Zabiorę was w kosmos

Zabiorę was w kosmos

Czy można jednocześnie zmieniać świat na lepsze, zarabiać krocie i świetnie się przy tym bawić? Można. Przed wami Richard Branson.
Ponad 400 różnych firm w najróżniejszych branżach, połączonych marką Virgin.65 tys. pracowników, 30 mld dolarów rocznego przychodu. W samym środku jeden, 65-letni uśmiechnięty facet o wyglądzie wyluzowanego rockandrollowca, który sprawia wrażenie, jakby tylko przypadkowo zarabiał jakieś pieniądze.

Czwarty Brytyjczyk pod względem zamożności,pasowany przez księcia Walii na rycerza. Ale na co dzień bardzo normalny, kontaktowy facet. Nie okazuje irytacji czy zniecierpliwienia. Jest grzeczny,uśmiechnięty, wyrozumiały. Odpowiada spokojnie nawet na najgłupsze pytania. Ale widać, że ciągłego nosi, nie może usiedzieć w miejscu. Nie lubi długich wystąpień, woli pojedynki słowne. Nie cierpi biznesowego sznytu, nie nosi garniturów ani krawatów. Widziałem go w akcji w Finlandii, Branson występował w wielkiej hali przed 2,5 tys. skandynawskich przedsiębiorców. Słuchaczy wprowadził w amok, gdy nagle w środku rozmowy wstał,podszedł do rozmówcy i nożyczkami odciął mu krawat tuż przy szyi. – Teraz wyglądasz dużo lepiej, możesz się rozluźnić – rzucił, zaśmiewając się z udanego dowcipu. Prosta inscenizacja, nieskomplikowany przekaz, skrócenie dystansu – i pokazanie dystansu do siebie samego. Cały Branson.

Uwielbia ryzyko i nowe wyzwania. Niedawno wszedł razem z córką na Mont Blanc, chwilę później brał udział w londyńskim triatlonie. Podładowuje akumulatory na swojej prywatnej karaibskiej wyspie Necker – i znów rusza ratować świat. Interesuje się wszystkim. W swoim blogu pisze o nalotach w Syrii, o walce z globalnym ociepleniem, o wymierających gatunkach rekinów. Jest obywatelem świata i czuje się za niego odpowiedzialny, bierze udział w wielkich projektach cywilizacyjnych. W Polsce, gdzie pojawił się w sierpniu ze swoją marką telefonii komórkowej Virgin Mobile, chce się zaangażować w uczenie polskich studentów przedsiębiorczości, w tych dniach uruchamia w Warszawie projekt pod nazwą Virgin Mobile Academy.

Dziś kręcą go głównie loty kosmiczne. Liczy dni do pierwszego komercyjnego startu swojego samolotu kosmicznego. Zacznie od trzygodzinnych lotów z pasażerami poza granice grawitacji, ale marzy o wożeniu ludzi na Marsa za 20, góra 30 lat.

Co pan myślał, patrząc na skok Feliksa Baumgartnera?Spędził pan miesiące, latając balonem nad oceanami.

Czułem zazdrość (śmiech). To, co zrobił, było fascynujące. Już samo dokonanie czegoś, czego nie zrobił nikt przed tobą, jest czymś niesamowitym. Baumgartner pobił kilka rekordów, przekroczył prędkość dźwięku. Przy okazji przetestował materiały,które prędzej czy później wejdą do naszego życia. Przygotowania do jednego skoku zajęły siedem lat – ale było warto. Tym więcej emocji i oczekiwań towarzyszy przygotowaniom Virgin Galactic i naszemu startowi w kosmos.

A kiedy start?

W 2013 r. Virgin Galactic będzie w pełni gotowa. Jesteśmy już bardzo blisko finału przygotowań do startu.

Liczy pan dni do startu?

Nie, nie liczę… No pewnie, że liczę dni! (śmiech)

Pasażer może kupić bilet za około 200 tys. dolarów. Potem leci z wami w górę i bezpiecznie wraca. Raptem trzy godziny latania, nawet nie w kosmos, tylko całkiem blisko. O co ten zgiełk?

Szykujemy się do tego od kilkunastu lat. Moje myślenie było takie: próby lotów kosmicznych podejmują tylko kraje i rządy. Dlaczego zwykli ludzie mają być od tego odcięci, izolowani? Trzeba to wreszcie zmienić. Długo szukaliśmy inżynierów,którzy podjęliby się budowy samolotów kosmicznych,zdolnych wielokrotnie zabierać pasażerów w loty suborbitalne. Dziś jesteśmy na końcu tej drogi. Dysponujemy technologią o wiele bezpieczniejszą niż NASA. Ale też my nie możemy sobie pozwolić na straty ludzkie, które były niejako wpisane w rządowe programy kosmiczne.

Ile na to poszło?

Bezpośrednio i pośrednio około 400 mln dolarów.

A ilu jest chętnych?

Mamy już blisko 600 zgłoszonych pasażerów.

Co będzie, kiedy już ich szczęśliwie przewieziecie?

To jest dopiero początek drogi. Myślimy o stworzeniu orbitalnego hotelu. Ale największym celem i marzeniem jest uruchomienie podróży na Marsa. Myślę, że w ciągu 20 lat będziemy technicznie gotowi do rozpoczęcia takich lotów.

Ale po co? Czy my, Ziemianie, musimy szukać innego miejsca do życia?

Stephen Hawking przekonuje mnie i ponagla,że musimy pracować nad kolonizacją innych planet,bo prędzej czy później nastąpi katastrofa, która uczyni Ziemię miejscem niezdatnym do życia.

Sir Richard, pan się boi? A właściwie czego?

Najbardziej efektów globalnego ocieplenia, szybko postępującej zmiany klimatu na Ziemi.

Wie pan, że nie wszyscy kupują tę teorię.

To nie jest żadna teoria. Mamy za sobą najcieplejszy rok w historii, ostatnia dekada była najcieplejsza. Trzeba być naiwnym, negując fakty. Możemy sobie poradzić z problemem klimatycznym,jeśli rządy państw potraktują go priorytetowo i jeśli liderzy biznesu uznają, że jest to także dla nich jednocześnie zagrożenie – a zarazem wyzwanie i szansa. My tak uznaliśmy. Stworzyliśmy organizację Carbon War Room, która nagradza projekty służące ograniczeniu efektu cieplarnianego. Zyski z działalności lotniczej przeznaczamy na prace nad ograniczeniem emisji przez samoloty. Wystarczy, że będą wyłączać silniki zaraz po lądowaniu i będą holowane do terminali, a będą wyraźnie mniej szkodzić środowisku. Pracujemy też nad czystym paliwem lotniczym, uzyskiwanym z innych źródeł niż tradycyjne, np. z wykorzystaniem zużytych puszek aluminiowych. Za pięć lat samoloty będą zasilane inaczej niż dzisiaj. Zmienimy branżę brudną w czystą.

Inne zmartwienia poza klimatem?

Wojny i rozwiązywanie konfliktów. Powołaliśmy wspólnie z Peterem Gabrielem i Nelsonem Mandelą organizację The Elders, w której zasiadają byli liderzy państw i rządów, aktywiści praw człowieka i działacze na rzecz pokoju. Ich zadaniem jest właśnie rozwiązywanie poważnych konfliktów międzynarodowych, np. obecnej wojny w Syrii,którą trzeba jak najszybciej zakończyć.

A wielkiej wojny światowej pan się nie obawia? Niektórzy prorokują konflikt między USA a Chinami jeszcze przed 2050 r.

Sądzę, że nie jesteśmy tak głupi, by dopuścić do kolejnej wielkiej wojny. Za mojego życia była wojna w Wietnamie, która okazała się katastrofą i wielkim błędem. Była wojna z Irakiem, która też okazała się katastrofą i wielkim błędem. Podobnie było w Afganistanie. Wierzę, że w realiach dzisiejszego świata, przy obecnym dostępie do informacji i zaangażowaniu społeczeństw, można wymusić na politykach znajdowanie innych rozwiązań niż atak zbrojny.

Tak pana słucham – i tak się zastanawiam, kim pan jest i kim chce być? Liderem globalnej partii politycznej?

Nie jestem i nie chcę być politykiem. Jestem obywatelem świata. Używam mojej wiedzy i doświadczenia biznesowego, by tworzyć takie pozarządowe instytucje, które zajmą się palącymi problemami świata. Takimi jak wymieranie gatunków,narkomania czy poprawa jakości leczenia narkomanów. Ten ostatni problem jest palący np. w Rosji, gdzie zamyka się w więzieniach dziesiątki tysięcy ludzi uzależnionych od heroiny, zamiast ich traktować i leczyć jak ludzi.

A po co pan działa w biznesie?

Z tych samych powodów – by ludziom żyło się lepiej. By podnieść komfort, jakość życia, by coś usprawnić, zmienić. Ja jestem przede wszystkim przedsiębiorcą, który myśli o zaspokojeniu realnych potrzeb. Jeśli nasi klienci chcą zadbać o formę, idą do naszej siłowni. Jeśli chcą pojechać pociągiem – dajemy im pociągi. Jeśli chcą pogadać przez komórkę – mamy dla nich ofertę.

À propos komórek – późno pojawiacie się w Polsce. Rynek jest już podzielony.

Fakt, wchodzimy później niż konkurenci, ale chcieliśmy najpierw poeksperymentować na innych nacjach (śmiech). Zamierzamy mocno zaistnieć w Polsce, poznacie nas po konkurencyjnej ofercie i lepszej jakości obsługi klientów. Just wait and see.

Wracając do całej grupy – musi do was trafiać morze nowych pomysłów na biznes.

Jakieś sto na tydzień. Jest z czego wybierać.

Pracownicy nazywają pana Doktor Yes. Nie umie pan odmawiać?

Nie umiem się oprzeć nowym wyzwaniom. Ja po prostu kocham robić nowe rzeczy. Szczęśliwie mamy w firmie paru Doktorów No. Dzięki temu jakoś się trzymamy (śmiech).

To jak wybieracie nowe przedsięwzięcia?

Obserwujemy stale rynek konsumencki, jakość i dostępność usług dla zwykłych ludzi. Wchodzimy tam, gdzie widzimy niewykorzystane możliwości. Przykład: przez lata podróżowałem po Stanach liniami wewnętrznymi – i to nigdy nie było miłe doświadczenie. Pomyśleliśmy, że jest miejsce na lepszy serwis. Dlatego kilka lat temu uruchomiliśmy Virgin America.

Co jest fajniejsze: tworzenie firm czy zarabianie pieniędzy?

Zdecydowanie tworzenie. Ja nie umiem tak dobrze zarządzać firmami, umiem je natomiast powoływać do życia, wprawiać w ruch. Wtrącam się, i to gwałtownie, do biznesu tylko wtedy, gdy coś kompletnie nie idzie. Ale w normalnych warunkach staram się po prostu zatrudniać jak najlepszych menedżerów.

Czy trzeba ponieść klęskę, by stać się przedsiębiorcą z prawdziwego zdarzenia?

Nie trzeba. Ale na klęskach człowiek się wiele uczy. Trzeba pamiętać, że statystycznie osiem na dziesięć biznesów upada. Mało komu ze słynnych biznesmenów udało się za pierwszym, drugim razem. Jeśli robi się wszystko, co można, by osiągnąć sukces, nie ma powodu, by zrażać się do kolejnych prób.

A jak sobie poradzić z sukcesem?

Trzeba najpierw zdefiniować, czym jest sukces. Dla mnie to stworzenie czegoś nowego, czegoś, co daje mi poczucie dumy. Dopiero w drugiej kolejności przychodzi sukces finansowy. Jeśli wchodzisz do biznesu po to, by szybko zarobić dużą kasę, to istnieje duże ryzyko, że nic nie osiągniesz i padniesz. Prawdziwy przedsiębiorca musi być w pierwszej kolejności twórcą, koncentrować wysiłki na wprowadzeniu jak najlepszego, nowatorskiego i potrzebnego ludziom produktu czy usługi. Zysk przychodzi niejako jako produkt uboczny udanego przedsięwzięcia.

Jak ważna jest przyjemność, satysfakcja z pracy?

Dla pracowników jest kluczowa. Jeśli ludzie spędzają 90 proc. czasu w pracy, to muszą się w niej dobrze czuć, czerpać z tego pewną przyjemność. Inaczej praca staje się jałowa, bezproduktywna. Mam wrażenie, że ludzie chętnie pracują w Virgin. Niechętnie od nas odchodzą. Generalnie wychodzę z założenia, że pracowników trzeba traktować tak dobrze, jak to tylko możliwe. Stwarzając im właściwe warunki pracy, zachęcasz ich do wysiłku, promujesz kreatywność, tworzysz wspólnotę myślenia i działania. Jeśli traktujesz ludzi jak pozycje w Excelu, jak szczeble drabiny, po której się wspinasz w biznesie, przegrasz. Pomiatanie ludźmi szybko się mści – to jest bardzo mały świat.

Jak można uprzyjemnić ludziom pracę?

Na przykład dając im przyjazną przestrzeń biurową. Nie cierpię wielkich biurowców z anonimowymi tłumami, które mijają się w windach, ale ani się nie znają, ani nie czują z sobą żadnego związku – poza marką korporacji, która ich wszystkich zatrudnia. W mojej wytwórni płytowej przyjęliśmy zasadę, że gdy firma się rozrastała, dzieliliśmy ją na części, a każdą umieszczaliśmy w małym, góra 75-osobowym biurze. Wszyscy się znali, mieli z sobą bezpośredni kontakt. To się po prostu sprawdza.

Nie zawsze można być miłym, szczególnie w kryzysie. Jak pan zwalnia ludzi?

Bardzo niechętnie. Wyrzucanie pracowników to dla mnie ostateczność. Zaraz po zamachach 11 września 2001 r. ruch lotniczy ustał. Virgin Atlantic straciła 250 mln dolarów, byliśmy na kolanach. Zaapelowałem do ludzi, by dobrowolnie odchodzili z pracy, przechodzili na darmowe urlopy albo pracowali na część etatu. Powiedziałem im, że jak tylko koniunktura wróci, im pierwszym zaoferuję pracę. I tak było, po roku mieliśmy wszystkich z powrotem na pokładzie.

Na chwilę wróćmy do samego początku. Najpierw jako nastolatek wydawał pan gazetkę szkolną „Student” i chciał działać w biznesie wydawniczym, a potem znienacka uruchomił pan wytwórnię płytową.

To była prosta historia. Miałem 16 lat, poznałem rok młodszego sympatycznego chłopaka, który nagrał świetną muzykę instrumentalną i bezradnie kolędował z nią po wytwórniach płytowych. Nikt tego nie chciał. Pomyślałem: a może by tak wydać płytę, warto, by świat ją usłyszał. W ten sposób ukazały się „Dzwony rurowe” Mike’a Oldfielda. Potem mieliśmy w stajni Sex Pistols, Rolling Stones, Janet Jackson i wielu innych. Byliśmy największą niezależną wytwórnią świata. Sprzedałem Virgin Records 15 lat temu, bo potrzebowaliśmy pieniędzy na uratowanie linii Virgin Atlantic.

Start z jednym 747, ciułanie pieniędzy na paliwo lotnicze, walka niczym Dawid z Goliatem z wielkimi British Airways. Warto było?

No pewnie. Nasz plan był prosty: stworzyć najlepsze linie lotnicze świata, zadbać o każdy detal, odróżnić się od starych zgnuśniałych przewoźników. I to zrobiliśmy. Po drodze stoczyliśmy wiele wygranych wojen z BA, które wyspecjalizowały się w wypychaniu z rynku każdego nowego konkurenta. Nas też chcieli zabić, ale nie dali rady.

Coca-Cola, BA, Durex, brytyjskie koleje. Rzeczywiście uwielbia pan psuć krew monopolistom.

Wielkie firmy, rozpuszczone swoją siłą i pozycją rynkową, mają tendencję do oferowania coraz gorszego produktu za coraz wyższą cenę. My wchodzimy na rynek z czymś lepszym i jednocześnie tańszym. To zwykle procentuje.

A co się realnie nie udało?

Wojna z Coca-Colą. Nasz napój Virgin Cola był świetnym pomysłem, tam, gdzie był osiągalny, sprzedawał się lepiej niż konkurent. Ale nie doceniliśmy potęgi i determinacji Coca-Coli. Kiedy Amerykanie zorientowali się, jak dobrze nam idzie, wytoczyli najcięższe działa. Włożyli masę pieniędzy i wysiłku w to, by wypchnąć nas z półek sklepowych.

Wracając od przeszłości do teraźniejszości: czy biznes w XXI wieku różni się jakoś szczególnie od tego z poprzedniego wieku?

Internet wiele zmienił – stworzył nowe możliwości szczególnie dla młodych przedsiębiorców. Sam używam na co dzień Facebooka, Twittera, Google+, Instagram – nie wyobrażam sobie bez nich życia i działania. Moje wpisy są śledzone przez 6 mln ludzi, to daje niesamowity rozgłos naszym kampaniom społecznym. Cała armia ludzi, którzy angażują się w potrzebne, pożyteczne działania. To nowy, fascynujący świat.

Czyta pan już tylko na tablecie czy także na papierze?

Uwielbiam iPada, ale nie zamierzam się rozstać z papierowymi książkami! To czysta przyjemność.

Na koniec zapytam, co pana właściwie napędza. Jaki jest ten najważniejszy cel?

Mam cudowne życie, umiem się nim cieszyć. Ale uwielbiam robić rzeczy, które coś zmieniają, mają realne znaczenie. Jak w przyszłym roku stanę na pustyni w Nowym Meksyku i będę obserwował start mojego statku kosmicznego, to będę szczęśliwy i spełniony. To będzie realizacja chłopięcego marzenia. Nie ma nic lepszego niż wprowadzanie marzeń w życie.
Okładka tygodnika WPROST: 43/2012
Więcej możesz przeczytać w 43/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 1
  • J.Z>   IP
    Niesamowity facet

    Spis treści tygodnika Wprost nr 43/2012 (1549)

    • Dwie twarze premiera 21 paź 2012, 12:00 Mówiąc wprost, kolejne, pozornie z sobą niezwiązane klocki wpasowują się dość gładko w   rozległe puzzle, w których wszyscy jakoś bierzemy udział. Najpierw było tzw. exposé   premiera, budzące rząd z letargu, choć także... 4
    • Sami Mistrzowie świata 21 paź 2012, 12:00 Ależ to było polskie! Wielkie, podniosłe wydarzenie, misterium niemal. Analizy, składy,   technika, bilans, historia, Wembley… Kto ich zatrzyma? Czy nie nazbyt defensywny ten   prognozowany skład? Pooooolska!!! Biało-czerwoniii!... 6
    • Skaner 21 paź 2012, 12:00 Pierwszy polski Dreamliner w powietrzu Maszyna w barwach LOT i z polską rejestracją SP-LRA wzbiła się z lotniska Paine Field ok. godz. 22 polskiego czasu w zeszły czwartek. Samolot wykonał pierwszy lot testowy w okolicach głównych... 8
    • Podtopiony 21 paź 2012, 12:00 To miała być jego jesień. Exposé i nowe otwarcie. Jest defensywa i cios za ciosem spadające na głowę Tuska. Coś nie działa i się przelało. 12
    • Gowin na celowniku 21 paź 2012, 12:00 Minister sprawiedliwości jest przekonany, że konkurenci z wierchuszki Platformy, polityczni rywale z Krakowa oraz korporacje, które chce zderegulować, szukają na niego haków. 18
    • Polski biały murzyn 21 paź 2012, 12:00 Co innego John Godson osoba prywatna, a co innego John Godson poseł, który ustanawia prawa dla ogółu – mówi nam John Godson o ustawie antyaborcyjnej, za którą najpierw głosował, a teraz się wycofuje. 22
    • Ja nie mam nic, ty nie masz nic… 21 paź 2012, 12:00 Jacek Rostowski, Jan Krzysztof Bielecki i Mikołaj Budzanowski zabierają się do budowy nowej fabr yki. Na miarę czasów. Kierowcą tego „wehikułu inwestycyjnego” ma być Budzanowski. Będzie pięknie? Raczej jak zwykle. 26
    • Taśmociąg życia 21 paź 2012, 12:00 Nadopiekuńcza matka, wychowująca samotnie syna w trudnych okołowojennych czasach, bohatersko zwalcza beznadzieję, zakładając jej podwójnego nelsona. Nie pyta, co przyniesie los, ona mu rozkazuje. Stymuluje ambicję do granic absurdu –... 30
    • Boniek gra po raz ostatni 21 paź 2012, 12:00 Polska piłka to nie tylko zawodowcy, ale też pół miliona amatorów. I powinno być ich dwa razy więcej – uważa kandydat na szefa PZPN Zbigniew Boniek. A bardziej niż nierozsunięty dach stadionu martwi go głupota Polaków wówczas ujawniona. 32
    • Disco is king 21 paź 2012, 12:00 Na koncerty przychodzą tysiące, a Polo TV to najczęściej oglądana stacja muzyczna w Polsce. Disco Polo powraca. 38
    • Depresja pospolita 21 paź 2012, 12:00 Maria Peszek mogła zostać ambasadorką czterech milionów Polaków cierpiących na zaburzenia depresyjne. Nie została. Przeraziła ją reakcja ludzi na jej opowieść o cierpieniu? 42
    • Nasza bura codzienność 21 paź 2012, 12:00 Pan premier w swoim dniu medialnym (15.10) powiedział, że chce, by Polska nie była ani czarna, ani tęczowa. Czyli jaka ma być? Jak czerń przemieszać z tęczą, to wyjdzie bury (Brunatny? Boże, broń!). Czy to jest ulubiona barwa pana... 46
    • Wola polityczna 21 paź 2012, 12:00 Donald Tusk wygłosił niezłe przemówienie w Sejmie, a wiele więcej powiedział w bardzo ciekawej rozmowie z Moniką Olejnik. Mam jednak zasadniczą wątpliwość dotyczącą postawy premiera wobec roli polityki i politycznej przyszłości.... 48
    • Zabiorę was w kosmos 21 paź 2012, 12:00 Czy można jednocześnie zmieniać świat na lepsze, zarabiać krocie i świetnie się przy tym bawić? Można. Przed wami Richard Branson. 50
    • Atak doktora 21 paź 2012, 12:00 Niedzielne Wybory na Ukrainie władzy raczej nie zmienią. Ale wprowadzą na scenę polityczną nowego zawodnika wagi ciężkiej. 56
    • Homo maskarada 21 paź 2012, 12:00 Gejów w USA nie brzydzą się już republikanie. Teraz – dzięki głośnej książce – homoemancypacja dociera nawet do ultrakonserwatywnych chrześcijan. 58
    • My, Wilniuki 21 paź 2012, 12:00 Akcja Wyborcza Polaków na Litwie po raz pierwszy wprowadziła posłów do parlamentu. Wileńscy Polacy nie są pewni, że to poprawi stosunki polsko-litewskie. 60
    • Towarzyszu, zrób sobie raj 21 paź 2012, 12:00 Czeskie gazety rozpisują się o triumfie rodzimych komunistów w wyborach lokalnych. Na elity polityczne i biznesowe padł blady strach. Komuniści, traktowani od 1989 r. jak trędowaci, wyśmiewani i skazywani na wymarcie, wyrastają na... 62
    • Złoty rok PZPN 21 paź 2012, 12:00 W tym roku piłkarska Federacja zgarnie 100 milionów złotych. 64
    • Świata cud 8? 21 paź 2012, 12:00 Już za kilka dni premiera Windows 8 i tabletu Surface, dzięki którym Microsoft chce odzyskać dawną potęgę i zachwiać hegemonią Apple. Apple nie czeka na ten cios bezczynnie. 66
    • Bond nie umrze nigdy 21 paź 2012, 12:00 Zgorzkniały i przegrany. Taki jest Bond ze „Skyfall”. Zapomnijcie o formule „Cmok, cmok, bang, bang”. 70
    • Nieprzenikniona 21 paź 2012, 12:00 Dorota Masłowska znowu rozśmiesza, żeby zwrócić uwagę na sprawy ważne. Jej „Kochanie, zabiłam nasze koty” na pozór jest lekkie. Ale to powieść o zagubieniu i potrzebie wiary. 74
    • Dziewczyny od kotów 21 paź 2012, 12:00 Dwa ważne debiuty – płyty Asi i Kotów oraz Drekotów. Piękne i osobne, jak dziewczyny, które stoją za tymi projektami. Innymi od wszystkiego, co dzieje się w polskiej muzyce. 78
    • Recenzje 21 paź 2012, 12:00 Wydarzenie tygodnia, Teatr Codzienne życie Danuty W. Nowy monodram Krystyny Jandy to w większym stopniu poruszający dokument niż teatr. Jest coś niecodziennego w tym, że Krystyna Janda, pokazując wreszcie przedstawienie, któremu niemal bez... 80
    • Czy szyja wytrzyma? 21 paź 2012, 12:00 Krzysztof Skiba Wielcy filozofowie szukali sensu życia – oprócz Euklidesa, który szukał linii prostych. Wielcy podróżnicy (Kolumb, Vasco da Gama) szukali drogi do Indi. Dzisiejszym podróżnikom wystarczy, że odkryją drogę do... 86
    • Chlupa narodowa 21 paź 2012, 12:00 Nazwę tę dla naszego stadionu wymyślił w „Szkle kontaktowym” mój kolega, najpopularniejszy obecnie piosenkarz w kraju, Artur Andrus. Najpopularniejszy, ponieważ jego krążek „Myśliwiecka” od kilku miesięcy jest na... 86
    • Poszukaj oszczędności w zarządzaniu flotą 21 paź 2012, 12:00 Zarządzanie środkami transportu w obecnych czasach nie jest łatwym zadaniem ze względu na sytuację ekonomiczną, dlatego w cenie są nowe i efektywne rozwiązania, które przyczynią się do redukcji kosztów. 89
    • Samochód w firmie 21 paź 2012, 12:00 Po polskich drogach jeździ 800 tys. służbowych samochodów. Ich utrzymanie to po kosztach związanych z zatrudnieniem największe utrapienie przedsiębiorców. Są jednak sposoby na ich znaczące obniżenie. 91
    • Tanio, bezpiecznie, niezawodnie 21 paź 2012, 12:00 O idealnym służbowym aucie rozmawiamy z Wojciechem Drzewieckim, prezesem Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego „Samar”. 94
    • Bezpieczeństwo, głupcze 21 paź 2012, 12:00 Co trzeci wypadek na polskich drogach jest powodowany przez kierowcę prowadzącego swoje służbowe auto. Obok ludzkich dramatów to ogromne koszty dla każdego przedsiębiorcy. 95
    • Na własną rękę 21 paź 2012, 12:00 Czasy, gdy sprzedawcy bezpośredni kojarzyli się z niekompetentnymi domokrążcami wciskającymi ludziom nic niewarte produkty, mijają. Jakość produktów jest coraz wyższa, liczba kompetentnych sprzedawców i obroty branży rosną. A rynek się rozwija. 99
    • Niezależność bez ryzyka 21 paź 2012, 12:00 Proponujemy elastyczny model, w którym przedsiębiorca decyduje, jak będzie wyglądało jego życie - mówi Anna Pietrzak, dyrektor naczelny Amway Polska. 104
    • Błogosławione dziury 21 paź 2012, 12:00 Jadąc przez Polskę, aż po nieistniejącą już czeską granicę, słyszę wszędzie, jak naród kpi z dachu narodowego stadionu, który przestraszył się deszczu. Wszystko jak zwykle kończy się nieźle, czyli remisem, kiedy spodziewano się... 106
    • Apartamenty Hoża 55 21 paź 2012, 12:00 Zaciszny klimat w sercu stolicy 111
    • Nie brakuje chętnych na luksus w centrum 21 paź 2012, 12:00 Popyt na luksusowe mieszkania będzie rósł. Ale tylko w dobrych lokalizacjach. Wymagania nabywców rosną. Jedynie najlepsze budynki je spełniają. 113
    • Nieruchomości komercyjne 21 paź 2012, 12:00 Powierzchnie biurowe, magazyny, centra handlowe, hotele – koniecznie nowoczesne i w dobrej lokalizacji. Podczas gdy rynek mieszkań przeżywa załamanie, branża nieruchomości komercyjnych ma się doskonale. 115

    ZKDP - Nakład kontrolowany