NAGIE MIECZE

NAGIE MIECZE

Dodano: 
Bitwa pod Grunwaldem 1998
Powtórzenie siłami 400 rycerzy bitwy grunwaldzkiej sprzed 588 lat jest kolejną w Polsce, a częstą na Zachodzie, próbą inscenizacji wydarzenia historycznego na użytek rycerzy-hobbystów oraz turystów.

W dekadzie gierkowskiej oficjalną wersję historii popularyzowano poprzez spektakle typu "światło i dźwięk". Na przykład turyści odwiedzający Malbork mogli tą metodą w obrębie murów zamkowych wysłuchać niegodziwych knowań krzyżaków. Podobny ideologicznie charakter miały też kręcone wówczas filmy historyczne: "Kopernik" czy "Gniazdo".
Przeskok jakościowy w historycznych inscenizacjach dokonał się przed kilku laty wraz ze zorganizowaniem w Biskupinie pierwszego w Polsce festynu archeologicznego. Okazało się, że w naszym kraju działają setki miłośników historii, którzy metodą rękodzieła rekonstruują materialny świat średniowiecza i epok wcześniejszych, są także zainteresowani praktykami rycerskimi.
Liczba zdeklarowanych kontynuatorów tradycji rycerskich w Polsce sięga tysiąca mężczyzn. Turnieje organizują dla nich - obok najsłynniejszego w Golubiu-Dobrzyniu - gospodarze zamków w Chojniku, Sztumie, Santoku, Gniewie i Bolkowie. Kolczugę najłatwiej sporządzić ze sprasowanych sprężyn, za miecze służą obkute z grubsza płaskowniki. Konie bojowe są dziś równie kosztowne jak w średniowieczu, więc rycerze chwilowo obywają się bez nich. Rycerze współcześni uskarżają się na konieczność częstej zmiany zajęcia, ponieważ ich pracodawcy niechętnie tolerują wydłużone weekendy, które hołdownicy miecza muszą poświęcać na treningi. Bezrobotny rycerz jest w szczególnie stresującej sytuacji, ponieważ koszty wyposażenia są ciągle dość wysokie.
NWprawdzie maczugę można nabyć za 40 zł, topór - za 70, ale już miecz ozdobny z pochwą wymaga wyłożenia powyżej tysiąca złotych.
W kręgach rycerskich coraz popularniejsze staje się też organizowanie gromad wojów z czasów poprzedzających panowanie Mieszka I. Ich "watahy" konserwują starosłowiański model plemienny, a na wyspie Wolin spotykają się z Celtami i wikingami. Na Zachodzie praktyki rycerskie są od wielu lat trwałą częścią kultury popularnej. Geofrey Bibby z Danii, dyrektor muzeum w Aarchuz, od ponad dwudziestu lat organizuje grupy wikingów oraz festiwale wikińskie, którym towarzyszą pokazy broni i metod walki. Z kolei w okolicach Frankfurtu nad Menem co roku ożywa zrekonstruowane w Salzburgu rzymskie miasteczko.
Oko, dłoń i ducha hartują w służbie Rzeczypospolitej członkowie około czterdziestu bractw kurkowych, którzy spotykają się na turniejach strzeleckich, paradując przy tym często w kontuszach. Współczesne statuty bractw naganne prowadzenie się ich członków nakazują przedkładać pod rozwagę sądowi honorowemu. Jest to dalekie echo jurysdykcji, której na przykład w 1774 r. podległ niejaki Kretter, król kurkowy, który "miał pociąg do alkoholu, a przyszedłszy raz na celestat podpity dość brewerie stroił, wadząc się".
Batalię grunwaldzką zwieńczył epizod rozczulający. Kiedy szala zwycięstwa przechyliła się zdecydowanie na korzyść rycerzy polskich, kilkuset widzów opuściło sektory zarezerwowane dla obserwatorów, aby na wyciągnięcie ręki ujrzeć dobijanie krzyżaków. Za nimi ruszyli fotoreporterzy - zaczęły się przepychanki, kilka osób poturbowano. Taki był ostateczny finał wiktorii grunwaldzkiej Anno Domini 1998.
Okładka tygodnika WPROST: 29/1998
Więcej możesz przeczytać w 29/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0