Sieć milionerów

Sieć milionerów

Akcje Microsoftu są więcej warte niż udziały sieci sklepów Wal-Mart, zatrudniającej ponad 800 tys. osób
Wartość firm internetowych potrafi w ciągu roku wzrosnąć od zera do kilku miliardów dolarów. - Przemysł teleinformatyczny ogarnęła "gorączka złota" - powiedział w Davos Kim Clark, dziekan Harvard School of Business. Razem z firmami rosną nowi miliarderzy. W pierwszej dziesiątce najbogatszych ludzi świata jest już kilku informatyków. W amerykańskiej Dolinie Krzemowej mieszka ponad 200 tys. milionerów. Każdego dnia przybywa kilkunastu następnych. W Warszawie średnie zarobki informatyków parokrotnie przekraczają płace w innych zawodach. Codziennie ukazują się nowe ogłoszenia oferujące pracę. Rekordowa wysokość proponowanej pensji dla kierownika działu internetowego w dużej firmie to 18 tys. zł miesięcznie.
Na ostatnim spotkaniu finansowej i politycznej elity w Davos wzrost wartości komputerowych przedsiębiorstw był jednym z najważniejszych tematów. Analitycy twierdzili, że wysokie kursy akcji kilku- lub kilkunastoosobowych firm są nieuzasadnione. Jako przykład podawano Yahoo, serwis wyszukiwawczy założony przez dwójkę młodych Amerykanów - Jerry?ego Yanga i Davida Filo. W ciągu trzech lat od wejścia na giełdę wartość jego akcji wzrosła do 30 mld dolarów. W prasie amerykańskiej rozgorzała dyskusja, dlaczego taka mała firma jest warta więcej niż koncern Boeinga. Amazon.com to internetowa księgarnia założona przez Jeffreya Bezosa. Oferuje prawie pięć milionów tytułów książek, płyt oraz kaset i chociaż na razie przynosi straty, jest warta więcej niż niejeden wielki bank. Łączna wartość kilku tysięcy firm komputerowych z Doliny Krzemowej wynosi pół biliona dolarów. Dwaj trzydziestolatkowie z Yahoo, zachowując dla siebie po 15 proc. akcji, stali się multimiliarderami. Majątek Bezosa szacuje się na ponad dwa miliardy dolarów. Konserwatywni ekonomiści uważają taki stan za nienormalny. Liberałowie z kolei są zdania, że przedmiot wart jest tyle, ile ludzie chcą za niego zapłacić.
Internetowa "gorączka złota" dotarła także do Polski. Optimus SA zdecydował się utworzyć do obsługi Internetu i multimediów osobną firmę - ogłoszono w ubiegłym tygodniu w Warszawie. Powołanie oddzielnej spółki jest spowodowane gwałtownym wzrostem obrotów w Internecie oraz koniecznością niezależnego zarządzania serwisem Onet.pl. Najwięksi polscy providerzy internetowi - ATOM i Internet Technologies - sprzedali 25 proc. swoich udziałów amerykańskiej korporacji Global TeleSystems Group. - To dobra inwestycja - ocenia prezes ATOM-u Emil Konarzewski. Nie chce jednak ujawnić wysokości otrzymanej kwoty. Na internetowej witrynie GTS widnieje informacja o zainwestowaniu w Europie Środkowej, głównie w Polsce i Czechach, prawie 20 mln dolarów. - Co kilka tygodni rozmawiamy z kolejnymi zagranicznymi inwestorami, którzy chcą kupić udziały w naszej firmie. Cena kilku milionów dolarów nikogo już nie szoku- je - mówi Maciej Grabski z Wirtualnej Polski, najbardziej popularnego polskiego portalu.
Wśród komputerowych krezusów są przede wszystkim obywatele USA. Jedynym europejskim informatycznym miliarderem jest Hasso Platter, posiadający majątek o wartości 7 mld dolarów. Niemiecki przedsiębiorca jest założycielem firmy SAP, której główny produkt - system R/3 - stał się standardem wśród oprogramowania ułatwiającego zarządzanie wielkimi przedsiębiorstwami. W Polsce R/3 został wdrożony między innymi w KGHM Polska Miedź i Petrochemii Płock.
Najbogatsi to nie tylko prezesi lub założyciele firm. Bardzo często niewielkie nawet udziały rozdawane pracownikom na początku działalności spowodowały, iż po sukcesie przedsięwzięcia pracownicze pakiety akcji dawały przepustkę do grona najbogatszych ludzi na świecie. Dwie ogromne firmy komputerowe Microsoft i Cisco nadal zresztą prowadzą politykę dawania pracownikom opcji, czyli prawa zakupu akcji po preferencyjnych cenach. W ten sposób Microsoft na listę stu najbogatszych amerykańskich informatyków wprowadził aż dwunastu swoich obecnych lub byłych pracowników. Co najmniej 20 proc. spośród kilkunastu tysięcy pracowników centrali Microsoft jest milionerami. Pieniądze pochodzące ze sprzedaży opcji częstokroć dorównują lub przewyższają miesięczne pensje. Prawo otrzymania opcji zyskują wszyscy merytoryczni pracownicy, także ci zatrudnieni w innych krajach, na przykład w Polsce.
W Stanach Zjednoczonych brakuje fachowców od komputerów. Specjaliści oceniają, że potrzeby sięgają 400 tys. nowych miejsc pracy. Do 2006 r. niedobór komputerowców ma wynieść milion - ocenia federalne Biuro Statystyki Pracy. Krajowe uczelnie nie są w stanie nadążyć z edukacją takiej rzeszy specjalistów. Firmy coraz częściej poszukują pracowników poza Ameryką. Nadspodziewanie dobrym zapleczem okazały się Indie. Dzięki brytyjskiemu kolonializmowi znajomość języka angielskiego jest tam stosunkowo powszechna. Średnie zarobki amerykańskich informatyków wynoszą ok. 80 tys. dolarów rocznie, trzykrotnie więcej niż ogólnokrajowa średnia. Konkurencja i podkupywanie sobie pracowników przyczyniają się do stałego wzrostu pensji.
Wysokie zarobki komputerowców to nie tylko amerykańska domena. W Polsce informatycy, w najszerszym rozumieniu tego słowa, także należą do finansowej elity. Na liście najbogatszych Polaków sporządzanej przez "Wprost" znajduje się wprawdzie tylko kilkunastu przedstawicieli tego zawodu, ale zarobki niemal dwustutysięcznej rzeszy szeregowych komputerowców zdecydowanie przewyższają średnie dochody w innych branżach. - To jedyny zawód nie wymagający umiejętności biznesowych, w którym zarabia się więcej niż przyzwoicie - mówi jeden z warszawskich webmasterów (projektant serwisów internetowych). - Trudno o dobrych specjalistów w tej branży. Poza tym wysoko się cenią. Nie można znaleźć dobrego informatyka, który zgodziłby się na mniej niż 4 tys. zł miesięcznie. Bardzo dobrzy zarabiają 10 tys. i więcej - mówi Marek Maciaś z Optimusa. - Najbardziej poszukiwani są administratorzy sieci, operatorzy serwerów internetowych oraz specjaliści od HTML, języka opisu stron internetowych. W zawodzie webmastera potrzebne jest połączenie umiejętności graficznych, programistycznych i redakcyjnych. Cennym nabytkiem są ludzie, którzy mają umiejętności techniczne, ekonomiczne i marketingowe. Takiemu specjaliście warto zapłacić, gdyż odpowiada za niezwykle ważny segment pracy. Błąd popełniony przez informatyka może zaważyć na funkcjonowaniu całego przedsiębiorstwa - dodaje przedstawiciel nowosądeckiej firmy.
- Najbardziej obawiamy się odejścia wyszkolonego komputerowca do innej firmy. Dlatego też musimy mu dobrze płacić, oferujemy też inne sposoby związania pracownika z przedsiębiorstwem: regularne premie, samochód służbowy, preferencyjne kredyty, telefon, przenośny komputer, zapewniamy szkolenia. Mimo to rok temu pracownik zarabiający u nas 60 tys. dolarów rocznie w przededniu rozstrzygnięcia ważnego przetargu odszedł do konkurencji za pensję o połowę wyższą - skarży się dyrektor jednej z dużych firm. - W branży informatycznej jest ostra konkurencja. Potrzebni są więc fachowcy. Ci z kolei, zdając sobie z tego sprawę, bardzo się cenią. Często przychodzą do mnie młodzi ludzie z niewielkim doświadczeniem i żądają 10 tys. zł pensji - opowiada Wojciech Dąbkowski z Unisys. Rozwiązaniem, które hamuje astronomiczne żądania płacowe, jest obowiązek zachowania w tajemnicy wysokości swych zarobków. W większości nowoczesnych firm, ujawnienie swoich poborów jest istotnym naruszeniem umowy o pracę. Pracodawcy uważają to za wystarczający powód, aby rozstać się z taką osobą.
Szanse na osiąganie wysokich zarobków zwiększają umiejętności, doświadczenie i posiadane certyfikaty znajomości danego sprzętu lub oprogramowania. - Sześciotygodniowy kurs, po którym kandydat zdaje egzamin ze znajomości naszego systemu, kosztuje ok. 10 tys. dolarów. To dużo, ale wysokie są też zarobki osób dysponujących naszym dyplomem - z dumą mówi Renata Szymańska z polskiego oddziału SAP. W każdym numerze "Financial Times" jest co najmniej kilka ogłoszeń o tym, że poszukiwane są osoby z certyfikatem R/3. Anegdotą w środowisku informatycznym stał się internetowy anons zamieszczony przez dwóch polskich specjalistów od tego systemu, którzy poszukiwali dobrze płatnej pracy w miejscu, gdzie najdłużej trwa sezon żeglarski. Zatrudniło ich duże przedsiębiorstwo z Nowej Zelandii. - Koszt naszych szkoleń systemowo-inżynierskich wynosi 30-50 tys. dolarów. Co roku sami płacimy za edukację kilku specjalistów, naukę pozostałych finansują firmy. Nie spotkałem wprawdzie w Polsce wolnego strzelca, który sam pokryłby koszty zdobycia certyfikatu, ale ewentualne nakłady zwróciłyby mu się w ciągu dwóch lat - mówi Jacek Murawski, szef polskiego oddziału Cisco.
Podobne opinie wygłaszają informatycy zatrudniani w krajowych firmach. Na pytanie o wysokość pensji, zadane na internetowych listach dyskusyjnych, odpowiedziało kilkanaście osób. - Zarobki komputerowców są bardzo zróżnicowane. Najdrożsi są konsultanci ds. wdrożeń dużych systemów czy programiści serwerów IBM. Najlepszymi pracodawcami są oddziały firm zachodnich. Jeszcze lepiej płaci się za telecomputing, czyli za pracę na odległość. Duży deficyt programistów w USA spowodował, że tamtejsze przedsiębiorstwa decydują się na zatrudnianie pracowników spoza Stanów Zjednoczonych. Kontakt odbywa się poprzez Internet. Pracujący w ten sposób programista może zarabiać 2-3 tys. dolarów miesięcznie. Taka forma pracy jest atrakcyjna także dla pracodawcy - twierdzi Janusz Żmudziński. - Istotna jest specjalizacja. Tak zwani sprzętowcy, czyli administratorzy i serwisanci, zarabiają trochę mniej. Programiści, analitycy i projektanci - dużo więcej. Wiąże się to przede wszystkim z nakładem środków koniecznych do zdobycia wiedzy. Aby programista czuł się pewnie w najnowszych trendach, musi się stale uczyć. Pół roku poza branżą to katastrofa. Dobry projektant to co najmniej kilka, a nawet kilkanaście lat ciężkiej nauki i pracy - dodaje Gracjan Ziółek.
Najmniej zarabiają nauczyciele informatyki w szkołach. Nic dziwnego, że szybko uciekają do firm. - Jestem studentem informatyki. Uczę w szkole pomaturalnej w miasteczku leżącym w dawnym województwie elbląskim. Za godzinę lekcyjną dostaję 30 zł. Koledzy za pracę w firmie komputerowej już na początku zarabiają 1,5-2 tys. zł miesięcznie - mówi Jarosław Sławiński. - Nie dziwię się jednak tym różnicom. Osiem godzin pracy to dla informatyka za mało. Drugie osiem pochłania mu nauka, lektura fachowej prasy, Inter- net - dodaje. - Pracując jako informatyk, nie zostaje się multimiliarderem. Aby trafić do grona najbogatszych, trzeba być właścicielem rozwijającej się firmy - konkluduje Dominik Behr.
W zawodzie informatyka, szczególnie internetowego, nie dla wszystkich najważniejsze są pieniądze. Ważniejszy czasami jest dostęp do sprzętu i możliwość poznania nowych technologii. - Znam dobrze zarabiających ludzi, którzy robiliby to za darmo, dla samego hobby - mówi Tomasz Kępiński z Polboxu. - Pieniądze powoli przestają odgrywać największą rolę. Przecież młodemu człowiekowi jest wszystko jedno, czy zarabia dziesięć, czy dwanaście tysięcy złotych. Woli mieć do dyspozycji samochód lub często wyjeżdżać za granicę - uzupełnia Mariusz Chmielewski z Sybase.



Prof. dr hab. Władysław M. Turski dziekan Wydziału Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego

- Wysokie pensje informatyków to efekt ogromnego popytu na ich umiejętności i doświadczenie. Zawodowców w tej branży jest bardzo mało, a potrzeby są olbrzymie. Na ogół dotyczy to nie tyle specjalistów zajmujących się projektowaniem systemów i programowaniem, ile osób obsługujących komputery. Przy czym liczy się raczej umiejętność niż zawód. Większość ludzi wykształconych w epoce maszyn do pisania nie potrafi obsługiwać komputera. Za 10-15 lat dominującą grupą staną się ci, którzy wychowali się już przy komputerach. Zmiana ta nie będzie oznaczała zmniejszenia zapotrzebowania na informatyków jako osoby tworzące systemy informacyjne. Potrzeby opracowywania nowych rozwiązań i zastosowań będą nadal rosły. A ta grupa specjalistów będzie tak dużo zarabiała jak ludzie tworzący dzieła oryginalne. Popyt na prace informatyczne jeszcze długo się utrzyma. Dziś dostęp do komputerów ma ok. 20 proc. ludzkości. W niedalekiej przyszłości z nowymi technologiami zetknie się zatem jeszcze cztery piąte populacji. Do obsługi tej grupy będą potrzebni nowi informatycy. Przyjmuje się, że do obsługi stu komputerów potrzeba trzech informatyków. Rozwój komputeryzacji spowoduje znaczne zwiększenie popytu na usługi informatyczne. Nie wiadomo, jak długo będzie trwał taki stan deficytu. Z pewnością co najmniej kilka dziesięcioleci. Rozpoczynający dzisiaj studia informatyczne nie będą mieli w czasie swojej kariery zawodowej kłopotów z otrzymaniem pracy. Być może będą musieli tylko zmienić kraj, w którym pracują.
Okładka tygodnika WPROST: 14/1999
Więcej możesz przeczytać w 14/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0