ZAGINIONE CYWILIZACJE

ZAGINIONE CYWILIZACJE

Dodano: 1
Majowie bezmyślnie eksploatowali swoje środowisko naturalne. Wycinając lasy tropikalne, sprowadzili na siebie zagładę - twierdzi grupa archeologów z NASA.
Twierdzą oni, że los wymarłej cywilizacji powinien być ostrzeżeniem dla współczesnego człowieka, który kierując się doraźnymi profitami ekonomicznymi, równie bezmyślnie niszczy swoje środowisko naturalne.
Kultura Majów bujnie kwitła przez stulecia. Czasy od 250 r. n.e. do 900 r. n.e. archeolodzy nazywają okresem klasycznym w historii Majów. Powstało wtedy wiele miast połączonych rozległym systemem dróg. Znajdujący się dziś w Gwatemali region Peten należał do najgęściej zaludnionych obszarów w historii ludzkości: w miastach na kilometrze kwadratowym mieszkało ponad 1000 osób, a na wsiach - od 20 proc. do 
50 proc. więcej! "Następnie w ciągu 100 lat, a może nawet 20 lat, Majowie po prostu zniknęli. Między 830 r. a 930 r. ich populacja zmniejszyła się o dwie trzecie. To prawdopodobnie była jedna z największych katastrof demograficznych w dziejach ludzkości" - twierdzi Thomas Sever, archeolog z NASA Marshall Space Flight Center w Huntsville.
Do takich wniosków doszedł on po przeanalizowaniu zdjęć satelitarnych. Na fotografiach można dostrzec subtelne różnice w rozmieszczeniu roślinności. Te zmiany mogą wskazać miejsca działalności człowieka. Jest to praktycznie jedyny sposób obejrzenia tropikalnej dżungli, gdyż jej gęstwina jest nie do przebycia. Niezwykle pomocne okazały się zdjęcia z satelity Landsat, które wykonano, używając wielobarwnego skanera. Odkryto wiele śladów dawnej cywilizacji, zwykle niedostrzegalnych gołym okiem.
Naukowców intrygowało przede wszystkim to, w jaki sposób Majowie byli w stanie się wyżywić, mieszkając na tak niewielkim obszarze. Około 300 r. n.e. było ich bowiem tak wielu, że - zdaniem naukowców - powinni przymierać głodem. Tymczasem cywilizacja rozwijała się przez kolejne 500 lat, a populacja wzrosła wówczas niemal dziesięciokrotnie. "Przypuszczamy, że Majowie mogli się wyżywić dzięki bajo, czyli sezonowo zalewanym bagnom, które pokrywały 40 proc. zajmowanych przez nich terenów. Są one wyraźnie widoczne na zdjęciach satelitarnych" - mówi Thomas Sever. Obszary te nie wysychały, mimo wielomiesięcznych susz nawiedzających ten region.
Cywilizacja Majów jednak się załamała. "Upadek społeczności zebrał potworne żniwo. Domy i świątynie popadły w ruinę" - kontynuuje Thomas Sever. Archeolodzy uważają, że przyczyną zagadkowego upadku kultury Majów było przede wszystkim zniknięcie drzew, czyli wycięcie lasu deszczowego. "Przypuszczamy, że w chwili załamania się cywilizacji Majów na tamtym terenie nie było już żadnych lasów. Człowiek wpłynął więc na zmianę warunków klimatycznych, a tym samym wydał wyrok na siebie"- twierdzi Sever. Anomalie pogodowe mogły doprowadzić do osuszenia bagien i zmusiły Majów do wydzierania dżungli nowych terenów pod uprawę. Dziś wiadomo, że las tropikalny jest niezwykle delikatnym organizmem. Nie rośnie na grubej warstwie gleby, w której drzewa mogłyby się mocno zakorzenić. "Ziemia wyrwana dżungli i zamieniona na pola uprawne w pierwszym roku daje co prawda bardzo dobre plony, ale w następnych latach stają się one coraz gorsze. Dlatego Majowie przesuwali się, karczując coraz większe połacie równikowego lasu. Takie nieużytki odradzają się dopiero po kilkuset latach. Majowie byli uzależnieni od rolnictwa, które stało się narzędziem ich zagłady" - tłumaczy Sever.
Współcześnie żyjący potomkowie tego plemienia nie wyciągnęli żadnych wniosków z tej lekcji i także bezmyślnie karczują tropikalne lasy. Wielu Gwatemalczyków systematycznie je wypala, aby powiększyć powierzchnię ziemi uprawnej. Nie zważają, że takie tereny nadają się pod uprawę jedynie przez pierwsze trzy lata. W latach 80. las deszczowy spustoszono do tego stopnia, że naukowcy zaczęli się obawiać, iż ulegnie on całkowitej zagładzie. Rząd Gwatemali zwrócił się więc do NASA o pomoc w sporządzeniu map lasów równikowych.
Ekipa archeologów kierowana przez Thomasa Severa, opracowując zdjęcia z Landsatu, nie wierzyła własnym oczom. "Byliśmy wstrząśnięci tym, co zobaczyliśmy. Wyglądało to, jakby las równikowy nagle ucięto nożem. Dalej ciągnęły się już tylko pola uprawne. Okazało się, że linia ta wyznacza granicę Gwatemali i Meksyku" - mówi Sever.
Landsat umożliwia dokonanie pomiaru "stopnia zazielenienia" dżungli. Najnowsze zdjęcia roślinności porównywane są ze starszymi obrazami, dzięki czemu można poznać rozmiar zniszczeń. "Stopień dewastacji nie wszędzie jest jednakowy. Widzimy obszary, gdzie las jest prawie nietknięty. Zazwyczaj są to te tereny, gdzie drzew pilnują strażnicy. Najbardziej zagrożone są zaś te miejsca, gdzie osiedlają się ludzie albo na przykład budowany jest rurociąg. Tam wycina się 90 proc. lasu. Tym samym dziesiątkom gatunków ssaków i ptaków grozi wyginięcie" - zauważa Sever.
Badania rejonu Peten wznowiono ostatnio także ze względu na liczne pożary trawiące ogromne połacie tropikalnego lasu. Dochodzi do nich na skutek przedłużającej się pory suchej, za co - zdaniem naukowców - odpowiada El Nińo. Ostateczny rozmiar dewastacji przypisywanej El Nińo będzie można jednak ocenić dopiero wówczas, gdy ustaną pożary i zniknie dym uniemożliwiający badanie tego obszaru za pośrednictwem satelity. Naukowcy zastanawiają się, czy tysiąc lat temu El Nińo mógł doprowadzić do upadku Majów. Nie wiadomo, jakie piętno na dżungli tropikalnej może odciskać to zjawisko, gdyż nie mamy wystarczających informacji o jego historii. Pewne dowody zebrane w Peru świadczą o tym, że w przeszłości niezwykle długie okresy suszy nawiedzały tereny zamieszkiwane przez Inków. Te niekorzystne zjawiska niektórzy badacze przypisują właśnie działalności El Nińo.
"Przypuszczamy, że zmiany podobne do tych, jakie obecnie zachodzą w Ameryce Środkowej, mogły doprowadzić do zniszczenia cywilizacji Majów. Historia przecież lubi się powtarzać. Chcielibyśmy ostrzec wystarczająco wielu ludzi, zanim będzie za późno" - tłumaczy Sever.
Niepokój archeologów nie jest bezzasadny. Amazońska dżungla - największy leśny ekosystem na Ziemi - jeszcze niedawno była niedostępna. Teraz kurczy się z roku na rok. Jeśli obecne tempo dewastacji lasów tropikalnych utrzyma się (wycinane jest do 1,5 proc. ich obszaru rocznie), w ciągu 20 lat z powierzchni Ziemi zniknie 90 proc. drzew.
Naukowcy podejrzewają ponadto, że los Majów nie jest pierwszym tego typu wypadkiem w historii. Potęga starożytnego Egiptu opierała się na rolnictwie. Dawniej piramidy wznosiły się nad żyzną okolicą. Do pustynnienia doliny Nilu przyczyniła się intensywna uprawa roli. Podobnie postępowali mieszkańcy basenu Morza Śródziemnego. Wycięcie lasów w starożytności doprowadziło do wypłukania gleby do morza. Już wtedy okazało się, że nie kontrolowana eksploatacja zasobów naturalnych jest katastrofalna w skutkach.
W Europie masowe wytrzebianie lasów rozpoczęto w średniowieczu. Karczowano je pod miasta i pola uprawne. W ten sposób 800 lat temu powstał Paryż. Pod koniec XVIII w. wycięto prawie wszystkie lasy otaczające Berlin (teraz sadzi się je na nowo). Najwięcej drzew zniszczono jednak w Wielkiej Brytanii, dawniej całkowicie zalesionej. Teraz lasy zajmują zaledwie 9 proc. powierzchni wyspy. Gdyby tempo zniszczeń nie zostało zahamowane, doszłoby do całkowitej dewastacji kontynentu, jak to się stało w starożytności w basenie Morza Śródziemnego. Europę uchroniło odkrycie kolejnego kontynentu - Ameryki Północnej. Dziś znamy jednak wszystkie lądy i wystarczy kilkanaście godzin, by przelecieć z jednego końca globu na drugi. Co teraz uratuje planetę? Wyprawa w kosmos? Tam jednak trudno będzie znaleźć lasy.
Okładka tygodnika WPROST: 29/1998
Więcej możesz przeczytać w 29/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 1
  • condor15@op.pl IP
    Bzdury i glodne kawalki~! o to naukowiec:)zwykly ziemniak