To była podłość

To była podłość

Bezpodstawne oskarżenie mnie w 1995 r. o szpiegostwo na rzecz Rosji było największą aferą III RP. To, że nikt tego nie przypłacił więzieniem, kompromituje Polskę – mówi „Wprost” Józef Oleksy.

Słyszeliśmy, że gdy przeczytał pan wywiad z Andrzejem Milczanowskim o kulisach sprawy Olina, to bardzo się pan zdenerwował. Dlaczego?

Nie denerwuję się, ale dziwi mnie powracanie do sprawy bez żadnej okazji. Poza tym nie ma żadnego wyjaśniania „kulisów sprawy”, lecz jedynie udostępnianie łam „Wprost”, by sprawca zamachu stanu z 1995 r. mógł opowiadać o swoich „zasługach” i usprawiedliwiać draństwo, które uczynił mnie i Polsce. Prawda do dziś nie została wyjaśniona, a sprawcy są nie tylko nieukarani, ale także kompletnie bezkrytyczni wobec siebie. Świat polityki i media pozamiatały wszystko pod dywan.

A jaka jest prawda?

To była największa afera Polski demokratycznej, a ja znalazłem się w jej centrum. Wywołał ją facet z grupą oficerów dawnej komunistycznej bezpieki: Marianem Zacharskim, Bogdanem Liberą, Henrykiem Jasikiem i Wiktorem Fonfarą. Działali na usługach Wałęsy i Bóg wie jakich wywiadów.

Jednak w sierpniu 1995 r. przyszli do ministra Milczanowskiego oficerowie UOP i poinformowali, że jest pan rosyjskim szpiegiem. Co miał zrobić?

Nie wiem, skąd macie takie informacje. Nie mieli żadnych dowodów, poza spreparowanymi podejrzeniami, których nawet nie potrafili profesjonalnie przygotować. Zaślepiała ich polityczna wola wywołania skandalu, by ułatwić ponowny wybór Wałęsy na prezydenta. Naiwnością jest sadzić, że „szlachetny” minister Milczanowski, będąc „państwowcem”, podjął się wtedy przeprowadzenia tych akcji przeciwko mnie. Trzeba znać tło całej sprawy. Nie zamierzam w tej rozmowie wchodzić w szczegóły, bo wszystko jest w kilkudziesięciu tomach spraw sądowych. Ani dziennikarze (śledczy!?), ani sądy, ani świat polityki nie podjęli się gruntownego dociekania istoty i przebiegu sprawy. Nad wszystkim była atmosfera walki politycznej. Dziś Milczanowski kłamie, jak wtedy, udając legalistę, który nie miał wyjścia i mimo braku dowodów musiał ulec i „bronić Ojczyzny”. Pomysł rozwalenia całego obozu lewicy w Polsce dotyczył nas trzech: Kwaśniewski, Oleksy, Miller.

Olin, Minin i Kat?


Byliśmy prominentnymi ludźmi lewicy. To wystarczyło. Nawet ich rozumiem. Tyle lat walczyli o władzę, a gdy ją zdobyli, zaraz wszystko stracili. Po trzech latach mieli do czynienia z postkomunistycznym marszałkiem Sejmu, potem z postkomunistycznym premierem i była groźba, że prezydent też będzie od nas.

Wybór padł na pana?

Postawili na mnie. Przeszarżowali. Oparli się na podrzuconej przez Rosjan tzw. notatce Pianina. I na tej notatce, na dodatek źle przetłumaczonej, oparli swoje dalsze działania. W notatce jest np. informacja, że Olin, który pracuje dla Rosjan, jest członkiem Biura Politycznego KC PZPR. A ja nawet nie byłem zastępcą członka KC.

Była jeszcze pana znajomość z Ałganowem.

Co to za sensacja? W PRL znajomość ludzi z KC z dyplomatami ZSRR nie była czymś nadzwyczajnym. Ałganow znał wielu ludzi w Warszawie i uczestniczył w różnych formach życia towarzyskiego. To było wtedy zwykle życie polityczne. Kwaśniewski i Miller poznali mnie z Ałganowem. I nagle moja znajomość stała się punktem wyjścia do gry. Milczanowski kłamał, oskarżając o współpracę do ostatniej chwili, czyli do 1995 r. Ałganow wyjechał z Polski w 1991 r. Większość tej znajomości to okres PRL.

Gdy był pan jeszcze marszałkiem Sejmu, ostrzegł pana przed Ałganowem szef UOP Gromosław Czempiński.

On mnie tylko uprzedził telefonicznie, chyba tylko po to, żeby mieli odfajkowane, że kontrwywiad zadziałał. Nie podjęli jednak żadnej ochrony kontrwywiadowczej. Zresztą pochwaliłem go. Ironią jest, że ostrzeżenie miało miejsce w 1994 r. A moja znajomość zakończyła się w 1992 r. i nikogo to nie dziwi. Draństwo Milczanowskiego polega na twierdzeniu, że do ostatniej chwili kontaktowałem się z Ałganowem. Stworzył wrażenie, że nie bacząc na ostrzeżenia, utrzymywałem z nim kontakty. Po jego wyjeździe z Polski w 1991 r. widziałem go tylko raz. A wokół tej sprawy gra na dobre rozpoczyna się w czerwcu 1995 r., gdy grupa skupiona wokół Milczanowskiego próbuje rozmawiać z Aleksandrem Kwaśniewskim.

To coś nowego…

Ten fakt nie był dotychczas ujawniony. Przyszli do Kwaśniewskiego i namawiali, żeby nie startował na prezydenta i bym to ja, jak mówili, wybitna postać lewicy, został kandydatem SLD. Łatwo by było mnie wtedy pogrążyć. Już szykowali na mnie papiery.

Proszę jednak się postawić w sytuacji ministra, do którego przychodzi funkcjonariusz z informacją, że premier państwa jest szpiegiem innego państwa. Zbagatelizowałby pan coś takiego?

Staracie się wybielić Milczanowskiego, jakoby działał w stanie wyższej konieczności. Otrzymywane od oficerów sygnały to jeszcze żaden powód do publicznej afery. Nie mnie uczyć warsztatu wywiadowczego zdolnych oficerów PRL.

Czy mieli tego nie sprawdzać?

Oczywiście powinni to zbadać. Ale gruntownie – nie pod z góry założony cel polityczny.

Milczanowski miał przyjść do pana i poinformować, że sprawdzają, czy jest pan rosyjskim szpiegiem?

Prawo mówi wyraźnie – natychmiast powiadomić szefa rządu. I nie mówi, że z wyjątkiem sytuacji, gdy rzecz dotyczy jego samego. Jakim prawem Milczanowski wprowadził do sprawy ministra Władysława Bartoszewskiego, a nie poinformował premiera? Nie wolno było dowolnie interpretować prawa. Zresztą w całej sprawie widać, jak Milczanowski przyznawał sobie prawo decydowania, jakie prawo go nie obowiązuje. Jakim np. prawem zwołał on tajne, antykonstytucyjne posiedzenie u Wałęsy szefów różnych państwowych instytucji, gdzie oskarżał urzędującego premiera bez jego obecności.

Podejrzewał pan wtedy, że coś się wokół pana dzieje?

Nie. Docierały do mnie jakieś informacje, że coś się kręci na najwyższych szczeblach władzy. Żadnych szczegółów nie znałem. Wezwałem więc Czempińskiego i proszę go o informacje. A on, że nic nie powie, bo ma zakaz od ministra spraw wewnętrznych. Szef UOP mówi szefowi rządu, że nic mu nie powie.Czy panowie mogą to sobie wyobrazić?

Trzeba było wezwać do siebie ministra i go o to zapytać.

Natychmiast to zrobiłem. Był akurat w ambasadzie amerykańskiej. Przyjechał z rybią twarzą. Na moje pytanie odpowiedział krótko: „Nie potwierdzam, nie zaprzeczam i proszę nie wyciągać żadnych wniosków”. On jest jak Sfinks. Miał zakodowane posłannictwo, którego słuszność tylko on oceniał. Dlatego go w służbach lubili.

Był lojalny przede wszystkim wobec Lecha Wałęsy. To było już po tym, jak złożył rezygnację z funkcji ministra. Po porażce Wałęsy w wyborach.

Powinienem był go natychmiast odwołać, ale Wałęsa i tak by musiał to podpisać. A wiadomo było, że chce go zostawić do końca swojego urzędowania, czyli do 22 grudnia 1995. Dla mnie już nie istniał jako minister. Wałęsa wtedy ogłaszał zagrożenie bezpieczeństwa państwa, więc ja na piśmie zażądałem zwołania Komitetu Obrony Kraju. Był wtedy taki konstytucyjny organ. Wałęsa odmówił. Zwołałem więc posiedzenie Rady Ministrów 20 grudnia 1995 r., dzień przed pamiętnym posiedzeniem Sejmu. Kolejnym draństwem Milczanowskiego było to, że na tym utajnionym posiedzeniu Rady Ministrów odmówił informacji, którą dzień później przedstawił w Sejmie. A wtedy miał już wszystko gotowe. Swoją drogą nie pojmuję, jak Prezydium Sejmu mogło dopuścić do takiej sesji bez utajnienia obrad. Jak Milczanowski mógł nie uprzedzić Prezydium, że będzie mówił o sprawach najwyższej rangi, nieudowodnionych, ledwie skierowanych do prokuratury. Chodziło właśnie o publiczny spektakl, a nie o prawdę.

Na posiedzeniu rządu nic z tego nie powiedział?

Powiedział tylko ogólnie, że w Sejmie będzie mówił o zagrożeniu bezpieczeństwa państwa i podejrzeniach z tym związanych. A chcieliśmy, by Radę Ministrów poinformował, o co chodzi. I wtedy dobrze zachował się minister kultury Kazimierz Dejmek, który ostro i krytycznie ocenił zachowanie Milczanowskiego i Wałęsy.

Pan przecież już wiedział, o co chodzi, od prezydenta elekta Aleksandra Kwaśniewskiego.

Wcześniej w grudniu zadzwonił Kwaśniewski, zaprosił mnie na Foksal, gdzie była jego tymczasowa siedziba prezydenta elekta. Dał mi przeczytać to, co mu przynieśli Milczanowski z Bartoszewskim. Osłupiałem. Nie mogłem uwierzyć, że to może o mnie chodzić. Kwaśniewski powiedział, że odchodząc, Milczanowski z Bartoszewskim postawili warunek: sprawy nie będzie, jak Oleksy złoży dymisję i odda mandat poselski. Dali Kwaśniewskiemu tydzień na odpowiedź. To był szantaż i groźba karalna. Żałosna jest w tym nadal rola Bartoszewskiego.

Kwaśniewski namawiał pana do dymisji?

Powiedziałem mu od razu: „Chyba nie oczekujesz, że złożę dymisję?”. Bo dopiero wtedy potwierdziłbym zasadność zarzutów. Jakkolwiek by bolało, musiałem to wytrzymać. Niemniej prosiłem o radę, ale jej nie otrzymałem. Namawiał mnie tylko na urlop.

Musiał się pan spodziewać wybuchu…

Wydawało mi się to nieprawdopodobne, bo dopiero przygotowywali wystąpienie do prokuratury wojskowej. Wniosek do prokuratury rozumiem, chociaż był kompletnie nieudokumentowany, ale ten spektakl w Sejmie był niedopuszczalny. Wystąpienie Milczanowskiego było skandaliczne, było wywołaniem wielkiej afery na pół Europy. Bez dowodów, bez żadnych wyjaśnień w otoczce walki politycznej. On nie informował Sejmu o wniosku z podejrzeniem. On kategorycznie oskarżał. Bezpodstawnie! I dziś nadal śmie mówić, że zrobiłby to samo i nikt nie reaguje. A co on ogłasza? Ano mówi: dziś też nie mając dowodów, poleciałby do telewizji i w „trosce o państwo” oskarżałby o największą zbrodnię. Śmieszne? Nie. Straszne.

Jeśli wierzył, że coś w tych podejrzeniach może być na rzeczy, a z drugiej strony wiedział, że nie ma dowodów procesowych, takie rozegranie sprawy było optymalne. Chodziło o to, by nikt nie zamiótł sprawy pod dywan – co mogło być możliwe, gdy zajmowała się nią tylko prokuratura.

Śmieszne jest uznawanie postępowania Milczanowskiego za optymalne. To nie była sprawa kradzieży roweru, tylko najcięższego oskarżenia i obalenia rządu. Tu należało mieć nie sto, ale 200 proc. dowodów. Nie miał prawa tak rozumować. Musiał przestrzegać prawa i procedur. Postanowił zgłosić do prokuratury – proszę bardzo. Postanowił poinformować prezydenta – jego prawo. I koniec. Ten spektakl w Sejmie dowodził gry politycznej.

Co się działo z panem po tym wystąpieniu?

Musiałem sam wystąpić. To było dla mnie największą traumą. Bo nie wiedząc, co powie, wysłuchawszy go, musiałem iść i odpowiedzieć. I postarałem się to zrobić poważnie, jak na skalę jego zarzutów, sformułowanych w dodatku na otwartej sali, wobec mediów, dyplomatów...

Gazety pisały o panu jako o szpiegu. Czy pan mógł w ogóle dalej funkcjonować jako premier?

Media gremialnie stanęły po stronie oskarżycieli. Nikt nie zadawał pytań o dowody, nie dociekał prawdy. Media kompletnie nie zdały egzaminu z demokracji. Uważam jednak oczywiście, że dymisję należało złożyć. Nie od razu i nie na rozkaz. Dlatego złożyłem ją pod koniec stycznia 1996 r. Zrobiłem to zresztą, wpadłszy we własną zasadzkę. W swoim poczuciu prawdy i prostolinijności ogłosiłem, że podam rząd do dymisji, jeśli prokuratura rozpocznie śledztwo. I w dniu, w którym prokuratura rozpoczęła śledztwo, złożyłem rezygnację. Dodajmy: to nie było nigdy śledztwo przeciwko mnie, lecz w sprawie. I werdykt był stanowczy: umorzenie z braku jakichkolwiek znamion czynu niedozwolonego. Do dziś niektórzy nieuczciwi dziennikarze i agencje piszą: „...z powodu braku wystarczających dowodów winy”. Można i tak.

Ktoś pana przymuszał do dymisji?

Adam Michnik i „Gazeta Wyborcza”. To byli główni orędownicy. Michnik trzy lata później przepraszał mnie za to w Pałacu Prezydenckim. „Ja cię bardzo przepraszam za to, co wtedy pisaliśmy o tobie” – mówił Adam. Odpowiedziałem: „W takim razie napisz to grubymi literami na pierwszej stronie”. On na to: „No nie, tyle czasu minęło, daj spokój...”.

Już po swojej dymisji rozmawiał pan o całej sprawie z Jewgienijem Primakowem, szefem rosyjskiej dyplomacji, a wcześniej szefem rosyjskiego wywiadu. O czym rozmawialiście?

To była prośba Primakowa, który przyjechał do Polski z oficjalną wizytą. Miałem spotkać się w saloniku w ambasadzie rosyjskiej. Byłem na nich bardzo zły i powiedziałem, że w żadnym saloniku nie będę się spotykał. Że owszem, mogę przyjechać i gdzieś w kącie w dużej sali, na oczach wszystkich, mogę odbyć z nim rozmowę. Powiedziałem też, że będzie mi towarzyszyć minister spraw zagranicznych. Rosjanie się zgodzili na to.

Po co Primakow chciał się z panem spotkać?

Nie powiem. Nie mogę. I nie chcę. Mieli dobrą intencję przekazania, że nie mają z tym nic wspólnego.

Uważa pan, że całą sprawę rozegrali Rosjanie?

Sprawę rozegrali polscy spiskowcy z Wałęsą na czele. Nie ma się co dziwić, że Rosja, przeciwna wtedy wejściu Polski do NATO, nie była obojętna na polską głupotę. Zacharski po nieudanym werbunku Ałganowa na Majorce kontynuował jakby nigdy nic werbunek innego dyplomaty rosyjskiego, Grigorija Jakimiszyna. A w tym momencie Moskwa i tak musiała wiedzieć, co szykują w Warszawie. Należało przerwać akcję, zamiast podawać na tacy świetną okazję do ośmieszenia polskich służb. Tym bardziej że w Stanach też była wtedy rozbieżność, czy nas do NATO szybko przyjmować. Cała historia pokazywała tymczasem, że nie należy się spieszyć, bo Rosja ma na najwyższych szczeblach w Polsce wpływy. Przecież Jakimiszyn dziś mieszka w Moskwie i ma się dobrze. A to jest elementarz pracy wywiadowczej – odróżnienie tego, co celowo podrzuca pijany Rosjanin, od prawdy. Tymczasem cała sprawa była rozegrana po sztubacku.

Praźródło całej afery było pana zdaniem w Rosji czy tu?

Źródło było w kraju. Moim zdaniem Rosjanie podłączyli się po sztubackim okresie montowania sprawy przez ludzi Milczanowskiego. Bo pierwszym planem było jednak umocnienie Wałęsy i zapewnienie mu drugiej kadencji. Nikt zresztą do dziś nie zajął się analizą udziału obcych wywiadów w obalaniu polskiego rządu. Robi się z ludzi idiotów, zakładając, że obce wywiady nie interesowały się tym, co się dzieje w dużym kraju Europy Środkowej.

To dlaczego nie wykorzystali sprawy Olina w kampanii prezydenckiej?

Bo byli pewni zwycięstwa. Byłem świadkiem ich rozmów w pałacu w Otwocku, gdy Czempiński, Wilecki i Milczanowski zapewniali Wałęsę, że ma 10-proc. przewagę nad Kwaśniewskim. W razie wygranej Wałęsy i tak przeprowadzono by rozprawę z lewicą. Wtedy nigdy nie powstałyby biała księga ani raport z kontroli wewnętrznej UOP, który ukazał przerażający stan niekompetencji operacyjnej w służbach.

Uważa pan, że była to od początku gra polityczna. Czy jednak Milczanowski mógł mieć na uwadze interes państwa? Mógł wierzyć, że coś może być na rzeczy z oskarżeniami wobec pana.

Te pytania świadczą o uporczywym usprawiedliwianiu Milczanowskiego i jego grupy. Pytam, za co Libera, Zacharski, Jasik i Fonfara zostali generałami tydzień po wybuchu afery? Za jej wywołanie, a nie wyjaśnienie. Te ich lampasy generalskie to haniebny dowód na wykonanie zadania. Co innego wyjaśniać podejrzenia w trybie przewidzianym prawem, a co innego organizować publiczny spektakl z rzekomej troski, by nie ukryto sprawy. Nigdy nie twierdziłem, że Milczanowski nie powinien reagować na podpowiadane mu sekretne podejrzenia służb. Jednak nie wolno mu było występować w roli jedynego sędziego orzekającego o słuszności lub niesłuszności przepisów. W wywiadzie dla „Wprost” Milczanowski gładko ucieka od tematu swojej odpowiedzialności za nielegalne przekazywanie teczek Bolka do Pałacu. Znowu to on decyduje, co wolno, a co nie. Co wyjaśnił, kiedy stwierdził ubytek akt? Znowu wyższy interes państwa?

A co by się z panem stało?

Nie wiem, mogliby mnie aresztować, zastrzelić...

Milczanowski twierdzi, że ujawnienie sprawy było wywołane porażką Wałęsy i tym, że on też odchodził ze stanowiska. Bo gdyby nie musiał odejść, sprawa byłaby dalej prowadzona i może by się okazało, że podejrzenia są bezpodstawne.

I znowu za nic miałby prawo i służył tylko Wałęsie, na którym kończył się świat Milczanowskiego. Kwaśniewski i ja chcieliśmy, żeby Milczanowski został na stanowisku i mógł to dalej prowadzić. A nawet jak odchodził, powinien zostawić sprawę w prokuraturze. Przecież nikt by jej nie zamiótł pod dywan. Jednak Milczanowski wolał najpierw zastosować szantaż wobec mnie i groźbę karalną, a potem powiedział o wszystkim w Sejmie. Jeśli już, to nie on był od negocjowania dymisji premiera.

Czym się zakończyła sprawa Olina?

Niczym. I to jest właśnie największy skandal III RP. Jeżeli jest tego typu publiczny spektakl i minister oskarża urzędującego premiera, to nie ma wyjścia: albo jeden idzie siedzieć, albo drugi. Nie wolno było tak zrobić, jak to zrobiono, że premier zostaje oczyszczony i minister zostaje oczyszczony. Jeżeli chodzi o zarzuty wobec mnie, to minęło prawie 18 lat. Zawsze można było wznowić postępowanie, jeżeli coś rzeczywiście byłoby na rzeczy. Jednak nie było dowodów. I oni o tym wiedzieli.

Zacharski w swojej książce twierdzi, że mógł zdobyć jeszcze jakieś dowody, ale mu nie pozwoliliście.

To śmieszne. Pewnie zamierzał je kupić w Wiedniu. Trzeba zadać pytanie, kto to jest Zacharski? Nie odpowiada mi ckliwa legenda agenta, który walczy o Polskę. Dlatego stawiam pytanie, dla kogo pracował i pracuje Zacharski? Czyim był człowiekiem i komu służył, dlaczego uciekł za granicę, kto go wylansował na szefa polskiego wywiadu i kto po dwóch tygodniach zmusił polskich decydentów do odwołania go? Czy to nie ciekawe? Jak na te pytania odpowiemy, ośmieszanie naszej strony będzie jeszcze większe.

Milczanowski w wywiadzie dla „Wprost” mówi, że w 2005 r. wycofał pan swoje oskarżenie wobec czwórki oficerów, którzy zajmowali się sprawą.

Zrobiłem to dlatego, że mój adwokat, zmarły niedawno Wojciech Tomczyk, był szantażowany.

Kto go szantażował?

Wciąż jest za wcześnie na podanie publicznie tej informacji. Mecenas Wojciech Tomczyk przyszedł do mnie i poinformował, że muszę wycofać oskarżenie wobec Zacharskiego, Jasika, Libery i Fonfary. Oświadczył, że może pozostać oskarżenie tylko wobec Milczanowskiego. Dlaczego to zrobiłem? Bo nie mogłem ryzykować poszukiwania nowego prawnika, skoro Tomczyk reprezentował mnie przez dziesięć lat i znał wszystkie akta. Gdyby odszedł, musiałbym się wycofać z oskarżenia. Więc z irytacją spełniłem prośbę mojego adwokata. Ten szantaż to była zwykła podłość.

Jakieś wnioski wyciągnięto z tej afery?

Żadnych. Służby raz usprawiedliwione z zamachu stanu nieraz później działały bez kontroli i bez odpowiedzialności. Uważam, że osoby piastujące urzędy nadal nie są objęte ochroną kontrwywiadowczą. Sądy orzekające w wieloletnim procesie Milczanowskiego nie wykazały się kompetencją. Sąd Najwyższy uniewinnił Milczanowskiego z jednego tylko z wielu zarzutów, a podano to jako całkowite oczyszczenie go z wszelkiej winy. Oskarżenie złożyła prokuratura RP. Sprawę prowadzono tak, że większość zarzutów się przedawniła, choć stwierdzono popełnienie przestępstw.

Byłem w tym procesie stroną poszkodowaną i oskarżycielem posiłkowym. Mam więc pełny obraz prowadzenia tej sprawy. Nad wszystkim ciążyła polityka. Niektórzy sędziowie nawet nie czytali akt sprawy.

Cały ten czas od prowokacji czułem bezradność wobec zmasowanej złej woli mediów usłużnych wobec walki politycznej oraz oportunizmu w swoim także otoczeniu. ■

Okładka tygodnika WPROST: 38/2013
Więcej możesz przeczytać w 38/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 38/2013 (1595)

  • Poseł i jego (duże) dobra osobiste 15 wrz 2013, 20:00 W mijającym tygodniu przyszło mi się zgodzić z dwoma bardzo różnymi politykami (różnymi zarówno od siebie, jak i ode mnie). Pierwszym był Joachim Brudziński, który bardzo się oburzył na widok zdjęć oraz nagrań pijanego posła... 4
  • Skaner 15 wrz 2013, 20:00 Prezes PiS o Hofmanie: takie zachowanie jest niedopuszczalne Na posiedzeniu komitetu politycznego PiS Jarosław Kaczyński nie krył pretensji do rzecznika partii Adama Hofmana – wynika z nieoficjalnych informacji. Po nagraniu ujawnionym... 6
  • Budowniczowie ruin 15 wrz 2013, 20:00 Przez ostatni tydzień zajmowałem się tym, czym zajmują się przez całe życie polscy politycy – budowałem potęgę państwa. Stawiałem domy, by obywatele mieli gdzie odpoczywać po pracy, wytyczałem autostrady, by mogli się z sobą... 12
  • Znaleźć haki na ministra 15 wrz 2013, 20:00 Minister skarbu Mikołaj Budzanowski próbował się dowiedzieć, skąd się biorą wielkie wpływy firmy pr-owej MDI w spółkach Skarbu Państwa. O jej kontrowersyjnej działalności poinformował ABW i CBA. 14
  • Palikot bez Kwaśniewskiego? 15 wrz 2013, 20:00 Aleksander Kwaśniewski zawiódł się na Januszu Palikocie. Ich wspólny projekt Europa Plus przeżywa poważny kryzys, a SLD chce się otworzyć na Ryszarda Kalisza i Marka Siwca. 18
  • Dożynki Tuska 15 wrz 2013, 20:00 Dożynki – tak o wyborach władz regionalnych PO mówią przeciwnicy Grzegorza Schetyny. Ale pogłoski o jego politycznej śmierci wydają się mocno przesadzone. 20
  • Moje smoleńskie śledztwo 15 wrz 2013, 20:00 Zdjęcia: Maksymilian Rigamonti Pani twarz, to, jak pani wygląda… O tym będziemy rozmawiać? Miało być o mediach. I będzie o mediach, bo ludzie oglądają panią… I uważa pani, że z lupą patrzą, jak wyglądam, a nie słuchają... 22
  • Mam dość. Chcę zamknąć Legię 15 wrz 2013, 20:00 Stadion Legii bez kibiców – zapowiada w rozmowie z „Wprost” Jacek Kozłowski, wojewoda mazowiecki. 26
  • Nieobecny prezes 15 wrz 2013, 20:00 Pozycja Janusza Piechocińskiego jako lidera PSL jest coraz słabsza. Niedawno się wydawało, że przetrwa do eurowyborów, ale ostatnio nawet to przestało być pewne. 30
  • Bezpieczeństwo na kredyt 15 wrz 2013, 20:00 Własne mieszkanie, lepszy samochód, nowe inwestycje w firmie? Bez pożyczki ani rusz. Ale jak ją zaciągnąć bez ryzyka, osiągając maksymalne korzyści? 32
  • Bananowa Polska 15 wrz 2013, 20:00 Ludzie mają świadomość, że nie zbudowaliśmy solidnego kapitalistycznego państwa. To na pewno nie jest kraj, o jakim marzyła „Solidarność” – mówi działacz opozycji w PRL i senator PO Jan Rulewski. 35
  • Niemoralne propozycje 15 wrz 2013, 20:00 Powinna się pani cieszyć, że szef docenia pani urodę – słyszą zazwyczaj ofiary molestowania seksualnego, gdy chcą zgłosić przestępstwo. 38
  • Projekt życie 15 wrz 2013, 20:00 Zamiast rad coachowie zadają pytania. Za sesję biorą nawet kilka tysięcy złotych, ale Polacy i tak masowo ustawiają się do nich w kolejce. 42
  • Skazani na porażkę 15 wrz 2013, 20:00 Trwały związek celebrytów jest jak bajka. Wszyscy o niej słyszeli, ale mało kto w nią wierzy. W tym świecie rzadko kto żyje ze swoim partnerem długo i szczęśliwie. 44
  • To była podłość 15 wrz 2013, 20:00 Bezpodstawne oskarżenie mnie w 1995 r. o szpiegostwo na rzecz Rosji było największą aferą III RP. To, że nikt tego nie przypłacił więzieniem, kompromituje Polskę – mówi „Wprost” Józef Oleksy. 48
  • Andersa skok na kasę 15 wrz 2013, 20:00 W maju 1946 r. generał Bór-Komorowski wysłał do Włoch komisję, by zbadała okoliczności śmierci ppłk. Hańczy. Istniały podejrzenia, że został on zastrzelony na polecenie gen. Andersa. Przyczyna? Pieniądze. 53
  • Moda na seminarium 15 wrz 2013, 20:00 Liczba kandydatów na kapłanów w Polsce nagle wzrosła. Jakby bez powodu. Media już wiedzą dlaczego i nawet ukuły nowy termin – „efekt Franciszka”. 56
  • Wyrok na konfidenta 15 wrz 2013, 20:00 Zabili, bo się czepiał. Zamordowanemu chłopakowi wetknęli do gardła drewniane kołki ułożone w literę V. Na znak zwycięstwa. 58
  • Praca dla przedsiębiorczych 15 wrz 2013, 20:00 Absolwenci muszą się nauczyć, jak przełożyć umiejętności zdobyte na studiach na potrzeby rynku pracy - mówi dr Sylwiusz Retowski, kierownik Zakładu Psychologii Organizacji i Marketingu Wydziału Zamiejscowego SWPS w Sopocie. 62
  • Inwestycja w przyszłość 15 wrz 2013, 20:00 Czy warto studiować? Statystyki pokazują, że tak. To ludzie z wyższym wykształceniem wciąż są grupą najmniej dotkniętą bezrobociem. 63
  • Chuck Norris z Kremla 15 wrz 2013, 20:00 Władimir Putin triumfuje. Już dawno prezydent Rosji nie był tak mocny w geopolitycznych rozgrywkach. Także dlatego, że już dawno prezydent USA nie był tak słaby. 64
  • Wschód islamskiego tygrysa 15 wrz 2013, 20:00 Największe muzułmańskie państwo świata udowadnia, że małżeństwo islamu z demokracją może być szczęśliwe. 67
  • Z ziemi polskiej do Rosji 15 wrz 2013, 20:00 Rosjanie z obwodu kaliningradzkiego masowo wykupują w sklepach na Pomorzu nie tylko polską wódkę i kiełbasę, ale nawet wino musujące Igristoje. 70
  • Niewolnicy franka 15 wrz 2013, 20:00 Wziął kredyt we frankach szwajcarskich, żeby kupić nową siedzibę firmy. Przyszedł kryzys, nie było jak spłacać rat. Licytują jego majątek do ostatniego widelca. 74
  • W poszukiwaniu zysków 15 wrz 2013, 20:00 Lokata, obligacje skarbowe, a może akcje spółek giełdowych? Inwestowanie pieniędzy w kryzysie to sztuka. Ważne, by nie tylko nie stracić, ale jeszcze pomnożyć oszczędności. 78
  • Trujący chleb powszedni 15 wrz 2013, 20:00 Pszenne chlebki, ciasteczka, a nawet mięso. Wszechobecna modyfikowana pszenica to świństwo. Zawarty w niej gluten prowadzi do otyłości i chorób. 82
  • Z Polską w genach 15 wrz 2013, 20:00 Pokaz „Kongresu” na motywach „Kongresu futurologicznego” Lema stał się wydarzeniem festiwalu w Gdyni. Izraelski reżyser Ari Folman opowiada o swoich polskich korzeniach. 84
  • Szwedzki thriller z życia wzięty 15 wrz 2013, 20:00 Dziennikarskie śledztwo wyjaśnia, jak z chorego psychicznie zrobiono seryjnego mordercę. 88
  • Kalejdoskop kulturalny 15 wrz 2013, 20:00 Zjednoczone stany wiary Whallu głównym galerii różne symbole nowoczesności układają się w czarny krucyfiks, w jednej z sal stoisko z katolickimi dewocjonaliami rozkłada Carlos Rolon. W warszawskiej Zachęcie – spektakularna,... 90
  • Tysiące pobiegły w Krynicy 15 wrz 2013, 20:00 Dwadzieścia biegów, 250 km tras i ponad sześć tysięcy zawodników. Tegoroczny Festiwal Biegowy w Krynicy pobił wszystkie rekordy. 96
  • Bomba tygodnia 15 wrz 2013, 20:00 Wojna medialna na szczycie Celebryci są do d... Tak można w skrócie opowiedzieć o nowej akcji jednego z tabloidów, który, co za zdziwienie, z celebrytów żyje. Celebryci może i są beznadziejni, ale gwiazdy – tych jest mniej –... 98
  • POLSKA – WSCHÓD: RELACJE BIZNESOWE 15 wrz 2013, 20:00 Stanisław Ciosek, przewodniczący rady Polsko-Rosyjskiej Izby Handlowo-Przemysłowej, sekretarz generalny Klubu Wschodniego KLUB WSCHODNI – Stowarzyszenie Wspierania Współpracy Gospodarczej ze Wschodem powstało 20 lat temu z inicjatywy... 101

ZKDP - Nakład kontrolowany