Humor nizinny

Humor nizinny

Dodano:   /  Zmieniono: 
XV Przegląd Kabaretów PaKA '99 w Krakowie



Wiemy, co czujesz przyjacielu - rada naczelna PSL-u" - list tej treści zaadresowany był do Andrzeja Gołoty po przegranej walce z Lennoxem Lewisem. Na XV Przeglądzie Kabaretów PaKA ?99 był to jeden z nielicznych żartów politycznych. Poczekalnię zawodowstwa estradowego, jakim jest kabaret studencki, zaludniają twórcy, którzy chcą się tą drogą przebić do telewizji, a tu obowiązuje humor obyczajowy - pogodny i wybaczający. Studenci próbujący się "dostosować" stają się coraz bardziej nijacy. Na tegorocznym przeglądzie nie przyznano Grand Prix.
Organizatorzy krakowskiej imprezy rozsyłają co roku na uczelnie całego kraju kilkaset ofert uczestnictwa, co znaczy, że uwzględniają niemal każdą bardziej aktywną artystycznie grupę studencką w Polsce. W eliminacjach bierze udział średnio 50 zespołów. W tym roku po obejrzeniu 28 kabaretów w eliminacjach regionalnych komisja konkursu zakwalifikowała do przeglądu 11 kabaretów. Dwie równorzędne pierwsze nagrody przyznano Absurdalnemu Kabaretowi oraz Strzałom z Aurory. Drugie miejsce - też ex aequo - zajęły kabarety Dno i Szum. Trzecia nagroda przypadła kabaretowi Widelec.
Kabaret koncentruje się na przemianach obyczajowych. W klasie uczeń w konspiracji przed nauczycielem zwierza się koledze: "Czytałem wczoraj, chłopie, Mickiewicza. Mówię ci - jaki czad". Nauczyciel bowiem jest fanatycznie przywiązany do edukacji komputerowej. Karci ucznia: "Nie przyniosłeś komputera do szkoły? To skąd ci teraz wezmę papier i ołówek?". Nowa kara szkolna za chodzenie do teatrów, bibliotek i innych "domów rozpusty": wysyłanie e-maila co pięć minut przez pięć godzin.
Odmienny snobizm panuje w kołach "wdechowej młodzieży". Ojciec do matki o ich synu: "Żyleta, widziałaś kiedyś, żeby on ćpał, palił lub pił? Matka: Boże, nasz syn umiera!". Zaczynają się wymówki: "Ciągle siedzisz w domu, masz już 15 lat. To już nie ma innych miejsc niż dom? Ja w twoim wieku już trzydzieści pięć razy spieprzyłem z domu. Spadaj i żebym cię przed 23.00 w domu nie widział. Jak będziesz sobie robił tę swoją herbatkę, to uważaj, żebyś "kompotu" nie wylał". Dyżurnym obiektem parodii jest Polska serialowa. W tle muzyka z serialu "Złotopolscy", a ze sceny płynie monolog wziętego estradowca: "Dobry wieczór państwu. Podobnie jak wielu występuję w teatrze, kabarecie, domach kultury, na festynach i w lokalach gastronomicznych. Również w telewizji w pewnym serialu. W związku z tym mam kilka pytań: jaki jest to serial, kto jest jego reżyserem, kto napisał scenariusz, a kto muzykę, jak ma na imię siostrzenica drugiego asystenta kierownika produkcji i z jakiej jest parafii, jak nazywa się grana przeze mnie postać, jak ja się nazywam, gdzie mieszkam i co ja tutaj robię, kim jestem i dokąd zmierzam. Dzwońcie pod numer 0 700...".
Poza tym kabaret studencki to ciągle sporo niewymuszonej zgrywy, najczęściej związanej ze ściąganiem kultury wysokiej "na parter". Na scenę wbiega rozpalony młodzieniec, krzycząc: "Kobietę mi dajcie!", co zostaje przedstawione jako "Szał" Podkowińskiego". Menel plujący łuskami słonecznika na podłogę zostaje przedstawiony jako V. Gogh. Niekiedy pojawi się błysk metafizyczny na koniec tysiąclecia. Z monologu: "Wczoraj było u mnie dwóch agentów, w czasie golonki, i mówili, że mam się wyrzec duszy. Jeden oferował w zamian same przyjemności za życia doczesnego, drugi kazał mi się wyrzec wszelkich przyjemności do końca życia w zamian za raj po śmierci. Ale czy ja wiem, co jest po śmierci? Wizytówki zostawili. Mam dać odpowiedź do końca roku".
Czasem polska potoczna rzeczywistość pojawi się na scenie jako odprysk fabułki z gazety. Do bibliotekarza przychodzi petent w dresie i z komórką, życząc sobie książkę "o niebieskich ciałach". Bibliotekarz jest w stanie udostępnić tylko okładki. Klient przeżywa zawód i natychmiast powiadamia telefonicznie szefa, że konkurencja przechwyciła cenny okaz biblioteczny. Złodzieje, niestety, nie mogą się pocieszyć wolumenem Frycza Modrzewskiego "O naprawie Rzeczypospolitej", ponieważ biblioteka nie prowadzi dzieł z zakresu humoru politycznego.
- Od kilku lat dowcip kabaretowy zmierza w kierunku humoru obyczajowego i żartu o charakterze absurdalnym - ocenia Henryk Sawka, członek jury. - Jeżeli już pojawia się humor polityczny, to jego autorzy oddają się raczej zadumie nad naturą władzy. Nie próbują już nikogo "załatwić" żartem politycznym. - Boli mnie, że tak mało jest dzisiaj satyry politycznej - mówi Jerzy Derfel, również zasiadający w jury. - Kiedy moje pokolenie bawiło się w kabaret, staraliśmy się pilnie odnotowywać to, co się dzieje w polityce. Dzisiaj widzę, że polityka przestała być ważna. Jej miejsce zajęła telewizja, czyli w praktyce instytucja, która sama mówi o polityce.
- To, co te kabarety pokazują, nie znajduje w Polsce zbyt wielu odbiorców - ubolewa Stanisław Tym, przewodniczący jury. - Niestety, Polska to kraj nizinny - jak czytamy w podręczniku geografii dla klasy V - i trudno się spodziewać, żeby na przykład Grupa Rafała Kmity znalazła swoją widownię w Polsce B i C. Takie kabarety skazane są na peryferia.
Tegoroczna PaKA pokazała też zupełnie nowe, terapeutyczne zastosowanie żartobliwego występu estradowego. Absurdalny Kabaret składał się z czterech niepełnosprawnych kierowanych przez duchownego. Pozwolili sobie na monolog, który przy odrobinie szczerości powinni wygłaszać inni artyści sceny, także politycznej - zdrowi i posiadający jako takie poczucie przyzwoitości: "Jestem wkurzony na siebie, bo niepotrzebnie tu przychodziłem, dla takiej garstki ludzi nie opłacało się tu przychodzić. Chociaż z drugiej strony mam was w garści - wy się nawet teraz nie możecie na mnie obrazić, bo jak się jest artystą, to wszystko wolno, a do tego publiczność musi jeszcze klaskać".
Stanisław Tym wiąże cyrkulację humoru z polską drogą do kapitalizmu. Twierdzi, że w polskim kabarecie - tak jak w naszej odmianie kapitalizmu - liczy się pieniądz, a nie umiejętności.
U nas dostaje się pieniądze za coś, czego się nie umie, a jeżeli się coś umie, to się właśnie pieniędzy nie dostaje i dlatego kabaret wyrafinowany, który drogę zawodową zaczyna na krakowskim przeglądzie, skazany jest na wąskie audytorium zmarginalizowanej inteligencji. Natomiast mniej zdolni koledzy produkujący taśmowe "rozśmieszanki" nieźle prosperują na telewizyjnych pensjach.
Więcej możesz przeczytać w 17/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0