Pompa i sekator

Pompa i sekator

Dodano: 
Ludzie nie lubią być traktowani jak banda głupków, szczególnie przez polityków nie cieszących się powszechnym szacunkiem
Z lasku pod Radzyminem świat wygląda inaczej. Ważne sprawy zostały w Warszawie, a tu jest prawdziwa wolność, komary i zupełnie inna hierarchia ważności zdarzeń. Istotne jest, że w piwnicy stoi woda, że mimo obecności psa ktoś ukradł ulubiony sekator Baśki, że Wiewiórek poszedł sobie na wysokie sosny, a pies z kotem nie mogą się porozumieć w kwestii zasad współżycia.

Z wakacyjnej perspektywy polityka staje się odległa, mało ważna i w gruncie rzeczy śmieszna. Trudno poważnie traktować sejmowy spór o podatki między liberałami a etatystami, gdy trzeba odkupić skradziony sekator i nabyć odpowiednią pompę do osuszenia piwnicy. Sympatyzujemy oczywiście z liberałami, bo oni starają się, aby ludzie mieli pieniądze na zakupy. Pomp i sekatorów jest dzisiaj bez liku, ale pewnie nie każdy ma wolne środki na większe zakupy. W modelu etatystycznym, który pamiętamy z dawnych czasów, porządek był odmienny. Wszyscy mieli mniej więcej równe, własne, niewielkie pieniądze, za które teoretycznie mogli sobie coś tam kupić, tyle że nie było towaru. Trzeba było więc towar "załatwić" po wyższej cenie i z naruszeniem zasady równości. O wiele bardziej wierzę Leszkowi Balcerowiczowi niż upartemu etatyście Markowi Borowskiemu, który strasznie troszczy się o biednych i o sprawiedliwość społeczną. Z leśnego punktu widzenia cały ten spór podatkowy nic mnie nie obchodzi. I tak nie mam żadnego wpływu na jego ostateczny rezultat, a martwić się będę w Warszawie, gdy skończą się wakacje.

Z wakacyjnej perspektywy polityka staje się odległa, mało ważna i w gruncie rzeczy śmieszna


Skoro leśnego człowieka nie ruszają nawet podatki, to znaczy, że inne tak zwane ważne sprawy mogą go co najwyżej rozśmieszyć. Komicznie wygląda burza w szklance wody, czyli wybór przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. AWS znowu dała się zrobić w konia, a ponieważ ostatnio zdarza się to coraz częściej, można przypuszczać, że dzielna formacja wyczerpała już możliwości rozsądnego i skutecznego działania. Chwyta się więc spektakularnych i niezbyt mądrych posunięć, jak inicjatywa przemianowania placu Konstytucji na plac Ronalda Reagana. Patronem pomysłu jest sam Marian Krzaklewski; powstał odpowiedni komitet, ale akcja napotkała trudności. Nie dlatego, żeby warszawiacy nie lubili sympatycznego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Ludzie nie lubią być traktowani jak banda głupków, szczególnie przez polityków, którzy wcale nie cieszą się powszechnym szacunkiem. Jeszcze kilka takich inicjatyw i Marian Krzaklewski oraz kojarzeni z nim ludzie odnotują kolejny, niebezpieczny spadek społecznej akceptacji. Wyjątkiem może być Janusz Pałubicki, z powodów czysto humanitarnych: "Gazeta Świąteczna" z 3-4 lipca w notce pod złośliwym tytułem ("Szef szpiegów okradziony") podała, że okradziono dom stawiany przez ministra pod Poznaniem. Łupem złodziei padły kaloryfery, umywalki, kabina prysznicowa, WC, pisuar, bateria i parapet marmurowy. Ludzie będą ministrowi współczuli, a ponadto pomyślą sobie, że musi to być przyzwoity człowiek, bo nie tylko nie stawia przy budowie państwowej ochrony, ale generalnie wierzy bliźnim i ma do nich zaufanie. W Warszawie i okolicach wiadomo powszechnie, że niczego nie można zostawić bez opieki, bo zaraz zginie. Być może minister wierzył, że działa jeszcze tradycja mniejszego złodziejstwa w Wielkopolsce niż w byłym zaborze rosyjskim. Wygląda jednak na to, że w Poznańskiem jest już tak samo jak pod Radzyminem. Dawne podziały dzielnicowe zanikają, kraj się integruje przed wejściem do Unii Europejskiej. Nie wiem, czy w piwnicy u ministra również stoi woda, ale gdyby - tak jak ja - nabywał pompę, radzę ją trzymać w gabinecie, w Urzędzie Rady Ministrów. Może tam nie zginie.
Okładka tygodnika WPROST: 29/1999
Więcej możesz przeczytać w 29/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0