Rififi po polsku

Rififi po polsku

Zrabowali 12,5 mln zł. 20 sierpnia minęło 51 lat od największego napadu na bank w kryminalnej historii Polski.

Tuż po piątej rano sprzątaczka weszła do budynku, w którym w Wołowie na Dolnym Śląsku mieścił się oddział Narodowego Banku Polskiego. Zobaczyła olej rozlany na podłodze. Zaczęła złorzeczyć na strażnika, którego uznała za sprawcę bałaganu. Szybko jednak zrozumiała, że coś jest nie tak. Drzwi otwarte, a wewnątrz nikogo nie ma. Po chwili usłyszała hałasy dochodzące z piwnicy. Tam odnalazła związanego i zakneblowanego strażnika Mariana Stelmarczyka. Próbowała go rozwiązać, ale sznury były tak zaciśnięte, że pokonał je dopiero nóż. – Niech pani biegnie na milicję! To był napad – rozkazał jej Stelmarczyk. Sam wszedł do głównej sali. Drzwi do skarbca były nietknięte. Trochę go to uspokoiło, ale wrócił do piwnicy. W jednym z pomieszczeń natknął się na stertę gruzu i dziurę w stropie. Nie miał wątpliwości, że tą drogą rabusie dobrali się do pieniędzy.

Medialna cisza

Kilka minut później na miejscu zjawiła się milicja. Sprowadzono także pracowników banku. Po otwarciu skarbca okazało się, że zniknęła cała gotówka. 9 mln w nowych banknotach 100- i 500-złotowych oraz ponad 3,5 mln w używanych. Zabrano nawet kilka worków z bilonem. Razem ponad 12,5 mln. Była to wtedy niewyobrażalna fortuna. W 1962 r. średnia pensja wynosiła 1700 zł. W totolotka można było wygrać ledwie kilkadziesiąt tysięcy. Choć zrabowano ogromną sumę, gazety nie pisnęły nawet słowa o napadzie. Mimo to milicja nie dała rady utrzymać tajemnicy. Po kilku dniach w całym kraju mówiono o zrabowanych milionach. W reakcji na pogłoski na pierwszej stronie „Expressu Wieczornego” ukazał się artykuł zatytułowany „1,5 mln dolarów zrabowano z ambulansu na szosie pod Bostonem”. W tekście opisywano mrożący krew w żyłach napad, którego dokonano w biały dzień z użyciem broni automatycznej.

Wołowskie śledztwo przejęli specjaliści z komendy we Wrocławiu. Byli pewni, że mają do czynienia z wyspecjalizowaną grupą przestępczą. Strażnik zeznał, że sterroryzowało go dwóch mężczyzn z bronią. Rozlany olej uniemożliwił użycie psów tropiących. Znaleziono trochę odcisków palców, ale poszukiwania w kartotekach nie przyniosły rezultatu. Jedynym punktem zaczepienia była deska znaleziona w piwnicy i ślady opon przed budynkiem. Wskazywały, że sprawcy odjechali warszawą, żukiem lub nysą. Na ulicy znaleziono też kamień ze świeżą rysą od uderzenia w samochód. Domyślano się, że ślad musiał zostać także na podwoziu pojazdu. W całym kraju milicjanci zaczęli sprawdzać podwozia samochodów, głównie marki Warszawa, bo przyjęto, że takiego auta używali przestępcy.

Najcenniejszym tropem była jednak deska. Pomalowano ją szarą farbą. Odcisnął się na niej ślad samochodowego lewarka typu warsep o dużym udźwigu. Przy jego użyciu wyciśnięto otwór w stropie. Takie podnośniki sprzedawano w państwowej sieci Motozbytu. Najbliższy znajdował się we Wrocławiu. Ale tu trop się urywał, bo pracownicy sklepu wbrew przepisom nie prowadzili ewidencji kupujących. Dopiero kilka tygodni później w rowie przy drodze prowadzącej w kierunku Łodzi przypadkowy przechodzień znalazł lewarek. Wtedy przyjęto, że sprawcy pochodzą z Łodzi i tam kontynuowano poszukiwania.

Śledczy przyglądali się także pracownikom banku. Nie ulegało wątpliwości, że któryś z nich był wspólnikiem włamywaczy. Rabusie znali rozkład pomieszczeń i wiedzieli, w którym sejfie znajduje się gotówka. A co najważniejsze, wiedzieli, w którym miejscu strop jest najsłabszy. Trzy miesiące wcześniej w skarbcu zaciął się zamek i jedyną metodą było otworzenie drzwi od środka. Próby dostania się od góry spełzły na niczym i w rezultacie wybito otwór z dołu, od piwnicy. Został naprawiony, ale beton był w tym miejscu kruchy. Włamywacze wiedzieli także, jak wyłączyć alarm. Przesłuchania i inwigilacja pracowników nie przyniosły rezultatów. Ostatnią szansą stał się sam łup. Aż 9 mln stanowiły zupełnie nowe banknoty. Ich numery zanotowano we wrocławskim oddziale NBP, zanim zostały wysłane do Wołowa. Do wszystkich sklepów w Polsce natychmiast rozesłano listy z numerami serii. Z czasem banknoty zaczęły wypływać w różnych miejscach. Ale to, że pochodzą z kradzieży w Wołowie, ujawniano dopiero w bankowych liczarniach pieniędzy i wciąż nie udawało się załapać osoby puszczającej je w obieg.

Zaufany taksówkarz

Wtedy do akcji włączyła się Służba Bezpieczeństwa. Dzięki sieci tajnych współpracowników rozpuszczono plotkę o szykowanej wymianie pieniędzy. Powodem miała być właśnie kradzież z wołowskiego banku. Oczywiście nie było to prawdą, bo koszt wymiany banknotów byłby wyższy niż to, co ukradziono. Ale podstęp miał skłonić złodziei do szybszego pozbywania się trefnych banknotów. I zadziałał.

W październiku sprzedawczyni sklepu w Kluczborku otrzymała banknot 500-złotowy od klientki kupującej narzutę. Był podniszczony, ale wydał się jej podejrzany. Gdy zaczęła mu się przyglądać, kobieta spanikowała i poprosiła o zwrot, tłumacząc, że jeśli jest fałszywy, to woli stracić, niż mieć kłopoty. Sprzedawczyni uspokoiła ją, że chce go tylko zobaczyć w świetle dziennym i dlatego musi podejść do okna. Szybko zamknęła drzwi i wołając do przechodniów na ulicy, kazała zawiadomić milicję. Zatrzymana kobieta nie chciała ujawnić, skąd ma banknot. Milicjanci jednak nie czekali, kilka godzin później rozpoczęli rewizję w jej mieszkaniu we Wrocławiu. Bez trudu znaleziono kilkaset tysięcy złotych. Wszystkie banknoty miały poszukiwane numery. Natychmiast za kratki trafił także mąż zatrzymanej Mieczysław F., właściciel zakładu naprawy telewizorów w Wołowie. Nie wytrzymał przesłuchania i wsypał wspólników. Taksówkarza Wiktora K., właściciela zakładu rymarskiego Józefa S., ślusarza Jana J., swojego brata Alfreda F. i Mikołaja K. Dla śledczych największym zaskoczeniem był Wiktor K., taksówkarz, który jeździł warszawą. Milicjanci darzyli go pełnym zaufaniem. W czasie śledztwa często korzystali z jego usług, a podczas jazdy swobodnie rozmawiali o postępach sprawy. Tak bardzo mu wierzyli, że nawet nie przyszło im do głowy, by obejrzeć podwozie jego samochodu.

Milion do pieca

Szefem grupy okazał się Mieczysław F. To on wpadł na pomysł napadu, gdy naciskany przez niego dłużnik rozłożył ręce, mówiąc: „Nie oddam, bo nie mam. Przecież banku nie okradnę!”. Jakiś czas później Mieczysław F. wykonywał drobną naprawę w wołowskim banku. Wtedy zobaczył skarbiec. Nie narzekał na brak pieniędzy, ale ten widok zrobił na nim ogromne wrażenie. Swoimi planami podzielił się z Józefem S. i Wiktorem K. Później do spółki wciągnęli ślusarza Jana J., który przygotował narzędzia – raki do rozpruwania kasy. Potrzebni byli jeszcze ludzie spoza Wołowa, których nie rozpozna strażnik. I tak do gangu wciągnięto Alfreda F. i Mikołaja K. Teraz wszyscy siedzieli w areszcie, składając zeznania. Ale żaden nie chciał wskazać ostatniego wspólnika, pracownika banku. Śledczy sami wywnioskowali, że był nim jeden ze skarbników Rudolf D. Podejrzenia wzbudziło jego zachowanie. Gdy gruchnęła wieść o ujęciu sprawców, D. jako jedyny nie cieszył się z ujęcia złodziei. Aresztowano go w miejscowej restauracji. Od razu się przyznał.

Zatrzymani mężczyźni dokładnie opisali przebieg włamania. Do skoku szykowali się kilka miesięcy. I choć wydawało się, że pomyśleli o wszystkim, mało brakowało, by akcja zakończyła się fiaskiem. Rozprucie kasy zajęło o wiele więcej czasu, niż przypuszczali. Z tego powodu niektórym puściły nerwy i chcieli uciekać. Dopiero Mieczysław F. zaprowadził porządek, grożąc „kulą w łeb” każdemu, kto zdezerteruje. Podziałało, ale potem, podczas ucieczki, doszło do kłótni o podział łupu. I znowu Mieczysław F. musiał studzić emocje kompanów. Milicji udało się odzyskać większość skradzionych pieniędzy. Złodzieje sami wskazali miejsca ich ukrycia. Zdążyli wydać zaledwie 150 tys. zł. Kupili za nie złoto i dolary. One także wpadły w ręce śledczych. W odzyskanej kwocie brakowało jednak niemal miliona złotych. Co z nim się stało? Z zeznań Jana J. wynikało, że jego żona spaliła te pieniądze w piecu. Kobieta twierdziła, że zrobił to jej mąż. Małżonkowie wskazywali siebie nawzajem, aż wreszcie oboje oświadczyli, że nie pamiętają, kto wrzucił banknoty do pieca. Nie zgadzała się też brakująca suma. Raz mówiono o milionie, innym razem o 400 tys. zł.

Śledztwo trwało zaledwie miesiąc. 4 grudnia 1962 r. sprawa trafiła na wokandę Sądu Wojewódzkiego we Wrocławiu. Proces odbywał sie w trybie doraźnym, co oznaczało, że oskarżeni nie mogli odwołać się od wyroku. Co gorsza, groziła im kara śmierci. Obrońcy starali się więc wykazać konieczność przeprowadzenia badań psychiatrycznych, co by spowodowało przekazanie sprawy do rozpatrzenia w trybie zwykłym. Sędzia uznał jednak, że nie ma ku temu przesłanek. W czasie śledztwa nikt z oskarżonych nie miał przejawów choroby psychicznej. Co więcej, wszyscy przyznali się do winy i złożyli obszerne wyjaśnienia. Jednak w trakcie kolejnych rozpraw zaczęli odwoływać wcześniejsze zeznania i obwiniać się nawzajem. Wyglądało na to, że to szef grupy Mieczsław F. zmusił ich do udziału w skoku, a oni zgodzili się ze strachu.

Ku chwale MO

Proces szeroko opisywała prasa. Wrocławski dziennik „Słowo Polskie” nazywał oskażonych „gangiem z Wołowa”, „milionerami z Wołowa” lub „złodziejami milionów”. W artykułach drwiąco pisano o „miłosiernych złodziejach”, którzy starali się nie zrobić krzywdy strażnikowi Stelmarczykowi. Dlatego zrezygnowali z siłowego obezwładnienia, a broń użyta podczas napadu nie miała naboi. Jedną z relacji w „Expressie Wieczornym” zatytułowano „Wołowska metoda »rififi«”. Chodziło o francusko-włoski film gangsterski „Rififi” z 1955 r., w którym włamywacze dostali się do sklepu jubilerskiego przez otwór w stropie piwnicy. Co ciekawe, tylko w tym jednym artykule wspomniano o szczegółach skoku. Tylko raz napisano także o sposobie ujęcia sprawców. Pozostałe relacje zawierały same ogólniki.

Wyrok zapadł po zaledwie dziesięciu posiedzeniach sądu. Pięciu głównych oskarżonych: Mieczysława F., Jana J., Józefa S., Wiktora K. i Rudolfa D. skazano na dożywocie. Alfred F. dostał 15, a Mikołaj K. 13 lat więzienia. Ale to był zaledwie początek. W kolejnych procesach na ławie oskarżonych zasiadło ponad 20 osób. Odpowiadali za współudział, pomocnictwo i zatajenie informacji o sprawcach napadu. Jednym z przypadkowych pechowców okazał się Ignacy W., sąsiad Józefa S. Kilka dni po włamaniu zapytał przypadkiem o samochód, który widział w nocy przed jego domem. S. wystraszył się i powiadomił szefa grupy. Razem doszli do wniosku, że pieniądze skutecznie uciszą spostrzegawczego sąsiada. Wręczyli mu 230 tys. zł. Kwota była tak duża, że podziałała, ale mężczyzna mimowolnie stał się przestępcą. Dostał za to kilka lat więzienia.

Peerelowskie władze starały się zwykle, by społeczeństwo szybko zapomniało o głośnych przestępstwach. Wydawało się, że tym razem będzie podobnie, szczególnie po wpadce z taksówkarzem wożącym milicjantów. Stało się jednak inaczej. Już w 1963 r. Komenda Główna zapowiedziała, że powstanie fabularno-dokumentalny film pokazujący napad w Wołowie. Musiało jednak minąć wiele lat, bo „Hazardziści” w reżyserii Mieczysława Waśkowskiego weszli do kin dopiero w 1975 r. Za to już w 1970 r. napad trafił do popularnego komiksu „Kapitan Żbik”. Stał się przykładem skutecznej walki Milicji Obywatelskiej z przestępcami. ■

Okładka tygodnika WPROST: 35/2013
Więcej możesz przeczytać w 35/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 35/2013 (1592)

  • Sienkiewicz, naśladowca Ziobry 25 sie 2013, 20:00 Monopol na przemoc ma państwo, a nie bandyci” – oświadczył po spotkaniu z premierem i ministrem sprawiedliwości minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz. Ku mojemu zaskoczeniu ani premier Donald Tusk, ani minister... 4
  • Syryjskie ofiary hipokryzji 25 sie 2013, 20:00 Atak z użyciem gazów bojowych w Syrii spowodował śmierć 1,3 tys. osób, w tym dzieci. Ta straszna wiadomość obiegła media; przy czym nie do końca wiadomo, kto gazu użył i co, oprócz niewątpliwej tragedii ludzkiej, z tego wynika.... 4
  • Skaner 25 sie 2013, 20:00 Drag queen Putin Prezydent Rosji poszedł na wojnę z homoseksualistami. Przedstawiciele ruchu LGBT nie pozostali mu dłużni. Licznie manifestują swoje niezadowolenie z antygejowskiego restrykcyjnego prawa uchwalonego w Rosji. Demonstracje... 6
  • Wszystkie fronty Tuska 25 sie 2013, 20:00 Koniec wyborów w Platformie nie kończy problemów Donalda Tuska. Premier właśnie zaczyna śmiertelną walkę o kontrolę nad partią z Grzegorzem Schetyną. To niejedyna bitwa. 10
  • Tusk nigdy nie był tak bliski utraty władzy 25 sie 2013, 20:00 Po tych wyborach nic już nie będzie takie jak dawniej – uważa Jarosław Gowin, poseł PO i rywal Tuska w wyborach na szefa partii. 13
  • Za, a nawet przeciw 25 sie 2013, 20:00 Bronisław Komorowski raz po raz wchodzi w spór z rządem, by za chwilę wyciągać rękę do zgody. Meandry te mają mu ułatwić reelekcję w 2015 r. 15
  • Tak dla koalicji z Gowinem 25 sie 2013, 20:00 Jarosław Kaczyński musi zostać premierem, a kandydatem PiS na prezydenta powinien być kto inny – uważa poseł PiS Artur Górski. 18
  • Pięć milionów ciotek przed telewizorem 25 sie 2013, 20:00 Myślenie o tym, że okrucieństwo i krew dobrze się sprzedają w telewizji, jest prostackie - mówi szef „Wiadomości” TVP Piotr Kraśko. 22
  • Dym wokół rakiety 25 sie 2013, 20:00 Chluba polskiej armii, nowoczesne przeciwpancerne pociski Spike są bezużyteczne na polu walki? Broń ma poważny defekt – dowiaduje się „Wprost”. 26
  • Dyskusja słodziutka 25 sie 2013, 20:00 Poseł Artur Starewicz, niekoronowany król prasy polskiej (kierownik Biura Prasowego KC PZPR), zabrał głos na temat tejże prasy w „Nowej Kulturze” (nr 29). Wypowiedź jego zawiera wiele rzeczy słusznych i ciekawych, wobec czego... 28
  • Szantaż po polsku 25 sie 2013, 20:00 Szantażowani na policję zgłaszają się w ostateczności. Kiedy wyobrażają sobie, co się stanie, jeśli groźby się spełnią, wolą zapłacić. Ale spokoju nie da się kupić. 30
  • Pieskie życie schronisk 25 sie 2013, 20:00 Na niekontrolowanych i źle funkcjonujących schroniskach gminy tracą rocznie około 100 mln zł. W zamian mają spokój. A schroniska robią dobry biznes. 34
  • Choroba TV 25 sie 2013, 20:00 Gwiazdy o swoich nowotworach mówią otwarcie. Choroba przeżywana na oczach milionów to misja społeczna czy dźwignia promocji? 38
  • Krzyk rozpaczy 25 sie 2013, 20:00 Publiczność zastąpiła Boga. Bez niej życie gwiazd rozsypałoby się w pył – mówi prof. Zbigniew Mikołejko. 41
  • Szatański katalog 25 sie 2013, 20:00 Egzorcyści straszą diabelskimi grami, muzyką, książką, nawet pilatesem. Czy tego nie wymyślił dla ludzi Bóg? – pytają ci, którzy wolą wierzyć w boską miłość, a nie zemstę. 43
  • Jedyny taki dom 25 sie 2013, 20:00 Fragmenty książki Cezarego Łazarewicza „Sześć pięter luksusu” o Domu Towarowym Braci Jabłkowskich, jednym z najnowocześniejszych w przedwojennej Europie 46
  • Koniec eldorado 25 sie 2013, 20:00 Nawet na najlepszych polskich uczelniach są jeszcze wolne miejsca. Na wiele kierunków zupełnie nie ma chętnych. Mniejsze prywatne szkoły szukają silniejszych partnerów. 50
  • Ślązak, szwab i hadziaj 25 sie 2013, 20:00 Autonomia – jedno słowo, które w Polsce budzi demony. 52
  • Rififi po polsku 25 sie 2013, 20:00 Zrabowali 12,5 mln zł. 20 sierpnia minęło 51 lat od największego napadu na bank w kryminalnej historii Polski. 54
  • Zdrowe i szczęśliwe dziecko w szkole 25 sie 2013, 20:00 Jak przetrwać pierwsze dni i miesiące w szkole radzi psycholog Dorota Kawecka. 60
  • Terrorysta z „Guardiana” 25 sie 2013, 20:00 Do redakcji „Guardiana” wkroczyli agenci służb specjalnych, a partner dziennikarza, który ujawnił przecieki od Snowdena, został zatrzymany. 66
  • Córeczka tatusia 25 sie 2013, 20:00 Skazany za oszustwa podatkowe Silvio Berlusconi szykuje swoją córkę Marinę do przejęcia sterów we włoskiej centroprawicy. 70
  • Wykopani przez fortunę 25 sie 2013, 20:00 Jeżeli Real Madryt da za Garetha Bale’a 110 mln euro, padnie rekord. Ronaldo nie będzie już najdroższym piłkarzem świata. 72
  • Miliard z ogonkiem 25 sie 2013, 20:00 Już co piąte jabłko deserowe na stołach Europejczyków pochodzi z polskiego sadu. Jak to się stało, że z anonimowych wyrobników staliśmy się potęgą? 74
  • Targowisko idei 25 sie 2013, 20:00 O XXIII Forum Ekonomicznym w Krynicy mówi Zygmunt Berdychowski, przewodniczący Rady Programowej. 78
  • Trzecia płeć 25 sie 2013, 20:00 Niemcy wprowadzili Urzędowo trzecią płeć. Dlaczego? Bo między kobietą a mężczyzną jest wiele stanów pośrednich. Ewolucja ceni wielość. 80
  • Wszędzie jestem u siebie 25 sie 2013, 20:00 Film nikogo nie zmienia. Ani na lepsze, ani na gorsze – mówi „Wprost” Borys Lankosz, reżyser kultowego „Rewersu”. Wiosną zaczyna kręcić nowy obraz. 82
  • Królowie lata 25 sie 2013, 20:00 Wakacje zrównały muzycznych weteranów i debiutantów. Każdy może zarobić. Kto rządził na polskiej scenie przez trzy letnie miesiące? 86
  • Film 25 sie 2013, 20:00 Wśród hektarów zboża Ostatni seans filmowy” trwa. Ameryka lubi się pochylać nad swoimi małymi miasteczkami, oglądać w kinie chłopaków, którzy wchodzą w dorosłość wśród pól, i diagnozować powolne odchodzenie dawnego... 88
  • Muzyka 25 sie 2013, 20:00 Więcej szaleństwa MoMo MoMo EMI Jak na razie nic nie zapowiada nieuniknionej z pewnością mody na lata 90. Eighties rządzą niepodzielnie. U nas być może także z powodów historyczno-socjologicznych. Kolejnym przykładem jest projekt MoMo,... 89
  • Książka 25 sie 2013, 20:00 Chłopiec, który nie istniał Dlaczego nie ma kryminałów po hebrajsku? „Bo u nas nie ma takich przestępstw” – mówi uspokajająco policjant Awi Awraham matce, która przyszła na komisariat w Cholon zgłosić, że jej... 89
  • Dodatek - nasz dom 25 sie 2013, 20:00 Wybór okien dachowych W projekcie architektonicznym znajdziemy jedynie informacje o rozmiarze okien i ich usytuowaniu. O ile przy zakupie stolarki pionowej wybór jest prosty, o tyle w przypadku okien dachowych najlepiej dostosować ich rodzaj do... 90
  • Bomba tygodnia 25 sie 2013, 20:00 Golizna na imprezach to już nic nowego. Nową świecką tradycję rozpoczęła Patrycja Wojnarowska, która dała nowe znaczenie słynnemu przysłowiu: „D...ę zedrę, a gwiazdą zostanę”. Na imprezie „Playboya” bowiem... 98

ZKDP - Nakład kontrolowany