Jestem szczęściarzem

Jestem szczęściarzem

Coraz częściej porzuca Manhattan dla Europy. Po Londynie, Barcelonie i Paryżu nakręcił film w Rzymie. Nie zamierza rezygnować z intensywnej pracy i wciąż z dystansem patrzy na Hollywood. Z Woodym Allenem, którego „Zakochani w Rzymie” wchodzą właśnie na ekrany kin, rozmawia Krzysztof Kwiatkowski.
Krzysztof Kwiatkowski: Bohater pana najnowszego filmu, reżyser operowy, nie może się pogodzić z przejściem na emeryturę. Pan nie ma jeszcze dość robienia filmów?

Woody Allen: Niby dlaczego? To dobry sposób spędzania czasu, jeden z niewielu, które mnie nie nudzą. Pracując nad nowym tytułem, trzeba się skupić, wymyślić historię, skonstruować bohaterów, napisać scenariusz, a potem wyjść na plan i wszystko ogarnąć. Człowiek jest cały czas zajęty. Nie ma czasu, żeby myśleć o śmierci. W moim wieku to rzadki luksus.

Reżyseria wymaga energii i skupienia. Nie boi się pan momentu, w którym nie będzie pan w stanie wyjść na plan?

Nie myślę o tym. Znam ludzi, którzy rzucili pracę i świetnie się z tym czują. Jeżdżą na ryby, śledzą rozgrywki baseballu, śpią do południa, grają w karty z kolegami i w szachy z wnukami. Ja tak nie umiem, nie bawi mnie styl życia emeryta. Narzucam sobie ostry reżim. Wstaję rano, odprowadzam dzieci do szkoły, wracam do domu, robię kilka podstawowych ćwiczeń, żeby jakoś utrzymać się w formie, i pracuję. Być może jest coś desperackiego w tym łapczywym trzymaniu się młodości, ale jeśli taka walka z przemijaniem przynosi mi radość, dlaczego mam z niej rezygnować?

Żeby odpocząć?

I zrujnować rutynę dnia, którą wyrabiam sobie od lat? Wykluczone. Praca nie jest dla mnie utrapieniem, nie czuję, żebym dźwigał na sobie krzyż. Zaczynam kolejny projekt, zanim jeszcze skończę poprzedni. Nie wiem, ile to potrwa. Może kiedyś dopadnie mnie wylew. Może producenci ostatecznie się zbuntują i przestaną mi dawać pieniądze. Ale na razie zdrowie mam w miarę w porządku, a inwestorzy dają się jakoś przekonać do moich pomysłów.

Miewa pan problemy z finansowaniem swoich projektów?

Za każdym razem. Moje obrazy kosztują niewiele w porównaniu z przeciętnymi hollywoodzkimi produkcjami. Oglądam czasem dane – zazwyczaj chodzi o 40 mln, 60, 80, 200. A ja na zrobienie filmu potrzebuję zaledwie kilkunastu, które na dodatek się zwracają. Zawsze jakaś telewizja kupi starego Allena, potem udaje się jeszcze wydać taki tytuł na DVD. Ale generalnie nie jest lekko. Nawet teraz, kiedy „O północy w Paryżu” zarobiło mnóstwo pieniędzy, nikt, dosłownie nikt, nie przyszedł do mnie z propozycją sfinansowania następnego projektu.

Ale chyba spełniło się pana marzenie. W dokumencie o sobie Roberta B. Weide’a powiedział pan, że całe życie śnił o sukcesie finansowym swojego filmu.

Trochę mi to schlebia, choć nie rozumiem, dlaczego akurat „O północy w Paryżu” odniosło taki sukces. Żaden mój film nie zarobił tyle, ile ten. A przecież wcale nie jest lepszy, niż „Wszystko gra”, „Vicky Cristina Barcelona”, „Hannah i jej siostry”, „Manhattan”. Dlatego traktuję jego powodzenie jak szczęśliwy wypadek przy pracy.

Poszedł pan za ciosem i zrobił film w Rzymie. Kino stało się sposobem na poznawanie kultur europejskich miast?

Chyba już nie wierzę, że zrobię tragedię na miarę Bergmana, choć zaraz zaczynam projekt, który nazwałbym poważnym. Ale wciąż mogę czerpać z życia to, co najlepsze, sięgać po niezobowiązujące przyjemności, dobrze czuć się w mieście, w którym nie spędziło się życia. Manhattan nie jest całym światem, nawet jeśli jest światem w miniaturze. Chcę podróżować. Przyjmuję oferty europejskich burmistrzów chętnych do sfinansowania moich tytułów, o ile mam ochotę spędzić w ich miastach kilka miesięcy.

Tak było z Rzymem?

Nie wahałem się ani chwili. To niezwykła metropolia – wszystko dzieje się w przestrzeni publicznej. Na ulicach, placach. Imponuje mi ten rwetes. To miasto żyje w słońcu, mijają się z sobą ludzie, skutery, auta. Włosi krzyczą, nawołują się, sprzeczają. Kochają życie. Nie mają amerykańskiej opresyjności, braku odwagi, skłonności do akceptowania średniactwa i życia pod pantoflem korporacyjnych szefów. Kochają jedzenie, politykę, kobiety, muzykę, operę, modę, architekturę. Pragną czerpać ze świata garściami. Dlatego chciałem zmieścić w „Zakochanych w Rzymie” wiele historii, przemycić mnóstwo energii.

Pana europejskie filmy są pięknymi hołdami dla miast. To cena za finansowanie?

Nie. Miasto, inwestując w mój projekt, nie ma nic do powiedzenia o jego kształcie. Urzędnicy nie czytają scenariusza. To czysty układ: oni dają pieniądze, ja dostarczam film. Nikt nie wymaga, aby akcja rozgrywała się w ich mieście, wystarczy, bym tam kręcił. Ale ja chcę pokazywać europejskie metropolie, a Amerykanie lubią je na ekranie oglądać. Bo Barcelona, Rzym, Londyn, Paryż to miejsca z tradycją. A że pokazuję je cukierkowo? Tak widzę świat. Lata temu, kiedy zrobiłem „Manhattan”, krytycy też mówili: „Nowy Jork tak nie wygląda. Ten Allen to jakiś pretensjonalny romantyk, który patrzy na świat przez różowe okulary”. A ja po prostu kocham wielkomiejski ruch. Kiedy gdzieś jadę, nie zamykam się w muzeach, tylko wychodzę na ulice, spaceruję między straganami na bazarach, rozglądam się, fantazjuję na temat tego, co widzę. A jak ktoś chce znaleźć realistyczne obrazy Nowego Jorku, niech sięgnie po kino Spike’a Lee albo Martina Scorsesego.

Dotąd interesował pana świat zachodni. Nie ciekawi pana wschód Europy, z jego widmami przeszłości i trudną historią?

Dostałem propozycje zza dawnej żelaznej kurtyny. Kuszą mnie Rosja i Chiny. Ale ja Europę Zachodnią rozumiem. Czuję nastroje Hiszpanów czy Francuzów. Jasne, Praga, Budapeszt, Warszawa to piękne miasta, byłem w każdym z nich. Nie jestem jednak pewny, czy znalazłbym pomysł na historię, która mogłaby się tam rozgrywać. Ale myślę. Może właśnie na wschodzie Europy znajdę nowe otwarcie swojej twórczości? Na razie lecę do San Francisco, by z Alekiem Baldwinem, Sally Hawkins, Cate Blanchett i Peterem Sarsgaardem nakręcić nowy film.

Wraca pan do miejsc młodości, jak jeden z bohaterów „Zakochanych w Rzymie”?

Mieszkam na Manhattanie, ale czasem, gdy mam chwilę, wsiadam do auta i jadę na Brooklyn. Staję przed swoim dawnym domem, idę pod moją szkołę podstawową. I wracam myślami do starych czasów. Ja w dzieciństwie szybko zorientowałem się, że Boga nie ma, a sens życia to fikcja, której potrzebujemy, by usprawiedliwić masę bezcelowych starań i trudów. Ale cieszyłem się dorastaniem w cudownej okolicy, zdominowanej przez niższą klasę średnią. To był raj. Ze sklepami ze słodyczami, z kinami, z poczuciem bliskości i wspólnoty. Teraz wszystko się zdegradowało, Brooklyn jest innym miejscem. Jednak korzenie to korzenie, dobrze wiedzieć, skąd się przyszło i kim się jest.

Pojawiał się pan na ekranie przez prawie pół wieku jako znerwicowany inteligent w okularach z czarnymi oprawkami.

Bo ja nigdy nie grałem. Stawałem przed kamerą we własnych spodniach i marynarce. Byłem sobą. Wcześnie spojrzałem uczciwie w lustro i odkryłem, że daleko mi do Dustina Hoffmana. On wiarygodnie zagrałby krzesło. Mnie nikt by nie uwierzył, gdybym usiłował wykreować postać złoczyńcy albo bohatera Czechowa. Pewnie się powtarzam, ale co zrobić, jeśli nie mam innych możliwości?

W „Zakochanych w Rzymie” wrócił pan na ekran po sześciu latach przerwy. Zatęsknił pan za aktorstwem?

Nie mam imperatywu pokazywania się na ekranie, ale lubię grać. Kiedyś było łatwiej. Byłem młodszy, mogłem być amantem, a raczej moją wariacją na temat amanta, zawodowo pić wino i patrzeć w oczy pięknym aktorkom. Teraz, niestety, wyglądałbym w tej sytuacji mało wiarygodnie. Ale po napisaniu scenariusza „Zakochanych w Rzymie” uznałem, że jest w tym filmie rola, do której pasuję. Generalnie muszę już grać ojców. A może nawet dziadków albo starszych lokajów. Też przyjemne, choć już nie tak bardzo.

Pięknie mówi pan o aktorach, a oni radykalnie obniżają stawki, by u pana zagrać.

Miałem szczęście pracować ze znakomitymi artystami. Proszę spojrzeć na „Zakochanych w Rzymie”. U mojego boku była Judy Davis, z którą zrobiłem pięć filmów. W jednej z ról pojawił się Alec Baldwin. Nie wierzyłem, że się zgodzi, jest tak zajęty polityką, gra w serialu. To fajny facet, prawdziwy nowojorczyk, spotykam go na rozgrywkach koszykówki. Prezentem niebios stała się dla mnie Penélope Cruz. Kiedy ogłoszono, że będę kręcił „Vicky Cristinę Barcelonę”, zadzwoniła do mnie i poprosiła o spotkanie. Wpadła jak wulkan i oświadczyła: „Jeśli robi pan film w Barcelonie, chcę w nim być”. A ja pomyślałem: „Wow!”, widziałem ją u Almodóvara, gdzie była oszałamiająca, i napisałem rolę specjalnie dla niej. Była fantastyczna. Kiedy przygotowywałem się do „Zakochanych w Rzymie”, znowu zadzwoniła: „Tu Penélope. Będziesz kręcił w Rzymie? Mówię perfekt po włosku”. Znowu pomyślałem: „Wow!”. Potem zaś przyszło mi do głowy, że nikt nie nadaje się do roli przeciętnego Włocha tak jak Roberto Benigni. On od lat nie grał w filmach, robił tylko w teatrze monodramy według Dantego. Ale zgodził się zagrać u mnie. Zna pan bardziej szczęśliwego reżysera niż ja?

A jednak śmieje się pan z Hollywood. W rzymskim filmie też wprowadza pan postać aktorki, która postanawia adoptować dziecko z kraju Trzeciego Świata.

Dziennikarze pytają, czy nabijam się z Brada Pitta i Angeliny Jolie. Otóż nie. Oni mi imponują. Osiągnęli w życiu bardzo dużo, zarobili olbrzymie pieniądze i wspaniale je wykorzystują. Zresztą w ogóle nie mogę śmiać się z adopcji, sam mam adoptowane dzieci. Jednak bawi mnie, że nagle staje się ona wyznacznikiem statusu i etapem kariery. Stale otwieram gazetę i czytam o aktorce, która pojechała do obcego kraju i tak jej się tam spodobało, że adoptowała w nim dziecko. Afrykańskie, indonezyjskie, birmańskie. Mógłbym wymienić z 16 takich przypadków. W przemyśle filmowym ludzie łatwo ulegają modom, masę rzeczy robią na pokaz. Dlatego ja, zamiast uczestniczyć w celebryckim życiu, wolę pracować.

Mówi pan o kinie jak o ratunku przed codziennością. Ale przecież na pewno ma pan momenty, w których biała kartka przeraża, a pisanie nie idzie.

Jasne. Są chwile, w których nic nie przychodzi do głowy.

Co pan wtedy robi?

Różnie. Wychodzę na spacer, zmieniam miejsce, otoczenie, szukam inspiracji. Ale najczęściej wskakuję pod chłodny prysznic. Jest w tym coś katarktycznego. Z rur cieknie woda, a mnie przychodzą do głowy pomysły.

Jest pan jak bohater „Zakochanych w Rzymie” – w łazience sztuka wychodzi panu najlepiej?

Długo zastanawiałem się, dlaczego pod prysznicem świetnie śpiewam. Miałem teorię, że decyduje sposób ułożenia kamiennych płytek, od których dobrze odbija się dźwięk. Potem przypisywałem zasługę zawartym w wodzie pozytywnym jonom. Ale najbardziej prawdopodobne jest to, że większość z nas nie umie śpiewać. A w łazience, ogłuszeni przez strumień wody, nie słyszymy wystarczająco dokładnie, więc łudzimy się, że jest dobrze. To chyba trafna metafora szczęścia.

Mamy dla Państwa zaproszenia na maraton filmów Woody’ego Allena w sieci Multikino 24 sierpnia o godz. 22.00. Proszę dzwonić: +48 22 529 11 00. Więcej informacji na www.multikino.pl i www.wprost.pl/kultura
Okładka tygodnika WPROST: 33/2012
Więcej możesz przeczytać w 33/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 33/2012 (1539)

  • Bezkarność czy bezsilność? 12 sie 2012, 12:00 Mówiąc wprost, sprawa robi się bardzo poważna. Sprawa syna premiera RP, współpracującego z grupą prywatnych spółek, o których można by powiedzieć wszystko – poza tym, że są przejrzyste i wiarygodne. Michał Tusk był doradcą... 4
  • Przerażająca ślepota państwa 12 sie 2012, 12:00 To nie jest bajka o dobrych i złych ludziach. Bez względu na to, jak bardzo Marcin Plichta wierzy w swoją z zacięciem lansowaną przed telewizyjnymi kamerami wersję zdarzeń, to historia ludzkiej chciwości. Wiary w to, że wystarczy być... 6
  • Ciekawość na Marsie, a tu… Pussy Riot 12 sie 2012, 12:00 PET Spektakularne wydarzenia są źródłem niezwykłej kreatywności internautów. Szczęśliwe lądowanie na Marsie Curiosity i rozpoczęcie przez niego misji wywołało kolejną falę memów. Łazik witała już grupa Marsjan z transparentem... 8
  • Liczba tygodnia 12 sie 2012, 12:00 500 000 AB Na taką kwotę w dolarach wyceniony został zegarek, który zdobił nadgarstek Yohana Blake’a podczas czwartkowego finału biegu na 200 m. Wyścig z Usainem Boltem drogi Yohan co prawda przegrał, ale za to zwrócił na siebie... 8
  • Z założenia monumentalny 12 sie 2012, 12:00 MB Pomnikowy Lech Kaczyński obejmuje swoją pomnikową małżonkę Marię. Oboje ubrani w płaszcze, lekko uśmiechnięci. Wyglądają, jakby zrobili sobie przerwę w spacerze i na chwilę przystanęli. Wiadomo już, że rzeźba ta ma stanąć w... 9
  • Trzy szybkie do... Rafała Rutkowskiego 12 sie 2012, 12:00 Z teatru schodzi pan do piwnicy. Razem z Grzegorzem Lewandowskim i Michałem Sufinem zakładacie na Chłodnej 25 w Warszawie pierwszy w Polsce klub komediowy. Po co? Rafał Rutkowski: Ja uwielbiam piwnice. Umożliwiają wejście w inny świat. Tam... 9
  • Złoty syn premiera Tuska 12 sie 2012, 12:00 Chciał iść własną drogą. Niezależnie od ojca. Narobił problemów i sobie, i premierowi. – Napiszcie, że jestem debilem – prosi Michał Tusk 12
  • Metoda na Cyryla 12 sie 2012, 12:00 Przed wizytą w Warszawie zwierzchnika rosyjskiej Cerkwi polscy biskupi wysłali jasny sygnał do PiS: macie skończyć ze Smoleńskiem. Patriarcha Cyryl jest dla nich ważniejszy od prezesa Jarosława. 22
  • Polskie asy emigrują 12 sie 2012, 12:00 Naszej armii brakuje doświadczonych pilotów bojowych. A najlepszych, wyszkolonych za dziesiątki milionów złotych „eksportujemy” do USA. Bo byli niewygodni? 26
  • Kozioł smoleński 12 sie 2012, 12:00 Podczas każdej rozmowy z generałami, borowcami, gromowcami, dyplomatami czy politykami i tak w końcu pada: to kozioł ofiarny. To o generale Pawle Bielawnym, zastępcy szefa BOR, w zasadzie jedynym oskarżonym w „sprawie smoleńskiej”. 28
  • Złota ruletka po polsku 12 sie 2012, 12:00 Każdy chce zarobić, tak żeby się przy tym nie narobić. Możni tego świata, na przykład prezesi wielkich amerykańskich korporacji, mają mnóstwo takich możliwości. Na przykład mogą dostać od banków inwestycyjnych „gorące... 31
  • Bóg, honor, hipokryzja 12 sie 2012, 12:00 Tusk jest jak mąż, który przynosi pensję, ale nic ponadto – ocenia profesor Magdalena Środa. 32
  • Anatomia klęski 12 sie 2012, 12:00 Do Londynu wysłaliśmy 219 zawodników, wydaliśmy na nich 130 mln zł, a skończyło się katastrofą. Nie powinno to jednak nikogo dziwić. Nasz sport to głównie układy wsparte myślą trenerską sprzed lat. 36
  • Zajawki Zośki 12 sie 2012, 12:00 Ziomki z kamienicy na warszawskim Śródmieściu mówią na nią Klepa i dodają: szacun! Zośka ma trzy zajawki: Mariano, windsurfing i pomaganie dzieciom z biednych rodzin. 40
  • Jesienna deprecha 12 sie 2012, 12:00 Tradycyjna powakacyjna wojna o widza właśnie ruszyła. Lekko nie będzie. Telewizje tną koszty i ograniczają liczbę produkcji. Zobaczymy tylko pięć nowych seriali. W ramówkach nie ma też wielu wielkich show na żywo. Bo były za drogie. 42
  • Polak wszystko zniszczyć potrafi 12 sie 2012, 12:00 Jest mało zdarzeń, które można wykorzystać w polskiej wspólnocie pamięci, by poczuć się razem. Już powstania kościuszkowskie, listopadowe czy styczniowe nas nie wzruszają ani nie stanowią powodu do dumy. Zostały dwa wydarzenia:... 46
  • Na rodzinne wakacje. Kraina królów 12 sie 2012, 12:00 Kraina królów to przede wszystkim zabytki. Dla dzieci zwykle są one nudne. Aby je zachęcić do wycieczki, proponujemy wyprawę śladem daru św. Kingi do Bochni i Wieliczki czy zwiedzenie Smoczej Jamy zamiast komnat Wawelu. Czasami dobra jest umowa – dziś Wawel, za to jutro... 48
  • Igrzyska Borisa 12 sie 2012, 12:00 Kiedy piszę te słowa, półnagie kobiety, lśniące jak mokre wydry, grają w siatkówkę plażową na największym placu defilad w samym sercu Londynu. Choć powyższe zdanie jest zgodne z prawdą, to – przyznaję bez bicia – nie ja... 62
  • Więzień zastępczy 12 sie 2012, 12:00 Za kasę wezmą na siebie winę i pójdą do więzienia – zamiast sprawcy. Ding Zui, czyli kryminalni dublerzy, wrócili do chińskich sądów. Za cichym przyzwoleniem władzy. 66
  • Skradziony performance 12 sie 2012, 12:00 W trakcie zakończonego właśnie procesu Pussy Riot prokuratorzy w magiczny sposób sprawili, że atak młodych feministek na Władimira Putina stał się atakiem na Cerkiew, który w dodatku przyniósł Kremlowi same korzyści. 68
  • Sponsor płaci, sponsor smakuje 12 sie 2012, 12:00 Kilka miesięcy temu daliby się pokroić za najwyższą jakość delikatesowych specjałów. O produktach z dyskontów nie chcieli nawet mówić. Dziś najwyraźniej uważają, że szynka, w której jest 80 proc. mięsa, czy dżem, którego 100 g powstaje z zaledwie 35 g owoców, to żywność godna... 78
  • Podwójna stawka 12 sie 2012, 12:00 Adam Steltzner, z kolczykami w uchu i włosami zaczesanymi do tyłu w stylu muzyków rockabilly z lat 50., nie przypomina naukowca. Ten charyzmatyczny przystojniak, wyglądający jak brat bliźniak ulubionego aktora Quentina Tarantino Michaela... 80
  • Skaner 12 sie 2012, 12:00 Wyłącznik raka To może być – odpukać – przełom w walce z nowotworami. Naukowcy z amerykańskiego Case Western Reserve University odkryli zmutowany gen, który po dodaniu do komórek rakowych hamuje ich inwazję. – W naszej... 83
  • Czy tam coś jest? 12 sie 2012, 12:00 To jeden z najbardziej osobliwych grantów w historii badań naukowych: profesor filozofii John Martin Fischer będzie zgłębiał zagadnienie nieśmiertelności. Duszy. 83
  • Jestem szczęściarzem 12 sie 2012, 12:00 Coraz częściej porzuca Manhattan dla Europy. Po Londynie, Barcelonie i Paryżu nakręcił film w Rzymie. Nie zamierza rezygnować z intensywnej pracy i wciąż z dystansem patrzy na Hollywood. Z Woodym Allenem, którego „Zakochani w Rzymie” wchodzą właśnie na ekrany kin,... 84
  • Gdy nuda zabija 12 sie 2012, 12:00 Dla wielu Irvine Welsh wciąż pisze tę samą książkę – pełną wulgaryzmów, narkotyków i dziwnych bohaterów. Jednak wciąż ma tysiące fanów – dla nich po latach w Polsce ukazuje się „Ecstasy”. 88
  • Chcemy zmiany 12 sie 2012, 12:00 Dobra wiadomość dla tych, którzy tęsknią za dawną trójmiejską sceną alternatywną. Jej niepokorny duch odrodził się w Nasiono Records. 90
  • Księżniczka jak Pippi 12 sie 2012, 12:00 Legendarne studio Pixar stworzyło opowieść dla dzieci z dorosłym przesłaniem. Niby nic nowego, jednak „Merida waleczna” zaskakuje. Przede wszystkim absurdalnym humorem i silnymi kobietami w głównych rolach. 92
  • Recenzje 12 sie 2012, 12:00 FILM „Meridę Waleczną” animowaną w 3D naprawdę polecam – i młodym, i starszym. Chodzi nie tylko o to, że w najlepszym stylu opowiada baśniową historię pewnej dziewczynki – szkockiej królewny, ale że jej bohaterka... 93
  • Tydzień kultury polskiej 12 sie 2012, 12:00 Paweł Kukiz wściekł się, że z powodu jego konserwatywnych poglądów stacje radiowe odmówiły jego nowej płycie „Siła i honor” medialnego patronatu. Wokalista twierdzi, że padł ofiarą medialnej nagonki. Na miejscu Kukiza... 94
  • Nigdy nie mówię nigdy 12 sie 2012, 12:00 Mogliby być gwiazdami Off Festivalu, obok Iggy & The Stooges, Thurstona Moore’a i Swans. ale Afghan Whigs pod wodzą Grega Dulliego wystąpią na mniejszym koncercie – w warszawskim klubie Proxima. 94
  • Esencja z Szekspira 12 sie 2012, 12:00 Jedną z najlepszych współczesnych interpretacji „Hamleta” stworzył belgijski reżyser, Luk Perceval. Ten spektakl potwierdza jego wyjątkową pozycję w europejskim teatrze. 95
  • Prawie jak Molier 12 sie 2012, 12:00 Abdel Sellou stał się popularny dzięki francuskiemu filmowi „Nietykalni” – to na podstawie jego historii powstał scenariusz. Niedługo po premierze wydał autobiografię, która szybko stała się bestsellerem. Właśnie ukazała się w Polsce. 96
  • Będzie uroczo! 12 sie 2012, 12:00 Z braku lepszego zajęcia grupa polityków szykuje radosną zmianę przepisów, na mocy których życie kierowców znów będzie weselsze. W okresie od listopada do kwietnia jazda na oponach zimowych będzie przymusowa, a brak takowych karany... 97
  • Choroby lokomocyjne 12 sie 2012, 12:00 Biedny ten mój partner ze strony, Krzysztof Skiba. Biedny, jeśli ma rower, a jeszcze gorzej, gdy nim jeździ po Sopocie, bo teraz – za sprawą miejskich radnych – będzie się mógł rozpędzić tylko do 11 km/h. Wolno mu będzie... 97
  • Zapiekli 12 sie 2012, 12:00 Wracam do problemu rozsypania się dawnych reguł gry i do tego, jak teraz męczymy się, próbując stworzyć nowe. Człowiek do niedawna niewiele miał do powiedzenia na temat swego losu, określały nas miejsce urodzenia, pochodzenie, zawód i... 98

ZKDP - Nakład kontrolowany