Prognoza

Prognoza

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nie da się dwuletniej strategii i jej priorytetów pogodzić z bieżącą taktyką
Gdyby politycy patrzyli na prognozę pogody z podobną ostrożnością i pokorą jak rolnicy, kierowcy bądź piloci, może odsłoniłaby się przed nimi prawdziwa natura ich działań. Polityka - jak ekonomia - jest przecież sztuką, grą z niewiadomą, starciem reguł z przypadkiem. Gdy opada mgła porannych wiadomości o kolejnej awanturze czy aferze, nawet tak sceptyczny optymista jak ja dostrzega słońce zza ciemnych burzowych chmur. Obecna koalicja nadal ma szansę na trzy sukcesy. Primo: skorygowanie i wyprowadzenie na prostą reform już rozpoczętych. Secundo: stworzenie krytycznej masy zmian w siłach zbrojnych, aby ich transformacja była kompatybilna z przemianami w NATO. Tertio: przygotowanie Polski do wejścia do Unii Europejskiej przez zakończenie prac legislacyjnych do końca roku 2001 i wzmocnienie ustroju sądów. Choć pogoda jest burzliwa, choć - na własne życzenie - moczymy się co rusz na amen, jeśli w tych trzech dziedzinach pokonamy tyranię status quo - opór struktur i kadr - możemy liczyć na to, że wybory dadzą nam ponownie szansę. Ale bez złudzeń. To nie problem image?u rządu czy jego polityki informacyjnej (nie pomoże wizażysta tam, gdzie na własne życzenie traci się twarz). Dlatego koalicja - jeśli nie chce przegrać swoich szans i zmarnować dotychczasowych wysiłków - musi się skupić na priorytetach. Inną konkurencją są wybory głowy państwa. Szansę pokonania prezydenta Kwaśniewskiego ma już tylko kandydat faktycznie bezpartyjny i z solidną biografią. Tylko taka osoba może zjednoczyć elektorat AWS, Unii Wolności i sporą rzeszę obojętnych. Każdego, kto ma się zetrzeć z obecnym prezydentem, musi cechować - choć nie jest to warunek wystarczający - profesjonalizm polityczny. Można wiele zarzucić prezydentowi Kwaśniewskiemu, ale on wie, jako kto, co, komu i kiedy mówi. Dopóki nie wystawimy takiego kandydata, który dotrzyma mu pola, dopóty szkoda czasu na wplątywanie naszej strategii parlamentarnej i rządowej w konfrontacje z prezydentem. Przegrana w wyborach głowy państwa w roku 1995 pomogła - o paradoksie - wygrać wybory parlamentarne w 1997 r. Zmobilizowała centroprawicę do współdziałania, a wyborcy obawiali się monopolizacji władzy przez postkomunistów. Jeśli będziemy zbyt ambitnie co tydzień lub co miesiąc grać o całą pulę, przegramy wszystko: nie da się dwuletniej strategii i jej priorytetów (często wymagających współpracy z opozycją) pogodzić z bieżącą taktyką. Proszę wtedy pamiętać, że ja byłem przeciw.
Więcej możesz przeczytać w 49/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0