Są sympatyczni esbecy

Są sympatyczni esbecy

Cezary Pazura przeszedł do historii grą w kultowych filmach lat 90. Teraz czuje się uwięziony w dziurawej demokracji i obrażany przez Nergala i Wojewódzkiego.

Piotr Najsztub: I tak 20 lat od pierwszych „Psów” minęło...

Cezary Pazura: Tragedia.

Dlaczego?

Swojej młodej żonie mówię: „Wiesz, po czym poznać, że człowiek się starzeje? Po tym, że samochód, o którym marzyłaś, jeździ na żółtych tablicach”. Ostatnio widziałem dużego fiata, moje marzenie z dzieciństwa, miał żółte tablice, jako zabytek. Tak samo jest z filmami.

Okres powstawania „Psów” to były czasy mętne i mroczne. Film opowiada o przekraczaniu granicy między światami komunistycznym i kapitalistycznym, jedni wtedy byli przemytnikami, inni się tarabanili z dobytkiem i próbowali go oclić, czyli byli frajerami. Coś z tamtej mroczności nam zostało?

Trend do kombinowania. Im dalej na wschód, tym bardziej trzeba kombinować, pozostały strefy mroczne i niejednoznaczne. Powiem szczerze, że dla mnie ten film to była przygoda, za wiele z tego filmu nie rozumiałem... Wszyscy mówili, że pali się jakieś teczki, że to wszystko znika, a co mnie to obchodziło wtedy? Miałem dwadzieścia parę lat!

Może powinno to pana obchodzić? Bo oto funkcjonariusze starego reżimu próbowali zapewnić bezkarność sobie i swoim agentom...

Tak, ale co ja mogłem na to poradzić jako młody aktor? Wziąłem udział w filmie, który o tym opowiadał.

Mieliście wtedy wrażenie, że to będzie film kultowy?

Nie spodziewałem się, że aż tak. Po latach wszyscy zaczęli się zastanawiać, skąd ten Pasikowski tyle wiedział i umiał te znaki dać.

Nie rozmawialiście na planie o tym, że na przykład jest to pierwszy film, w którym publiczność nie daj Boże może polubić byłego esbeka. Bo trochę tak się stało.

Bo to są sympatyczni chłopcy, niektórzy. I prawi.

Nie baliście się takiego odium, że oto rozgrzeszacie SB?

Wiedzieliśmy, że na pewno robimy coś wyjątkowego, to się czuło, w „Krollu” już to było, nie tylko dlatego, że co drugie słowo było na „k”...

Chociaż i to bulwersowało na początku lat 90. Może to już było po prostu kino niemoralnego niepokoju.

Tak. Jednak rzeczywiście było coś takiego w tym filmie, że wiedzieliśmy, że robimy coś ważnego. Każdy wtedy chciał być gdzieś koło tego Władka blisko. To było niesamowite, że kręcili się jacyś dziwni ludzie, producenci, aktorzy, i widziałem w oczach kolegów taką zazdrość, że ten Pasikowski dotknął czegoś, czego każdy by chciał dotknąć właśnie w taki sposób. Już potem nie było takiego drugiego filmu.

Jedną z głównych rzeczy, którą opowiedział – co Polaków wtedy zszokowało, a i dzisiaj prawicowych dziennikarzy mogłoby zbulwersować – że człowiek nie jest jednoznacznie zły ani jednoznacznie dobry. Że może przechodzić od dobra do zła, może wracać. Już nie wspomnę o scenie niesienia pijanego esbeka na drzwiach i śpiewanie przy tym „Janek Wiśniewski padł”.

Być może prawda jest inna, ale zapamiętałem, że Władek chciał tę scenę wyciąć.

Bo była obrazoburcza. I dlaczego nie wypadła?

Nie wiem. Ja wtedy mówiłem: „Ale to są ubecy, oni tak żartują!”. Z takich rzeczy robili sobie jaja, to mieli w dupie, inaczej patrzyli na historię. I mówiłem, że jeżeli mają film kiedyś pamiętać, to na pewno dla tej sceny. I wyszło na moje.

Pan czuje tęsknotę za latami 90.?

Raczej nie, byłem wtedy biedny, pracowałem z dnia na dzień, żyłem z dnia na dzień. Ważne było, żeby się obudzić i iść dalej. Taki żołnierz dnia codziennego.

A jak było wcześniej?

Śmiali się ze mnie, że studiuję. Wcześniej, na osiedlu, pytali mnie szyderczo: „Po co ci te studia?”.

Bo?

Bo moi koledzy już zarabiali, jeździli dużymi fiatami, a ja chodziłem w jednych trampkach, jeszcze podartych, a „Trybunę Ludu” wkładałem do nich, żeby mi nie przemakały. Chciałem być aktorem, a wszyscy się śmiali, w głowę pukali i mówili: „Ty aktorem? Po co ci to, aktor to jest w telewizji, a nie ty, Czaruś. Zwariowałeś!”. Bo ja jestem z Niewiadowa, z bloków. Ale patrzyłem na tych aktorów w telewizji i mówiłem: „Kurczę, ja też bym tak umiał”. A poza tym fajna praca, idziesz do teatru na 19 do 21, ciepło jest, nie marzniesz. I miałem takie jedno przyrzeczenie, że nie pojadę zarobkowo do pracy na Zachód. Powiedziałem sobie: „Pojadę, jak mnie zaproszą”. I zaprosili, jako aktora, na festiwal do Chicago. Miałem tam limuzynę z kierowcą Murzynem, który raz mi tylko otworzył drzwi, po tym jak zobaczył, w jakim jestem garniturze. Gorszym, niż on miał liberię. Ale się zakolegowaliśmy, potem z nim jeździłem z przodu, bo z tyłu mi się nudziło. I pamiętam, pojechałem do kolegów na Jackowo...

Limuzyną?

Tak, zaprosili mnie na zupę, do takiego faceta, co robił zupy i kotlety. I on mi do tej limuzyny zapakował dużo tych zup i kotletów – miałem co jeść. Mieszkałem w takim kondominium, bo byłem „big actor from Polanda” na tym festiwalu. To było strasznie śmieszne. Też z tego powodu, że pamiętałem, jak jeszcze niedawno zaśmiewaliśmy się z kolegami w Niewiadowie, kiedy na amerykańskim filmie widzieliśmy, jak facet podchodzi do ściany, wkłada kartę i wyciąga pieniądze. Albo na przykład mówi: „Dostałem list poranną pocztą”. Czyli jest poczta poranna i wieczorna tam u nich! A u nas jak listonosz przyszedł raz w tygodniu i nie był pijany, to już było dobrze. A jak po paru latach nagle do mnie dotarło, że jem śniadanie na Okęciu, obiad w Paryżu, a kolację w Nowym Jorku, to mówię: „Cholera, jest jak w tych filmach!”.

Pamięta pan swoje pierwsze spotkanie z Lindą na planie?

Oczywiście, bo on był już przecież wielkim, wspaniałym aktorem!

Chociaż „półkownikiem”, mało oglądanym, bo w latach 80. większość filmów, w których zagrał, stała na półkach.

To prawda, ale myśmy wiedzieli o nim wszystko, on był naszym guru! Zagrać z Lindą to było „o Jezu!”. Myśmy się w „Krollu” spotkali. Graliśmy scenę przed Grand Hotelem, a on tam mieszkał, więc poszliśmy do Bogusia do pokoju i polał „łychę”. I po paru słowach przeszliśmy na ty, to było dla mnie wyróżnienie.

To spotkanie jakoś panu pomogło?

On mi uświadomił pewne rzeczy. Mówił, że za dużo ról biorę, że się rozmieniam na drobne. Ale ja mu na to, że gram za drobne, więc to jest pomnażanie drobnych, żeby były kiedyś grube. On był już wtedy kimś, w filmie „Kroll” czy „Psy” były fotele na planie z napisem „reżyser”, „Bogusław Linda”… nie było „Cezary Pazura”. Ja za to byłem pierwszym aktorem, który miał przyczepę na planie, w filmie „Kiler”, to był 1997 r. Bo kiedyśmy kręcili „Krolla”, to jeszcze nie było bufetu na planie. Od marca do października nie przysługiwało na planie nic, jak sobie nie wziąłeś wody w termosie, herbaty czy coca-coli, to nic nie wypiłeś ani nie zjadłeś przez 12 godzin. Jak teraz młodym aktorom mówię, że tak było, że dopiero od października do marca, czyli w okresie zimowym, przysługiwała zupa regeneracyjna, z wkładką, tak zwana regeneratka, to mi nie wierzą. Pamiętam, jak Bogusław sobie wtedy pozwolił na pewną taką dozę gwiazdorstwa, co mi się bardzo spodobało. Było nam bardzo zimno przy jednej scenie w „Krollu” i Bogusław poprosił, żeby kierownik planu załatwił coś rozgrzewającego, jakiś napój, a kierownik, że nie, że nie będzie dzisiaj picia. Bogusław mówi: „To ja chcę siku”. Kierownik: „No to proszę, tu”. Bogusław: „Pan sobie żartuje, pod ścianą, w centrum Łodzi”? No to taksówka, jedziemy do toalety do wytwórni. Zrobiliśmy siku, wracamy. Bogusław znowu: „Będzie coś do picia?”. „Nie, proszę grać”. Bogusław: „A mnie się chce znowu siku”. I jeździliśmy tak dobre dwie godziny. Wreszcie pękli i było coś do picia.

Minęło przeszło 20 lat, nie tylko od „Psów”, ale i od przełomu ustrojowego. Udało nam się czy nie udało?

Jakoś trzeba było to przejść, myśmy przeszli tak. Bezkrwawo, co było szalenie ważne.

Jednak też dużo brudu się przemyciło.

Bo u nas nie było tak jak w NRD, gdzie wymietli wszystko i dopiero stawiali na nowo.

Czyli oni mieli rację czy my mieliśmy?

Wolałbym, żeby oni mieli rację. Powinniśmy wcześniej to wyczyścić, bo potem każdy się tym brudem umazał. Niech pan tego nie pisze…

Dlaczego?

Niedobre jest to, co powiedziałem, bo w tej chwili jest taka moda w Polsce, żeby wszystko łagodzić, załagadzać.

Niepotrzebnie?

Każdy nabiera wody w usta i tak sobie żyjemy. Ale może i tak lepiej, bo my mamy w sobie za dużo emocji. Więc wolałbym, żeby to wszystko odpuścić, dać temu spokój, machnąć ręką, robić swoje. Już demokracja jest, jaka jest, taka jest, ale jest. Ludzie czują się bezpieczni, na miejscu, potrzebni, ludzie czują się godnie. Ja się czuję teraz godniej, niż gdy miałem 25 lat i byłem nikim, bo nie miałem mieszkania, nie miałem nic, bo nic nie ważyłem.

Dwudziestopięciolatki zazwyczaj są nikim, pod każdą szerokością geograficzną...

Tak, ale mój potencjał też nikogo nie interesował. Zarabiałem dziewięć dolarów dwadzieścia centów miesięcznie w teatrze. Taką miałem gażę, to kim ja byłem?

Mówi pan godnie. Żyjemy w takich czasach, że ta godność w niektórych ludziach tak dalece urosła, że ciągle czują się obrażani. Pan działa też w takiej dziedzinie, gdzie o obrazę łatwo, próbuje pan rozśmieszać ludzi.

Pewne granice są przekraczane. Ja w swoim kabarecie bardzo dbam o to, żeby ich nie przekraczać. Powołuję się tutaj na krótki traktat profesora Kołakowskiego o wolności, że wolność musi mieć swoje granice, bo jak nie ma, to jest anarchia.

Jednak nie są tą granicą uczucia innych, nawet religijne, tylko ich wolność. A u nas uczucia religijne, też po części tzw. patriotyczne, trochę nas terroryzują, a przynajmniej wykorzystują państwo do walki z inaczej myślącymi.

Dobrze, ale gdzie jest wolność, jeśli chodzi o religię, gdzie ona się kończy, gdzie się zaczyna?

W kościołach moim zdaniem powinna się zaczynać i kończyć religia...

Dobrze, w kościołach i niech tam się kończy, a jeżeli ktoś mi to komentuje w radiu w sposób obraźliwy i robi sobie jaja z tego, co ja uważam za święte, to mnie obraża! On jest po prostu drań.

Niech się pan obraża, niech pan klnie na to radio, wyrzuci je przez okno, ale ja nie chcę, żeby Kodeks karny chronił te pańskie emocje!

Na przykład?

A chroni uczucia religijne Kodeksem karnym. Granicą jest przemoc, a nie słowo ironiczne czy nawet bluźniercze. Jeżeli ktoś wyśmiewa w radiu Jezusa Chrystusa, ma prawo to robić, natomiast kiedy mówi: „Chodźmy i spalmy kościół i wyznawców Jezusa Chrystusa”, to nie ma prawa tego robić.

Czyli to, że Nergal podarł Biblię, jest OK czy nie?

Pokazał swój stosunek do świętej księgi chrześcijan, ale to nie był akt przemocy, Biblie są ogólnie dostępne. Nie wyjął tej jednej najważniejszej Biblii, nie ukradł tej najstarszej, zabytku.

W moim kabarecie mówię w ten sposób, że cieszę się z takiego werdyktu sądu, który powiedział, że na scenie artyście wszystko wolno, jeśli ma umowę i stoi na scenie. Czyli co, na scenie mogę zrobić wszystko!?

Oprócz nawoływania do przemocy lub jej czynienia.

Ale moment… Mnie uczono w szkole teatralnej, że scena jest świątynią.

Świątynią czego?

Sztuki, sztuki, a nie tego, że się drze książki! Kto ostatnio darł książki publicznie i palił je publicznie, niech pan mi przypomni historycznie?

Mnóstwo ludzi, nie tylko naziści to robili.

To świadczy o głupocie. Jeżeli drze się Biblię, to świadczy o głupocie.

Ludzie mają prawo do głupoty, dopóki nie nawołują do przemocy.

To potem ktoś pójdzie krok dalej.

I?

I zrobi coś gorszego, zabije owcę, następny zgwałci kobietę.

Nie, tego ostatniego akurat nie wolno, to jest ścigane prawem.

Ale zrobi to, rozumie pan, o co chodzi?

I będzie karany.

Albo będzie tak, jak wtedy, kiedy policja przyjeżdża i mówi: „Przecież paparazzi zrobił tylko panu zdjęcie, nic panu nie zabrał”. Ale ja się z tym źle czuję, bo on mnie molestuje cały czas, więc musi być na to paragraf, musi być jakaś granica!

Bo pan się źle z tym czuje, to ma być paragraf!? Panie Pazura…

Nie wolno mi odbierać mojej prywatności, a to jest rodzaj odbierania prywatności, publikacja bez mojej zgody. A wracając do Nergala, to w kabarecie mówię, że będę Nergala bronił, bo jemu tylko wiara została, wszak Biblię podarł.

Ludzie się śmieją?

Śmieją się. Mówię poza tym, że to jest nerwowy chłopak, jak czegoś nie rozumie, to drze. Jedyny papier, jaki ma u siebie w domu w całości, to ten w rolkach – tak sobie żartuję. Czy mówię coś źle, obraźliwie o nim? Tylko wyrażam swój stosunek.

Ależ pan sobie może mówić o nim wszystko, natomiast są tacy, którzy chcą, żeby za to darcie papieru został skazany przez sąd.

A ja uważam, że trzeba ludziom uświadomić, że takie rzeczy są nieładne.

Nieładne to nieładne, a nie nielegalne.

Mnie do wyrażenia emocji, do wyrażenia sprzeciwu, do wyrażenia czegokolwiek nie potrzeba się wyżywać na przedmiotach, na zwierzętach. Mówimy o dziurach w demokracji, od tego zaczęliśmy.

To nie jest dziura w demokracji.

Jest. Dlatego, że to jest niemożliwe w innych państwach. W Emiratach Arabskich jest niemożliwe, żeby pan coś takiego zrobił z Koranem.

Tam nie ma demokracji, tam jest brutalna, niemal średniowieczna tyrania. Pan chciałby żyć w tyranii?

Akurat emiraty mi się nie za bardzo uśmiechają… Ale nie wiemy, czy demokracja jest najlepszym rozwiązaniem, może jest jakiś inny system, którego jeszcze nie wynaleźliśmy?

Który zrobiłby coś tak genialnego z nami, z naszą psychiką, z naszą wrażliwością, że umielibyśmy z niej korzystać, nie krzywdząc uczuć innych?

Uczucia są najważniejsze!

Wolność jest najważniejsza. Ile pan kobiet w życiu skrzywdził?

Mam nadzieję, że żadnej.

Ciekawe, czy one też tak uważają... Ale mi chodzi o to, żeby wyraźnie rozgraniczyć emocje, które nie powinny być chronione przez państwo, takie jak miłość, wiara, poczucie sensu. Państwo ma wkraczać tam, gdzie jest przemoc.

Powiem tak: byłem ścięty z nóg, jak zobaczyłem tę manifestację na Krakowskim Przedmieściu przeciwko krzyżowi… Pamiętam, jak myśmy w Kościele szukali punktu odniesienia, na studiach jeszcze, „Kulturę” paryską od księdza dostawałem. I ten Kościół był dla mnie takim ważnym elementem, tam się spotykali wszyscy, tam można było porozmawiać, tam się człowiek dowiadywał prawdy. I nagle z tego Kościoła zrobili po prostu, no nie wiem co… Z tym się nie mogę pogodzić, to mi nie pasuje. Uczą nas wszystkiego, kształcą nam rozum, mięśnie, kręgosłup, światopogląd, a nikt nie kształci nam ducha i potem idziemy jak kaleki przez życie. Dzieci oglądają wszystko w internecie, a nie umieją sobie w oczy popatrzeć i zobaczyć, że coś koleżance dolega, że ona ma problem. I ona się wiesza następnego dnia.

Kto miałby tego ducha uczyć?

Jeden drugiego, tylko trzeba się słuchać i szanować, a u nas nie ma szacunku człowieka do człowieka. My się nie szanujemy nawzajem.

Ktoś mógłby powiedzieć, że gada pan jak stary pierdziel...

Ale bo tak jest!

U cioci Uli na imieninach.

Ale to wy, media, robicie ludziom wodę z mózgu. Gdy słucham Kuby Wojewódzkiego...

Może my ją tylko podgrzewamy, a ona tam już jest?

Słucham go rano i on mi mówi, że „to całe konklawe to jest jedna wielka hucpa”, to ja pierdzielę! Od setek lat zbierają się faceci i modlą się, żeby Duch Święty ich natchnął, kogo mają wybrać!

Można w to wierzyć, a można też, pamiętając choćby historię kilku konklawe, widzieć w tym ścieranie się interesów, walkę o władzę, niekiedy morderczą.

Dobrze, ale jesteśmy tu i teraz! Jeżeli ktoś mi mówi, że konklawe to jest hucpa, to kto robi tę hucpę? Wy, media, bo mówicie, że „ten ma lepsze notowania, a tamten jest bez szans”. Oni siedzą i się modlą do cholery ciężkiej!

A co z pańską wodą w głowie? Widzę tu wielkie wodogłowie, bo pan się autentycznie wkurza, że w audycji satyrycznej Kuba Wojewódzki...

Ale jakiej satyrycznej, ja to traktuję jako dziennikarstwo, komentowanie rzeczywistości, to poranne pasmo radiowe! I on wodę z mózgu ludziom robi!

Satyra robi wodę ludziom z mózgu?

No, może jak ktoś się modli do maserati, to musi takie rzeczy mówić...

I ma prawo. I to jest audycja satyryczna.

A ja, żeby mnie trzy miliony ludzi słuchało, to muszę zagrać 10 tys. razy. On powie to raz, i to jest siła! A pan się potem dziwi, że ci ludzie biedni biorą transparenty i idą pod pałac. I chcą załatwić wszystko naraz, są zdesperowani, bo ich nikt nie lubi, w ich kraju. A ja kocham wszystkich i na lewo, i na prawo.

Nie da się kochać wszystkich.

Mówię tak: ostudźcie emocje, bo za chwilę ludzie naprawdę się zaczną na siebie rzucać i będzie niedobrze! Ja sam czuję ostro, że robi się ze mnie wała w Polsce.

Bo?

Bo mówi się inaczej, niż jest naprawdę.

Jakiś przykład?

Pedofilia wśród księży. Nadmuchany balon, potężnie, z jednego, dwóch przypadków robi się masówę straszną i wali tym ludzi po oczach.

Znamy już kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset przypadków, nie jeden, dwa.

Słuchałem teraz takich ciekawych rekolekcji bardzo znanego naszego jezuity, który się tym zajął dokładnie, i to, co on powiedział, jest dla mnie wstrząsające!

Co było wstrząsające?

Facet ma wiedzę właśnie o tej całej aferze pedofilskiej, która jest wyssana z palca.

Ale z irlandzkiego też, z amerykańskiego też?

Tak, on w Irlandii pracował i całe opracowanie amerykańskie przejrzał dokładnie.

Wzrusza mnie pana obrona Kościoła, ale… Kościół też nie płaciłby tych wielomilionowych odszkodowań na rzecz tysięcy ofiar, gdyby nie poczuwał się do winy. A problemem przecież jest nie tylko sama pedofilia, tylko też to, jak na nią Kościół reaguje, jak przesuwa podejrzanych do kolejnych parafii.

Oczywiście, że wszędzie jest zło. Przecież to nie jest tak, że ksiądz jest święty. Jeśli jest skurwysynem, to go trzeba od tego odsunąć, nie może być księdzem. Ale nie wolno generalizować. I co jeszcze? Media mają to do siebie, że jak samolot spadł w Smoleńsku, to wszystkie pana koleżanki na czarno ubrane płakały i mówiły, że zginął najwspanialszy prezydent w historii kraju. Patrzę, słucham i mówię sobie: ja pierdzielę, co ona gada, przecież dwa dni temu na niego pluła, a teraz jest najważniejszy, płacze za nim! A za chwilę znowu jest tak, jak było wcześniej: że to jest jakiś frajer, nie wiadomo kto, nie wiadomo po co on leży na Wawelu. Ludzie, wprowadzacie straszny ferment, nie można o tym samym zjawisku mówić jednego dnia tak, a drugiego inaczej.

Mam swoje negatywne zdanie o prezydenturze Kaczyńskiego i go nie zmieniałem. Ale samolot się rozbił czy wybuchł i się rozbił?

Runął na ziemię. A jak to się stało? Skąd mogę wiedzieć? Uważam, że to był nieszczęśliwy wypadek, że wiele czynników spowodowało to nieszczęście. Ale jak 65 proc. Polaków mówi inaczej, to coś jest na rzeczy.

To należy im wierzyć?

Należy wierzyć zdrowemu rozsądkowi, to jest tragedia, z którą trzeba się pogodzić, a nie grzebać w tym...

Myśli pan, że byłby możliwy dziś remake „Psów”, że są takie światy?

Nie. Nie ma.

Okładka tygodnika WPROST: 18/2013
Więcej możesz przeczytać w 18/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 18/2013 (1575)

  • Pani Katarzyna z Amber Gold 30 kwi 2013, 19:00 Niedawno z trudem wiązała koniec z końcem. Potem było złoto-bursztynowe życie. Teraz są zarzuty oszukania 10 tysięcy osób na gigantyczną sumę 668 mln złotych. Katarzyna P. musiała się przenieść z ekskluzywnego apartamentu do celi aresztu. 6
  • Kto nie był Don Corleone? 30 kwi 2013, 19:00 Musiałeś być charakterniakiem. Nie mogłeś być „pizdą karmiony”, czyli być alfonsem, nie mogłeś zarabiać na prostytucji, nie mogłeś brać narkotyków. Taki był świat grypsery, prawilniaków, złodziei, którzy byli prawdziwymi gitami – opowiada świadek koronny... 10
  • Wymyślony świat Katarzyny 30 kwi 2013, 19:00 W czerwcu na wokandę wraca proces matki Madzi. Czy sąd skaże ją za zabójstwo na podstawie poszlak i opinii biegłych? Do tej pory Katarzyna zręcznie prowadzi grę ze śledczymi. I teoretycznie ma szanse się wybronić. 16
  • Bezkarność w sieci 30 kwi 2013, 19:00 Tarno, trzydziestokilkulatek, Holender o azjatyckich korzeniach, od 11 lat żyje luksusowo. Dzięki tysiącom kart kredytowych ludzi z całego świata. Policji w całej Europie to nie przeszkadza. 20
  • Parada zabójców Papały 30 kwi 2013, 19:00 Zabójstwo szefa policji generała Marka Papały. Po 15 latach śledztwa nadal nie wiadomo, kto strzelał i dlaczego. Sąd wznowił zawieszony proces, ale prokuratorzy stanowisk nie pogodzili. 24
  • Piętno czerwonej pajęczyny 30 kwi 2013, 19:00 Dziesięć lat temu afery Rywina i starachowicka zmiotły lewicowych notabli z polityki. Rywinowcy po latach wracają do łask. Bohaterowie „starachowickiej” zniknęli na dobre. Ale też by chcieli wrócić. 28
  • Najważniejszy szpieg Ameryki 30 kwi 2013, 19:00 Pierwsze spotkanie, współpraca, ewakuacja, życie w Stanach Zjednoczonych. O pułkowniku Ryszardzie Kuklińskim opowiada David Fordon, emerytowany oficer CIA, który nadzorował jego działalność wywiadowczą. 34
  • Są sympatyczni esbecy 30 kwi 2013, 19:00 Cezary Pazura przeszedł do historii grą w kultowych filmach lat 90. Teraz czuje się uwięziony w dziurawej demokracji i obrażany przez Nergala i Wojewódzkiego. 40
  • Łowcy umysłów 30 kwi 2013, 19:00 Żeby wykonywać tę pracę, trzeba mieć mocną psychikę. Większość znanych mi profilerów ma poukładane życie osobiste. Żadnych poważniejszych traum, śpią dobrze. Zbrodnie nie śnią im się po nocach – mówi Jan Gołębiowski,... 46
  • Ślad zabójcy 30 kwi 2013, 19:00 Jak ustalać czas zgonu, jak określić sprawcę po znalezionej soczewce kontaktowej i co mogą nam powiedzieć owady znalezione na zwłokach – opowiada Monika Całkiewicz, profesor Akademii Leona Koźmińskiego, kryminalistyk i była prokurator. 50
  • Cztery morderstwa bez ciał 30 kwi 2013, 19:00 To jedna z najdziwniejszych spraw kryminalnych III RP. Dwóch oskarżonych, cztery brutalne morderstwa, dziesiątki poszlak. I ani jednego ciała. 54
  • Człowiek z wyrokiem 30 kwi 2013, 19:00 Ludzi „Pruszkowa” uważał za głupich. Ich przywódcę – Pershinga – za sprzedającego się policji frajera. Sam nie przyznawał się do tego, że kieruje gangiem. – Szanują mnie, bo jestem bogaty i nikogo nie oszukałem – mówił w 1995 r. w rozmowie z... 58
  • „Artur”, czyli Sekuła 30 kwi 2013, 19:00 Były wicepremier Ireneusz Sekuła był najwyżej ulokowanym politykiem, który miał kontakty z mafią. Zaczynał jako harcerz, został wojskowym wywiadowcą. Jego znakiem rozpoznawczym była gazeta w lewej ręce. Hasło: „Jestem kolegą Żychonia”. 62
  • Zawód detektyw 30 kwi 2013, 19:00 Śledzą niewiernych małżonków, sprawdzają, jak się prowadzą nastoletnie dzieci, szukają ludzi, a ostatnio coraz częściej tropią przestępców gospodarczych. Jak wygląda praca polskich prywatnych detektywów? 66
  • Mordercze prawo serii 30 kwi 2013, 19:00 Między Bugiem i Odrą grasowało w sumie około 30 seryjnych zabójców, a ich zbrodnie wywoływały społeczną histerię. ich ofiary liczono w dziesiątkach. Niektórzy stawali się bohaterami transmisji telewizyjnych, a nawet utworów poetyckich. 70
  • Jak pić denaturat 30 kwi 2013, 19:00 Opowieść człowieka, który spędził w więzieniu 35 lat. I nie stracił poczucia humoru. Z Józefem Grzybem rozmawia Igor Zalewski. 76
  • Bezkarni sławni 30 kwi 2013, 19:00 To miał być surowy wyrok. Zanim wydał go sąd, zrobiła to opinia publiczna, bo zbrodnia, której dopuścił się Oscar Pistorius, jest wyjątkowo brutalna. Miało być sprawiedliwie, skończyło się jak zawsze, wedle starej zasady, że znanym wolno więcej. 79
  • Wet za VAT 30 kwi 2013, 19:00 Im większa dziura budżetowa, tym bardziej zbójeckie metody działania podatkowych służb specjalnych. W Polsce pałują i zakuwają w kajdany, a w Niemczech współpracują z hakerami. 84
  • Glina, ksiądz, pitbull i pies 30 kwi 2013, 19:00 Czy policjanci lubią oglądać seriale o sobie? Średnio. Dlaczego? Sprawdziliśmy. Z badań wynika, że wyraźnie dzielą je na te bliższe realu i te, które można zaliczyć do kategorii kryminalnych bajek. 90
  • Trudna okolica 30 kwi 2013, 19:00 Jestem stróżem prawa. Nie zawsze się z nim zgadzam, ale zawsze go bronię – mówi w pierwszej scenie „Bogów ulicy” policjant. Właśnie on i jego zawodowy partner są bohaterami filmu. Oraz dzielnica, w której przyszło im... 94
  • Kto kogo zabija? 30 kwi 2013, 19:00 Quentin Tarantino w swojej twórczości czerpie pełnymi garściami z tandetnych filmów lat 70. A czym będzie się żywić jego następca za trzy dekady? Takimi propozycjami jak „Zabij dla mnie”. Właściwie w filmie Michaela... 94
  • Pożegnanie z kinem 30 kwi 2013, 19:00 Steven Soderbergh obraził się na kino. Ale przed odejściem do telewizji postanowił zrealizować „Panaceum”. Film z Jude’em Lawem i Rooney Marą zaczyna się jak dramat o moralnych dylematach psychoterapeuty. Padają tu... 94
  • Arne Dahl gra jak Metallica 30 kwi 2013, 19:00 Twórczość Arne Dahla (pod tym pseudonimem kryje się szwedzki krytyk i literaturoznawca Jan Arnald) dotarła do nas późno, w momencie gdy rynek mocno się już nasycił skandynawską prozą kryminalną. Być może dlatego właśnie książki... 95
  • Na pohybel FBI 30 kwi 2013, 19:00 John Grisham nie zawodzi. Nie licząc Stephena Kinga, to chyba mój ulubiony pisarz z czołówek list bestsellerów. „Więzienny prawnik”, jego najnowsza powieść, w niewielkim stopniu wikła się w zawiłości amerykańskiego wymiaru... 95
  • Miłość w piekle 30 kwi 2013, 19:00 Groźne pomruki Korei Północnej rządzonej przez młodego Kim Dzong Una sprawiły, że świat przypomniał sobie o tym egzotycznym skansenie totalitaryzmu. Niewielkie wszelako mamy pojęcie, jak tam wygląda – i czy w ogóle jest możliwe... 95
  • Melancholia i zmęczenie 30 kwi 2013, 19:00 Jeśli się uczyć, to od lepszych od siebie. Oto krótkie wprowadzenie do świata skandynawskich kryminałów. 96

ZKDP - Nakład kontrolowany