Afera z ambrozją

Afera z ambrozją

Dodano:   /  Zmieniono: 
Afera z ambrozją
Afera z ambrozją / Źródło: Fotolia / Autor: vkara / Mix: Karol Wiszniewski
Po tym, jak spleśniałe rodzynki zaszkodziły zwierzętom w zoo, bakalie trafiły do koktajlbarów horteksu. Proces cukierników nie dotyczył jednak higieny, ale łapówek.

Były lody ambrozja polane ajerkoniakiem i czekoladą, cassate chętnie kupowane na wynos (duża kula w sreberku) i melba (waniliowe z połówkami brzoskwiń w syropie z bułgarskiej puszki). W 1977 r. do księgi życzeń wyłożonej w koktajlbarze Horteksu na placu Konstytucji wpisał się minister handlu wewnętrznego ZSRR. Komplementy zakończył słowami: „Do zobaczenia za trzy lata u nas w wiosce olimpijskiej”. Nie wiedział, że już toczyło się śledztwo w sprawie nadużyć w dwóch reprezentacyjnych lokalach Horteksu w Warszawie.

W kolejce do aferzystów

Pierwszych aresztowanych wyprowadzono z biur w kajdankach dzień przed Wigilią w 1977 r. Na konferencji prasowej prokuratury poinformowano, że ajenci Horteksu w przestępczym porozumieniu z pracownikami Przedsiębiorstwa Handlu Zagranicznego „Agros”, zajmującego się m.in. importem rodzynek, kupowali je do swoich barów za półdarmo jako rzekomo zepsute, aby się wzbogacić. Do aresztu trafili: Franciszek K., ajent koktajlbaru przy placu Konstytucji, i Eugeniusz W., ajent bliźniaczego lokalu przy ulicy Świętokrzyskiej oraz restauracji Bazyliszek na Starym Mieście, Marian L., naczelny dyrektor kombinatu Hortex w Górze Kalwarii, jego dwaj zastępcy, zaopatrzeniowiec i technolog w koktajlbarze przy placu Konstytucji, trzech pracowników Agrosu. W zarzutach stwierdzono zagarnięcie około 9,5 mln zł, szereg machinacji na szkodę kombinatu Hortex oraz łapówkarstwo.

Początkowo dziennikarze wtórowali prokuraturze w oskarżaniu aferzystów z Horteksu. Ubolewano nad dwulicowością aresztowanych. Wszak tak niedawno dyrektor naczelny Horteksu Marian L. opowiadał we „Wszystko za wszystko” – promującym menedżerów PRL programie Edwarda Mikołajczyka (Studio 2 TVP) – jak wpadł na genialny pomysł otwarcia w Warszawie pierwszego koktajlbaru Horteksu przy ulicy Świętokrzyskiej. Otóż gdy wypoczywał wraz ze znajomym w Zakopanem, zwrócili uwagę na doskonałe lody w tamtejszej kawiarni Słodka. Marian L. namówił właściciela cukierni Eugeniusza W., aby został ajentem w Warszawie. W. przeniósł się do stolicy ze wspólnikiem Franciszkiem K. Od tej chwili konsumenci, aby zjeść ambrozję z Horteksu, stali godzinami w kolejce. Po konferencji prokuratury na witrynie modelowego lokalu Horteksu przy ulicy Świętokrzyskiej ktoś w nocy napisał białą farbą: „Łapówkarze pod sąd”.

W śledztwie ajenci opowiedzieli znacznie więcej o początkach swojej kariery niż ich szef w telewizji: w hotelu, w którym zamieszkali zaraz po przeniesieniu się do Warszawy, pojawił się ów znajomy dyrektora Horteksu z Zakopanego i powiedział wprost – nim podpiszą umowę, mają wpłacić naczelnemu 100 tys. zł odstępnego za powierzenie im ajencji. Pośrednik nie krył, że on też liczy na pewne profity – urządzi go 6-7 tys. zł miesięcznie, byle płacone regularnie. Cukiernicy zamierzali początkowo odmówić, ale szybko zrozumieli, że podcinają gałąź, na której chcieli się umościć. Wyciągnęli więc portfele.

Koktajlbar przy ulicy Świętokrzyskiej otwarto w maju 1973 r. Zgodnie z umową ajenci partycypowali w kosztach utrzymania kombinatu w Górze Kalwarii, ponadto odprowadzali pewną uzależnioną od obrotów kwotę, której wysokość była zależna od obrotów. A interes rozkręcał się błyskawicznie. W pierwszej umowie przewidziano, że roczny obrót w barze przy Świętokrzyskiej wyniesie 550 tys. zł. Tymczasem przekroczył 14 mln zł, z czego 2,6 mln zł dostał kombinat. W 1977 r., gdy do Horteksu wkroczyła prokuratura, oba bary osiągały 215 mln zł rocznego dochodu. Nastał już czas późnego Gierka, gdy coraz trudniej było cokolwiek kupić, i również zaopatrzeniowcy koktajlbarów mieli problemy z dostarczeniem cukiernikom potrzebnych produktów. Przede wszystkim brakowało bakalii. Dostawy z importu były regulowane specjalnymi przepisami, które zezwalały na kupno tych artykułów tylko tzw. odbiorcom planowym i za pośrednictwem Agrosu. Barów Horteksu na tej liście nie było.

Część surowców zapewniał im kombinat, część kupowali ajenci na bazarach, w GS-ach. Coraz częściej płacili za surowce więcej, niż wykazywała kalkulacja oparta na sztywnych zasadach. Nawet za produkty krajowe. Państwowa cena za kilogram truskawek, jaką wolno było wpisać w arkusz kalkulacyjny, wynosiła 37 zł. Ajent kupował te owoce na wolnym rynku po 90 zł. W jednym tylko 1976 r. koktajlbar na placu Konstytucji dopłacił do różnicy cen truskawek 1,36 mln zł. Skąd brano pieniądze na pokrycie deficytu? Ajent Eugeniusz W. przed prokuratorem: – Musiałem kombinować. Wycofywałem to, co oszczędziłem z odpisów na ubytki naturalne. Albo ukrywałem przed centralą część utargu, nie wykazując go w raportach kasowych. Ale z dnia na dzień było coraz gorzej. Tylko klienci jeszcze o niczym nie wiedzieli i godzinami czekali w kolejce na miejsce przy stoliku.

Rodzynki w rękach więźniów

Ratunek przyszedł w postaci dwóch wygadanych urzędniczek Agrosu, które po zjedzeniu melby w barze na placu Konstytucji weszły do biura ajenta i zaproponowały mu okazyjne kupno 35 kg rodzynek zdyskwalifikowanych przez sanepid. – Jak bardzo zdyskwalifikowanych? – zapytał Franciszek K. – Można się dogadać z inspektorem – zapewniły kobiety. W latach 70. ze statków w Gdyni zdejmowano tony uszkodzonego w długim transporcie towaru. Przesłuchiwany w prokuraturze w związku z aferą Horteksu kierownik działu przypraw i owoców suszonych w Agrosie opowiadał o workach spleśniałego pieprzu, figach z zasuszonymi muszkami w środku owocu czy papryce z opiłkami żelaza. Szczególne dużo niszczyło się bakalii. Na przykład w 1974 r. na statku „Wieliczka” zapleśniało podczas jednego kursu 25 ton rodzynek. Agros próbował opchnąć zepsuty towar do zoo (po złotówce za kilogram), ale udało się tylko raz, bo zwierzęta zachorowały. Na domiar złego przedsiębiorstwo płaciło w magazynach portowych wysokie rachunki za przechowywanie zagranicznych delikatesów. Wybawieniem z kłopotów mógł był tylko Hortex – gdyby chciał poddawać rekondycji, jak to nazwano, wybrakowany towar.

Ajent przystał na propozycję wysłanniczek Agrosu, a dyrekcja kombinatu okazała zrozumienie. Agros zaoferował na dzień dobry kombinatowi w Górze Kalwarii 55 ton odrzuconych rodzynek (ajenci nie mieli prawa zawierania umów i nie dysponowali rachunkami bankowymi). Gwarancję, że wybrakowane bakalie nie zaszkodzą konsumentom, dał technolog Horteksu.

Owoce czyszczono z pleśni, płucząc je w beczkach (zepsute wypływały na wierzch) albo przebierając ręcznie. Zaopatrzeniowiec – były funkcjonariusz MO – wyszukiwał do tej roboty emerytów i więźniów. Aresztanci z Białołęki dostali do przebrania 14 ton rodzynków. W jednym i drugim przypadku robota została wykonana perfekcyjnie. Taka akcja kusiła okazją do zawyżania kosztów tego przedsięwzięcia, które nadal rozliczała centrala w Górze Kalwarii. Na listach osób zatrudnionych przy sortowaniu pojawiły się martwe dusze. Poza tym emeryci nie protestowali, gdy kasjerka kazała im pokwitować wyższą zapłatę. Kontakty między Agrosem a ajentami mocno się zacieśniły. Nadal kupowano towar wybrakowany, ale przynoszone przez zaopatrzeniowca do biura Agrosu ciasta i lody robiły swoje. Urzędnicy zaprzyjaźnili się, nawet pożyczali sobie pieniądze, a koktajlbary, zwłaszcza ten na placu Konstytucji, stały się obiektem ich szczególnej życzliwości. Tak dalece, że dwukrotnie – co odnotowano później w akcie oskarżenia – pracownica magazynu Hartwig w Gdańsku, nie patrząc na rozdzielnik, skierowała do Warszawy pełnowartościowe rodzynki. Hortex zapłacił normalną cenę, ale z pominięciem wewnętrznych przepisów. I tu tykała bomba.

Zawód dyrektor

Pewnego dnia na rutynową kontrolę do obu barów przyszła rewidentka Ministerstwa Finansów. Pracowała kilka miesięcy bardzo gorliwie, nie dała się skusić na żaden poczęstunek. W raporcie stwierdziła, że kontrahentami Agrosu są bezpośrednio ajenci Horteksu, co godzi w przepisy, a poza tym stworzyło okazję do zagarnięcia mienia państwowego, gdyż tak naprawdę wszystkie suszone owoce w Horteksie były pierwszej jakości. Kontrolerka doszukała się ponad 400 fikcyjnych rachunków za rzekome prace segregacyjne. Protokoły komisyjnego niszczenia odpadów też były jej zdaniem sfabrykowane.

Prokuratura z góry przyjęła koncepcję zagarnięcia mienia państwowego i tej tezie podporządkowała przebieg śledztwa. Konkretne zarzuty prokuratury to dostarczenie w ciągu 2,5 lat przez Agros do warszawskich koktajlbarów pełnowartościowych 158 t rodzynków, 74 t orzechów włoskich, 10,5 t wiórków kokosowych i 20 t migdałów, za które Hortex zapłacił połowę ceny – 11 mln zł – gdyż towar zakwalifikowano jako uszkodzony. Zdaniem prokuratury pracownicy Agrosu celowo uznawali bakalie za zepsute, bo mieli z tego osobiste korzyści. Ponadto stwierdzono, że utarg koktajlbarów nie był w całości wykazywany w sprawozdaniach przesyłanych do Góry Kalwarii, a od jego wysokości zależała odpłatność na rzecz kombinatu. Podejrzani zostali oskarżeni o zagarnięcie mienia wartości 9,5 mln zł. Drugi zarzut dotyczył dawania łapówek przez ajentów. Przede wszystkim naczelnemu dyrektorowi Horteksu, który od uruchomienia warszawskich koktajlbarów do wejścia prokuratury przyjął od szefów lokali 1,248 mln zł.

Ajent Eugeniusz W. szczegółowo zeznał w śledztwie, jak to przekupywanie przebiegało: pewnego dnia, gdy był sam w gabinecie, zjawił się szef Marian L. i bez owijania w bawełnę powiedział, że coś mu się należy z zysków tak dobrze prosperującego baru. Zwłaszcza że jest w potrzebie – właśnie się rozwiódł, ma wydatki. Konkretnie zadowoliłaby go na początek miesięczna pensja 10 tys. zł podana pod stołem. Aż do przejścia Mariana L. na emeryturę w 1976 r. Eugeniusz W. raz w miesiącu wkładał obliczoną kwotę do opakowania po papierosach i zostawiał na biurku naczelnego. W miarę wzrostu obrotów doszli od 10 tys. do 30 tys. zł. W akcie oskarżenia podliczono, że Eugeniusz W. wydał na łapówki dla różnych osób 2,38 mln zł i 34 tys. zł w wyrobach. Drugi ajent Franciszek K. był mniej szczodry – rozdał na lewo z państwowego majątku 952 tys. zł gotówką i 21 tys. zł w wyrobach. – Wszyscy, łącznie z sanepidem, wyciągali łapę – żalił się w prokuraturze Eugeniusz W. – Żeby chociaż w czymś pomogli, ale gdzie tam!

Jakkolwiek Marian L. nie był jedynym beneficjentem zaradnych ajentów, jego droga zawodowa wskazywała, że w PRL zawsze potrafił się urządzić. Zaraz po wojnie wstąpił do PPR, następnie PZPR. Dyrektorem został z awansu w latach 50., w ramach akcji „Tysiąc robotników na kierownicze stanowiska”. W fotelu naczelnego zasiadał kolejno w gabinetach: Centrali Handlu Detalicznego w Katowicach, Motozbytu, centrali rybnej, Departamentu Przemysłu Mięsnego i Mleczarskiego w Ministerstwie Handlu Wewnętrznego, Centralnego Zarządu Przemysłu Mleczarskiego. Na tym ostatnim stanowisku spotkała go w roku 1965 pewna przykrość – został odwołany przez egzekutywę komitetu zakładowego partii za remont mieszkania z zakładowych pieniędzy. Następnego dnia przyjął nominację naczelnego dyrektora Kombinatu Hortex w Górze Kalwarii.

Odwołuję wyjaśnienia

Proces zaczął się jesienią 1979 r. Poza Marianem L. na ławie oskarżonych siedziało 13 osób: dwóch zastępców naczelnego Horteksu, główny specjalista kombinatu ds. organizacji koktajlbarów, dwaj warszawscy ajenci, zaopatrzeniowiec koktajlbarów i kilka osób z Agrosu. Inspektorzy sanepidu mieli osobny proces. Franciszek K., ajent baru na placu Konstytucji, początkowo liczył na to, że uratuje go zbliżająca się olimpiada w Moskwie. Z aresztanckiej celi przypomniał prokuratorowi słowa ministra handlu wewnętrznego ZSRR, że chętnie widziałby specjały Horteksu na terenie igrzysk. K. napisał: „Jakkolwiek znalazłem się w nietypowej sytuacji, chciałbym wnieść swój wkład w to wielkie przedsięwzięcie w Kraju Rad. Jako długoletni członek PZPR i TPPR deklaruję społecznie pomoc we wdrożeniu polskiej myśli technologicznej w uruchomieniu koktajlbaru w miasteczku olimpijskim”. Gdy propozycja została pominięta milczeniem, na pierwszej rozprawie ajent K. odwołał swoje wyjaśnienia w śledztwie, w których przyznał się do zagarnięcia mienia państwowego oraz udziału w oszukańczym przekwalifikowywaniu importowanych owoców. Co do łapówek dla dyrektora naczelnego – dawał, bo szef tego wymagał, a on chciał windować w górę prestiżowy bar. Z tego samego powodu opłacał się inspektorom sanepidu, choć nie miał złudzeń, że ich opinie są próbą wymuszenia haraczu. Jednego tylko chciał uniknąć – zatrucia konsumentów. I to mu się udawało.

– A dlaczego oskarżony przyznał się do popełnienia przestępstwa? – zapytał sąd.
– Bo chciałem być lojalny wobec władz śledczych. Przed przesłuchaniem obiecywano mi złote góry. Z drugiej strony grożono, że w razie odmowy potwierdzenia zarzutów moje czyny zostaną zakwalifikowane z artykułu kodeksu karnego przewidującego karę śmierci dla osób, które zagarnęły mienie społeczne wielkiej wartości.

Po Franciszku K. również pozostali oskarżeni wycofywali swoje wyjaśnienia w czasie postępowania prokuratorskiego, jako wymuszone. Eugeniusz W. odwołał przed sądem swoje pomówienie zastępcy dyrektora naczelnego Mariana L.:
– Nigdy nie dawałem mu łapówki. W śledztwie złamano mnie. Przesłuchujący nalegał, abym obciążył całą dyrekcję Horteksu. Powiedzieli, że im nic już nie pomoże, ponieważ wszystkich sypnął Franciszek K.

Również zaopatrzeniowiec Norbert P. z koktajlbaru na placu Konstytucji, odwołując swoje wyjaśnienia z śledztwa, twierdził, że zeznawał pod dyktando funkcjonariuszy aparatu ścigania. Gdy podsunięto mu do podpisu protokół z oświadczeniem, że uczestniczył w oszustwie przekwalifikowywania dobrych bakalii na rzekomo zapleśniałe, nie miał odwagi się sprzeciwić. Wyjaśnienia Norberta P. wsparły oskarżone pracownice Agrosu, zaprzeczając, aby zdarzyły się wypadki fikcyjnego przekwalifikowywania dobrych towarów.

Wezwani na świadków dyrektorzy Agrosu utrzymywali, że transakcje z Horteksem były dla ich przedsiębiorstwa korzystne. Koszty Centrali Handlu Zagranicznego czyszczenia z tzw. czarnej żywej pleśni rodzynków przez spółdzielnię Las w 1974 r. wynosiły ponad 19 zł od kilograma, co w przypadku zakażenia ton bakalii rosło w ogromne kwoty. Ajenci, podejmując się rekondycji, brali te koszty na siebie. Prawidłowość kalkulacji cen owoców tzw. awaryjnych, sprzedanych przez Agros, potwierdziła Państwa Komisja Cen. Zeznający dyrektor przedsiębiorstwa handlu zagranicznego podał przykład niesłusznej dyskwalifikacji inspektorów sanepidu: w 1973 r. Agros otrzymał zamówienie sprowadzenia 600 t suszonych fig. Transport przyszedł przed Bożym Narodzeniem. Sanepid uznał, że cały ładunek jest do wyrzucenia, gdyż w owocach tkwią martwe muszki. Interweniowały oba ministerstwa – handlu wewnętrznego i zagranicznego. Bez skutku. Figi poszły jako pasza do PGR, niewielką część przerobiono na wino, a i tak straty sięgnęły kilku milionów złotych. Poniewczasie okazało się, że figowce są zapylane przez te muszki, które potem martwe zostają we wnętrzu owocu.

Pozdrowienia od Magdy Karwowskiej

Po przesłuchaniu wszystkich świadków między oskarżycielem a obroną doszło do ostrego sporu w kwestii cen zakupu bakalii. Prokurator uważał, że ajentów obowiązywała cena detaliczna, wskazywana w sztywnej kalkulacji wyrobów. Jeśli kupowali taniej, to znaczy, że chcieli zagarnąć do kieszeni różnicę między ceną państwową a rzeczywiście zapłaconą. W scentralizowanej gospodarce ajentom nie przysługiwały żadne marże.

Adwokaci dowodzili, że zazwyczaj ajenci, chcąc zaopatrzyć kuchnię w niezbędne bakalie, płacili drożej, niż to określono w resortowych przepisach, które w ogóle nie uwzględniały aktualnej sytuacji na rynku. Niespodziewanie mecenasów poparł biegły powołany przez prokuraturę. Przyznał na rozprawie, że wyliczona w śledztwie wielkość zagarniętego mienia jest błędna i wymaga korekty na podstawie przepisów, których prokurator nie badał. Sąd okręgowy postanowił przerwać zbliżający się już do końca proces i przekazał oskarżycielowi akta do uzupełnienia postępowania przygotowawczego. Oskarżyciel wniósł zażalenie do Sądu Najwyższego, który uznał, że materiał ze śledztwa jest wystarczający do wydania wyroku.

Na ponownym procesie podsądnych było o jednego mniej. W areszcie zmarł jeden z zastępców dyrektora Horteksu. Zwolniono go kilka dni przed śmiercią, gdy już było za późno na operację. Sąd powołał nowych biegłych, którzy w szafie prokuratora odnaleźli dokumenty niekorzystne dla linii oskarżenia. Dowodziły, że oskarżeni ajenci kupowali bakalie naprawdę wybrakowane. Takie, których tzw. planowi odbiorcy nie tylko nie chcieli przyjąć, ale jeszcze żądali od Agrosu odszkodowania. Niczego nie załatwiano na lewo. Wszystkie umowy z przedsiębiorstwem handlu zagranicznego przechodziły przez kombinat w Górze Kalwarii. Sąd uznał, że ajenci nie mieli fizycznej możliwości zagarnięcia państwowych pieniędzy, i uniewinnił ich od tego zarzutu. Wyroki dotyczyły wręczania łapówek.

Franciszek K., ajent koktajlbaru na placu Konstytucji, został skazany na cztery lata więzienia i 150 tys. zł grzywny. Jego kolega Eugeniusz W., który prowadził bar przy ulicy Świętokrzyskiej i restaurację Bazyliszek – na trzy lata i 100 tys. grzywny. Marian L., były naczelny dyrektor Kombinatu Hortex, poszedł do więzienia na sześć lat. Ponadto zasądzono mu 500 tys. zł grzywny, przepadek samochodu oraz książeczki mieszkaniowej. Za zaopatrzeniowcem Norbertem P. więzienne kraty zamknęły się na trzy lata.

Był to też koniec sławy koktajlbarów. Nowi zarządzający nie kombinowali wobec narastających braków zaopatrzenia. Próbowano zastępować deficytowe rodzynki suszonymi jabłkami, a czekoladę – wyrobem czekoladopodobnym, ale kolejki do kasy zniknęły bezpowrotnie. Któregoś dnia na drzwiach pojawiła się tabliczka: remont. Hortex nie zniknął bez śladu.

W przypominanym raz po raz w telewizji serialu „Czterdziestolatek” można zobaczyć, jak grana przez Annę Seniuk Magda, żona budowniczego Dworca Centralnego, leczy życiowe smutki podwójną ambrozją w koktajl barze przy ulicy Świętokrzyskiej.

Korzystałam z artykułów prasowych o toczącym się procesie oraz reportażu Wandy Falkowskiej na ten temat w „Ekspresie Reporterów” z 1981 r.

Więcej możesz przeczytać w 35/2014 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 35/2014 (1643)

  • Zapiski z tygodnia 25 sie 2014, 6:00 18 sierpnia poniedziałek Z długą bronią Uciekłem od świata w góry, by zaszyć się i pisać książkę „Afera podsłuchowa. Taśmy Wprost” (współautor Michał Majewski). Patrzyłem na Giewont, gdy rozległ się dzwonek... 4
  • Skaner 25 sie 2014, 6:00 OBYCZAJE Polak na kacu Statystyczny Europejczyk w ciąg całego życia traci aż 1452 dni na leczenie skutków imprez zakrapianych alkoholem. A JAKI JEST PORTRET POLAKA na kacu? Rekordzistami są Brytyjczycy, którzy przez kaca tracą w sumie... 6
  • WSI, Macierewicz i prezydent 25 sie 2014, 6:00 W poprzednim numerze opublikowaliśmy serię tekstów o dokumentach z weryfikacji WSI. Sprawa pojawiała się na czołówkach portali i w wieczornych dziennikach, ale potem została zmilczana. Byłem pytany, dlaczego tak mocny materiał nie odbił... 12
  • Czarny dzień w historii polskiego Kościoła 25 sie 2014, 6:00 W ubiegłym tygodniu w mediach głośno było o dwóch statystykach, które zaniepokoiły katolickie kręgi. Z badań socjologów wynika, że w ciągu dziesięciu lat na niedzielne msze przestało chodzić 2 mln Polaków. Okazało się też, że w... 12
  • Prof. Chazan na prezydenta! 25 sie 2014, 6:00 Prof.Bogdan Chazan właśnie korzysta ze swoich pięciu minut sławy. W swoim życiu był już szeregowym ginekologiem i położnikiem, leczył, ale i bez mrugnięcia okiem dokonywał aborcji na życzenie. Zdążył też wspiąć się po... 13
  • Akcja mistyfikacja 25 sie 2014, 6:00 15 lat temu mogło dojść do jednej z największych mistyfikacji w polskiej kryminalistyce. – W sprawie pewne jest tylko to, że są dwa trupy przypisywane tej samej osobie – mówi oficer CBŚ. 14
  • Nie jestem lalusiem 25 sie 2014, 6:00 Docierają do mnie informacje, że Schetyna namawiał ludzi PO do wsparcia konkurencyjnej wobec Platformy inicjatywy wyborczej – mówi Jacek Protasiewicz, przewodniczący dolnośląskiej PO. 18
  • Polska będzie następna 25 sie 2014, 6:00 Rosyjskie służby w sposób zakamuflowany biorą udział w przetargach organizowanych przez polską armię. Docierają na wysokie szczeble władzy w Polsce – mówi gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca Wojsk Lądowych i wiceszef MON. 22
  • Carringtonowie na polską miarę 25 sie 2014, 6:00 Po dwukrotnej prezydenturze Aleksandra sondaże pokazywały, że szansę na to stanowisko miałaby Jolanta. Dziś się wydaje, że żadne z nich nie wróci do czynnej polityki. Musieliby ujawnić swoje oświadczenia majątkowe. 26
  • Barbie z Dniepropietrowska 25 sie 2014, 6:00 Jako dziecko marzyłem o lalce Barbie. Fascynowały mnie jej włosy, które można było czesać, ale nigdy nie dawało się ich rozczesać. To jedno z tych wstydliwych, niespełnionych marzeń, które bez trudu można by zaspokoić dziś. Ale... 30
  • Magia biznesu 25 sie 2014, 6:00 Z usług JASNOWIDZÓW I WRÓŻBITÓW coraz częściej korzystają biznesmeni, artyści, politycy, a nawet księża. W dobie kryzysu polskie wyższe sfery uwierzyły w magię. 32
  • Doradzam biznesmenom 25 sie 2014, 6:00 PRZEDSIĘBIORCY przychodzą do mnie regularnie. Wielu z nich to właściciele i menedżerowie największych firm – mówi Maciej Skrzątek, znany jako wróżbita Maciej. 35
  • Rodzice wracają do szkoły 25 sie 2014, 6:00 Za kilka dni matki i ojcowie zaczną systematyczną pracę przy LEKCJACH, KLASÓWKACH, NA ZEBRANIACH. Początek roku szkolnego absorbuje dziś bardziej rodziców niż dzieci. 36
  • Polacy nie boją się pożyczek 25 sie 2014, 6:00 Pożyczki gotówkowe niezmiennie cieszą się dużym zainteresowaniem. Łatwiej jest kupić coś na raty, niż wydać całą sumę naraz. Jedni pożyczkę przeznaczają na edukację, inni kupują za nią wymarzoną wycieczkę, a jeszcze inni po prostu zasilają domowy budżet. 39
  • Wakacje z Facebookiem 25 sie 2014, 6:00 PO CO WYJEŻDŻAMY NA WAKACJE? Żeby pokazać znajomym na fejsie, jacy jesteśmy fajni i jak dobrze się bawimy. 40
  • Lans na sport 25 sie 2014, 6:00 Celebryci biegają, pływają, jeżdżą na rowerze. Uprawianie sportu stało się obowiązkowym elementem wizerunku. NIE TRENUJESZ? NIE ISTNIEJESZ! 44
  • Od blisko stu lat dzielimy się naszą pasją do sportu! 25 sie 2014, 6:00 Wielkie wydarzenia sportowe to nie tylko okazja do wspólnego kibicowania, lecz także dobry pretekst do popularyzacji sportu powszechnego i podkreślenia roli aktywności fizycznej w naszym życiu. 47
  • Wędkarz idzie na wojnę 25 sie 2014, 6:00 Wędkarze wypowiedzieli wojnę POLSKIEMU ZWIĄZKOWI WĘDKARSKIEMU. Ostrzegają, że ten największy dzierżawca jezior i rzek zrobi z Polski wędkarską pustynię. 48
  • Życie pod zastaw 25 sie 2014, 6:00 Dla lombardów nastały tłuste lata. Gdy banki mniej chętnie udzielają kredytów, a państwo walczy z chwilówkami, Polacy w potrzebie zastawiają, co się da: ZŁOTO, TELEWIZORY, A NAWET AUTA, DZIAŁKI I DOMY. 52
  • Afera z ambrozją 25 sie 2014, 6:00 Po tym, jak spleśniałe rodzynki zaszkodziły zwierzętom w zoo, bakalie trafiły do koktajlbarów horteksu. Proces cukierników nie dotyczył jednak higieny, ale łapówek. 56
  • Pokój według Putina 25 sie 2014, 6:00 Putin stał się zakładnikiem własnej propagandy. Żeby uniknąć wojny, potrzebne jest jakieś niestandardowe rozwiązanie, na które jeszcze nikt nie wpadł – mówi BYŁY KREMLOWSKI SPIN DOKTOR GLEB PAWŁOWSKI. 60
  • Agenci KGB i izotop polonu 25 sie 2014, 6:00 Największą przeszkodą w rozwikłaniu sprawy otrucia ALEKSANDRA LITWINIENKI była dotąd poprawność polityczna. Kryzys ukraiński może się przysłużyć prawdzie. 64
  • Wyleczeni aż do bólu 25 sie 2014, 6:00 Miliony Amerykanów uzależniają się od leków przeciwbólowych. Rząd przyznaje – to największa EPIDEMIA NARKOMANII w historii USA. 66
  • Wojna o śmieci 25 sie 2014, 6:00 Czy głośny przetarg śmieciowy w stolicy POGRĄŻY WARSZAWSKĄ PLATFORMĘ OBYWATELSKĄ przed wyborami samorządowymi? 70
  • Policja niczym armia okupantów 25 sie 2014, 6:00 MEC. ROBERT NOGACKI – jeden z najlepszych ekspertów w zakresie bezprawia urzędniczego – ocenia wydarzenia przez pryzmat interesów klientów swojej kancelarii. 73
  • Abecadło o Kisielu 25 sie 2014, 6:00 25 lat temu Stefan Kisielewski, najwybitniejszy felietonista w historii Polski, wydał słynny „Alfabet Kisiela”, uszeregowany alfabetycznie zapis refleksji o ludziach jego epoki. We wstępie do głośnego dzieła można przeczytać: „To nie statecznie uporządkowany... 74
  • Droga do biznesu 25 sie 2014, 6:00 Codziennie ponad tysiąc Polaków decyduje się na założenie własnego biznesu. Okazuje się, że to prostsze niż wielu z nich myśli. 76
  • Pieniądze dla debiutantów 25 sie 2014, 6:00 Jeśli firma prowadzi działalność krócej niż rok, może mieć trudności z uzyskaniem kredytu w banku. Warto rozważyć inne formy finansowania, na przykład faktoring. 78
  • Problem z głowy 25 sie 2014, 6:00 Łupież to nie tylko krępujący problem estetyczny. Nieleczony może doprowadzić do przedwczesnej utraty włosów. Niewłaściwa pielęgnacja skóry głowy dotkniętej tym schorzeniem może nasilać przerzedzanie się włosów. 80
  • Zakwasy robota 25 sie 2014, 6:00 MASZYNY PRZYSZŁOŚCI będą ciepłe i nalane tłuszczem. Naukowcy stworzyli robota używającego żywych mięśni. 82
  • Był katem, nie potworem 25 sie 2014, 6:00 Jak ktoś łamał wprowadzone przez niego zasady, to mógł wypier... - mówi Grzegorz Wagner o swoim ojcu Hubercie Jerzym Wagnerze, legendarnym trenerze polskich siatkarzy, mistrzów świata i mistrzów olimpijskich. 84
  • Dorastanie na ekranie 25 sie 2014, 6:00 RICHARD LINKLATER pracował nad „BOYHOOD” 12 lat. Nieprzypadkowo – głównym bohaterem jego filmu jest czas. 88
  • Chorzy na teatr 25 sie 2014, 6:00 Gdy ich koledzy grywają w serialach i grzeją się w blasku fleszy, oni prowadzą samotną walkę o teatr dla siebie i swoich widzów. I CZĘSTO WYGRYWAJĄ. 91
  • Kalejdoskop kulturalny 25 sie 2014, 6:00 SZTUKA Warszawa Tyrmanda Ulicami Złego” to dziwnie prowadzona – w sposób równie zawiły co sam „Zły” Leopolda Tyrmanda – opowieść o powstającym z gruzów mieście i jego ciemnych zakamarkach. Widz przechadza... 94
  • Bomba tygodnia 25 sie 2014, 6:00 Lanie wody Największy problem polskich celebrytów? To, że ludzie ich hejtują, podejrzewając – zresztą słusznie – że to kłamliwe, pozbawione dystansu i humoru pustaki, wykreowane na potrzeby mediów, które na nich zarabiają.... 98
  • Jak się rujnuje firmę 25 sie 2014, 6:00 Chciałabym zobaczyć konkretne przypadki tych prześladowań. Ostatnio w roli prześladowanego występował Zbigniew Jakubas. Skarżył się, że musiał zapłacić zaległy VAT – mówiła w zeszłym tygodniu w „Poranku Radia TOK... 102
  • To, co najważniejsze 25 sie 2014, 6:00 Bank wstydu Tego w historii bankowości jeszcze nie było. Aż 17 mld dolarów wyniosła kara dla Bank of America za oszukiwanie swoich klientów. Taką kwotę ma zapłacić poszkodowanym oraz władzom USA. Sprawa dotyczy serii oszustw z lat... 103
  • Armia urzędników atakuje 25 sie 2014, 6:00 Z podatków uzbrajane jest urzędnicze wojsko, które zamiast służyć obywatelom, traktuje ich często jak swoich głównych wrogów. 105
  • Urzędnicy opłacają się rządzącym 25 sie 2014, 6:00 Urzędnicy są najlepszym sposobem kupowania głosów. Zatrudnić kogoś na dobrze płatnym stanowisku i rodzina pójdzie głosować na tego, kto go zatrudnił – mówi w rozmowie z „Wprost Biznes” prof. Robert Gwiazdowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha. 108
  • Urzędnik zasuwa, a nie siedzi 25 sie 2014, 6:00 W Polsce pokutuje wizerunek urzędnika jako siedzącego i popijającego kawkę – mówi prof. Ryszard Bugaj, ekonomista, były doradca w kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego. 109
  • Kiedy uderzy embargo? 25 sie 2014, 6:00 Z rosyjskim zakazem importu płodów rolnych i artykułów spożywczych jest jak z grypą. Groźna jest nie tyle choroba, ile jej powikłania. 110
  • Polskie nuty w strumieniu 25 sie 2014, 6:00 Lubicie słuchać muzyki z kompaktów? Przyjrzyjcie się im dobrze, bo niedługo będzie można je oglądać tylko w muzeum. Słuchanie muzyki przenosi się do streamu, w którym chcą pływać również polskie firmy. 114
  • Biznes i technologie 25 sie 2014, 6:00 Internetowy natręt przeprasza Masz dość pop-upów? Wkurzających okienek z reklamami, które wyskakują jedno po drugim, kiedy odwiedzasz jakąś zagraniczną stronę. Może przestaniesz zaciskać pięści ze złości po tym, jak przeczytasz... 117
  • Coraz trudniej o zyski 25 sie 2014, 6:00 Jak do tej pory 2014 r. nie zapisuje się najlepiej w pamięci inwestorów. Co gorsza, niezbyt optymistyczne są również perspektywy na dalszą jego część. Nie spełniają się oczekiwania wyraźnej poprawy sytuacji makroekonomicznej, silnie widoczne w pierwszych miesiącach roku. Coraz... 119
  • Dekalog pracoholika 25 sie 2014, 6:00 Polacy to jeden z najbardziej zagrożonych pracoholizmem narodów świata. Co zrobić, żeby nie wpaść w pułapkę uzależnienia od pracy? 120
  • Kadry 25 sie 2014, 6:00 PIOTR LEWACIUK objął stanowisko dyrektora zarządzającego Paczkomatów InPost na polskim rynku. Ma sprawować nadzór nad projektami paczkomatowymi w Polsce oraz koordynować prace w działach sprzedaży, logistyki i marketingu. Lewaciuk jest... 122