SZTUCZNE GWIAZDY

SZTUCZNE GWIAZDY

Dodano: 
W tegoroczne deszczowe lato lektura damskiej prasy bulwarowej staje się z konieczności najbardziej rozpowszechnionym zajęciem urlopowym. Latem kolorowe pisma dla pań rozkręcają koniunkturę na kult rodzimych gwiazd, których głównym zajęciem często bywa udzielanie wywiadu tym właśnie gazetkom.
W tegoroczne deszczowe lato lektura damskiej prasy bulwarowej staje się z konieczności najbardziej rozpowszechnionym zajęciem urlopowym. Latem kolorowe pisma dla pań rozkręcają koniunkturę na kult rodzimych gwiazd, których głównym zajęciem często bywa udzielanie wywiadu tym właśnie gazetkom.

Standardowa impreza artystyczna w ogólnopolskiej obsadzie gromadzi co najmniej kilkudziesięciu dziennikarzy prasy bulwarowej; zjawiają się oni wyłącznie po to, by dokonać poboru plotek - strona merytoryczna przedsięwzięcia nie interesuje ich zupełnie. Rachunek jest prosty: co tydzień na rynek wchodzi - licząc w zaokrągleniu - 25 "damskich" pism, z których każde mieści na łamach średnio po pięć nowych informacji "z życia gwiazd". Wymaga to upublicznienia tygodniowo 125 sensacyjek i ploteczek z domowego życia artystycznej elity. Dla wykonania tak wysokiej normy dziennikarze - najczęściej dziennikarki - grupują się w rodzaj objazdowej giełdy towarzyskiej, wymieniając się zasłyszanymi informacjami, adresami i "dojściami". Plotka jest towarem wycenianym natychmiastowo: jeden "Kondrat" wart jest w tym sezonie dwóch "Zamachowskich" i trzy "Felicjańskie", z tym że za kilka miesięcy w czasie premiery "Ogniem i mieczem" za news o Zamachowskim-Wołodyjowskim trzeba będzie odpalić dwa "Kondraty", o ile Marek Kondrat nie przypomni się publiczności nową kreacją. Walka zaostrza się z kilku powodów. Wiele dziennikarek prasy bulwarowej to nie panie redaktor na etacie z opłaconym ZUS-em, lecz szefowe jednoosobowych firm dziennikarskich żyjących ze sprzedaży nowinek o gwiazdach - za news długości połowy stroniczki uzyskuje się w tym sezonie od 100 zł. Im więcej ploteczek upublicznią, tym wyższy dochód. Z drugiej strony - co najmniej jedna trzecia obsady personalnej naszego światka artystycznego od lat nie wykazuje się żadnymi zauważalnymi sukcesami - ich byt w świadomości powszechnej podtrzymują więc tylko damskie pisemka. Dochodzi do sytuacji żenujących, kiedy artysta wycofany z obiegu reprodukuje za pośrednictwem kolorowych pism własną biografię, ze szczególnym uwzględnieniem pikantnych szczegółów buduarowych, byle tylko podtrzymać zainteresowanie własną osobą. W takim podejściu tkwi jednak całkiem racjonalne założenie taktyczne: owszem, branża mnie chwilowo wycofała ze swych szeregów, ale skoro przypominam im o swoim istnieniu, to może telefon z propozycją znów zadzwoni.
Praca specjalistów od plotki musi być tym intensywniejsza, że do wzmiankowania nadają się wyłącznie postacie dopuszczone na ekran przez telewizję. Czytelniczki magazynów wymagają, by powiadamiać je o osobach znanych z widzenia, a więc w praktyce wyłącznie z małego ekranu. Przepada więc zarówno wybitny aktor teatralny, pisarz, malarz, a nawet aktor, który efektownie zagrał w polskim filmie, tyle że dystrybuowanym krótko i w nielicznych kinach. Piosenkarz trafia na łamy nie wtedy, kiedy wyda płytę, ale dopiero po zademonstrowaniu teledysku na ekranie. Ogromnie natomiast zyskuje personel telewizyjny. Ilona Felicjańska w programie "Na każdy temat" wygłasza wprawdzie tylko zapowiedzi o zwięzłości dworcowego komunikatu, "Twoje Imperium" pyta ją jednak zarówno o strój na randkę, jak i lęk przed śmiercią. Plotka gazetowa rządzi się niepisanymi, lecz twardymi regułami. Jej kolporterowi wolno bohatera uzwyczajnić, ale nie wolno go kompromitować. Powszechnie znany gwiazdor może być więc sfotografowany w kapciach, nie wolno jednak napisać, że w opinii kolegów okazał się szują. Prasa kolorowa rygorystycznie respektuje podział na biografie ludzi zwykłych i zakwalifikowanych jako elita. W dodatku różne jakościowo przeżycia spotykają gwiazdy o formacie światowym i te domowego chowu. W tym samym numerze "Życia na Gorąco" (nr 22) członkini szczecińskiego klubu sportowego zostaje porwana przez kidnaperów, a nieszczęśliwa mężatka niemal pozbawia życia własnego męża. Wiele kobiet radzi się fachowców w sprawie czyraków, zapalenia dróg moczowych i praw komornika wobec inwalidy. Równie nieszczęśliwe, choć z nieporównanie większym wdziękiem, okazują się być gwiazdy formatu światowego. Bajecznie bogata Celine Dion cierpi niewymownie z powodu obojętności własnego męża, który nie chce zdecydować się na dziecko. "Życie na Gorąco" uderza w tony patetyczne: "Celine Dion nie chce czekać. Używa wszystkich kobiecych argumentów, by przekonać swego męża, ale na razie jego serce pozostaje zimne jak głaz". Innym światowym gwiazdom również się nie wiedzie. Julian Lennon oskarża: "Mój ojciec był hipokrytą. Śpiewał głośno o miłości na ziemi, ale nie potrafił jej dać ani mnie, ani mojej mamie". Fatalny sezon ma zarówno książę Rainier z Monako ("samotny i bezskutecznie poszukujący szczęścia"), jak i Liza Minelli ("podwójny podbródek i zwisający brzuch"). Szczęście, którego im zabrakło, przeniosło się najwidoczniej nad Wisłę. Oto Andrzej Rosiewicz celebruje narodziny potomka, którego dała mu Iwona Gumieniak, poznana podczas wyborów Miss Ziemi Rzeszowskiej. Podobnie Marcin Kydryński i Anna Maria Jopek - narodziny małego Franciszka (imię po świętym z Asyżu oraz piosenkarzu Sinatrze) były świętem dla szeroko znanej rodziny. Natomiast Agnieszka Chylińska zaniepokojona jest chwilowo - i to tylko dlatego, że nie urodziła jeszcze dziecka jak jej liczne koleżanki z estrady. "Jak nie będę następna, zabiję się!" - wyznaje dziennikarce uważającej za swój obowiązek wytłumaczyć, iż wokalistka "za fasadą chropowatych, często wulgarnych słów, min, gestów ukrywa swoją prawdziwą, łagodną i wrażliwą naturę".
Konsumentom popularnych magazynów zupełnie nie przeszkadza wdrażanie zasady, zgodnie z którą znana twarz jest ważniejsza od tego, co zawiera komunikat na jej temat. "Chwila dla Ciebie" donosi, że Ryszard Rynkowski zamierza odpoczywać na odludziu, Janusz Rewiński w miejscowości Radość, a Katarzyna Dow-
bor na wsi podwarszawskiej. Te rewelacje można by powiązać z zupełnie innymi nazwiskami i niczyja wiedza nie ucierpiałaby na tym. Co ważniejsze, podobna zasada obowiązuje w relacjonowaniu spraw życiowych o zakroju fundamentalnym. Życie elity telewizyjno-artystycznej, jakim je widzą magazyny, to sztafeta sukcesów z wymiennymi bohaterami. Tutaj zdrada nie wiąże się z karą, rozwód jest tylko etapem do następnego związku, a trudności zawodowe to wstęp do sukcesów. Nic nikogo nie boli, śmierć nie istnieje. Tak właśnie wyobraża sobie bytowanie w raju przeszło 10 mln czytelników, co tydzień w katolickim kraju za drobną opłatą nasładzających się losami rodaków, którzy przed nimi dostąpili wniebowstąpienia.

Okładka tygodnika WPROST: 30/1998
Więcej możesz przeczytać w 30/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0