Żyć i umrzeć w Ameryce

Żyć i umrzeć w Ameryce

Dodano:   /  Zmieniono: 
Dlaczego Doktor Śmierć chciał trafić do więzienia?
"To, co zrobiłem, powinno być mi wybaczone, jak wybacza się katu lub żołnierzowi" - powiedział dr Jack Kevorkian, rozpoczynając jedno ze swych przemówień do ławy przysięgłych w Okręgowym Sądzie w Oakland w stanie Michigan. Siedemdziesięcioletni emerytowany patolog za podanie śmiertelnego zastrzyku 52-letniemu Thomasowi Youkowi cierpiącemu na chorobę Lou Gehriga został skazany w połowie kwietnia 1999 r. na karę wieloletniego więzienia. Kevorkian, który zyskał przydomek Doktor Śmierć, od 1990 r. wziął udział w uśmierceniu ponad 130 pacjentów.

Pozbawiał życia przez podanie w kroplówce chlorku potasu zatrzymującego pracę serca w ciągu dwu minut albo przez maskę tlenku węgla, po którym śmierć następuje w ciągu 10 minut. Śmierć Thomasa Youka została sfilmowana na wideo, a nagranie wyemitowano w amerykańskim programie telewizyjnym "60 minut". Kevorkian liczył się z możliwością procesu sądowego, ale chciał wywołać publiczną debatę nad prawem do eutanazji. Wcześniej cztery razy stawał przed sądem. Sprawy kończyły się jednak uniewinnieniem, bowiem odpowiadał za łagodniej traktowane przez prawo tzw. wspomaganie samobójstwa. Zgłaszający się do niego chorzy sami dokonywali ostatniego kroku, czyli rozpoczynali dożylne podawanie trucizny. Z filmu wynika, że udział dr Kevorkiana w śmierci Thomasa Youka nie ograniczał się do pomocy przy samobójstwie. Sam wstrzyknął truciznę.


O eutanazję proszą najczęściej pacjenci z nie rozpoznaną depresją, bez troskliwej opieki

W powszechnym rozumieniu eutanazja to przyspieszenie śmierci chorego proszącego o to z powodu cierpienia. - Nie jest eutanazją zaprzestanie terapii pacjenta w stanie terminalnym, jeśli tylko przedłuża ona jego cierpienia. Eutanazją nie jest również uzasadnione podanie leków przeciwbólowych w dawkach mogących stanowić zagrożenie dla życia. Celem takiego działania jest uzyskanie możliwie najlepszej jakości życia w końcowym okresie, a nie przyspieszenie śmierci. Niezamierzony skutek tych zabiegów, jakim może się okazać skrócenie choremu życia, jest usprawiedliwiony - mówi prof. Jacek Łuczak, krajowy konsultant w dziedzinie medycyny paliatywnej.
Eutanazja dopuszczona jest prawnie tylko w Holandii. Zgodnie z przepisami z 1984 r., aby lekarz mógł jej dokonać, cierpienie pacjenta musi być nieuleczalne, musi on złożyć dobrowolną prośbę o skrócenie życia, a lekarz ma obowiązek zgłosić każdy taki wypadek do odpowiedniej komisji działającej w regionie. Istnieją dowody, że przepisy te są często łamane. Z danych opublikowanych 12 grudnia 1998 r. w "British Medical Journal" wynika, że w 1995 r. odnotowano w Holandii 900 wypadków niedobrowolnej eutanazji. Część pacjentów nie była w stanie wyrazić zgody na skrócenie życia, ale ok. 25 proc. uśmiercono, mimo że byli całkowicie lub częściowo przytomni i nie prosili o śmierć. Praktyka niedobrowolnej eutanazji, w której pacjent nie może wyrazić swojej woli, staje się w Holandii powszechna, choć prawo na to nie zezwala. Wielu chorych boi się pobytu w szpitalu - ostrzega we wspomnianym piśmie dr Ben Zylicz, holenderski lekarz polskiego pochodzenia, specjalizujący się w opiece paliatywnej. Podczas pracy w holenderskim szpitalu wielokrotnie zetknął się on z wypadkami skrócenia życia pacjentów z powodów - jak to określił - bardzo dalekich od leczenia. Dlatego odszedł ze szpitala i założył pierwsze holenderskie hospicjum "Rozenheuvel", które mieś- ci się we wsi Rozendaal niedaleko Arnhem.
W Holandii jest tylko 70 łóżek opieki paliatywnej i niewielu specjalistów w tej dziedzinie medycyny. Zdaniem dr. Zylicza, lekarze nie potrafią pomóc pacjentowi, którego cierpienia stają się zbyt duże, i dlatego często uciekają się do eutanazji. "Jeśli akceptujesz eutanazję jako rozwiązanie trudności w opiece paliatywnej, niczego się nie nauczysz" - ostrzega dr Zylicz. Efektywna opieka paliatywna dostarcza alternatywnych rozwiązań. 25 proc. pacjentów zgłaszających się do hospicjum, gdzie pracuje dr Zylicz, początkowo domagało się eutanazji, ale po zastosowaniu odpowiedniej terapii nie prosiło już o śmierć.
W "New England Journal of Medicine" opublikowano w zeszłym roku wyniki ankiety, jaką uczeni z uniwersytetu w Oregonie przeprowadzili wśród 100 pacjentów cierpiących na chorobę Lou Gehriga. Na pytanie, czy chcieliby zakończyć życie w sposób zaproponowany przez dr Kevorkiana, ponad 50 proc. odpowiedziało twierdząco. Żaden jednak nie potrafił określić, w jakim momencie miałoby to nastąpić. Nie chodziło im o samą śmierć, a jedynie o pewność, że ktoś im pomoże, gdy będą cierpieć. Jeśli nie będzie innego sposobu, to nawet przez przyśpieszenie śmierci. Jak twierdzi prof. Jacek Łuczak, współczesna medycyna potrafi uśmierzyć większość objawów bólowych. W najtrudniejszych wypadkach lekarz może zastosować środki wyłączające świadomość chorego. Bardzo często pacjenci cierpią nie dlatego, że już nic nie da się zrobić, ale dlatego, że lekarz nie wie, co może zrobić. Wielu lekarzy nie wie np., że morfinę należy podawać nie wtedy, gdy pacjent odczuwa ból, ale odpowiednio wcześnie, by zapobiec jego pojawieniu się. Cierpienia, na jakie skarżyli się chorzy poddani eutanazji w Holandii, są skutecznie leczone w hospicjach. - Gdy pacjent prosi o skrócenie życia, trzeba dążyć do zrozumienia jego motywów i zwiększyć wysiłki w celu złagodzenia jego cierpień fizycznych i psychicznych. To, że chorzy cierpią, wynika z braku doświadczenia lub wiedzy lekarzy na temat leczenia bólu, jego rozpoznawania i doboru leków. Nadal wielu lekarzy podaje pacjentom morfinę zbyt późno i w zbyt małych dawkach. Powszechnym zjawiskiem wśród lekarzy jest opiofobia. Obawiają się wystąpienia uzależnienia. Tymczasem wyniki wielu badań dowiodły, że morfina i inne narkotyczne leki przeciwbólowe podawane w celu złagodzenia cierpienia nie wywołują uzależnienia. Gdy następuje remisja, można je stopniowo odstawić bez przykrych następstw. 75 proc. chorych z przewlekłymi bólami nowotworowymi powinno otrzymywać narkotyczne leki przeciwbólowe. W Niemczech we właściwych dawkach otrzymuje je zaledwie kilka procent chorych. W Polsce, jeśli pacjenci nie są pod specjalistyczną opieką paliatywną, sytuacja jest podobna - mówi prof. Jacek Łuczak. Trudniejsze od łagodzenia bólu jest okazywanie szczerej troski i wsparcia emocjonalnego. Chory - często niedołężny - nie może czuć, że jest ciężarem dla innych. O eutanazję proszą najczęściej pacjenci z nie rozpoznaną depresją, bez troskliwej opieki. Taką mogą otrzymać jedynie od kochających bliskich lub w hospicjum.


Prof. Hubert Kwieciński krajowy konsultant w dziedzinie neurologii

Na chorobę Lou Gehriga, inaczej stwardnienie boczne zanikowe (SLA), na którą cierpiał Tomas Youk, choruje ok. 2 tys. Polaków. Choroba niemal wybiórczo uszkadza tylko neurony ruchowe odpowiedzialne za funkcjonowanie naszych mięśni. Wraz z rozwojem schorzenia chorzy tracą władzę w kończynach, a w miarę narastania osłabienia mięśni oddechowych pojawia się przewlekłe zmęczenie, trudności w oddychaniu, połykaniu i mówieniu. Głównymi problemami w końcowym stadium choroby są niewydolność oddechowa i zachłystowe zapalenie płuc. Podejrzewam, że większość z cierpiących na SLA pacjentów Kevorkiana nie była w stanie terminalnym. Być może chorzy ci po prostu bali się o swoją przyszłość. Prześledziłem losy kilkuset osób cierpiących na SLA i wiem, że w momencie stawiania diagnozy nie można przewidzieć, jaki przebieg będzie miała choroba w danym wypadku. Jednemu z naszych pacjentów podczas pobytu w USA lekarze powiedzieli, że cierpi na SLA i ma przed sobą trzy lata życia. Od tego czasu minęło już sześć lat, a on nadal żyje i jest całkiem sprawny. Okazało się, że choroba ma łagodniejszą postać niż myślano. Musimy również wierzyć w to, że za kilka lat SLA przestanie być nieuleczalną chorobą. Jeden z moich pacjentów cierpiących na SLA, młody mężczyzna, którego w czasie choroby opuściła rodzina, przebywał w domu opieki społecznej. Jego stan nie zagrażał życiu, ale był całkowicie zdany na pomoc innych. Czuł się samotny i bał się przyszłości. Poprosił mnie kilkakrotnie o przyspieszenie jego śmierci. Myślę, że gdyby przebywał w hospicjum, gdzie fachowo by się nim zajmowano, nie prosiłby o to. Zmarł później śmiercią naturalną we śnie z powodu niewydolności oddechowej. Istniejące w Polsce hospicja nie są w stanie przyjąć wszystkich potrzebujących. Stworzono je głównie z myślą o pacjentach z chorobami nowotworowymi. Wielu pacjentów z SLA skazanych jest na bardzo długie życie w szpitalach, pobyt w domach opieki społecznej lub może liczyć tylko na pomoc rodziny, która nie zawsze umie lub chce się nimi zająć.


Według specjalistów, jeśli wraz z postępującym starzeniem się społeczeństw nie zostanie upowszechniona medycyna paliatywna i nie nastąpi rozwój opieki hospicyjnej, zapotrzebowanie na eutanazję będzie wzrastało. Eutanazja, która miała pierwotnie przerwać uporczywe, nie poddające się leczeniu cierpienie, stosowana jest obecnie z coraz to innych wskazań. Na przykład w Holandii o eutanazję proszą coraz częściej pacjenci starzy i niedołężni, nie cierpiący fizycznego bólu, ale uznający, że są ciężarem dla najbliższych.
Więcej możesz przeczytać w 17/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0