Pięć milionów ciotek przed telewizorem

Pięć milionów ciotek przed telewizorem

Myślenie o tym, że okrucieństwo i krew dobrze się sprzedają w telewizji, jest prostackie - mówi szef „Wiadomości” TVP Piotr Kraśko.

To jak pan sobie wyobraża widza „Wiadomości”?

Pewien słynny newsowy dziennikarz amerykański powiedział, że jeśli się mówi do kamery, to najlepiej sobie wyobrazić swoją ciotkę, która nie bardzo za nami przepada i dziwi się, że my do niej mówimy o jakichś poważnych rzeczach, i nie bardzo rozumie, co się dzieje na świecie.

Pięć milionów ciotek pan widzi o 19.30?

Nie wiem, czy ktokolwiek wytrzymałby presję, jaką byłaby świadomość pięciu milionów par oczu patrzących na ciebie. Lepiej jednak myśleć, że mówi się do jednej konkretnej osoby. Ale tak naprawdę musimy przekonać ludzi, że to, o czym chcemy im powiedzieć, jest naprawdę ważne i coś z tego wynika dla ich życia. Nie mam jednak wątpliwości, że nasz widz jest kompletnie inny niż pięć czy dziesięć lat temu.

Kompletnie?

Kompletnie. W ciągu dwóch najbliższych dni ludzkość wyprodukuje tyle informacji, ile przez 20 tys. lat do roku 2005, bo to wtedy nastąpiła eksplozja internetu. Kiedyś widz czekał do godziny 19.30, żeby się dowiedzieć, co się wydarzyło. I wciąż jest duża grupa widzów, która ogląda programy informacyjne.

Część osób ogląda „Wiadomości” z przyzwyczajenia.

Myślę, że jest ich naprawdę niewiele. Były takie czasy, kiedy w TVP uważano, że jesteśmy gigantycznym krążownikiem, który na zawsze pozostanie potęgą, a jego najważniejszym napędem jest właśnie przyzwyczajenie. Wokół, owszem, pływają jakieś małe łódki, ale nigdy nie będą w stanie bliżej podpłynąć. Te czasy się skończyły, choć wciąż jesteśmy największą stacją, ale widza musimy przekonywać do siebie codziennie. Kiedyś w każdym pilocie do telewizora w Polsce Jedynka była pod jedynką, teraz niekoniecznie. I tacy ludzi, którzy dopiero z wieczornych serwisów się dowiadują, co się stało, są mniejszością.

Zmniejszającą się mniejszością.

Ci, którzy wiedzą, co się stało, chcą wiedzieć więcej. To nie może być ilustrowany opis wydarzeń z serwisu PAP. Nie wystarczy powiedzieć, że znosimy progi ostrożnościowe, ale co z tego wynika, dlaczego ktoś strzela na ulicach Kairu i co się stanie, jeśli Hanna Gronkiewicz-Waltz nie będzie prezydentem Warszawy. W internecie na jednej stronie zobaczymy kilkadziesiąt informacji. Skąd w pierwszej chwili mamy wiedzieć, które z nich są ważne, a które możemy pominąć, bo kompletnie nic z nich nie wynika?

I tu zjawia się Piotr Kraśko, który to powie?

I kilkadziesiąt innych osób. To właśnie jest nasze zobowiązanie wobec widza. Ludzie są zajęci dziećmi, pracą, staniem w kolejce do lekarza – muszą mieć poczucie, że w tym czasie ktoś przez cały dzień obserwuje, co dzieje się w Polsce i na świecie, i wybierze to, co najważniejsze i najciekawsze.

Obejrzałam wczoraj „Wiadomości”: zagazowane dzieci w Syrii, identyfikacja kolejnych ofiar stalinizmu, film o Janie Pawle II i historia chłopca z nadwagą.

Nie zawsze polityka musi być najważniejsza. Zresztą był też materiał o Hannie Gronkiewicz-Waltz. A dziś dwa o wyborach w PO, o tym, czy teraz, kiedy Donald Tusk wygrał i nie musi się zajmować walką o przywództwo, zajmie się sprawami kraju.

O Gowinie też będzie?

Myślałem o tym rano i chyba co innego jest jednak ważniejsze. O tym, czy Gowin zostanie w PO, czy nie, mówiliśmy już dziesiątki razy. I niewiele z tego wynika. Pytanie, co teraz zrobi Donald Tusk. Ma pełną władzę i nad partią, i nad krajem. To jaki ma plan na kolejne dwa lata przed wyborami? Gdzie i on, i my wszyscy mamy być za 24 miesiące?

OK. Wczorajsze były wszystkie na wysokim C, na najwyższych emocjach, zmuszające do wzruszenia. Było widać, że Beata Tadla materiał o Syrii, o zagazowanych dzieciach przeżywa…

Nie jestem najlepszą osobą w redakcji do oceniania drastyczności zdjęć, bo to, co dzieje się w Syrii, widziałem z bliska w Libanie czy Strefie Gazy. Ale po raz pierwszy zobaczyłem zdjęcia, które były tak drastyczne, że części z nich jednak nie pokazaliśmy. Proszę mi wierzyć, że epatowanie okrucieństwem nie jest planem żadnego serwisu.

Przecież pan wie, że okrucieństwo ma oglądalność.

Dla nas musi być ważny każdy widz i ta praca ma sens, jeśli ktoś nasz serwis chce zobaczyć, ale oglądalność nie przesądza o wszystkim. Wojny nie da się pokazać ładnie, a jeśli ktoś to robi, to nie mówi prawdy. Jeśli nie pokażemy, jak wyglądają ludzie po ataku bronią chemiczną, to bezczynność świata w sprawie Syrii też nie będzie robić wrażenia. Jeśli usłyszy pani opowieść lekarza, na którego rękach umarło tam 50 dzieci, to inny wymiar ma opór Chin i Rosji w Radzie Bezpieczeństwa ONZ przeciwko interwencji tam. Byłem kiedyś na Florydzie, w Centrum Dowodzenia Operacjami na Bliskim Wschodzie. Na monitorach można zobaczyć, co się dzieje tysiące kilometrów dalej. Wojskowi uwielbiają określenie „uderzenie z chirurgiczną precyzją”. Na ekranie to nie wygląda groźnie. Rakieta trafi w drugie okno na trzecim piętrze i zabije terrorystę. Tyle że zawali się też dom i zginą wszyscy mieszkańcy. Wojna jest brutalna i nie można udawać, że jest inaczej. Jednak myślenie o tym, że okrucieństwo i krew w telewizji dobrze się sprzedają, jest dość proste, żeby nie powiedzieć prostackie.

To co się dobrze sprzedaje?

Cisza. Podnosi emocje. Cisza była i w materiale o Syrii, i o żołnierzach zamordowanych w latach 40. i 50. Jeśli chcemy skupić uwagę widza, to w materiale musi być cisza. Jest mocniejsza niż strzały. Pamiętam, jak w czasie najdłuższej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski ogromną oglądalność miała transmisja z kaplicy na Wawelu. Trwała 45 minut. Papież klęczał i się modlił. Nie padło żadne słowo. Dziewięć milionów ludzi patrzyło na to non stop.

Modlącego się przez 45 minut Franciszka Polacy by nie wytrzymali.

Pewnie nie. Ale z drugiej strony, nie wydaje się to pani fascynujące, że tylu ludzi patrzyło na modlącego się w ciszy Jana Pawła II?

Co w tym roku było najchętniej oglądane w „Wiadomościach”?

Ogromną widownię miało wydanie robione w rocznicę powstania w getcie warszawskim. Ania Chałas-Michalska szła ulicą Próżną z prof. Szewachem Weissem i on pokazywał, gdzie był krawiec, gdzie szewc, kto gdzie mieszkał. Ponad dziesięć milionów oglądało „Wiadomości” w chwili, gdy na balkonie Bazyliki św. Piotra po raz pierwszy pokazał się Franciszek. Co dla mnie było niesamowite – siedem milionów ludzi zobaczyło wydanie, kiedy karierę kończył Adam Małysz.

A wydanie 10 kwietnia 2010 r.?

Dwa miliony mniej. A proszę pamiętać, że to było 11 godzin po katastrofie smoleńskiej i ta informacja nie miała żadnego podtekstu politycznego. Było to po prostu wielką tragedią, strasznym dramatem. A Małysz to były tylko dobre emocje, choć nie zmieniały niczyjego życia i nie „pchały” Polski do przodu. Ale myślę, że raz na jakiś czas ludzie potrzebują takiego prostego poczucia wspólnoty w jakiejś dobrej sprawie. Dramat czy okrucieństwo wcale nie gwarantuje wielkiej oglądalności.

Skraca pan materiały, udynamicznia?

Wręcz przeciwnie. Jestem za tym, by były dłuższe. Kiedyś materiały trwały minutę i 55 sekund. Istniało przekonanie, że lepiej więcej i krócej, bo to utrzyma uwagę widza. Tyle że nie da się zrobić dobrego materiału, choćby o wyborach w PO, w niecałe dwie minuty.

A w ile się da?

Ten dzisiaj będzie miał pewnie prawie cztery. Nie chodzi o to, że nagrać jednego polityka, drugiego, trzeciego, a potem dziesięć sekund i dwa zdania reportera, bo z tego nic nie wynika. Gdzieś musi być miejsce na to, jaki to będzie miało wpływ na Polskę, co się może zmienić i co z tego wynika.

Politycy mówią, że jest po łebkach…

Tak, że niewystarczająco ich dużo w „Wiadomościach”, że oni tyle robią, a my nic nie pokazujemy. Jedna partia napisała protest, że pomijamy ją, wręcz „szykanujemy”. To był kwiecień, mniej więcej 110. dzień roku. Sprawdziłem – politycy tej partii wypowiadali się w głównym wydaniu w tym czasie 120 razy. Jeśli tak wygląda szykanowanie, to nie jest tak źle. Lider pewnej partii był tak oburzony, że nie zauważyliśmy jednej z jego konferencji prasowych, że na Twitterze napisał pod moim adresem: jeszcze się policzymy. Posłowie przekonują, że praca to dopiero wre w komisjach sejmowych. Więc kiedyś zadałem sobie trud i sprawdziłem, sam chodziłem i prosiłem o to reporterów.

I co?

No nie jest to coś, co widzowie oglądaliby z zapartym tchem. I nie dlatego, że wybitni fachowcy używają skomplikowanych sformułowań. Poziom dyskusji i sporów nie jest, mówiąc łagodnie, obezwładniający. Byłem w Stanach, kiedy wybierano nowego przewodniczącego Sądu Najwyższego, który tak naprawdę decyduje o najważniejszych sprawach w tym kraju. George Robertson, który został wybrany, odpowiadał chyba przez osiem godzin na pytania komisji i to była fascynująca debata, prowadzona wspaniałym literackim językiem, bez demagogii, bez „bójek partyjnych” i awantur. CNN transmitowała całość i oglądało się to wspaniale.

Chce pan powiedzieć, że nasi politycy intelektualnie nie są tak sprawni?

Chcę powiedzieć, że tradycje demokratyczne w Stanach, Anglii czy we Francji są o wiele dłuższa. Oczywiście, że jest paru ludzi w polskim parlamencie, którzy są świetnymi mówcami. Ale to nie jest tak, że polskie media spłycają bardzo mądre debaty naszych polityków. Może ostatnią rozsądną dyskusją była debata Rostowski – Balcerowicz w sprawie OFE. W taki sposób powinniśmy się też spierać o energetykę jądrową czy demografię. To powinny być wielkie, wielomiesięczne dyskusje. Jasne, że wygodnie jest toczyć spór PiS – PO, który jest atrakcyjny dla obu partii. Ale z niego niewiele wynika dla Polski w dłuższej perspektywie. I dla nas, dziennikarzy, najłatwiej jest wysłać kamerę tam, gdzie toczy się spór o katastrofę smoleńską.

Coraz częściej sami dziennikarze mówią o tym, że by robić dobrą robotę, trzeba się opowiedzieć po jednej ze stron. I nie myślę tu o katastrofie smoleńskiej.

Może to naiwnie zabrzmi, ale dziennikarz musi być po stronie widza.

Czyli przeciwko władzy?

Również. Kiedy prowadziłem debaty po filmach o Smoleńsku, zrozumiałem, że muszę powiedzieć, po której stronie jestem.

Nie wierzę w zamach - powiedział pan.

Uważam, że wtedy było to uczciwe i wobec uczestników dyskusji, i wobec widzów.

Pana emocje było widać w debacie „Nasze matki, nasi ojcowie”.

To prawda. Oczywiście, że możemy sobie powiesić na ścianie kartkę z napisem: „będziemy obiektywni i bezstronni”, ale za każdym razem, przy każdym materiale musimy wiedzieć, co to znaczy. Każdy z nas jest odpowiedzialny za każde zdanie, które wypowie. Ale są też sytuacje, kiedy nie można przedstawić wszystkich stron sporu.

Jakie?

Trudno sobie wyobrazić, żeby np. w sprawie Holocaustu przedstawiać racje „obu stron”. Obiektywizm nie polega też na tym, że pokażemy to, co o jakiejś sprawie mówią politycy ze wszystkich stron. Jeśli kiedyś PO była za podatkiem liniowym, a teraz już nie, to trzeba przypomnieć, nawet jeśli zapomni o tym opozycja. Jeśli mówimy o drugim exposé premiera, to przypomnijmy pierwsze i sprawdźmy, w jakich sprawach zmienił zdanie. Robiliśmy ostatnio badanie na temat tego, która partia ma lepszy pomysł na walkę z kryzysem. Wygrało PiS. I to jest ogromne ostrzeżenie dla PO.

Dworska telewizja - to o „Wiadomościach” między innymi?

Myślę, że te czasy minęły. Według badań nasz serwis jest uważany za najbardziej obiektywny i bezstronny. 10 proc. ludzi uważa, że jesteśmy skrzywieni politycznie. Połowa, że w stronę PiS, druga połowa, że w stronę PO. To jest do przyjęcia. Z drugiej strony, każde wydanie „Wiadomości” jest tak dobre, jak najsłabszy jego materiał, a każdy materiał tak dobry, jak najsłabsza jego część.

Słyszę, że ma pan zdania do cytowania.

Pani się śmieje, ale wierzę, że tak jest. Jeśli o 9 rano źle pani założy, co będzie tematem dnia, to może być to błąd, którego nie da się już naprawić. Chciałbym móc powiedzieć mojemu reporterowi: masz dziesięć dni i zrób świetny, wyczerpujący materiał o tym, czy Polska powinna, czy nie powinna wejść do strefy euro.

Niech pan powie.

Nie powiem ani ja, ani pewnie nikt w żadnej innej stacji. Nikt nie ma już takich pieniędzy. W prawie każdej telewizji na świecie reporter robi jeden materiał dziennie. U nas też. I jeśli mnie pani zaraz zapyta o linię polityczną, to jeśli popełniamy błędy, można za to winić tylko nas. Nie ma telefonów ani nacisków.

Nie uważa pan, że średnia wieku pana reporterów jest po prostu za niska?

Z każdym dniem jest coraz wyższa. (śmiech) Wielu ludzi, świetnych reporterów przeszło do naszej konkurencji i miejsca po nich zajęli młodsi ludzie. I uważa, że są z każdym dniem i coraz starsi, i coraz lepsi. Miałem 24 lata, gdy prowadziłem debatę w kampanii prezydenckiej. To była jednak dość nienormalna sytuacja. Byłem na to o 20 lat za młody. Ale wtedy w tym szaleństwie miała być jakaś metoda. Wtedy sama młodość była atutem. Zna się czy nie, ale nie pracował w „dawnym systemie”. Teraz nikt by takiej szansy nie dostał. Średnia wieku u nas to ponad 30 lat. To zbieg okoliczności, ale i ja, i większość wydawców „Wiadomości” mamy równo po 42 lata. Oczywiście, że ktoś z nas pracę straci, ktoś odejdzie, ale większość pewnie zostanie.

Mówi pan, że młodym nie ustąpi?

To oczywiście nie chodzi o mnie, ale o pokolenie. Teraz dwudziestolatkowie będą musieli czekać 20 lat, żeby robić to, co my robiliśmy w ich wieku na początku lat 90. Z drugiej strony, nie wiem, czy za dziesięć lat będę rozumiał telewizję. Już teraz na uczelniach amerykańskich studenci na pierwszym roku uczeni są koncentracji, bo nie są w stanie skupić się dłużej niż 15 minut. U nas już niedługo będzie pewnie podobnie.

A prowadzący, czyli m.in. pan, chodzi po studiu, przechadza się niczym model, patrzy raz do jednej kamery, raz do drugiej, tak żeby się widzowi nie nudziło.

Może panią zaskoczę, ale chcemy to zmienić i zdecydowanie uprościć. Na pewno mniej chodzić.

Ludzie nie oglądają, nie słuchają, tylko patrzą, jak jest ubrana Beata Tadla albo czy Kraśko nadal jest taki szczupły.

To jest efekt uboczny. Trudno coś na to poradzić. Choć wierzę, że np. podejście do „plazmy” z grafiką ma sens, powoduje, że widzowie mogą łatwiej zapamiętać informacje. Sprawy gospodarcze teoretycznie są bezbarwne, więc wymagają wyjątkowej pomysłowości, by wydały się ciekawe. I to od pierwszej sekundy. To trochę tak, jakby złapać widza za ramiona i przytrzymać na chwilę przed telewizorem. Bo w pierwszej chwili, gdy usłyszy „gospodarka”, będzie chciał uciec…

Nie będzie emocji - ucieknie.

Wie pani, codziennie, przy każdym materiale się zastanawiam nad tymi emocjami, o których pani mówi. Są takie dni, gdy mam wrażenie, że nasze materiały są za lekkie. Tyle że program informacyjny układa i jego zespół, i po prostu życie. Są dni, gdy naprawdę nie dzieje się nic przełomowego. Choć zawsze się staramy, żeby codziennie był jakiś temat „ekonomiczny”.

Co dziś?

Dziś o elastycznym czasie pracy. Nam się wydaje, że jesteśmy tacy odkrywczy.

My, dziennikarze?

Tak, że naszego pytania nikt wcześniej nie zadał, a tymczasem dyskusja o telewizji trwa od początku jej istnienia. Są tacy, którzy uważają, że dobra telewizja skończyła się w latach 50., a potem już była i jest tylko płytka i banalna. A ja uważam, że współczesna telewizja potrafi być świetna, choć inna niż kiedyś. Inny jest też odbiorca. Ja ciągle czytam gazety papierowe, a wielu młodych zna już tylko tablet. Kiedyś w średniowieczu potrzebne były witraże, żeby opowiadać o Piśmie św., a teraz są ludzie, którzy czytają tytuł i lead i nie klikają w rozwinięcie artykułu, bo im się nie chce… Ale to nie znaczy, że oni są gorsi niż ci, którzy byli przed nimi. Oni tylko inaczej się komunikują. Boję się, że za dziesięć lat już nic nie będzie takie samo.

Kiedy wchodziła telewizja, mówiono, że kina przestaną istnieć, więc bym nie panikowała.

Jeszcze nie panikuję, ale nie wiem, czy będę rozumiał telewizję w przyszłości. W życiu zrobiłem może z tysiąc wywiadów, z tego może jeden zrobiłbym tak samo. Ludzie chcą być traktowani poważnie, bo jeżeli dla 24 proc. Polaków „Wiadomości” są głównym źródłem informacji o Polsce i świecie, to…

To zobowiązuje.

Jak cholera zobowiązuje.

Jeśli zmieni się władza, to zmieni się też szef „Wiadomości”?

Może tak być.

A jak pan przypuszcza?

Wątpię, by jakiś polityk w Polsce był tak naprawdę zadowolony z jakiegokolwiek programu informacyjnego. Sam miałem w „Wiadomościach” chyba 11 szefów, a nie jestem w nich aż tak długo. To nie jest funkcja, którą ktokolwiek sprawowałby do emerytury. ■

Okładka tygodnika WPROST: 35/2013
Więcej możesz przeczytać w 35/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 1
  • Szymek IP
    .Media podobnie jak politycy, banki, lekarze i sądy są na czarnej liście zaufania publicznego. Już niewielu im nie ufa.

    Spis treści tygodnika Wprost nr 35/2013 (1592)

    • Sienkiewicz, naśladowca Ziobry 25 sie 2013, 20:00 Monopol na przemoc ma państwo, a nie bandyci” – oświadczył po spotkaniu z premierem i ministrem sprawiedliwości minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz. Ku mojemu zaskoczeniu ani premier Donald Tusk, ani minister... 4
    • Syryjskie ofiary hipokryzji 25 sie 2013, 20:00 Atak z użyciem gazów bojowych w Syrii spowodował śmierć 1,3 tys. osób, w tym dzieci. Ta straszna wiadomość obiegła media; przy czym nie do końca wiadomo, kto gazu użył i co, oprócz niewątpliwej tragedii ludzkiej, z tego wynika.... 4
    • Skaner 25 sie 2013, 20:00 Drag queen Putin Prezydent Rosji poszedł na wojnę z homoseksualistami. Przedstawiciele ruchu LGBT nie pozostali mu dłużni. Licznie manifestują swoje niezadowolenie z antygejowskiego restrykcyjnego prawa uchwalonego w Rosji. Demonstracje... 6
    • Wszystkie fronty Tuska 25 sie 2013, 20:00 Koniec wyborów w Platformie nie kończy problemów Donalda Tuska. Premier właśnie zaczyna śmiertelną walkę o kontrolę nad partią z Grzegorzem Schetyną. To niejedyna bitwa. 10
    • Tusk nigdy nie był tak bliski utraty władzy 25 sie 2013, 20:00 Po tych wyborach nic już nie będzie takie jak dawniej – uważa Jarosław Gowin, poseł PO i rywal Tuska w wyborach na szefa partii. 13
    • Za, a nawet przeciw 25 sie 2013, 20:00 Bronisław Komorowski raz po raz wchodzi w spór z rządem, by za chwilę wyciągać rękę do zgody. Meandry te mają mu ułatwić reelekcję w 2015 r. 15
    • Tak dla koalicji z Gowinem 25 sie 2013, 20:00 Jarosław Kaczyński musi zostać premierem, a kandydatem PiS na prezydenta powinien być kto inny – uważa poseł PiS Artur Górski. 18
    • Pięć milionów ciotek przed telewizorem 25 sie 2013, 20:00 Myślenie o tym, że okrucieństwo i krew dobrze się sprzedają w telewizji, jest prostackie - mówi szef „Wiadomości” TVP Piotr Kraśko. 22
    • Dym wokół rakiety 25 sie 2013, 20:00 Chluba polskiej armii, nowoczesne przeciwpancerne pociski Spike są bezużyteczne na polu walki? Broń ma poważny defekt – dowiaduje się „Wprost”. 26
    • Dyskusja słodziutka 25 sie 2013, 20:00 Poseł Artur Starewicz, niekoronowany król prasy polskiej (kierownik Biura Prasowego KC PZPR), zabrał głos na temat tejże prasy w „Nowej Kulturze” (nr 29). Wypowiedź jego zawiera wiele rzeczy słusznych i ciekawych, wobec czego... 28
    • Szantaż po polsku 25 sie 2013, 20:00 Szantażowani na policję zgłaszają się w ostateczności. Kiedy wyobrażają sobie, co się stanie, jeśli groźby się spełnią, wolą zapłacić. Ale spokoju nie da się kupić. 30
    • Pieskie życie schronisk 25 sie 2013, 20:00 Na niekontrolowanych i źle funkcjonujących schroniskach gminy tracą rocznie około 100 mln zł. W zamian mają spokój. A schroniska robią dobry biznes. 34
    • Choroba TV 25 sie 2013, 20:00 Gwiazdy o swoich nowotworach mówią otwarcie. Choroba przeżywana na oczach milionów to misja społeczna czy dźwignia promocji? 38
    • Krzyk rozpaczy 25 sie 2013, 20:00 Publiczność zastąpiła Boga. Bez niej życie gwiazd rozsypałoby się w pył – mówi prof. Zbigniew Mikołejko. 41
    • Szatański katalog 25 sie 2013, 20:00 Egzorcyści straszą diabelskimi grami, muzyką, książką, nawet pilatesem. Czy tego nie wymyślił dla ludzi Bóg? – pytają ci, którzy wolą wierzyć w boską miłość, a nie zemstę. 43
    • Jedyny taki dom 25 sie 2013, 20:00 Fragmenty książki Cezarego Łazarewicza „Sześć pięter luksusu” o Domu Towarowym Braci Jabłkowskich, jednym z najnowocześniejszych w przedwojennej Europie 46
    • Koniec eldorado 25 sie 2013, 20:00 Nawet na najlepszych polskich uczelniach są jeszcze wolne miejsca. Na wiele kierunków zupełnie nie ma chętnych. Mniejsze prywatne szkoły szukają silniejszych partnerów. 50
    • Ślązak, szwab i hadziaj 25 sie 2013, 20:00 Autonomia – jedno słowo, które w Polsce budzi demony. 52
    • Rififi po polsku 25 sie 2013, 20:00 Zrabowali 12,5 mln zł. 20 sierpnia minęło 51 lat od największego napadu na bank w kryminalnej historii Polski. 54
    • Zdrowe i szczęśliwe dziecko w szkole 25 sie 2013, 20:00 Jak przetrwać pierwsze dni i miesiące w szkole radzi psycholog Dorota Kawecka. 60
    • Terrorysta z „Guardiana” 25 sie 2013, 20:00 Do redakcji „Guardiana” wkroczyli agenci służb specjalnych, a partner dziennikarza, który ujawnił przecieki od Snowdena, został zatrzymany. 66
    • Córeczka tatusia 25 sie 2013, 20:00 Skazany za oszustwa podatkowe Silvio Berlusconi szykuje swoją córkę Marinę do przejęcia sterów we włoskiej centroprawicy. 70
    • Wykopani przez fortunę 25 sie 2013, 20:00 Jeżeli Real Madryt da za Garetha Bale’a 110 mln euro, padnie rekord. Ronaldo nie będzie już najdroższym piłkarzem świata. 72
    • Miliard z ogonkiem 25 sie 2013, 20:00 Już co piąte jabłko deserowe na stołach Europejczyków pochodzi z polskiego sadu. Jak to się stało, że z anonimowych wyrobników staliśmy się potęgą? 74
    • Targowisko idei 25 sie 2013, 20:00 O XXIII Forum Ekonomicznym w Krynicy mówi Zygmunt Berdychowski, przewodniczący Rady Programowej. 78
    • Trzecia płeć 25 sie 2013, 20:00 Niemcy wprowadzili Urzędowo trzecią płeć. Dlaczego? Bo między kobietą a mężczyzną jest wiele stanów pośrednich. Ewolucja ceni wielość. 80
    • Wszędzie jestem u siebie 25 sie 2013, 20:00 Film nikogo nie zmienia. Ani na lepsze, ani na gorsze – mówi „Wprost” Borys Lankosz, reżyser kultowego „Rewersu”. Wiosną zaczyna kręcić nowy obraz. 82
    • Królowie lata 25 sie 2013, 20:00 Wakacje zrównały muzycznych weteranów i debiutantów. Każdy może zarobić. Kto rządził na polskiej scenie przez trzy letnie miesiące? 86
    • Film 25 sie 2013, 20:00 Wśród hektarów zboża Ostatni seans filmowy” trwa. Ameryka lubi się pochylać nad swoimi małymi miasteczkami, oglądać w kinie chłopaków, którzy wchodzą w dorosłość wśród pól, i diagnozować powolne odchodzenie dawnego... 88
    • Muzyka 25 sie 2013, 20:00 Więcej szaleństwa MoMo MoMo EMI Jak na razie nic nie zapowiada nieuniknionej z pewnością mody na lata 90. Eighties rządzą niepodzielnie. U nas być może także z powodów historyczno-socjologicznych. Kolejnym przykładem jest projekt MoMo,... 89
    • Książka 25 sie 2013, 20:00 Chłopiec, który nie istniał Dlaczego nie ma kryminałów po hebrajsku? „Bo u nas nie ma takich przestępstw” – mówi uspokajająco policjant Awi Awraham matce, która przyszła na komisariat w Cholon zgłosić, że jej... 89
    • Dodatek - nasz dom 25 sie 2013, 20:00 Wybór okien dachowych W projekcie architektonicznym znajdziemy jedynie informacje o rozmiarze okien i ich usytuowaniu. O ile przy zakupie stolarki pionowej wybór jest prosty, o tyle w przypadku okien dachowych najlepiej dostosować ich rodzaj do... 90
    • Bomba tygodnia 25 sie 2013, 20:00 Golizna na imprezach to już nic nowego. Nową świecką tradycję rozpoczęła Patrycja Wojnarowska, która dała nowe znaczenie słynnemu przysłowiu: „D...ę zedrę, a gwiazdą zostanę”. Na imprezie „Playboya” bowiem... 98

    ZKDP - Nakład kontrolowany