Szeroki horyzont

Szeroki horyzont

Dodano: 
Grolsch Jazz Fair Poznań '99
Muzyka jazzowa końca wieku coraz częściej inspiruje się takimi gatunkami, jak gospel, funky czy hip hop. Dzięki temu poszerza swoje audytorium, a także grono słuchaczy festiwali jazzowych, gdzie ramię w ramię koncertują jazzmani i twórcy coraz bardziej popularnej world music. Za tą modą poszli organizatorzy Grolsch Jazz Fair Poznań ?99 (17-22 maja), którzy stworzyli imprezę daleko wykraczającą poza tradycyjne ramy tej muzyki.

- W Polsce zaczęto odkrywać wydarzenia multikulturalne. Egzotyka wzbudza największe sensacje i przyciąga widzów - ocenia Adam Pierończyk, saksofonista jazzowy. Dlatego na festiwalu sąsiadowały ze sobą dokonania zarówno grup jazzowych, jak i bluesowych, folkowych czy etnicznych. Paleta brzmień była aż nadto rozległa. Dwie skrajnie różne fascynacje - tradycję i awangardę - zaprezentowały największe gwiazdy poznańskiego festiwalu: Cesaria Evora i Diamanda Galas. Z krzyżujących się wpływów trzech kontynentów: europejskiego (Portugalia), afrykańskiego (głównie Wyspy Zielonego Przylądka) i południowo-amerykańskiego (Brazylia), powstały pieśni morna i coladera; za mistrzynię ich wykonania uznawana jest właśnie Evora. Przeciwwagę dla sentymentalnych ballad stanowił występ Diamandy Galas. Artystka, dysponująca czterooktawową skalą głosu, operową techniką śpiewu, a przede wszystkim temperamentem, momentami wręcz "wykrzykiwała" teksty, tworząc w ten sposób nie tylko koncert, ale i prowokujący spektakl. Najsilniej na Grolsch Jazz Fair zaistniała world music. Wystąpili m.in. grecki artysta George Dalaras, nazywany królem laiko (czyli ludowej muzyki popularnej) oraz Mor Thiam z Royal Drummers Of Africa, prezentujący motywy muzyki Afryki Zachodniej w połączeniu z jazzem i funky. - W Polsce odbywa się rocznie 30 festiwali jazzowych, które gromadzą komplet publiczności, a to świadczy o zapotrzebowaniu na tego typu imprezy - twierdzi Paweł Brodowski, redaktor naczelny "Jazz Forum", największego w Polsce pisma promującego jazz. - W ostatnich miesiącach zmienił się system rozpowszechniania nagrań jazzowych. Płyty dołączane są do czasopism, dzięki czemu można je kupić nawet w kioskach - przypomina Brodowski. Także szacowne "Jazz Forum" od niedawna dodaje do kolejnych edycji pisma płyty kompaktowe - pozwoliło to zwiększyć sprzedaż pisma o 20 proc. Sprzedaż nagrań jazzowych opiera się w Polsce ciągle jeszcze na sieci odrębnych sklepów specjalistycznych. - 90 proc. naszych klientów to osoby stale zainteresowane nowościami wydawniczymi i rynkiem tej muzyki - ocenia Tomasz Konwent z poznańskiego Multikulti Projekt, jednego z największych w Polsce sklepów z muzyką jazzową. Ten i podobne sklepy w całym kraju zajmują się również sprzedażą wysyłkową, a na zamówienie klienta sprowadzają praktycznie każdy pożądany tytuł. Takie zamówienia są tym częstsze, że polscy fani jazzu chętniej słuchają nagrań zagranicznych niż rodzimych. Wśród importowanych hitów znajdują się m.in. płyty Cassandry Wilson, Keitha Jarreta, Herbie?ego Hancocka (Multikulti i EMPiK). - Jeszcze dwa lata temu sprzedawano po 1,5 tys. płyt polskich muzyków jazzowych. Teraz rzadko udaje się sprzedać 500 krążków - mówi Tomasz Konwent. Wyjątkami są - co potwierdza lista bestsellerów EMPiK - m.in. Tomasz Stańko ("Litania"), Jagodziński Trio ("Chopin") oraz duet Leszek Możdżer & Adam Pierończyk ("Live in Sofia"). - Najlepszym okresem dla polskiego jazzu były lata PRL. Blok wschodni był wówczas enklawą, w której promowano wyłącznie rodzime produkty - ocenia Adam Pierończyk. - W tej chwili sytuacja zmieniła się radykalnie. Jeśli wykonawca staje się sławny w Stanach Zjednoczonych, jego menedżerowie organizują promocję globalną. Jej odpryski docierają również do Polski, a dzięki temu płytę sprzedaje się łatwiej. Nagrania polskich wykonawców to edycje nie dające większych szans na zyski - tak wydawcy tłumaczą powody unikania wprowadzania do handlu polskiej twórczości jazzowej. Mimo iż polskie oddziały koncernów fonograficznych wydają rocznie kilkadziesiąt tytułów z muzyką jazzową, wśród nich znajduje się zaledwie kilka z nagraniami rodzimych wykonawców. Universal wydaje rocznie trzy, cztery płyty z polską muzyką jazzową. Sony Music Polska dopiero rozpoczyna działalność w tym zakresie. - Największą stratą dla promocji jazzu jest dziś likwidowanie i tak nielicznych audycji radiowych poświęconych tej muzyce - ostrzega Paweł Brodowski. - Nie ma ich już w ogóle w Programie I i II Polskiego Radia, natomiast w Trójce nadawane są wyłącznie nocą. Jazz nie może awansować do miana muzyki popularnej. Liczbę jego fanów szacuje się na 10-20 tys. Szansę na pozyskanie większego grona słuchaczy dają jazzowi, również polskiemu, właśnie takie festiwale jak Grolsch Jazz Fair Poznań ?99. Tym bardziej że w świat jazzu wprowadzają łagodnie - programami multikulturalnymi, w których prezentowane są inspiracje jazzmanów różnymi gatunkami muzycznymi.

Okładka tygodnika WPROST: 22/1999
Więcej możesz przeczytać w 22/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0