Konferansjerzy do wynajęcia

Konferansjerzy do wynajęcia

W telewizji pracują na twarz i nazwisko. Pieniądze zarabiają na eventach. Naprawdę duże pieniądze.

Upadek, obciach i hańba – tak internauci komentują informacje o występach ogólnopolskich gwiazd przed publicznością w małych miejscowościach lub na zamkniętych imprezach firmowych. Czy to rzeczywiście wstyd, że artyści odpowiadają na zapotrzebowanie spragnionych żywej rozrywki Polaków? Chyba nie taki znowu wielki, bo dziś w ten sposób dorabia zdecydowana większość gwiazd. – Dorabia? Jeśli powiedziałbym, że to ich drugie życie, nie byłoby w tym przesady. I to życie tak samo ważne jak to w telewizji, na scenie czy planie filmowym – mówi Michał Marcinkowski z agencji Impresariusz. – Najpopularniejsi występują przynajmniej raz w tygodniu. Zabawny jest zresztą ten ruch konferansjerów i gwiazd jadących na event. Jeśli stanąłby pan w piątek po 17 na lotnisku w dowolnym dużym mieście w Polsce, z samolotu zawsze wyjdą przynajmniej trzy lub cztery znane osoby, które przylatują na weekendowy występ. Sam to wielokrotnie widziałem – opowiada Marcinkowski. Jego zdaniem nie ma czemu się dziwić, skoro dla wielu gwiazd te występy to przynajmniej połowa dochodu. A czasem znacznie więcej. – W telewizji często pracują na swoją twarz i nazwisko, a prawdziwe pieniądze zarabiają gdzie indziej, głównie na zamkniętych imprezach – dodaje Marcinkowski.

Owe prawdziwe pieniądze zwykłego Polaka mogą przyprawić o zawrót głowy. Wprawdzie szeregową gwiazdę do poprowadzenia imprezy można mieć już za niecałe 3 tys. zł, ale najbardziej popularni artyści dostają ponaddziesięciokrotnie więcej. Tyle zdaniem plotkarskich magazynów mogą za poprowadzenie eventu otrzymywać najpopularniejsi, np. Grażyna Torbicka i Maciej Stuhr. Tego ostatniego klienci wręcz uwielbiają. Raz, że wzbudza powszechną sympatię, dwa, ma naturalny luz, dowcip i – jak mówi się w branży – sprawi, że nawet impreza firmy produkującej parówki nabierze sznytu eleganckiej gali.

Tak jest świat urządzony

Najważniejszym atutem artysty do wynajęcia jest jego popularność. – O stawce dla gwiazdy decyduje przede wszystkim jej rozpoznawalność, a dopiero potem umiejętności konferansjerskie. Dlatego od lat ze szczytów nie schodzi cała czołówka TVN, prezenterzy tej stacji są rozchwytywani – mówi Marcinkowski. Jego zdaniem właśnie telewizyjni prezenterzy najlepiej odnajdują się na scenie eventów. – Istnieje przekonanie, że każdy aktor z marszu potrafi poprowadzić imprezę. To bzdura, bo to zupełnie inna para kaloszy niż film czy teatr. Poza tym oni są najmniej elastyczni czasowo, mają próby, występy, zdjęcia i trudno ustalić z nimi grafik. Prezenterzy radzą sobie znacznie lepiej, dlatego też ci najbardziej rozpoznawalni mają najwyższe stawki – opowiada Marcinkowski.

Irek Bieleninik, przez lata gwiazda TVN, dziś żyje już tylko z reklam i konferansjerki. – Do tej pory nie wiem, dlaczego zostałem odsunięty od anteny w TVN – mówi. Jednak narzekać nie zamierza, bo konferansjerka przynosi mu mnóstwo frajdy. I wcale nie najgorsze pieniądze. – Pochodzę z takiego środowiska, że to dla mnie bolesne, jeśli w ciągu kilku godzin mogę zrobić tyle, ile ciężko pracujący ludzie przez kilka miesięcy – mówi. Dodaje, że na płacowej drabince jest raczej na dole. – Wielu znanych prowadziło imprezę razem ze mną. Pracowali mniej, ale zarabiali kilka razy więcej – opowiada Bielenienik. Prezenter i dziennikarz Marcin Prokop wie, że stawki, które otrzymuje za kilka godzin pracy, mogą wzbudzać zawiść. – To z pewnością niesprawiedliwe, że nauczyciel zarabia mniej niż telewizyjny prezenter, a ten z kolei dostaje ułamek tego, co prezes dużego banku. Ale trudno mi przepraszać za to, że świat jest tak urządzony – mówi i dodaje, że prowadzenie imprezy wcale nie jest takie proste, jak może się wydawać. – Do każdej przygotowuję własny scenariusz. Staram się przy tym dowiedzieć jak najwięcej o kliencie, bo dobry konferansjer powinien być trochę psychologiem. Jak wyglądają relacje w firmie? Czy w swojej roli powinienem podkreślać aspekt integracyjny, czy mam do czynienia ze zgraną grupą, którą tylko trzeba rozerwać? Czy prezes jest lubianym równiachą, czy znienawidzonym dupkiem z kompleksami? – mówi Prokop.

Każda impreza to dla prowadzącego zderzenie z emocjami klienta. – Dla niego jest to przecież zwykle najważniejszy wieczór w roku, element budowania prestiżu firmy, więc pojawiają się niepotrzebna drżączka, ciśnienie i nieprzemyślane decyzje. Zamiast oddać reżyserię w ręce zawodowych agencji, klienci często popełniają błąd, próbując samodzielnie sterować sytuacją, co najczęściej źle się kończy. W organizacji imprez, podobnie jak w lotnictwie, kolosalne znaczenie mają pozornie błahe detale, a nie da się ich przewidzieć bez wielu lat doświadczenia w tej materii – opowiada Prokop.

Tylko ja i mikrofon

Standardowy czas występu na scenie nie przekracza raczej pięciu godzin. Ale płaci się nie za godziny, tylko za całodniową wyłączność na gwiazdę. – Bo przecież to nie jest tak, że gwiazda wpadnie na godzinę, pogada coś ze sceny, zainkasuje pieniądze i wróci do domu. Musi przyjść na próbę kilka godzin przed imprezą, przygotować się do niej. Musi zainwestować w strój, fryzurę czy makijaż. W przypadku kobiet najczęściej są to np. bardzo drogie suknie – opowiada Marcinkowski. No i stres. Zdaniem Marcina Prokopa występy przed publicznością są trudniejsze od tych w telewizji. – Proszę mi wierzyć, że większą tremę przeżywam, stając na scenie niż przed kamerą, gdzie mam komfortową świadomość, że nad moim występem czuwa grono profesjonalistów, którzy zrobią wszystko, żebym wypadł jak najlepiej i żeby całość trzymała się zaplanowanego scenariusza. A nawet jeśli coś zacznie się walić, to w każdej chwili można zrobić przerwę i opanować awarię. Na evencie jestem tylko ja i mikrofon, żadnego wsparcia ze sztabu – mówi Prokop.

Bieleninik uważa, że najtrudniej ogarnąć emocje widzów. – Ta praca to jest ciągła adrenalina, ale też zarządzanie emocjami. Pamiętam, jak kiedyś prowadziłem imprezę w Częstochowie, na której miał się pojawić ówczesny prezydent miasta Tadeusz Wrona. Wtedy był wyjątkowo nielubiany. Organizatorzy powiedzieli, że mam poprowadzić imprezę tak, żeby nie został wygwizdany. Ale kiedy tylko wypowiedziałem jego nazwisko, po sekundzie zaczęło się gwizdanie. Szybko powiedziałem więc, że mam świetną wiadomość na temat Włókniarza Częstochowa – klubu, który w tym mieście wszyscy kochają – i gwizdy natychmiast ucichły, a prezydent chwilę później dostał nawet jakieś brawa – opowiada Bieleninik. Prokop dodaje, że tutaj nie da się wszystkiego przewidzieć i do wszystkiego przygotować: – Bycie dobrym w tym zawodzie wymaga wielu lat doświadczenia oraz traktowania każdego zadania bez taryfy ulgowej. Dlatego zdecydowanie protestuję przeciwko nazywaniu zawodowej konferansjerki chałturzeniem. To wcale nie są łatwe pieniądze. Ci, którzy traktują to w ten sposób, bardzo szybko wypadają z rynku. Po dwóch lub trzech położonych imprezach rozchodzi się fama, że z daną osobą nie należy pracować. I po ptakach.

Wódka z panem z telewizji

Irek Bieleninik mówi, że oprócz przygotowania konieczny jest luz. Bez niego jest drętwo, a znanego konferansjera zatrudnia się przecież po to, żeby wszyscy się dobrze bawili. – Przez kilka lat prowadziłem cykl imprez charytatywnych. Któregoś razu miałem inną robotę i zamiast mnie zaproszono wielką gwiazdę telewizji. Miałem dołączyć do niego po 22. Przyjeżdżam na miejsce, a jego nigdzie nie ma. Znalazłem go w malutkim pomieszczeniu dla sprzątaczek przy jakimś smutnym stole. Pytam: „Chłopie, co ty tu robisz, dlaczego nie wyjdziesz do ludzi?”. A on mi na to: „Daj spokój, 200 osób, każdy chce sobie ze mną zrobić zdjęcie, pogadać, zaczepić”. Pomyślałem: „Ale przecież właśnie za to ci płacą. Ludzie kupili bilety, bo chcieli zobaczyć cię z bliska!”.

Bieleninik przyznaje, że sam bardzo lubi kontakt z publicznością. Nie ma imprezy, żeby ktoś do niego nie podszedł i nie poprosił o wspólne zdjęcie. – Dziewięć na dziesięć z tych osób przychodzi z kieliszkiem wódki, tak żeby na zdjęciu wyszło, że piją wódkę z Irkiem Bieleninikiem – mówi. Dodaje, że wcale mu to nie przeszkadza. – To przecież świadczy o bliskości, jaką udało mi się wytworzyć. Dla Polaka poza seksem nie ma przecież nic bliższego niż wspólnie wypita wódka – przekonuje. W branży jest jednak wyjątkiem. Kontaktu z gośćmi, zwłaszcza tymi po alkoholu, większość unika jak ognia. – Czasami nawet zapisujemy w umowie, że po północy konferansjer kończy pracę. Z reguły o tej godzinie jest już nie tylko zbyteczny, ale może nawet zacząć przeszkadzać. Trzeba pamiętać, że te imprezy najczęściej są zakrapiane alkoholem i ich poziom zaczyna się zmieniać. Jeśli znana osoba zaczyna się spoufalać z publicznością, szybko następuje przekroczenie granicy, zwłaszcza gdy pojawia się alkohol. Każdy chce się jak najszybciej zaprzyjaźnić, żeby później powiedzieć u cioci na imieninach, że pił wódkę z panem z telewizji – opowiada Marcinkowski.

Nie jestem kurtyzaną

Marcin Prokop przyznaje, że ma komfort wyboru, co pozwala mu odrzucać zbyt ryzykowne zaproszenia. – W skali miesiąca otrzymuję nawet kilkadziesiąt propozycji, wybieram kilka. Przede wszystkim te, przy okazji których nie tylko zarobię, lecz również czegoś się nauczę i sam będę się dobrze bawił. Nie biorę imprez, które kłóciłyby się z moim poczuciem dobrego smaku, wymagały przebrania się za pluszowego pingwina albo groziły ryzykiem użerania się z pijaną publiką. Nie podejmuję się realizacji imprez, których organizatorzy już na dzień dobry wykazują brak zrozumienia dla roli prowadzącego, traktując go na równi z białym misiem na Krupówkach. Według ich doktryny „zapłaciliśmy, więc wymagamy” konferansjer ma nie tylko poprowadzić, ale i zaśpiewać, zatańczyć, opowiedzieć dowcip do kotleta, zrobić sobie grzecznie zdjęcia z wszystkimi chętnymi, dosiadać się do ich stolików, napić wspólnie wódki oraz nagrać na komórkę wideo pozdrowienia dla dzieci prezesa. Mogę to zrobić z własnej woli, jeśli będę miał nastrój i ochotę, ale gdyby ktoś chciał wpisać to jako obowiązkowy punkt do scenariusza, wówczas odsyłam pod inny adres. Na prowadzonych przez siebie imprezach chcę czuć się mile widzianym gościem, a nie kurtyzaną – mówi Prokop.

Przyznaje, że lubi tę pracę, bo eventy nie tylko zasilają jego fundusz emerytalny, lecz także są poligonem, na którym można szlifować różne rozwiązania. Poza tym zawsze może się wydarzyć coś niespodziewanego. – Kilka takich historii będzie można przeczytać za kilka tygodni w książce „Wszystko w porządku”, którą napisałem wspólnie z Szymonem Hołownią. Będzie tam między innymi opowieść o tym, dlaczego pewna impreza zakończyła się paroma otwartymi złamaniami i wizytą policji, oraz historia eventu, na który nikt nie przyszedł, mimo że wydano na niego kilkaset tysięcy złotych. Ja naprawdę to lubię. Odczuwam dumę i satysfakcję, kiedy impreza się uda. Uwielbiam energetyczne przeloty, jakie zdarzają się w relacji z fajną publicznością – mówi. Narzeka, że niestety nie ma żadnego scenicznego talentu poza umiejętnością gadania. Tylko w ten sposób może choćby przez chwilę poczuć się trochę jak aktor na scenie. ■

Okładka tygodnika WPROST: 36/2013
Więcej możesz przeczytać w 36/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 36/2013 (1593)

  • Władza pochodzi od Boga 1 wrz 2013, 20:00 Wcześniej czy później przychodzi w życiu polityka chwila, gdy zaczyna podejrzewać, że jego władza musi pochodzić bezpośrednio od Pana Boga. Mamy cały poczet premierów i prezydentów, którym się tak zdawało. Począwszy od prezydenta... 6
  • Kolejka do lekarza, czyli jak kupić ferrari 1 wrz 2013, 20:00 Fundacja Watch Health Care sprawdziła, jak się wydłużają w Polsce kolejki do lekarza. „Czas oczekiwania na leczenie w ramach NFZ wydłużył się do trzech miesięcy. Na początku roku wynosił 2,5 miesiąca” – piszą. To... 6
  • Spojrzeć w oczy talibowi 1 wrz 2013, 20:00 Noc, Afganistan, Ghazni. Komandosi z Lublińca zaczynają obławę na talibów. W grupie jest chorąży Mirosław Łucki, który kilka dni później zginie. To jemu dedykuję swój fotoreportaż. 8
  • Skaner 1 wrz 2013, 20:00 Z nadzieją na Davisa Po raz pierwszy w historii polscy tenisiści powalczą w barażach o awans do Grupy Światowej Pucharu Davisa. Czy pokonają reprezentację Australii? To możliwe. Drużynę w końcu mamy silną jak nigdy dotąd. Mecze Polska... 14
  • Aleja Zasłużonych Kanalii 1 wrz 2013, 20:00 Zaproszono mnie do telewizji. Wyjątkowo nie w związku z in vitro – od 15 lat jestem dyżurnym gościem wszystkich polskich stacji telewizyjnych z tematu „zapłodnienie pozaustrojowe” i półki „nieksiądz” –... 16
  • Upadek Ryszarda Wielkiego 1 wrz 2013, 20:00 Kiedyś liczyli się z nim prezydenci i premierzy, dziś Ryszard Krauze jest zadłużony po uszy. Jak upada miliarder? Po cichu, w samotności. 18
  • Gowin zawisł 1 wrz 2013, 20:00 Spektakl „pożegnanie Platformy z Gowinem” zbliża się do sceny finałowej. Co potem? Na nową formację Jarosława Gowina w PO wielu chętnych nie ma. Zwłaszcza że Tusk straszy wcześniejszymi wyborami. 24
  • Jak ustawić wielki przetarg 1 wrz 2013, 20:00 Ministerstwo Środowiska zawiadamia ABW i unieważnia podejrzany konkurs na organizację szczytu klimatycznego. 28
  • Widzę ciemność 1 wrz 2013, 20:00 Coś dramatycznego stało się z elitami władzy - mówi prof. Paweł Śpiewak. 35
  • Sejmowa tabletomania 1 wrz 2013, 20:00 Kancelaria Sejmu zakupiła w Biedronce dwadzieścia minitabletów po 200 zł za sztukę. Po co? Do głosowania – dla tych posłów, którzy zapomną swojego służbowego iPada. 38
  • Badyl bez oliwy 1 wrz 2013, 20:00 Janusz Palikot zakłada kolejną maskę. Tym razem pod krawatem. Ma być poważnie, bez happeningów, a nawet nazwiska lidera. Czy ktoś jeszcze uwierzy w nową partię? 42
  • Belfer klasy deluxe 1 wrz 2013, 20:00 Zarabiają nawet po 10 tys. zł miesięcznie. Nauczą dziecko mandaryńskiego, jedzenia pałeczkami i tańców latynoamerykańskich. Guwernantki wracają do łask. 47
  • Wojna o kościół 1 wrz 2013, 20:00 Kuria zabiera ks. Jackowi Stasiakowi prawo do odprawiania mszy i grozi zesłaniem do stanu świeckiego. Ksiądz Jacek Stasiak mówi, że to prawo rodem ze średniowiecza, i zamierza podać arcybiskupa do sądu. 50
  • Kobieta? Tak. Matka? Niekoniecznie 1 wrz 2013, 20:00 Ponad jedna czwarta Polek nie odczuwa potrzeby posiadania potomstwa. I straszenie katastrofą demograficzną nic na to nie pomoże. 54
  • Zabij się dla sławy 1 wrz 2013, 20:00 Mają cel: zdobyć sławę. Siedzą na portalu Ask.fm i marzą o niej. Liczą lajki, od których bycie „fejmem” zależy. Cena tej sławy niektórych kosztowała życie. 58
  • Konferansjerzy do wynajęcia 1 wrz 2013, 20:00 W telewizji pracują na twarz i nazwisko. Pieniądze zarabiają na eventach. Naprawdę duże pieniądze. 62
  • Zabójstwo w wagonie 1 wrz 2013, 20:00 Dziewiętnastolatek pomieszał świat wirtualny z rzeczywistym: to tkwiący w nim Joker z filmów o Batmanie kazał mu zabić. 68
  • Okrutna alternatywa 1 wrz 2013, 20:00 Waszyngton prze ku interwencji militarnej w Syrii, nie ma jednak pomysłu na to, co chce osiągnąć. Ale nawet obalenie reżimu al-Asada nie przesądzi o końcu krwawej wojny. 72
  • Pani kanclerz 1 wrz 2013, 20:00 Na pytanie, czy lubi sprawować rządy, Angela Merkel odpowiada: „To należy do moich obowiązków”. 76
  • Miliard dla Rostowskiego 1 wrz 2013, 20:00 Prywatyzacja za wszelką cenę? Nie. Spółki Skarbu Państwa są po to, by przysparzać dochodu państwu – mówi Włodzimierz Karpiński, minister Skarbu Państwa. 78
  • Ryzykanci 1 wrz 2013, 20:00 Kiedy wreszcie rozluźnią krawat i zdejmą garnitur, za łyk adrenaliny gotowi są igrać z losem. 81
  • Popędzi czy nie 1 wrz 2013, 20:00 Mija 20 lat, od kiedy polscy kolejarze zaczęli myśleć o kolejach dużych prędkości. Dziś mogliby kupić pociągi taniej i w kraju, dając pracę setkom robotników. 84
  • Fałszerze pamięci 1 wrz 2013, 20:00 Pamięć to obrazy, emocje i dźwięki. Można nimi manipulować. Masz wspomnienie z dzieciństwa, które z chęcią zmienisz lub skasujesz? 86
  • Popkulturowy kryzys zaufania 1 wrz 2013, 20:00 Amerykańskie seriale z ostatnich lat tworzą wizję świata, w którym nie sposób komukolwiek wierzyć. 88
  • Diabelska muzyka 1 wrz 2013, 20:00 Andrzej Czajkowski to twórca w Polsce niedoceniony. Jego opera „Kupiec wenecki” zrobiła niedawno furorę w austriackiej Bregencji. 90
  • W imieniu 99 procent 1 wrz 2013, 20:00 Kultura popularna podąża za swoim odbiorcą. Dzisiaj jest on rozgoryczony i zawiedziony rzeczywistością. Stąd takie filmy jak „Paranoja”. 93
  • Muzyka 1 wrz 2013, 20:00 Socjologia serca Archy Marshall ma teraz 19 lat, ale mogliście o nim słyszeć już trzy lata temu. Występował wtedy jako Zoo Kid. Singiel „Out Getting Ribs”, który wydał w kwietniu 2010 r., był zaskakująco dobry. Wszyscy... 94
  • Kino 1 wrz 2013, 20:00 Przez granicę „Polski film” to obraz skrajnie… czeski. Czterech aktorów znad Wełtawy kręci u nas tytułowe dzieło. Marek Najbrt portretuje swoje rodzime gwiazdy jako grupę artystów nieudacznych i niespełnionych, pokazuje... 94
  • Książka 1 wrz 2013, 20:00 Wszystko przez ten klimat Nie ma co się łudzić – zima nadejdzie. Pierwsze tygodnie września to być może ostatni moment, by przeczytać „Zimny wiatr” Arnaldura Indridasona na spokojnie, grzejąc się w cieple odchodzącego... 95
  • Groźny cholesterol 1 wrz 2013, 20:00 Właściwe proporcje „złego” i „dobrego” cholesterolu, a także jego stężenie we krwi, wpływa nie tylko na nasze zdrowie, ale i długość życia. 96
  • Bomba tygodnia 1 wrz 2013, 20:00 Rozwodowe gry i zabawy Piotr Kupicha po ośmiu latach małżeństwa rozstał się z żoną. Wzorowy związek nie przetrwał próby czasu. Na stronie muzyka pojawił się lakoniczny komunikat zamykający usta plotkarzom i zabierający robotę... 98

ZKDP - Nakład kontrolowany