Nieprzenikniona

Nieprzenikniona

Dorota Masłowska znowu rozśmiesza, żeby zwrócić uwagę na sprawy ważne. Jej „Kochanie, zabiłam nasze koty” na pozór jest lekkie. Ale to powieść o zagubieniu i potrzebie wiary.
Patrycja Pustkowiak: Masz już za sobą serię wywiadów promujących nową powieść. Ten jest jednym z ostatnich. Zastanawiam się, na ile uda się nam zadbać o oryginalność.

Dorota Masłowska: Kiedy zaczęłam udzielać wywiadów, nie było jeszcze żadnych opracowań krytycznych mojej książki, więc te rozmowy były dość twórcze, barwne. Samą mnie zdumiewa, że taka chronologia promocji – wywiady przed recenzjami – wymusiła na rozmawiających ze mną posługiwanie się refleksją własną na temat tej powieści. Każda z rozmów jest inna, jednak pytania się powtarzają.

W „Kochanie, zabiłam nasze koty” uderzasz w tandetę duchowości naprędce kopiowanej ze Wschodu, w doprowadzony do absurdu szał bycia modnym.

Interesował mnie też kompletny niedowład dojrzałości i więzi społecznych, kompletne tego skarlenie. Temat, który podjęłam, można by chyba w skrócie określić kompromitującą nazwą „samotność w tłumie” – wiem, że to niedobrze brzmi, ale wydało mi się ważne. Ten problem tak bardzo nas dotyczy, że uznajemy go za oczywisty, banalny, twierdzimy, że to nie jest żaden problem, o którym trzeba pisać książki. A w soczewce totalniepłytkich, upośledzonych relacji społecznych bardzo dużo widać.

A nie kusiło cię, żeby wreszcie stworzyć naprawdę poważnego, myślącego, mądrego bohatera?

Nie! Przez moje książki wiedzie mnie jednak przyjemność rozśmieszania samej siebie. Pociągają mnie cała chemia, która idzie za śmiechem, dystans i przede wszystkim ostrość spojrzenia, którą łapiesz, śmiejąc się. Wydaje mi się, że kiedy tworzysz bohatera dobrego, mądrego i głębokiego, siłą rzeczy utożsamiasz go ze sobą i wystawiasz na aukcję wszystkie najlepsze rzeczy, jakie w sobie masz. Najlepsze przemyślenia, motywacje, całe swoje wewnętrzne piękno i dobro – które przecież posiadasz. Ale jednocześnie masz też w sobie syf, lęk, skurwysyństwo, małość – no i wtedy musisz je ukryć, gdzieś pospychać. Idea takiej prozy jest oczywiście godna pochwały, ale wydaje mi się, że to jest megatrudne w obsłudze. Ja przynajmniej tego nie potrafię. Używam śmiechu do oddalenia się od sytuacji, którą opisuję, do zobaczenia problemu ostro. Prawda pojawia się gdzieś pomimo, wystaje spomiędzy. Moim zadaniem jest śmieszenie, a smutek i tak sam wyłazi ze szpar. Jednak gdy próbujesz przywołać treści bolesne, to paradoksalnie często wychodzi śmiesznie, jeśli nie żałościwie.

Próbowałaś tego poważnego, głębokiego sposobu pisania?

Oczywiście, zapytaj mojego pierwszego wydawcę, Pawła Dunina-Wąsowicza. Wszyscy licealiści tego próbują. Nie byłam jednak w stanie utrzymać godności literackiej, starając się pisać o ludziach dobrych i głębokich, walczących przeciwko ludziom złym i płytkim.

Wydaje mi się, że to właśnie tworzenie rzeczy autentycznie zabawnych jest najtrudniejsze. A w kulturze polskiej mało jest poczucia humoru.

No właśnie, nie wiem, na czym to polega. Najgorzej chyba, gdy chce się śmieszyć za wszelką cenę. Idea kabaretu wydaje mi się potworna. Śmiech jednak jest bardzo spontaniczny, mimowolny, a tu ktoś uruchamia całą maszynerię i – nie ma rady – w polskich warunkach zawsze grawituje to w stronę kupy i cycków. Wydaje mi się, że to, co ja piszę, jest momentami bardzo śmieszne, ale nie wiem właściwie, jak to się dzieje. Moje poczucie humoru nie manifestuje się w życiu codziennym tak bardzo jak w pisaniu. Po prostu nie chce mi się tyle żartować na co dzień. Jestem na to zbyt leniwa.

„Kochanie, zabiłam nasze koty” jest powieścią nie tylko śmieszną, ale chyba najpogodniejszą z twoich dotychczasowych. Choć z drugiej strony spotykam się z opiniami, że jest bardzo smutna.

Wiesz, ile ja słyszałam sprzecznych opinii? Wydaje mi się, że w tej książce jest całe bogactwo życia, jego ciemne i jasne strony, ale wiele osób pyta mnie, skąd taka wizja świata – ponurego, pełnego przemocy, obrzydliwego.

Ja bym powiedziała, że przede wszystkim płytkiego. Religia, sztuka, moda – to wszystko są rzeczy, które – jak pokazujesz w powieści – uległy banalizacji. Myślisz, że zostało nam coś jeszcze, co można traktować poważnie?

Myślę, że właśnie ta płycizna. Można jej się przyjrzeć i przestraszyć się, bo jest przerażająca. Ludzie niezbyt mądrzy łykają bezrefleksyjnie dzieła kultury masowej i lepią z tej kupy swoje gniazdka umysłowe. Jeśli się temu przyjrzeć i potraktować to poważnie, można dostrzec bardzo ciekawe rzeczy. Na przykład takie, że człowiek – istota głęboko duchowa, o bardzo rozwiniętym mózgu, mająca duże potrzeby metafizyczne, potrzebę Boga, kontaktu z bezkresem, z absolutem – realizuje je poprzez jakieś newage’owe gusła albo dietę makrobiotyczną. Im bardziej wydaje się to głupie i niewarte uwagi, tym bardziej w tym tkwimy.

Ty sama nie byłaś kuszona taką ezoteryką? Wiem, że masz w domu wszystkie części dzieł mistrza duchowego Osho.

Mam całą masę poradników – nie tylko ezoterycznych, także psychologicznych. Nie mogę powstrzymać się od ich bezustannego kupowania. Testuję je na sobie: najpierw czytam w kompletnym upojeniu, potem przychodzi wrogość i kontestacja. Wydaje mi się, że winę za nasze zagubienie ponosi świat bez Boga, bez ustalonego porządku ważności. Duchowość trzeba sobie zatem samemu zorganizować, ulepić, skompletować jak garderobę – w takim kompletnie konsumpcyjnym trybie. Właśnie trochę Osho, trochę basenu, jakieś resztki katolicyzmu, i coś z tego będzie. Żeby jakoś ogarnąć swoje cierpienie.

Co w twoim życiu odgrywa rolę metafizyki? Pisanie?

Tak, pełni u mnie funkcję zagłębiania się, zanurzania w świecie, w innych ludziach. Dla mnie to jest religijne. Nie wyobrażam sobie, że uczestnictwo w jakimś obrzędzie religijnym sprawiłoby, że bardziej uczestniczyłabym w świecie niż wtedy, kiedy piszę. W okresach, kiedy pracuję, zupełnie zanikają u mnie tendencje konsumpcyjne. Wtedy nie muszę nic kupować, jeść nic wysublimowanego, nigdzie chodzić, w nic się ubierać, z nikim konkurować. Czuję pełnię swojego istnienia w świecie. Ale kiedy mam przestój twórczy, to zaczynam kupować ubrania, wymieniać meble. Widzę po sobie samej, jak konsumpcjonizm jest napędzany wewnętrzną pustką, jałowością.

Spełnione życie osobiste nie może nieść tej pełni? „Koty” przynosiłyby tu raczej negatywną odpowiedź. Piszesz, że nie do końca można przełamać barierę własnej osobności, „nie pomogą w tym nawet genitalia”.

Ja na gruncie osobistym czuję się spełniona. Jednak momentami dociera do mnie, jak ludzie są pojedynczy, jak bardzo to jest nie do przełamania. Mogą nauczyć się posługiwać wspólnym językiem, podobnymi metaforami, mieć te same punkty odniesienia i spać w jednym łóżku, to samo jeść. Ale i tak kończą się tam, gdzie są komórki ich skóry. To można łatwo stwierdzić, kiedy dotknie cię jakiś większy ból fizyczny – ludzie mogą być obok, ale wtedy czujesz, jak bardzo jesteś samotna, pojedyncza, nieprzenikniona. Nikt nie jest w stanie cię zrozumieć, współodczuwać z tobą. Tymczasem wszyscy ulegamy złudzeniu, że nie jest tak źle.

W swoich książkach nie jesteś samotna – w różnych wcieleniach pojawiasz się we wszystkich trzech swoich powieściach.

Sprawia to wrażenie taktyki. Moi biografowie powinni jednak rozpatrywać to na dwa sposoby (śmiech). Albo tak bardzo przyzwyczaiłamsię do figury siebie w swoich książkach, że nie mogę wyobrazić sobie fabuły, w której nie byłoby mnie widać. Albo na koniec pisania zawsze ogarnia mnie pokusa sfotografowania tej sytuacji w całości: poświęcam wiele miesięcy na danie życia jakimś bohaterom, a ja to co, od macochy?! Czuję potrzebę odnalezienia swojego miejsca w tym świecie. Odczuwam zazdrość o świat, który stworzyłam, a mnie w nim nie ma.

Tak już będzie zawsze?

Nie mam pojęcia. Zaskakuje mnie wszystko, co robię (śmiech). Zazwyczaj jestem skupiona głównie na brzmieniu zdań, na stylu i w ten sposób oszukuję w sobie osobę, która chciałaby pisać o mądrych, głębokich, poważnych bohaterach. Dlatego nie jestem w stanie nic zaplanować. Staram się przy tym wszystkim wybierać jak najmniej oczywiste rozwiązania formalne.

Jeśli już jesteśmy przy tej literackiej akuszerce – można w jakiś sposób sprowokować to, by do ciebie „przyszła” książka? Mówiłaś, że w przypadku dwóch wcześniejszych czekałaś na słynne „głosy z kosmosu”, a tę jednak musiałaś sprowadzić na świat w sposób bardziej świadomy – choćby dlatego, że miałaś umowę z wydawcą.

Kiedy podpisałam umowę z Noir sur Blanc, kiedy pojawiły się deadline i wszystkie okrutne rzeczy, które zabijają ducha i gaszą szalony płomień artystyczny – od czterech lat nie pisałam powieści. Wcześniej dałam więc mnóstwo czasu głosom z kosmosu na pojawienie się. Czekałam na nie każdego dnia, nic nie robiąc. Podpisując tę umowę, nie miałam zatem obaw, że ona odbierze pisaniu romantyczny aspekt. Miałam do wyboru pisanie z nieromantycznym deadline’em albo niepisanie wcale. Zdając się na łaskę i niełaskę tak zwanego natchnienia – aż dziwię się, że to pojęcie jeszcze funkcjonuje w 2012 r. – można się stać bardzo nietwórczym. Tym razem właśnie ta mobilizacja dała mi kopa. Lubię stawiać samą siebie pod ścianą.

Skąd bierzesz na to siłę?

To jest chyba w pakiecie z pasją. Wciąż administruję i zarządzam własnym talentem. Przy tym wszystkim ważne jest chronienie swojej niezależności. Mam satysfakcję, że „Koty” zrobiłam zupełnie po swojemu. kultura@wprost.pl
Okładka tygodnika WPROST: 43/2012
Więcej możesz przeczytać w 43/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 43/2012 (1549)

  • Dwie twarze premiera 21 paź 2012, 12:00 Mówiąc wprost, kolejne, pozornie z sobą niezwiązane klocki wpasowują się dość gładko w   rozległe puzzle, w których wszyscy jakoś bierzemy udział. Najpierw było tzw. exposé   premiera, budzące rząd z letargu, choć także... 4
  • Sami Mistrzowie świata 21 paź 2012, 12:00 Ależ to było polskie! Wielkie, podniosłe wydarzenie, misterium niemal. Analizy, składy,   technika, bilans, historia, Wembley… Kto ich zatrzyma? Czy nie nazbyt defensywny ten   prognozowany skład? Pooooolska!!! Biało-czerwoniii!... 6
  • Skaner 21 paź 2012, 12:00 Pierwszy polski Dreamliner w powietrzu Maszyna w barwach LOT i z polską rejestracją SP-LRA wzbiła się z lotniska Paine Field ok. godz. 22 polskiego czasu w zeszły czwartek. Samolot wykonał pierwszy lot testowy w okolicach głównych... 8
  • Podtopiony 21 paź 2012, 12:00 To miała być jego jesień. Exposé i nowe otwarcie. Jest defensywa i cios za ciosem spadające na głowę Tuska. Coś nie działa i się przelało. 12
  • Gowin na celowniku 21 paź 2012, 12:00 Minister sprawiedliwości jest przekonany, że konkurenci z wierchuszki Platformy, polityczni rywale z Krakowa oraz korporacje, które chce zderegulować, szukają na niego haków. 18
  • Polski biały murzyn 21 paź 2012, 12:00 Co innego John Godson osoba prywatna, a co innego John Godson poseł, który ustanawia prawa dla ogółu – mówi nam John Godson o ustawie antyaborcyjnej, za którą najpierw głosował, a teraz się wycofuje. 22
  • Ja nie mam nic, ty nie masz nic… 21 paź 2012, 12:00 Jacek Rostowski, Jan Krzysztof Bielecki i Mikołaj Budzanowski zabierają się do budowy nowej fabr yki. Na miarę czasów. Kierowcą tego „wehikułu inwestycyjnego” ma być Budzanowski. Będzie pięknie? Raczej jak zwykle. 26
  • Taśmociąg życia 21 paź 2012, 12:00 Nadopiekuńcza matka, wychowująca samotnie syna w trudnych okołowojennych czasach, bohatersko zwalcza beznadzieję, zakładając jej podwójnego nelsona. Nie pyta, co przyniesie los, ona mu rozkazuje. Stymuluje ambicję do granic absurdu –... 30
  • Boniek gra po raz ostatni 21 paź 2012, 12:00 Polska piłka to nie tylko zawodowcy, ale też pół miliona amatorów. I powinno być ich dwa razy więcej – uważa kandydat na szefa PZPN Zbigniew Boniek. A bardziej niż nierozsunięty dach stadionu martwi go głupota Polaków wówczas ujawniona. 32
  • Disco is king 21 paź 2012, 12:00 Na koncerty przychodzą tysiące, a Polo TV to najczęściej oglądana stacja muzyczna w Polsce. Disco Polo powraca. 38
  • Depresja pospolita 21 paź 2012, 12:00 Maria Peszek mogła zostać ambasadorką czterech milionów Polaków cierpiących na zaburzenia depresyjne. Nie została. Przeraziła ją reakcja ludzi na jej opowieść o cierpieniu? 42
  • Nasza bura codzienność 21 paź 2012, 12:00 Pan premier w swoim dniu medialnym (15.10) powiedział, że chce, by Polska nie była ani czarna, ani tęczowa. Czyli jaka ma być? Jak czerń przemieszać z tęczą, to wyjdzie bury (Brunatny? Boże, broń!). Czy to jest ulubiona barwa pana... 46
  • Wola polityczna 21 paź 2012, 12:00 Donald Tusk wygłosił niezłe przemówienie w Sejmie, a wiele więcej powiedział w bardzo ciekawej rozmowie z Moniką Olejnik. Mam jednak zasadniczą wątpliwość dotyczącą postawy premiera wobec roli polityki i politycznej przyszłości.... 48
  • Zabiorę was w kosmos 21 paź 2012, 12:00 Czy można jednocześnie zmieniać świat na lepsze, zarabiać krocie i świetnie się przy tym bawić? Można. Przed wami Richard Branson. 50
  • Atak doktora 21 paź 2012, 12:00 Niedzielne Wybory na Ukrainie władzy raczej nie zmienią. Ale wprowadzą na scenę polityczną nowego zawodnika wagi ciężkiej. 56
  • Homo maskarada 21 paź 2012, 12:00 Gejów w USA nie brzydzą się już republikanie. Teraz – dzięki głośnej książce – homoemancypacja dociera nawet do ultrakonserwatywnych chrześcijan. 58
  • My, Wilniuki 21 paź 2012, 12:00 Akcja Wyborcza Polaków na Litwie po raz pierwszy wprowadziła posłów do parlamentu. Wileńscy Polacy nie są pewni, że to poprawi stosunki polsko-litewskie. 60
  • Towarzyszu, zrób sobie raj 21 paź 2012, 12:00 Czeskie gazety rozpisują się o triumfie rodzimych komunistów w wyborach lokalnych. Na elity polityczne i biznesowe padł blady strach. Komuniści, traktowani od 1989 r. jak trędowaci, wyśmiewani i skazywani na wymarcie, wyrastają na... 62
  • Złoty rok PZPN 21 paź 2012, 12:00 W tym roku piłkarska Federacja zgarnie 100 milionów złotych. 64
  • Świata cud 8? 21 paź 2012, 12:00 Już za kilka dni premiera Windows 8 i tabletu Surface, dzięki którym Microsoft chce odzyskać dawną potęgę i zachwiać hegemonią Apple. Apple nie czeka na ten cios bezczynnie. 66
  • Bond nie umrze nigdy 21 paź 2012, 12:00 Zgorzkniały i przegrany. Taki jest Bond ze „Skyfall”. Zapomnijcie o formule „Cmok, cmok, bang, bang”. 70
  • Nieprzenikniona 21 paź 2012, 12:00 Dorota Masłowska znowu rozśmiesza, żeby zwrócić uwagę na sprawy ważne. Jej „Kochanie, zabiłam nasze koty” na pozór jest lekkie. Ale to powieść o zagubieniu i potrzebie wiary. 74
  • Dziewczyny od kotów 21 paź 2012, 12:00 Dwa ważne debiuty – płyty Asi i Kotów oraz Drekotów. Piękne i osobne, jak dziewczyny, które stoją za tymi projektami. Innymi od wszystkiego, co dzieje się w polskiej muzyce. 78
  • Recenzje 21 paź 2012, 12:00 Wydarzenie tygodnia, Teatr Codzienne życie Danuty W. Nowy monodram Krystyny Jandy to w większym stopniu poruszający dokument niż teatr. Jest coś niecodziennego w tym, że Krystyna Janda, pokazując wreszcie przedstawienie, któremu niemal bez... 80
  • Czy szyja wytrzyma? 21 paź 2012, 12:00 Krzysztof Skiba Wielcy filozofowie szukali sensu życia – oprócz Euklidesa, który szukał linii prostych. Wielcy podróżnicy (Kolumb, Vasco da Gama) szukali drogi do Indi. Dzisiejszym podróżnikom wystarczy, że odkryją drogę do... 86
  • Chlupa narodowa 21 paź 2012, 12:00 Nazwę tę dla naszego stadionu wymyślił w „Szkle kontaktowym” mój kolega, najpopularniejszy obecnie piosenkarz w kraju, Artur Andrus. Najpopularniejszy, ponieważ jego krążek „Myśliwiecka” od kilku miesięcy jest na... 86
  • Poszukaj oszczędności w zarządzaniu flotą 21 paź 2012, 12:00 Zarządzanie środkami transportu w obecnych czasach nie jest łatwym zadaniem ze względu na sytuację ekonomiczną, dlatego w cenie są nowe i efektywne rozwiązania, które przyczynią się do redukcji kosztów. 89
  • Samochód w firmie 21 paź 2012, 12:00 Po polskich drogach jeździ 800 tys. służbowych samochodów. Ich utrzymanie to po kosztach związanych z zatrudnieniem największe utrapienie przedsiębiorców. Są jednak sposoby na ich znaczące obniżenie. 91
  • Tanio, bezpiecznie, niezawodnie 21 paź 2012, 12:00 O idealnym służbowym aucie rozmawiamy z Wojciechem Drzewieckim, prezesem Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego „Samar”. 94
  • Bezpieczeństwo, głupcze 21 paź 2012, 12:00 Co trzeci wypadek na polskich drogach jest powodowany przez kierowcę prowadzącego swoje służbowe auto. Obok ludzkich dramatów to ogromne koszty dla każdego przedsiębiorcy. 95
  • Na własną rękę 21 paź 2012, 12:00 Czasy, gdy sprzedawcy bezpośredni kojarzyli się z niekompetentnymi domokrążcami wciskającymi ludziom nic niewarte produkty, mijają. Jakość produktów jest coraz wyższa, liczba kompetentnych sprzedawców i obroty branży rosną. A rynek się rozwija. 99
  • Niezależność bez ryzyka 21 paź 2012, 12:00 Proponujemy elastyczny model, w którym przedsiębiorca decyduje, jak będzie wyglądało jego życie - mówi Anna Pietrzak, dyrektor naczelny Amway Polska. 104
  • Błogosławione dziury 21 paź 2012, 12:00 Jadąc przez Polskę, aż po nieistniejącą już czeską granicę, słyszę wszędzie, jak naród kpi z dachu narodowego stadionu, który przestraszył się deszczu. Wszystko jak zwykle kończy się nieźle, czyli remisem, kiedy spodziewano się... 106
  • Apartamenty Hoża 55 21 paź 2012, 12:00 Zaciszny klimat w sercu stolicy 111
  • Nie brakuje chętnych na luksus w centrum 21 paź 2012, 12:00 Popyt na luksusowe mieszkania będzie rósł. Ale tylko w dobrych lokalizacjach. Wymagania nabywców rosną. Jedynie najlepsze budynki je spełniają. 113
  • Nieruchomości komercyjne 21 paź 2012, 12:00 Powierzchnie biurowe, magazyny, centra handlowe, hotele – koniecznie nowoczesne i w dobrej lokalizacji. Podczas gdy rynek mieszkań przeżywa załamanie, branża nieruchomości komercyjnych ma się doskonale. 115

ZKDP - Nakład kontrolowany