Sporty rodzinne

Sporty rodzinne

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy każdego można wychować na mistrza świata?
Chwilę po tym, jak po raz pierwszy zobaczył na kortach w Los Angeles tenisistę odbierającego za zwycięstwo czek w wysokości 30 tys. dolarów, Richard Williams pobiegł do sklepu sportowego i kupił dwie rakiety dla swoich najmłodszych córek - sześcioletniej Venus i prawie o dwa lata młodszej Sereny. Przez następne kilka lat dziewczynki odbijały piłkę na kortach w East Compton, w jednej z najbiedniejszych i najniebezpieczniejszych dzielnic Stanów Zjednoczonych. Zaraziły się obsesją ojca, który kazał im "uderzać piłkę tak długo, aż wyjdzie z niej guma". Venus płakała: "Słuchaj mnie, ty przeklęta piłko!". Dwanaście lat później odbierała na kortach Wimbledonu nagrodę Venus Rosewater Trophy. Jej siostra ma już w swej kolekcji tytuł mistrzyni U.S. Open i marzy, by w rozpoczynającym się 28 sierpnia turnieju zagrać z Venus w finale. Bez względu na to, czy tak się stanie, po sukcesach w turniejach Wielkiego Szlema w Londynie i Nowym Jorku nie ulega wątpliwości, że na świecie nadeszły czasy nowych mistrzyń. Jak lubi mawiać Richard Williams, planując w najdrobniejszych szczegółach przyszłość swych dzieci: "Nadchodzi czas The Williams Sisters Show!".
Geny decydują nie tylko o kolorze oczu, włosów i predyspozycjach do niektórych chorób. Być może determinują też takie cechy charakteru, jak skłonność do ekscentryzmu, zdolność koncentracji, ciekawość świata, perfekcjonizm - tak przynajmniej twierdzi Dean Hammer i Peter Copeland, autorzy głośnej tego lata książki "Geny a charakter". Może książka poprawi samopoczucie wielu rodziców, których dzieci nie wspięły się na wyżyny, ale biografie największych sportowców, m.in. Venus i Sereny, zadają kłam naukowym teoriom. Talent dziecka nie wystarczy. Nade wszystko potrzebna jest determinacja rodziców. Determinacja, jaką wykazał na przykład Earl Woods, który nazwał swojego syna "Tygrysem" i jak tylko ten nauczył się chodzić, wcisnął mu do ręki kij golfowy, a potem dzień w dzień uczył go - jak mówi - "być mistrzem świata". Mateusz Kusznierewicz - zanim zaczęto mówić, że jest urodzonym żeglarzem - był pilnym uczniem ojca, który od dziecka pokazywał mu węzły i wpajał miłość do sportu. Kiedy Mateusz skończył jedenaście lat, rodzice zapisali go do warszawskiego Yacht Klubu. Lista rekordzistów pełna jest nie tylko talentów, ale przede wszystkim ich rodziców, upartych, bezwzględnych, czasem nawet terroryzujących swoje dzieci w imię ich sławy i pieniędzy.
- To nie same geny, to od opiekunów zależy, czy pewne wrodzone cechy osobowościowe zostaną rozwinięte czy stłamszone - przypomina prof. Ewa Bartnik z Zakładu Genetyki Uniwersytetu Warszawskiego. Utalentowane gwiazdy sportu są tego najlepszym przykładem.
Kiedy Venus skończyła trzynaście lat, a Serena dwanaście, ojciec wypisał je ze szkoły. Szkolną ławę zamienił na korty tenisowe i naukę w domu. Rok później, w dniu czternastych urodzin Venus, Richard Williams ogłosił, że jego córka przechodzi na zawodowstwo. "W moim szaleństwie była metoda" - stwierdził po latach Richard. - Chciałem, by moje dziewczynki stały się dobrymi ludźmi i najsławniejszymi zawodniczkami w historii tenisa". Serena po raz pierwszy wzięła udział w turnieju, gdy nie miała jeszcze pięciu lat.
Jim Pierce programuje także karierę córce Mary, jednej z najlepszych obecnie tenisistek świata, klasyfikowanej na czwartej pozycji w rankingu WTA, zwyciężczyni tegorocznego turnieju na kortach Rolanda Garrosa. Także i on sprawiał, że uzdolniona córka "wyła na kortach, a później nie schodziła już z medalowych miejsc". Na początku lat 90. potrafił przerwać mecz Mary głośnymi okrzykami dezaprobaty, a nawet wejść na kort i kazać córce przerwać grę. Nazwany przez amerykańską prasę "tenisowym ojcem z piekła rodem" Jim Pierce doczekał się jedynej do tej pory w historii tenisa dyskwalifikacji, kiedy to władze Women's Tennis Association (WTA) zabroniły mu wstępu na trybuny w czasie rozgrywek. W 1993 r. po kolejnej publicznej kłótni z córką Jim Pierce otrzymał - zresztą na jej prośbę - nakaz sądowy, zakazujący mu zbliżania się do Mary na odległość mniejszą niż 300 m. W marcu 2000 r. po siedmiu latach separacji Mary Pierce ponownie spotkała się z ojcem, który od tej pory pozostaje jej doradcą trenerskim.
Richard Williams mówi niewiele o pieniądzach, które dzięki sukcesom Sereny i Venus pozwoliły rodzinie przeprowadzić się z najbardziej zaniedbanych dzielnic Los Angeles do wygodnej posiadłości w Palm Beach Gardens. Venus projektuje stroje sportowe, co jest elementem wartego 9 mln dolarów kontraktu z Reebokiem. Stworzyła własną linię strojów (nie tylko sportowych) pod nazwą Venus Williams Collection. "Venus skończy karierę tenisistki przed ukończeniem 20. roku życia i zacznie być businesswoman. Już dziś ma znakomicie zainwestowane pieniądze" - tłumaczył ostatnio jej ojciec. I dodawał: "Ani Venus, ani Serena tak naprawdę już nie potrzebują tenisa, a w wieku 30 lat będą prowadziły po 10-12 własnych przedsięwzięć". Serena zrobi przerwę w tenisie kiedy skończy się jej kontrakt z Pumą, wygasający w 2002 r. Będzie miała wtedy niespełna 21 lat.
Tenisową karierą Jennifer Capriati także kieruje jej ojciec - Stefano. To za jego namową w wieku 14 lat przeszła na zawodowstwo. W pierwszych latach kariery córki Stefano był w pełni odpowiedzialny za jej kontrakty, mając nawet w pierwszym z nich - z włoską Diadorą - klauzulę, w której zapewniono mu wysokie wynagrodzenie "za konsultację i nadzór". W odróżnieniu od Richarda Williamsa Stefano Capriati namawiał córkę do brania udziału w jak największej liczbie sankcjonowanych przez WTA turniejów, często pobierając (nawet bez wiedzy Jennifer) startowe. Nie przeszkadzał fakt, że córka wyraźnie nie dorosła do ciążącej na niej odpowiedzialności. W wieku 18 lat pojawiły się pierwsze objawy kryzysu. Jennifer najpierw uciekła z domu, później została aresztowana za drobną kradzież na Florydzie oraz posiadanie marihuany w Kalifornii. Po dwóch latach przerwy 23-letnia dziś Capriati próbuje powrócić na korty.
Kryzysy nie omijają też genialnych córek Williams. Bagatelizując zakaz World Tennis Association, zabraniającej zbyt młodym tenisistkom udziału w sankcjonowanych przez WTA zawodach, Richard Williams zgłosił Serenę do turnieju w kanadyjskim stanie Quebec. W obecności kamer telewizyjnych i dziesiątków amerykańskich fotoreporterów chcących zobaczyć, jak gra przez lata "niewidzialna" Serena, dziewczyna przegrała w kilkadziesiąt minut z zawodniczką, o której nikt nie słyszał ani przedtem, ani potem. Kiedy schodziła we łzach z kortu, Richard Williams odwrócił się i buńczucznie zapytał fotoreporterów: "Zrobiliście zdjęcia? To dobrze. Następne łzy, jakie zobaczycie, będą łzami radości". Niespełna dwa lata później na kortach w Chicago Serena wygrała z rozstawioną z numerem 1 Monicą Seles.
Motywacja? W wypadku sióstr Williams niebagatelną rolę odrywa ich współzawodnictwo na korcie. "Nic nie motywuje ich bardziej niż zwycięstwo siostry - mówi była finalistka U.S. Open, a dziś komentator telewizyjny Pam Shriver. - Sukces jednej to naturalny doping dla drugiej. Kiedy Venus awansowała do pierwszej dziesiątki rankingu WTA, Serena natychmiast zaczęła więcej trenować i częściej wygrywać". Venus, która trudno zjednuje sobie przyjaciół, zawsze na pierwszym miejscu wymienia Serenę. Podczas konferencji prasowej w Londynie powiedziała dziennikarzom, że jej najtrudniejszym przeżyciem było pokonanie w półfinale młodszej siostry, ale ma nadzieję, że "teraz będzie nam łatwiej, bo mamy po jednym zwycięstwie w Wielkim Szlemie. To zresztą tylko początek. Obiecałyśmy sobie przed laty, że będziemy numer 1 i numer 2 światowego tenisa na zmianę - sześć miesięcy ja, sześć miesięcy Serena".
Tiger Woods, fenomenalny golfista, i jego ojciec Earl to zupełnie inny przykład sportowej "współpracy" ojca i syna. Tiger, który nauczył się gry od ojca, oficera armii amerykańskiej podczas wojny w Wietnamie, był od początku wychowywany na przyszłą supergwiazdę i multimilionera. Earl zaczął uczyć syna gry w golfa, gdy ten miał dziewięć miesięcy. Pokazywał mu, jak poprawnie trzymać kij. W wieku dwóch lat Tiger był gwiazdą popularnego show w telewizji amerykańskiej "The Mike Douglas Show". Zdaniem wielu obserwatorów, kontrakt zawarty przez Earla w imieniu syna z International Marketing Group miał przede wszystkim na celu podwyższenie finansowej, a nie sportowej wartości Tigera. W ciągu ostatnich dwóch lat - po fali krytyki skierowanej pod adresem Earla oraz jego doradców - Tiger Woods przejął część spraw we własne ręce, nieco dystansując się od poczynań ojca. Z dobrym skutkiem, bowiem - jak szacuje miesięcznik "Forbes" - będzie pierwszym sportowcem, którego dochody z kontraktów reklamowych i turniejów przekroczą miliard dolarów. Miliard dolarów - czy to by-ła motywacja ojca Tigera?
"Jeżeli to takie cynicznie proste, to dlaczego wy nie wychowacie swoich dzieci na złote kury? Jazda, spróbujcie!" - wołał Earl do dziennikarzy na konferencji prasowej w Atlancie.


Więcej możesz przeczytać w 34/2000 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0