Państwowcy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Dlaczego wciąż mamy więcej partyjniaków, etników, tubylców niż obywateli państwa?
III Rzeczpospolita obchodzi swoje dziesięciolecie. 4 czerwca 1989 r. - jak zakomunikowała wówczas jasnym głosem w telewizji aktorka Joanna Szczepkowska - skończył się w Polsce komunizm. Ten dzień, który na plakatach zapowiadał Gary Cooper, samotny szeryf z filmu "W samo południe", wyznaczył kompromisowe, ale niewątpliwe zwycięstwo. Skończył się eastern, choć nie od razu zaczął się western. Ale obywatele wybrali wolność i już po dwóch miesiącach wyznaczyli jej standardy powyżej tych, na jakie odważyli się negocjatorzy "okrągłego stołu". Od tamtego czerwca każdy Polak może już myśleć państwowo, a nie tylko partyjnie, prywatnie, obywatelsko, zawodowo, gminnie czy regionalnie. Myślenie w kategoriach państwa polskiego nie nakazuje przekreślać tych innych postaw, ale zobowiązuje do stawiania po nich znaków zapytania. Czy to, co jest dobre dla nas lub dla mnie, jest też dobre dla Polski? W III Rzeczypospolitej wciąż brak myślenia państwowego o dniu dzisiejszym, gdy mamy już ustawę lustracyjną, gdy ruszyliśmy stalinowski szkielet w szafie, wnosząc oskarżenia przeciw katom, by ich sprawiedliwie osądzić. Nie zda się tu na nic zwalanie winy na komunistów czy postkomunizm. Dlaczego wciąż mamy więcej partyjniaków, etników, tubylców niż obywateli państwa? Reformy muszą budzić opór, gdyż stawiają obywateli - aktorów wydarzeń - wobec nowych wyzwań i nowych stresów. Ale nie jest to kryzys wpadania w chorobę. To jest kryzys wychodzenia z centralizmu. Nawet najzagorzalsi krytycy rządu muszą przyznać, że lekarze i pacjenci, nauczyciele i uczniowie, ubezpieczyciele i ubezpieczeni czy wreszcie władze lokalne i obywatele mają w wyniku reform więcej wolności niż poprzednio. Ze strony władzy było nieroztropnością przyzwolić na gratyfikowanie z góry reżyserów reformy: starostów, marszałków, radnych czy dyrektorów szpitali. Najpierw niech udowodnią, że potrafią lepiej gospodarować i rządzić. Jeśli żądamy od opozycji propaństwowego stosunku do przemian, to powiedzmy też twardo, że każde CO musi być przełożone na czytelne JAK. Wtedy i tylko wtedy można żądać od wszystkich obywateli propaństwowego stosunku do przemian. Jeśli na rynku mięso dla psów sprzedaje się po 2 zł za kilogram, a chłopu w skupie płaciło się mniej za kilo żywca, coś jest nie tak. Doprawdy coś było też nie tak w tym, że między pierwszą a drugą w nocy minister Janiszewski próbował z trybuny sejmowej obronić swoją politykę, która już przegrała. I dopiero o drugiej w nocy mogło się odbyć pierwsze czytanie ustaw związanych z ratyfikacją naszego członkostwa w NATO. Tak dziś wygląda świnia a sprawa polska. Państwowiec to ktoś, kto rozumie, że demokratyczne zmiany w sferach władzy nie mogą naruszać interesów Rzeczypospolitej. Ciągłość rozwoju i racja stanu stoją ponad interesem osób i grup zarówno będących u władzy, jak i w opozycji.
Więcej możesz przeczytać w 9/1999 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.