholizmem. Koledzy wspominają, że kiedy szliśmy razem, to wyglądaliśmy jak uśmiechnięty promyczek i potwór, który tylko patrzył, komu przypieprzyć. On mi dał takie poczucie, że jak coś się kocha i w coś się wierzy, to trzeba za to oddawać życie. On miał taki stosunek do życia i być może teraz również dzięki niemu mam tyle siły i  determinacji. Mówię również, bo mam poczucie, że nad kształtowaniem mnie pracowały tabuny ludzi. Miałam fantastycznych nauczycieli Konrada Swinarskiego, Lidię Zamkow…

Teraz pani uczy studentów…

I sama czuję się jak studentka. Pracując z Iwanem Wyrypajewem nad „Iluzjami", mam poczucie, że wszystkiego się dopiero uczę. Mnie próby oczyszczają i to jest rozkosz wynikająca z bycia aktorem. Ta praca ma na  mnie terapeutyczny wpływ. Fascynujący zawód. I z jednej strony obracam się wśród artystów, elit, wzniosłych idei, a z drugiej wśród ludzi chorych, bardzo chorych, umierających, często zdegenerowanych. Mówię głośno, że człowiek chory nie może być samotny, pozostawiony samemu sobie i oczywiście wiem, że to są dla wielu nieznośne slogany. Słyszę czasami: Moralizatorka! Ale pieprzy! Bogata, zdrowa! Nie wiedzą, że  czasem się ledwo ruszam i jestem po wielu operacjach. Ale gram Hajduczka w „Trylogii” w reżyserii Jana Klaty i wtedy nie obchodzi mnie, ile mam lat. Kiedy tak leżę na scenie pod łóżkiem w kałuży potu od nerwów i  wysiłku, to myślę sobie: Boże, a jak ja kiedyś tu umrę… Nawet już sobie zaczęłam nekrolog układać.

Okładka tygodnika WPROST: 18/2012
Więcej możesz przeczytać w 18/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 18/2012 (1524)

  • Dziennikarz na wojennej ścieżce 27 kwi 2012 Mówiąc wprost, czasy coraz dziwniejsze, a właściwie zupełnie pokręcone. Okazało się ostatnio, że dziennikarze muszą się tłumaczyć z własnych przekonań. Nie z tego, że je mają. I nie z tego, że je manifestują. To, że mają poglądy, codziennie widać, słychać i czuć. Tłumaczyć się... 4
  • Wolę moje wspomnienia 27 kwi 2012 Gdy myśli o Francji, mówi po francusku, ale w Paryżu w metrze powiedział „przepraszam”, bo myślał o czymś, co działo się w Polsce. Roman Polański – obywatel świata. 7
  • Długość dźwięku samotności 27 kwi 2012 Wiadomość tygodnia to Wstrząs Roku. Po ośmiu studyjnych płytach, milionach wzruszeń i miliardach omdleń Artur Rojek odszedł z Myslovitz. No cóż, o Artura jestem spokojny, bo wiem, że nawet kiedy będzie sam, nie zmieni się. Boję się o Myslovitz, który ma już nowego wokalistę... 18
  • Wrażliwy pajac, złośliwy neurotyk 27 kwi 2012 W liceum był skrzyżowaniem klasowego błazna i gnębiciela. Już wtedy słynął z ciętego języka. Trzeba było mu zaimponować inteligencją. Wtedy odpuszczał. 20
  • Dyplomacja stadionowa 27 kwi 2012 Kilkadziesiąt krzesełek na trybunie Michela Platiniego. Obiekt marzeń polityków. Kto je zajmie? Lista nazwisk to pilnie strzeżona tajemnica. Za kulisami piłkarskiego turnieju swoje mecze będą rozgrywać europejscy przywódcy i politycy z drugiej ligi. 26
  • Zabójcze blondynki 3 27 kwi 2012 Gaja zaczęła zabijać na początku podstawówki. Dziś ma na swym koncie kilkadziesiąt istnień ludzkich. Anna i Joanna pierwsze ofiary uśmierciły dopiero po trzydziestce. Ich sumienia obciąża łącznie co najmniej kilkanaście trupów. Łączy je przekonanie, że urodziły się, by ścigać,... 31
  • Nagle otworzyło się niebo... 27 kwi 2012 Teraz mówiono by o nim jako o gwieździe. Wielkiej gwieździe. Wiesław Dymny, współtwórca słynnej Piwnicy pod Baranami, autor piosenek, scenariuszy, oper, malarz, kostiumograf, aktor i satyryk, nie żyje od ponad 34 lat, a jednak w Krakowie jego sława nie gaśnie i nie zgaśnie.... 36
  • Polityk inteligentny inaczej? 27 kwi 2012 Jakiś czas temu musiałam spędzić kilka nudnych godzin w warsztacie samochodowym położonym w centralnych stanach Ameryki Północnej. Czas się okropnie dłużył, wokół pustynia, więc zaczęłam konwersować z pewnym młodym Amerykaninem, mentalnościowo i z urody bardzo podobnym do... 40
  • Wiosna 27 kwi 2012 Właściwie po raz pierwszy od ponad 300 lat mamy spokojną ojczyznę. Nie przetaczają się przez nią obce wojska, działają podstawowe instytucje demokratycznego państwa. Nie ma okrutnego wykorzystywania jednych przez drugich ani licznych mniejszości narodowych i religijnych... 42
  • Z tabloidu powstałeś, w tabloid się obrócisz 27 kwi 2012 Jedną z pierwszych gazet za centa był „The New York Sun”. Jego wydawca odkrył, że krwawe historie mordów zwiększają nakład. I tak to się zaczęło. Po 200 latach tabloidy nadal mają się dobrze. 44
  • Putin spod igły 27 kwi 2012 Nowy stary prezydent Rosji 7 maja wraca na Kreml. Nie wiadomo, czy lepiej ubrany będzie lepiej rządził, ale on sam ma nadzieję, że dzięki kreacjom od włoskich krawców będzie rządził dłużej. 48
  • Syzyf nad Sekwaną 27 kwi 2012 Zwyciężając w pierwszej turze wyborów we Francji, socjalista Francois Hollande rozpoczął proces usuwania Nicolasa Sarkozy’ego z urzędu. Pomóc mu w tym może nawet skrajnie prawicowa Marine Le Pen. 52
  • Bestia na frugo 27 kwi 2012 Czy Mike Tyson odgryzie ucho Dariuszowi Michalczewskiemu? – Na ringu spotkać się nie mogli, to zaaranżowałem im walkę w biznesie – mówi Wiesław Włodarski, potentat branży napojów energetycznych. 54
  • Pożyczalscy 27 kwi 2012 Jeśli zazdrościcie szałowej kreacji Dodzie, Małgorzacie Kożuchowskiej, Robertowi Janowskiemu albo prezenterom prowadzącym programy śniadaniowe, to nie ma czego. Nasze polskie niby-gwiazdy z niby-show-biznesu lansują się w niby-własnych drogich ciuchach i wożą się niby-własnymi... 58
  • Nowy wspaniały świat 27 kwi 2012 Wyobraźmy sobie przyszłość – świetlaną, jak z bajki. Mrzonka? Według niektórych naukowców jutro może być piękniejsze od marzeń. Dlaczego w to nie uwierzyć? 62
  • Pracownik zaangażowany 27 kwi 2012 W wolontariat angażuje się 16 proc. Polaków, a więc około 6 mln z nas. Przeciętnie przeznaczają oni na pracę charytatywną 2 godziny tygodniowo. Średnie wynagrodzenie za godzinę pracownika tymczasowego w 2011 r. wyniosło 12,93 zł. To znaczy, że z dobrego serca na rzecz... 66
  • Panasonic gra w zielone 27 kwi 2012 Rozmowa z Ireneuszem Smagą, Dyrektorem Zarządzającym firmy Panasonic w Polsce i Krajach Bałtyckich. Materiał powstał we współpracy z Panasonic . 68
  • Pieniądze to nie wszystko 27 kwi 2012 W styczniu br. Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie ogłosiła nowy skład indeksu spółek odpowiedzialnych. Do prestiżowego grona firm spełniających wymogi indeksu Respect dołączyły cztery nowe spółki, wśród nich PZU. 72
  • Rytualnemu pieczeniu karkówki mówię: nie! 27 kwi 2012 Wkrótce się zacznie. Ojczyznę szczelnie pokryje całun dymu, a wiatr przez kilka miesięcy będzie roznosić aromat zwęglonej karkówki. Naród rozpocznie kolejny sezon grillowania. 74
  • Śliwowica przeszła szkłem 27 kwi 2012 Ma ponad 70 „gradusów” i jest najlepszą antygrypiną na świecie. Na Festiwalu Śliwowicy w amerykańskim stanie Minnesota nasza łącka wygrała z dziesiątkami trunków mistrzów bimbrownictwa ze Stanów Zjednoczonych, z Meksyku, ze Słowacji. Ino, jak mawiają górale, jest... 78
  • Herosi tacy jak my 27 kwi 2012 Komiksowi superbohaterowie nie są wyłącznie rozrywką. „Avengers” to opowieść o tym, jak wiele wspólnego mają bogowie i ludzie. I o idealnym miejscu – dla jednych, jak i dla drugich – czyli o Ameryce. 83
  • Mówcie mi Dżerzej 27 kwi 2012 Co Jerzy Skolimowski, twórca intelektualnych, artystycznych filmów, robi w „Avengers 3D”? Znęca się nad Scarlett Johansson. Opowiada nam o tej roli i o wielkiej machinie Hollywood. 84
  • Sennie i trochę kiczowato 27 kwi 2012 Fanki Ryana Goslinga czekały na tę płytę niemal rok – tyle czasu upłynęło od światowej premiery „Drive” Nicolasa Windinga Refna z Goslingiem w głównej roli. To najmodniejsza ścieżka dźwiękowa sezonu. Uzależnia tak jak film. 86
  • Nie wspominajcie o wojnie! 27 kwi 2012 Czy długie, przeraźliwie chude kończyny mogą się przydać do parodiowania nazistowskich parad wojskowych? Sprawdźcie, oglądając „Hotel Zacisze” w nowym wydaniu na DVD. Przyjemność na wiele majowych wieczorów. 89
  • Druga faza ofensywy 27 kwi 2012 „Wiedźmin 2”, wzbogacony o nowe atrakcje, właśnie rozpoczął podbój rynku konsol, a jego twórca Tomasz Gop już pracuje nad nową grą. Czy też odniesie światowy sukces? 90
  • Piękne pasmo złudzeń 27 kwi 2012 Męskie opowieści o miłości nie dadzą wam łatwych pocieszeń, ale też na pewno nie znudzą. Współczesne romanse autorstwa mężczyzn uzależniają od poszukiwania nadziei. W sam raz na początek wiosny. 92
  • Wystarczy 27 kwi 2012 Do „cygańskiego lasu” idziemy z Jasiem Pichetą, poetą i trenerem piłkarskim, by popatrzeć, jak dzielnie walczy czwarta liga piłkarska. Mały stadion, kibiców garstka, która nie może, ale też nie chce zmienić się w pięść. Co za rozkosz oglądać mecz na żywo, bez... 96
  • Znajdź różnice 27 kwi 2012 Ponieważ czeka nas wielomiesięczna medionowela pt. „Łączą się czy nie łączą” (w rolach głównych Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro z całą rodziną), postanowiłem wypunktować dla państwa wygody kilka oczywistych różnic między Solidarną Polską a Prawem i... 97
  • Życie plemnika 27 kwi 2012 Poseł Jacek Żalek, uznawany za bliskiego współpracownika ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina, postanowił znaleźć sumienie u farmaceutów, i to za pomocą ustawy, która to sumienie uruchomi, gdy będzie ono poparte dokumentem wagi państwowej. 97
  • Polacy! Nic się nie stało? 27 kwi 2012 Najsłynniejszym zawołaniem ostatnich lat nie jest ani popularne „Jarosław Polskę Zostaw”, ani rasistowskie „Polska cała tylko biała”, ani stare i średnio dziś aktualne (ale ciągle krzyczane, choć nie wiadomo do kogo) „Precz z komuną”, ale... 98

ZKDP - Nakład kontrolowany