Cień Öcalana

Cień Öcalana

Dodano:   /  Zmieniono: 
Problem kurdyjski zdominował tureckie wybory
Sprawa Öcalana zadecydowała o wynikach wyborów parlamentarnych w Turcji. Zwyciężyła partia obecnego premiera Bulenta Ecevita - to na jego rozkaz służby specjalne porwały w Kenii przywódcę Partii Pracujących Kurdystanu. Drugie miejsce zajęli niespodziewanie nacjonaliści spod znaku wilka - Partia Akcji Narodowej (MHP). Kurdowie są dla nich wrogiem numer jeden.

Zamachy bombowe i zamieszki wywoływane przez Kurdów rozwścieczonych aresztowaniem swego przywódcy zepchnęły na drugi plan obawy przed islamizacją kraju. Islamska Partia Cnoty okazała się zresztą wielkim przegranym wyborów, choć uznawana była za jednego z faworytów. Porażka islamistów może mieć jedynie prestiżowe znaczenie i nie jest wykluczone, że i tak wejdą oni do rządu, bowiem różnice w liczbie uzyskanych głosów są niewielkie. Nie jest jasne, jaka koalicja ukształtuje się ostatecznie w wyniku wyborów. Szanse na zasiadanie w ławach rządowych mają liderzy ugrupowań centrowych, nienawidzący się wzajemnie Tansu Ciller i Mesut Yilmaz. Oboje byli już premierami.
Decydujące znaczenie będzie mieć
- jak zwykle - głos armii, strażnika świeckiego państwa ustanowionego na początku wieku przez "ojca narodu" - Kemala Paszę Atatürka. Zakulisowa dominacja sił zbrojnych jest najistotniejszym elementem "sterowanej demokracji" tureckiej. Mimo to armia pozostaje, jeżeli ufać sondażom, najbardziej godną zaufania instytucją. Jej stanowisko wyraził jasno przed wyborami gen. Huseyin Kivrikoghu: żołnierze są gotowi do "poświęcenia krwi i życia w celu zachowania terytorialnej integralności Turcji oraz świeckich i demokratycznych zasad jej rządów". Wrogami armii są więc zarówno kurdyjscy "separatyści", jak i islamiści. W 1997 r. wskutek nacisków dowódców sił zbrojnych ustąpił pierwszy islamski premier Necmetin Erbakan i zdelegalizowane zostało jego ugrupowanie - Partia Dobrobytu. Jej następczyni, Partia Cnoty, prezentuje się jako bardziej umiarkowana, chcąc uniknąć podobnego losu.
Przedterminowe wybory nie rozwiązały podstawowego problemu tureckiej sceny politycznej w ostatnich latach: słabych, niestabilnych rządów koalicyjnych. Ta sytuacja spędza sen z powiek sojusznikom Turcji z NATO. Kraj ten leży bowiem w newralgicznym miejscu - pomiędzy Irakiem a Bałkanami. Jest pomostem między zachodnią cywilizacją a światem islamu.
Globalny kryzys, podobnie jak w Polsce, osłabił tempo wzrostu gospodarczego. Eksperci Stowarzyszenia Tureckiego Przemysłu i Biznesu przewidują, że spadkowa tendencja zostanie przełamana w drugiej połowie tego roku. Na razie jednak maleje eksport, prywatyzacja została wstrzymana, a inflacja wprawdzie zmniejszyła się o połowę, ale nadal przekracza 50 proc. Do tego dochodzi paląca potrzeba reformy zbankrutowanego systemu społecznego i sektora bankowego.
Problemy gospodarcze pogłębia fakt, że jedną czwartą budżetu państwa pochłania wojna z Kurdami. Schwytanie Öcalana, głównego wroga publicznego Turków, napędziło wiatru w żagle niektórym politykom. Problem kurdyjski nie został jednak rozwiązany. Równocześnie z wyborami do parlamentu odbywały się w Turcji wybory lokalne. Sukces jedynego legalnie działającego prokurdyjskiego ugrupowania, Ludowej Partii Demokratycznej Hadep, mimo utrudniania jej życia przez władze (najpoważniejsi kandydaci trafili do aresztu), wzmocni dążenia do autonomii. Po schwytaniu Öcalana do aktów przemocy dochodzi nawet w spokojnych do tej pory miastach na zachodzie kraju. Ludzie ginęli w czasie przedwyborczej kampanii. Plaże i hotele "tureckiej Riwiery" mogą mieć kłopoty z frekwencją.
Konflikt z Kurdami, znaczony nagminnym łamaniem praw człowieka, jest jednym z powodów odkładania decyzji o przyjęciu Turcji do Unii Europejskiej. Nie chodzi jedynie o ofiary wojskowych operacji, ale też wypadki więzienia za przekonania, stosowanie tortur. Tuż przed wyborami amerykańska Human Rights Watch ostro skrytykowała prawa ograniczające wolność wypowiedzi w Turcji. Dziennikarze ponoszą poważne ryzyko, gdy próbują podejmować tematy tabu. Do nich należą m.in. kwestia kurdyjska, przestrzeganie praw człowieka, rola armii.
Turecka demokracja ma wiele ograniczeń, ale nie jest farsą, jak system algierski. Turcja od lat nie może rozwiązać wewnętrznych problemów i sprzeczności zgodnie ze standardami zachodnimi. Niektórzy zachodni politycy mówią nieoficjalnie, że kraj ten nigdy nie będzie miał szansy, by się stać członkiem Unii Europejskiej, na czym wielu politykom tureckim bardzo zależało. Brak tej perspektywy nie ułatwia im zadania pozostawania najpoważniejszym sojusznikiem Zachodu na wschodniej flance.
Więcej możesz przeczytać w 17/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0