Kominy absurdu

Dodano:   /  Zmieniono: 
Ministerstwo Skarbu przygotowało listę państwowych przedsiębiorstw o "szczególnym znaczeniu dla państwa"
Zgodnie z rozporządzeniem prezesi tych firm mogliby zarabiać teraz o połowę więcej, niż przewiduje uchwalona w marcu ustawa likwidująca tzw. kominy płacowe. Wykaz ministerstwa zawiera 420 przedsiębiorstw. Wśród wybrańców są prezesi spółek węglowych, kas chorych, elektrociepłowni, Polmosów, banków, hut, a także przedziwnych instytutów: od turystyki, przez logistykę i magazynowanie, po instytuty szkła i ceramiki.
Lista będąca swego rodzaju koncertem życzeń obejmuje wiele firm utrzymywanych z budżetu państwa. Stawka jest niebagatelna - prezesi, których firmy zostaną sklasyfikowane jako te o "specjalnym znaczeniu", będą mogli zarabiać o 6 tys. zł więcej niż ich koledzy, którym nie udało się umieścić swoich zakładów na liście.
Ministerstwo Gospodarki zgłosiło 116 firm, a Ministerstwo Skarbu Państwa - ponad dwieście. Wśród wyróżnionych znalazły się warszawski Ursus, spółki węglowe (katowicka, nadwiślańska, jastrzębska, bytomska, rybnicka i gliwicka). Do zakładów o szczególnym znaczeniu należą także Polmosy w Białymstoku, Bielsku-Białej, Żyrardowie, Sieradzu, Siedlcach, Poznaniu, Płochocinie i Zielonej Górze. Urząd Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych zarekomendował wszystkie kasy chorych. Tymczasem to właśnie zbyt wysokie apanaże szefów tych firm były jednym z powodów uchwalenia ustawy "antykominowej". Nowe zapisy oznaczałyby przywrócenie ich pierwotnych wynagrodzeń.
W opinii Ministerstwa Ochrony Środowiska szczególne znaczenie dla państwa ma Gospodarstwo Pomocnicze Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, a obok niego Zespół Uzdrowisk w Kłodzku. Najskromniejsze życzenia wyraziło Ministerstwo Finansów, wyróżniając jedynie Korporację Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych. Niewiele większe apetyty miał resort pracy, który domagał się przywilejów tylko dla Centralnego Instytutu Ochrony Pracy i zadłużonego ZUS.
Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów nie przyjął przedstawionego mu spisu. Powołał natomiast grupę mającą określić ścisłe kryteria wyłaniania przedsiębiorstw, które znajdą się na ostatecznej wersji listy. Jakie wymogi musi spełniać firma, by miała "szczególne znaczenie dla państwa"? Jeszcze kilka lat temu tego mglistego określenia używali przedstawiciele PSL jako argumentu przeciwko prywatyzacji przedsiębiorstw.
Według Ministerstwa Skarbu, które przygotowało projekt rozporządzenia, najistotniejsze są dwa kryteria. Pierwsze - obrót roczny przekraczający 25 mln euro; drugie - średnie roczne zatrudnienie wynoszące przynajmniej tysiąc osób. Ani słowem nie wspomniano o kondycji finansowej. O zarobkach dyrektorów nie mają zatem decydować wyniki ekonomiczne ich pracy, lecz liczba zatrudnionych pracowników.
Poszczególne resorty, składając swe propozycje, w ogóle nie podawały kryteriów, jakimi kierowały się przy sporządzaniu list. Często ich kandydaci nie zbliżali się nawet do ministerialnych wymogów. W rezultacie trudno się doszukać jakiejkolwiek logiki, według której ułożono listę 420 przedsiębiorstw. Można odnieść wrażenie, że każdej instytucji przyświecał jeden cel - jak najwięcej wyrwać dla siebie. Zdaniem Rafała Zagórnego, wiceministra finansów, ustalając odgórnie maksymalne pensje, wprowadzono przepisy zniechęcające do wydajniejszej pracy. System antykominowy w rzeczywistości stał się systemem antymotywacyjnym. - Wysokość zarobków w firmach państwowych powinna być kontrolowana przez rady nadzorcze - mówi minister Zagórny. - Ta lista będzie musiała być radykalnie skrócona, by zawierała najwyżej kilkadziesiąt firm. W przeciwnym razie wypaczymy literę ustawy.
Lista jest koronnym dowodem na to, że odgórne regulowanie zarobków w gospodarce wolnorynkowej musi prowadzić do absurdów. Nietrudno sobie wyobrazić kolejkę szefów firm, którzy użyją różnych argumentów, by przekonać urzędnika decydującego o miejscu na liście, jak ważne dla polskiej gospodarki jest zarządzane przez nich przedsiębiorstwo.
Ministerialny wykaz teoretycznie miał być sposobem na zatrzymanie najlepszych fachowców w państwowych firmach. W praktyce mamy do czynienia z kolejnym potworkiem administracyjnym - z próbą ominięcia ustawy. Znowu o przywilejach będzie przesądzać siła nacisku i dobra wola władzy, która musi zdecydować, czy większe znaczenie dla państwa mają zadłużone na dziesiątki miliardów złotych kopalnie, Zakład Obsługi Ministerstwa Spraw Zagranicznych czy Instytut Obróbki Skrawaniem?

Więcej możesz przeczytać w 34/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.