Co mogą królowie?

Co mogą królowie?

Tematem filmu "Elżbieta" jest dojrzewanie inteligentnej i wrażliwej dziewczyny do rządzenia krajem będącym w dramatycznej sytuacji politycznej
Tomasz Raczek: - Panie Zygmuncie, z wprowadzeniem filmu "Elżbieta" na polskie ekrany czekano podobno, aż ucichną echa ostatniej pielgrzymki papieża do kraju. Dlaczego?
Zygmunt Kałużyński: - Gdyż w tym filmie oglądamy wprowadzenie Kościoła anglikańskiego, czyli protestanckiego, przez Elżbietę I, jedną z najwybitniejszych monarchiń w historii, na którą ówczesny papież wydał wyrok śmierci i nasłał morderców.
TR: - Ale czy to jest udowodnione?
ZK: - Z całą pewnością. Przeprowadzano zamachy na Elżbietę, które w filmie pokazano. Na przykład przesłano jej zatrutą suknię, ale szczęśliwie jej nie włożyła.
TR: - To mi przypomina historię o sukni Dejaniry.
ZK: - Bo to była suknia Dejaniry! Tyle że dając zatrutą suknię Herkulesowi, Dejanira zabiła go, natomiast Elżbieta ocalała, bo dworka przymierzyła przed nią suknię i to ona padła ofiarą podstępu. To są fakty historyczne. Ilustrują one starcie w Anglii stronnictwa katolickiego i protestanckiego. Tę walkę wygrali anglikanie i to właśnie dzięki Elżbiecie.
TR: - Uważa pan, że motywem produkcji filmu "Elżbieta" i powrotu do tego epizodu w historii Anglii była kwestia religijna?
ZK: - Na pewno są tutaj takie akcenty. Na przykład palenie protestantów na stosie przez poprzedniczkę, Marię Tudor, zwaną Krwawą, która jednak zmarła na raka, po czym Elżbieta objęła tron. Mamy intrygi stronnictwa katolickiego. Wreszcie ostatnia scena, kiedy Elżbieta zostaje królową, jest koronowana i oświadcza, że w Anglii będzie Kościół anglikański, a nie zdradziecki rzymski. W sumie daje to obraz triumfu protestantyzmu. Tyle że dla Anglików jest to coś oczywistego. Fakty zwracające teraz naszą uwagę tam po prostu są historycznymi przytoczeniami.
TR: - O co więc chodzi Anglikom, skoro od kilku lat co jakiś czas pojawia się film angielski poświęcony historii władców tego kraju?
ZK: - Co ciekawsze, owe filmy pokazują Anglię w złym stanie. Pan ma zapewne na myśli film o szaleństwie króla Jerzego?
TR: - Owszem i jeszcze choćby "Jej Wysokość Mrs. Brown" o królowej Wiktorii, która nie jest szczęśliwa i usiłuje uspokoić swoje serce sympatią do koniuszego. Te filmy zwróciły uwagę walorami artystycznymi. Dlaczego podobnie nie dzieje się w Polsce? Przecież mamy równie barwną historię! A jednak chętniej uciekamy się do świata literackiej fikcji ("Ogniem i mieczem", "Pan Tadeusz") niż do motywów z rzeczywistych dziejów kraju.
ZK: - Mieliśmy w przeszłości takie doświadczenia, jak "Krzyżacy" - zwycięstwo pod Grunwaldem, "Kierunek Berlin" - Polacy ruszają na stolicę Niemiec i niszczą hitleryzm. Ale uderza mnie, że Anglicy wspominają okresy klęski, słabości, kłopotów, przygnębienia. I nawet ten film o Elżbiecie - mimo że panowała prawie pół wieku i uczyniła z Anglii imperium - pokazuje jej pierwsze lata, kiedy kraj był w okropnym stanie, zagrażały mu Francja i Hiszpania, trwała wojna domowa między katolikami i protestantami, panował chaos i rozkład. Podobnie było z chorobą króla Jerzego - moment zapaści monarchii. I z królową Wiktorią - nieszczęśliwą kobietą, która ratowała się, obdarzając sympatią sługę. Czyli Anglicy interesują się swoimi upadkami, natomiast Polacy pokazują bez przerwy zwycięstwa, co jest dziwnym kontrastem. A przecież, jeśli idzie o nas, tośmy wszystko przegrywali, a znowu co do Anglików obowiązuje słynne powiedzenie, że przegrywają oni wszystkie bitwy prócz ostatniej.
TR: - Moglibyśmy sobie przecież wyobrazić sensacyjny i psychologicznie bogaty film o królu Stanisławie Auguście Poniatowskim, którego postawa moralna i dzisiaj mogłaby wzbudzić emocje. Może przy takiej okazji byłaby szansa na wydarzenie artystyczne, jakąś wybitną kreację aktorską?
ZK: - Proponuje pan tak ryzykowną rzecz, że dostałem gęsiej skórki. Wątpię, by kiedykolwiek u nas taki film nakręcono.
TR: - Dlaczego?
ZK: - Nasze kino nakłada na siebie obowiązek podtrzymywania na duchu naszej świadomości triumfami. Przeważnie fałszywymi. TR: - A nie mnożenia wątpliwości co do własnej wartości...
ZK: - A w Anglii jest odwrotnie. Zresztą nie tylko w Anglii - tradycja francuska jest podobna. Na przykład I wojnę światową, będącą w gruncie rzeczy zwycięstwem militarnym Francji, głównie przedstawia się w filmie poprzez Verdun, czyli wielką klęskę. Te ofiary, te śmierci, to pół miliona zabitych!
TR: - Czy to jest objaw narodowego masochizmu?
ZK: - Myślę, że w obu wypadkach - i angielsko-francuskim, i naszym - to jest podobne zjawisko: szukanie tego, co pożyteczne dla opinii. W krajach zazwyczaj triumfujących filmy o ciężkich chwilach są przypomnieniem czegoś, co zagrażało. A my, którzy jesteśmy wiecznie w dole, potrzebujemy podniesienia na duchu, mamy więc filmy triumfalne.
TR: - A może jest na odwrót? Po prostu przypomina się Elżbiecie II, borykającej się z kryzysem monarchii w Anglii, jak dawała sobie radę jej wielka imienniczka?
ZK: - Tyle że przykład, jaki by mogła obecna królowa czerpać z kadencji swojej poprzedniczki, w tym filmie nie występuje. Ta historia jest w gruncie rzeczy sprawą obyczajową, osobistą. Mnie zainteresował najbardziej charakter Elżbiety, która jako naiwna księżniczka nagle wstępuje na tron.
TR: - W bardzo młodym wieku.
ZK: - Tak, to dziewczyna. Ma chłopaka, hrabiego Leicestera. Kocha go; widzi jednak, że musi z niego zrezygnować. Jej ostatnie słowa w filmie brzmią: "Będę poślubiona Anglii, a nie nikomu innemu". Tematem "Elżbiety" jest bardzo dramatyczna polityczna sytuacja, do której stara się dojrzeć ta młoda, inteligentna, wrażliwa dziewczyna. To właściwie jest bardziej psychologiczny portret tej osóbki niż dokument historyczny. Wszystkie te trzy filmy - o Elżbiecie, Wiktorii i Jerzym - to są historie ludzkie poubierane w historyczne kostiumy. Konkluzja może być jedna: nasza królowa jest taka sama jak my, a wszyscy nasi władcy też mieli takie kłopoty, więc - obywatelu - czuj się pocieszony, bo jesteś podobny.
Okładka tygodnika WPROST: 49/1999
Więcej możesz przeczytać w 49/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0