Akademik SA

Akademik SA

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nie dojadający, bezrobotny i wiecznie zadłużony student jest dziś rzadkością
Pokój akademicki przestał już być wyłącznie miejscem szalonych imprez i całonocnej nauki. Stał się bowiem również dobrze prosperującym biurem studenckiej firmy albo hurtowni sprzętu komputerowego.

W akademickich pokojach sprzedaje się niemal wszystko: druczki zwolnień, bieliznę, bilety do teatru, karty telefoniczne, kosmetyki, sprzęt AGD i RTV. Niektóre pokoje przypominają minihurtownie zarzucone pampersami, kartonami papierosów, chipsów czy herbaty. Na parkingu przed domem studenckim stoją zaś nowe daewoo, peugeoty i fiaty. Obok nich oblepione reklamami vany - to znak, że studenci trudnią się przedstawicielstwem handlowym w renomowanych firmach. Przyszli architekci już na trzecim roku studiów pracują jako projektanci wnętrz - ich pokoje stają się wówczas kreślarskimi pracowniami. Studenci zakładają także agencje modelek i banki hostess. - Działamy dopiero od dwóch miesięcy, ale możemy się już pochwalić kilkoma udanymi pokazami mody. Z każdym zrealizowanym zamówieniem stajemy się dla klientów coraz bardziej wiarygodne. Zarobione pieniądze przeznaczyłyśmy na spłatę kredytu i prowadzenie firmy. Na prawdziwe zyski przyjdzie jeszcze czas - mówi Eliza Przybylska, studentka IV roku SGH, współwłaścicielka agencji impresaryjnej Workplace i mieszkanka domu studenckiego Sabinki w Warszawie.
Ustawa o szkolnictwie wyższym stawia studentom ubiegającym się o akademik tylko jeden warunek: miejsce zamieszkania musi być tak oddalone od uczelni, że codzienny dojazd wykluczałby studiowanie. W ciągu ostatnich dziesięciu lat liczba studentów wzrosła trzykrotnie, lecz w domach studenckich przybyło tylko 8 tys. miejsc. Dostają je na ogół ci, w których rodzinach dochód przypadający na osobę jest najniższy. Studenci walczą więc o łóżko na wszelkie możliwe sposoby: wykazują bankructwo nieźle prosperujących firm swoich rodziców albo ich "rozwodzą"; wypierają się zarabiającego rodzeństwa i nigdy nie przyznają się do własnych dochodów. Te zaś są coraz większe.
- W akademikach mieszkają nawet menedżerowie dużych firm jeżdżący dobrymi autami, specjaliści od zarządzania w zachodnich korporacjach i właściciele własnych przedsiębiorstw. Wszyscy o tym wiedzą, ale nikt nie ma pomysłu na to, jak z tym walczyć - mówi Małgorzata Siwiec, przewodnicząca rady mieszkańców Żaczka, akademika Politechniki Warszawskiej.
- Dzisiejsi studenci z domów studenckich nie mają nic wspólnego ze swoimi kolegami sprzed kilku lat. To, że żyją w gorszych warunkach niż ich "miejscowi" koledzy, mobilizuje ich do walki o sukces. Chcą jak najszybciej zrobić dyplom, podjąć pracę, założyć własną firmę - mówi prof. Adam Noga, prorektor ds. studenckich Szkoły Głównej Handlowej. "Ci z prowincji" już od początku studiów trzymają się razem. Zdają sobie sprawę, że ich startu w zawodowe życie nie poprą ani znajomości rodziców, ani tzw. orientacja w środowisku.
- Najczęściej są więc bardziej aktywni od reszty społeczności studenckiej. Działają w organizacjach społecznych, kółkach naukowych, samorządach i fundacjach. To z kolei procentuje w przyszłości - mówi Andrzej Szejna, przewodniczący Parlamentu Studentów RP.
Zdecydowanie najłatwiej zarobić w branży elektronicznej i informatycznej. Studenci z akademików krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej rejestrują działalność gospodarczą i na wyprodukowanego komputerowego składaka wystawiają faktury VAT. - Komputerowa albo elektroniczna hurtownia opłaca się najbardziej. Dziś komputer, wieża hi-fi czy telewizor są w naszych pokojach standardem - przekonuje Grzegorz, student Politechniki Krakowskiej; wcześniej prowadził w akademiku melinę i hurtownię pirackich kaset wideo. Marcin Nowacki, student IV roku Wydziału Elektroniki, Telekomunikacji i Informatyki Politechniki Gdańskiej, w domu studenckim założył firmę Usługi Informatyczne Elsoft. Wraz z kolegami projektuje strony WWW i sprzedaje własny program Elka ?98 przygotowujący do egzaminu z prawa jazdy. Dochód Elsoftu w ubiegłym roku wyniósł ok. 20 tys. zł.
- Czasami firmie poświęcałem dziesięć godzin dziennie. Nauka zeszła na drugi plan, ale szybko nadrobiłem zaległości. Moja średnia z semestru wyniosła 4,0 - mówi Marcin. Po studiach chce zostać doradcą inwestycyjnym i lokować kapitał na giełdzie.
Do niedawna najbardziej sprzyjającymi warunkami do prowadzenia działalności gospodarczej mogli się pochwalić mieszkańcy akademików, których pokoje miały własne linie telefoniczne i łącze z Internetem. W erze "komórek" i laptopów szansę na sukces ma każdy. Bywa, że przedsiębiorstwo przestaje się mieścić w pokoju i przenosi się "do miasta". Firma Jerzego (tworzenie serwisów internetowych dużym przedsiębiorstwom i stron WWW) powstała trzy lata temu w pokoju domu studenckiego Politechniki Warszawskiej. Przed rokiem - po zawarciu opiewających na kilka milionów złotych kontraktów z bankami i instytucjami finansowymi - przeniosła się do większego lokalu. Dziś zatrudnia ponad dwadzieścia osób, głównie studentów PW i SGH. - Pracują u mnie studenci nie dlatego, że są tańsi, ale dlatego, że są lepsi, szybciej się uczą i tak naprawdę wyłącznie oni dobrze się znają na Internecie - twierdzi właściciel.
Studenci wydziałów informatycznych, zarządzania, prawa i ekonomii radzą sobie w akademikach zdecydowanie najlepiej. Według wykładowców, jest to rezultat dość ostrej selekcji podczas egzaminów wstępnych: bój o indeks wygrywa młodzież najzdolniejsza, stanowiąca później elitę intelektualną i finansową. Dlaczego jed- nak student, który zarabia 10 tys. zł miesięcznie, nadal mieszka w akademiku (często dostając nawet stypendium socjalne i korzystając z uczelnianego dofinansowania)? - Niektórym wciąż zależy na tym, by "czuć studencki klimat". Bywa, że za "martwą duszę" płacą ponad tysiąc złotych - mówi Małgorzata Bańko, pełnomocnik ds. socjalnych Uniwersytetu Warszawskiego.
W domu studenckim po prostu wygodnie się mieszka, zwłaszcza komuś, kto zamiast na wykłady wychodzi do biura, a do książek zagląda dopiero przed sesją.
- Akademik to nieustająca giełda informacji o egzaminach, pytaniach, kolokwiach, książkach, lekturach. Tu przepływ wiadomości wśród kilkuset mieszkańców następuje błyskawicznie. Dzielenie pokoju z ludźmi z różnych kierunków nie tylko kształtuje światopogląd, ale też często "ustawia" na całe życie, np. gdy ze zdolnym informatykiem mieszka prawnik i obrotny student zarządzania. Ponadto nie jest tajemnicą to, że w akademiku można załatwić dosłownie wszystko - śmieje się Andrzej Szejna.
W niektórych pokojach prosperują całodobowe punkty usług ksero, gdzie indziej zawsze można coś zeskanować (np. semestralne zwolnienie z wf., zaświadczenie o ukończeniu kursu) albo przegrać ulubiony film wideo. Specjalnością niektórych plastyków i architektów są "projekty specjalne": preparowanie pieczątek w legitymacjach (orzełka odbija się z monety, a resztę domalowuje się piórkiem), podpisów w indeksach i na różnych zaświadczeniach. Ci, którzy nie mają czasu na naukę, wywieszają na tablicy ogłoszenie: "Kupię pracę o ochronie praw autorskich" lub "Zlecę napisanie pracy magisterskiej o języku reklamy". Zawodowcy za tę ostatnią usługę inkasują 3- 6 tys. zł. - Napisanie pracy semestralnej dla studenta ze szkoły prywatnej zajmuje studentowi SGH tylko około trzech, czterech tygodni. Dorabiać można także zdawaniem za kogoś kolokwiów albo egzaminów z języków obcych - mówi Radosław Całka z Komisji ds. Akademików Samorządu Studentów SGH.
Wiadomo też, gdzie kupić alkohol, jeśli w okolicy nie ma nocnego sklepu monopolowego. Magazyn studencki "Dlaczego" podaje akademicki cennik: 0,5 litra spirytusu kosztuje 18-20 zł, litr wódki - 30 zł, tyle samo trzeba zapłacić za pół grama amfetaminy. Gram marihuany można kupić za 35 zł. Ceny nie są wygórowane, zwłaszcza że handlujący często udzielają stałym klientom rabatów i kredytów.
O "spektakularnych" studenckich imprezach z wyrzucaniem sprzętów przez okno i kilkudniowym piciu alkoholu do nieprzytomości słyszy się w akademikach coraz rzadziej. - Dziś studenci nie mają na to czasu. Wolnością zachłystują się głównie na pierwszym roku. Potem to mija. Zaczynają pracować i nie starcza im czasu na zabawę - mówi Małgorzata Siwiec. - Kiedyś impreza w akademiku wiązała się z dużymi kosztami i niemałymi stratami. Dziś, gdy w pokojach stoją komputery i drogi sprzęt, nikt nie chce ryzykować. Lepiej wyjść ze znajomymi do pubu - dodaje Radosław Całka.

Więcej możesz przeczytać w 17/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0