Wszyscy jesteśmy erotomanami

Wszyscy jesteśmy erotomanami

Byłem w życiu dość czynnym miłośnikiem seksu. Dzisiaj są to po prostu wspomnienia – mówi Janusz Majewski, reżyser.

Kolekcjonuje pan laski?

Tak, ale uściślijmy: chodzi o kije, a nie o młode, atrakcyjne panienki.

Nawet o nich nie pomyślałam.

Ale większość czytelników tak. Tu mam kilkadziesiąt lasek. W domu, na Mazurach, także.

Jak bohater pana najnowszej książki.

W której dwaj starsi panowie jadą, podziwiają widoki z okien Glacier Expressu i rozmawiają. Tu też stoi ta angielska komoda, do której kupiłem okucia w Londynie, podobnie jak mój bohater.

Będzie z tego film? Marek Kondrat zagra, jak w „Zaklętych rewirach”, jak w „Małej maturze 1947”?

O, to byłaby dobra obsada, ale to nie jest, moim skromnym zdaniem, powieść filmowa… Te moje laski są niepowtarzalne, to znaczy nie ma dwóch takich samych, i raczej służą do ozdoby, elegancji, a nie do podpierania się.

Pan z jednej strony starość odpędza, udaje młodzieniaszka, a może pan nim jest, a z drugiej od lat zbiera laski i inne starocie, jakby się pan już od młodości do tej starości przygotowywał.

A czy jak ktoś zbiera np. piękne sztylety, to znaczy, że w przyszłości zasztyletuje wszystkich krewnych? Zbierałem laski, jako piękne przedmioty. Zawsze lubiłem otaczać się starymi, pięknymi przedmiotami, dziełami sztuki. Nie byłem męczennikiem systemu, nie chcę uprawiać martyrologii, ale jeszcze całkiem niedawno świat wokół nas był po prostu brzydki. Postanowiłem się od niego odciąć, stworzyć sobie azyl. Od zawsze miałem potrzebę ładu.

Trochę tu u pana jak w muzeum.

Ten ład dyscyplinuje mój wewnętrzny nieład. A ten nieład z kolei powoduje, że jeszcze się chronię przed starością, przed zgrzybieniem. Ale jest też i coś takiego, co mnie paraliżuje psychicznie – obraz takiego ruchliwego staruszka, krasnoluda, takiego w czapce nazywanej w Zakopanem bucówką, od słowa „buc”. Taka wełniana, na uszy, kiedyś z pomponem.

Pan takiej nie nosi?

Żadnej nie noszę. Choć mam kilkanaście różnych, to z próżności nie noszę. Moje cienkie włoski źle wyglądają po zdjęciu każdej czapki. Bez ładu. A ja już mówiłem, co sądzę na temat ładu.

Z tych pana domów, z pana życia, wybrał pan to, co najważniejsze, i zmieścił w trzypokojowym mieszkaniu?

Pyta mnie pani o to, czy to jest wybór na starość, na koniec życia? Ale skąd! Nie chciałem się rozstawać z tymi przedmiotami, przecież to moi najwierniejsi przyjaciele, z każdym mnie łączy jakieś ważne wspomnienie. Owdowiałem, moje dzieci już dawno poszły w świat, mój wnuk ma 24 lata, ale i moja córka, i mój syn mieszkają w Warszawie. A jest jeszcze dwóch najmłodszych wnuków, w wieku 6 i 2,5 lat. Chciałem na starość być blisko nich, mieć jakieś oparcie i cieszyć się nimi. A tutaj musiałem zmieścić najważniejsze przedmioty z całego życia, które wcześniej były w dużo większych przestrzeniach. Część w domu na Żoliborzu. Część w domu na Mazurach, w którym mieszkaliśmy 20 lat. Tam przedmioty miały oddech.

Na Mazurach w pana domu jest teraz hotel.

Pensjonat. Dom na Mazurach formalnie zawsze należał do naszego wnuka. Dopóki był dzieckiem, my byliśmy tylko jego administratorami. Kiedy żona zachorowała, wróciliśmy do Warszawy. A posiadłością zaczęli zajmować się ludzie, którzy u nas pracowali. W Ełku biblioteka miejska nosi imię mojej żony, obydwoje zostaliśmy „ambasadorami” Ełku, niedawno dostałem medal za zasługi dla powiatu ełckiego, a to znaczy, że zostawiliśmy tam po sobie coś dobrego.

Podsumowuje pan.

Hmm, podsumowuję… Może ktoś chce mnie podsumować, ja na pewno jeszcze nie. Jeśli już, to jedynie podsumowanie okresowe, bo wciąż jeszcze się gdzieś udzielam.

To mieszkanie jest podsumowaniem pana życia, książka, którą pan napisał, też. Nawet to, w jaki sposób pan mówi.

Zaraz mnie pani doprowadzi do jakiegoś szaleńczego wybryku, żeby pani udowodnić, że mi jeszcze niespieszno do grobu. Na przykład zacznę stepować! Proszę pani, jest sfera prywatna i sfera publiczna. W sferze prywatnej staram się nie być staruszkiem, otaczam się młodymi ludźmi, wszyscy mnie wciąż pytają, jaka jest moja recepta na niestarzenie się, ale czas jest nieubłagany. Cyk-cyk, cyk-cyk: stuka zegar. Ledwo wstanę, a już się kładę. Tak szybko czas leci. Może dlatego, że go wypełniam różnymi zajęciami. Teraz zacznę film i będę miał ciężką orkę przez parę miesięcy, z wczesnym wstawaniem, czego nienawidzę, podróżami i codziennym trudem na planie.

Myślałam, że „Mała matura 1947” to...

To mój ostatni film? Też tak myślałem. Uprzejmie zwracam pani uwagę, że pani ma perspektywę młodej osoby i pewnie gdybyśmy rozmawiali 20 lat wcześniej, to też byłbym dla pani starym człowiekiem.

Ani razu nie pomyślałam o panu „stary człowiek”.

Bardzo dziękuję. Pamiętam, kiedy nie miałem jeszcze 30 lat, a moja ówczesna przyjaciółka była dwudziestolatką, to – według jej koleżanek – byłem już dziadem.

Jaka przyszłość przed panem?

Napiszę na pewno jeszcze jedną książkę, może zrobię film. Zawsze mam w pamięci prawie stuletniego reżysera z Portugalii, który wciąż pracuje. Gdyby nie kult młodości i sportowe traktowanie sztuki...

Tobym o to nie pytała?

Właśnie! Bobym przechodził z filmu na film. A dzisiaj kult młodości jest jedną z przeszkód dla ludzi w moim wieku. Ci, którzy dają pieniądze, mają, moim zdaniem, naiwną wiarę, że wciąż trzeba szukać czegoś nowego. Niech pani spojrzy trzeźwo na takie zjawisko: młody człowiek zrobił pierwszy film. Jest objawieniem, wszyscy go hołubią, kochają, a po chwili tracą już nim zainteresowanie i szukają kolejnego objawienia. To może nie chodzi o kult młodości, tylko o kult nowości, bo przecież w filmie debiutanci mają często po 40 lat.

A może w filmie nawet nie o kult nowości chodzi, tylko producenci się boją, że reżyser po osiemdziesiątce będzie przedłużał zdjęcia, niedomagał, nogi mu odmówią posłuszeństwa.

Myślę, że nie o to jest strach. Kilka razy słyszałem, jak się mówi o tzw. starych reżyserach: oni już nie mają kontaktu z publicznością, publiczność ich nie rozumie. Kompletna bzdura. Wiek nie ma tu znaczenia. Chociaż powiem pani, że może zacznę ukrywać ten mój wiek, bo dopóki jest siódemka na początku, to jeszcze jakoś można wytrzymać, ale jak już pojawia się ósemka, to zaczyna wiać grozą i producenci zaczynają się bać, że coś się stanie, trzeba będzie wzywać karetkę, przerywać zdjęcia. Na razie jednak moje choroby, a mam ich kilka, nie są tak dokuczliwe, żebym przestał pracować. Nie cierpię z bólu, więc funkcjonuję. Poza tym pracuję od lat z tą samą ekipą filmową, nie denerwuję się na planie, nie podniecam się, nie tupię, więc ryzyko jest mniejsze. Poza tym, na ogół wiem, co chcę zrobić.

W książce opisuje pan scenę kręcenia reklamy wędlin w ogrodzie bohatera. Wygląda, jakby pan tym całym środowiskiem filmowym gardził.

Śmieję się z tego. Z kogo się śmieję? Z siebie się śmieję! Ale taka scena miała miejsce w rzeczywistości.

Reżyserował dyrektor artystyczny Teatru Wielkiego Mariusz Treliński?

W książce nie podaję nazwisk. To było w moim ogrodzie na Mazurach. Z pięknym widokiem na jezioro. Robił to dla pieniędzy i nie mam mu tego za złe. Tuzy polskiego aktorstwa akurat nie występowały, ale przecież to powieść, nie reportaż. I naprawdę przyjechała z Niemiec stylistka wędlin, która na wszystko psikała czymś w rodzaju lakieru do włosów, potem nawet psy się tymi szynkami nie mogły pożywić. Zrobiono też wcześniej casting na dłonie, które miały kroić wędliny. Już na planie, w trakcie zdjęć okazało się, że właścicielka dłoni jest mańkutem i potrafi kroić tylko lewą ręką. Zrobiło się straszne zamieszanie. I wie pani, pierwsze lepsze dłonie naszej podkuchennej musiały wystarczyć.

Straszny świat strasznych ludzi.

Dlaczego straszny? Proza życia.

Siedzi pan w nim od 60 lat.

Wszyscy siedzą w jakichś swoich światach i na ogół nie mają już żadnych złudzeń. Wiedzą, że tego świata nie zmienią. Świat filmu, teatru, telewizji był zawsze zdominowany przez próżnych ludzi. Nie od dzisiaj. Nie chcę nikogo obrażać, ale byłem kilka razy w Hollywood i wiem, jak ten świat wygląda od podszewki. Oczywiście, są tam też prawdziwi artyści, ale zanurzeni, otoczeni, powiedziałbym, przez półświatek. U nas był nie tyle półświatek, co zwykła bida, pospolitość. Może dlatego zacząłem się otaczać pięknymi rzeczami, meblami, obrazami, rzeźbami. One stworzyły mi pewien pancerz. Stwierdzam z melancholią, że tego rodzaju świat bardzo się kurczy, odchodzi w przeszłość.

No i teraz zaczyna pan mówić jak starzec narzekający. Mówi pan z pozycji mędrca, czasami mam wrażenie, że z pogardą.

Naprawdę myśli pani, że z pogardą?

Nie wiem, jakiego innego słowa użyć.

Z politowaniem…? Może. A może ze współczuciem, że przyszło żyć w świecie, w którym bardzo trudno być osobowością, kimś odrębnym. Światem zawładnęła... Szukam słowa, żeby nie było, że się mądrzę albo naigrawam. Światem zawładnęła przeciętność, średniość.

Kilkadziesiąt lat temu.

Nie mówię o świecie, który się zaczął wczoraj, tylko o świecie, w którym żyłem całe życie. Nie narzekam na ten świat, tylko uzmysławiam. To jedno z przekleństw starości. Młodym się będzie zawsze wydawało, że jak stary coś mówi, to znaczy, że narzeka i zazdrości im młodości. Jest takie bardzo trafne spostrzeżenie, że wy, młodzi, jeszcze nie byliście starzy, więc co wy o nas wiecie, a my starzy już byliśmy młodzi, więc się znamy na młodości i na tym polega nasza przewaga.

Zazdrości pan młodym młodości?

A czegóż tu zazdrościć?! Młodość to chaos, lęki, wątpliwości, poszukiwania… Zresztą zależy, w jakim aspekcie. Posłużę się znowu starym francuskim powiedzonkiem: „Gdyby młodość wiedziała, gdyby starość mogła…”. W tym zakresie, w tym, co młodość może, mógłbym czegoś zazdrościć. Gdybym musiał określać, to mam stosunek lekko sceptyczny do siebie, do świata, do wszystkiego, co mnie otacza. Jeszcze wcale nie byłem stary, a w zasadzie bardzo młody, a już miałem to poczucie dystansu.

Już był pan stary, jak był pan młody.

Podziwiam pani stanowczość sądów. Nie, nie byłem wtedy stary, bo byłem głupi. Na tyle głupi, że jak była jakaś towarzyska ankieta: kim byś chciał być, gdybyś miał wybór, to powiedziałem, że starym człowiekiem na emeryturze, mieć wszystko za sobą, mieć wreszcie święty spokój. Dziś wiem, że nie ma żadnego świętego spokoju i to może jest dowód na to, że jeszcze się nie dość zestarzałem.

Strasznie dużo seksu w pana książce. Dwóch starszych panów przechwala się swoimi podbojami, mówi o kobietach.

Takie rozmowy w męskim gronie były i są prowadzone od obozu harcerskiego po dom starców.

Ja się trochę wstydziłam.

Bo pani ma idealistyczne poglądy na męsko-damskie stosunki. Zna pani taki dowcip: Dlaczego kobiety oglądają pornosy do końca? Bo liczą, że wszystko skończy się ślubem.

A pan wręcz przeciwnie.

Jedna ze znajomych pań też jest trochę oburzona. Miałem takiego przyjaciela, malarza Jerzego M. Był także profesorem w szkole filmowej. Mieszkaliśmy blisko siebie na Żoliborzu. Pod koniec życia już tylko siedział, miał ponad 90 lat i opiekowała się nim młoda Ukrainka. Byłem u niego. Ukrainka podała nam herbatę i w pewnym momencie poprosił, żeby zaprowadziła go do ubikacji. Wrócił i powiedział: „Widzisz, to jest całe moje życie seksualne”.

Były takie momenty, że myślałam sobie o książkowych panu i pana przyjacielu: dwóch erotomanów.

Zdaję sobie z tego sprawę, bo taka jest prawda, wszyscy mężczyźni są erotomanami i kobiety powinny być tym zachwycone, a nie zgorszone. I są zachwycone, jeśli dotyczy to tylko ich samych. O innych paniach powinien mężczyzna myśleć ze wstrętem. To jest kwestia prawa własności, kobiety mają to poczucie bardzo rozwinięte.

I z kumplami w swoim wieku tak pan rozmawia?

Niezależnie od wieku, od sytuacji, w końcu męska rozmowa musi zejść na seks. Przecież, na Boga, istotą rzeczy jest uwielbienie dla kobiety, kult kobiecości i nie ograniczam się tu tylko do sfery seksualnej.

Z pana perspektywy to raczej kult męskości, przechwalanie się podbojami.

Nie przesadzajmy, to, co pani mówi, to jest wpływ feminizmu. A przechwalanie się, hm, to często wymyślone coś, wykreowane. Zresztą, jeśli, jak pani mówi, to są przechwałki, tym samym pani przyznaje, że należy to chwalić, więc jak? Jednak, jeśli odsuniemy te elementy, to zostaje coś, co trzeba uznać za niezbitą prawdę – zafascynowanie kobiecością.

Pan jest erotomanem?

Śmiałe pytanie, to jakby zapytać: czy pan ma egzemę? Byłem, powiedzmy – dość czynnym miłośnikiem seksu. Dzisiaj są to po prostu wspomnienia. Nie mam jednak wrażenia, że ta nuta seksualna dominuje w mojej książce, choć zdałem sobie w tej chwili sprawę, że pani pytania to bardzo dobry marketing dla książki. Wszyscy teraz będą lecieć i szukać co bardziej pikantnych scen w mojej książce. Mam poczucie, że to, co robię, mogę porównać do niektórych lekarstw, które są w słodkiej osłonce po to, żeby było je łatwo połknąć. W środku jest gorzko i poważnie. W tej książce też tak jest. Łatwo się ją czyta, ale łatwa nie jest.

W nowym filmie też tak będzie?

W marcu zaczynam zdjęcia. Akcja toczy się w 1957 r. w Ciechocinku. Odwilż, wolność, miłość, jazz i UB. Być może na jesieni będzie gotowy. Maciek Stuhr w roli głównej.

Dał pan rolę swojej synowej, Soni Bohosiewicz?

No, jak mógłbym nie dać! Przecież to świetna aktorka i do tego mam dla niej idealną rolę. Będzie jeszcze jedna kobieta – Joanna Kulig, też wspaniała. Chciałbym zrobić film, który będzie dla młodych, ale i starszych ludzi i będzie mówił, że trzeba iść słoneczną stroną ulicy. Film optymistyczny, pełen życia, bez żadnych marudzeń. Chociaż jeden starzec będzie, umrze nawet. No, ale w tym apartamentowcu, w którym mieszkam, też już ktoś na pewno umarł. I pewnie się też urodził. To jest przecież naturalne. Głowa się nie starzeje, umysł się nie starzeje. Przynajmniej mój. Kiedy rano wstaję, patrzę w lustro i mówię: Boże, to już tak wyglądam. Bo myślenie, głowa są te same co 40, 60 lat temu. Moja dusza nie jest zgorzkniała i oby tak dalej. Przynajmniej jeszcze trochę roboty przede mną. I co, dalej pani myśli, że jestem narzekającym, zgorzkniałym staruszkiem?

Ani trochę.

Dlatego bardzo pani dziękuję za pani surowe pytania. Czuję, że bardzo mnie odmłodziły. �

JANUSZ MAJEWSKI – REŻYSER, ROCZNIK 1931, LWOWIAK Z URODZENIA, TWÓRCA M.IN. „ZAKLĘTYCH REWIRÓW”, „SPRAWY GORGONOWEJ”, „C.K. DEZERTERÓW”, A TAKŻE SERIALI „KRÓLOWA BONA” I „SIEDLISKO”. OSTATNIO WYDAŁ KSIĄŻKĘ „GLACIER EXPRESS 9.15”.

Okładka tygodnika WPROST: 3/2015
Więcej możesz przeczytać w 3/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 3/2015 (1662)

  • Drodzy Czytelnicy! 11 sty 2015, 20:00 Patrzyłem w ekran telewizora. Rozstrzelanie zespołu redakcyjnego „Charlie Hebdo” wywołało we mnie potok słów. Bardzo emocjonalnych. W redakcji, od szefa działu Świat, usłyszałem: „Przecież jesteśmy otwartą i... 3
  • Józef Oleksy (1946-2015) 11 sty 2015, 20:00 Ostatnia rzecz, na której Józefowi Oleksemu zależało, to zdjąć z siebie odium sprawy Olina, która przerwała na jakiś czas jego karierę polityczną i – jak twierdził – złamała mu życie. 6
  • Skaner 11 sty 2015, 20:00 Superukład w PiS Jeśli zgodnie z planami kierownictwa PiS Mirosława Stachowiak-Różecka poprowadzi kampanię prezydencką Andrzeja Dudy, będzie to oznaczać jedno: w PiS zacznie odzyskiwać wpływy Adam Hofman. W zasadzie żadna to tajemnica,... 8
  • Moja przygoda z Owsiakiem 11 sty 2015, 20:00 Byłem u Jerzego Owsiaka na długiej rozmowie wiosną 2013 r. – Sprawdziliśmy sobie, że zajmujesz się dziennikarstwem śledczym – witał mnie w pierwszych słowach. Owsiak i jego współpracownicy poświęcili mi dużo czasu, ale rozmowa była dziwna. 9
  • Atak na wolność 11 sty 2015, 20:00 Współczesny islam bywa morderczy nie tylko na marginesie terrorystycznej ekstremy. Religijne reżimy, jak Arabia Saudyjska czy Iran, poza tym, że sponsorują terroryzm, okradają też i zabijają swoich obywateli. Wszystko w imię Allaha. 14
  • Doktor paprotka 11 sty 2015, 20:00 SLD wystawił Magdalenę Ogórek jako kandydatkę w wyborach prezydenckich w dniu śmierci Józefa Oleksego. To nie tylko niestosowność, lecz także zapowiedź upadku tej partii. 20
  • Reality show Arłukowicza 11 sty 2015, 20:00 Bokser, który bardzo lubi walkę – mówią o ministrze zdrowia lekarze. Bartosz Arłukowicz właśnie ocalił skórę. „Wprost” ujawnia kulisy politycznego kryzysu wokół służby zdrowia. 22
  • Bunt lekarzy rodzinnych 11 sty 2015, 20:00 Minister zdrowia nazywa ich szantażystami i sprowadza do roli maszynek do wypisywania recept. Brytyjczycy zatrudnią ich od ręki za osiem razy więcej. Do leczenia. 25
  • Kampania króla Salomona 11 sty 2015, 20:00 Otoczenie Bronisława Komorowskiego tylko z pozoru nie przygotowuje się do kampanii wyborczej. Tak naprawdę wszystko jest już przygotowane. Przedstawiamy pięć asów, którymi zagra w najbliższym czasie otoczenie prezydenta. 27
  • Tata na stare lata 11 sty 2015, 20:00 Swoim późnym ojcostwem Janusz Korwin-Mikke wywołał polityczną sensację i kryzys w swojej partii. Ale nie jest wyjątkiem – średni wiek polskiego ojca systematycznie rośnie. 30
  • Narkotykowa opera 11 sty 2015, 20:00 Dwóch wielkich polskich bossów narkotykowych pokłóciło się o pół miliona euro. Jeden został porwany. Zwłoki drugiego znaleziono w walizce dryfującej po amsterdamskim kanale. 34
  • Judasze 11 sty 2015, 20:00 Czy uwierzycie: łatwiej przyszło mi nauczyć się odpyskowywać pyskaczom w przestrzeni publicznej (tzw. pysk outdoor), łatwiej przyszło mi mówić nawet najbardziej lewym telewizjom, że mają płacić za udział w programie, a nawet łatwiej... 37
  • Gracze 11 sty 2015, 20:00 Wbrew stereotypom gracze komputerowi to wcale nie aspołeczne i agresywne typy. To ludzie aktywni, pracowici i otwarci na świat. 38
  • Małżeństwo na weekend 11 sty 2015, 20:00 Jedno tu, drugie – tam. W innym mieście lub kraju. Spotkania w weekendy, a często rzadziej. W taki sposób funkcjonuje coraz więcej związków. 41
  • Samotna matka szuka sponsora 11 sty 2015, 20:00 Sponsoring przestał być domeną frywolnych studentek. Finansowego wsparcia w zamian za własne ciało szukają też samotne matki. 44
  • Na językach 11 sty 2015, 20:00 Patrzę na polityków jak na kreatorów mody językowej. Mają duży wpływ na nasze mówienie, a przez to i na nasze myślenie – mówi prof. Jerzy Bralczyk, językoznawca. 47
  • Wszyscy jesteśmy erotomanami 11 sty 2015, 20:00 Byłem w życiu dość czynnym miłośnikiem seksu. Dzisiaj są to po prostu wspomnienia – mówi Janusz Majewski, reżyser. 50
  • Adonis na włamie 11 sty 2015, 20:00 Proces pokazał dwie twarze znanego aktora – konesera sztuki i złodzieja. 56
  • Waleczny jak kurczak 11 sty 2015, 20:00 Legenda głosi, że to gęsi uratowały Rzym przed najazdem Galów. Tak naprawdę jednak to kury odegrały decydującą rolę w rozwoju zachodniej cywilizacji. 60
  • Tajemnice Czarnej Żmii 11 sty 2015, 20:00 Windsorowie zablokowali emisję filmu o tym, jak PR-owcy kreują wizerunek księcia Karola. Po interwencji wizerunek księcia cierpi. 64
  • Kobiety na murawy 11 sty 2015, 20:00 W kobiecym futbolu pojawiają się wielkie pieniądze, wielcy sponsorzy i wielkie gwiazdy. To najszybciej rozwijająca się dyscyplina sportu na świecie. W tym roku mundial. 66
  • Biznes 11 sty 2015, 20:00 Węgiel Kopacz jak Thatcher? Rząd przyjął plan dla Kompanii Węglowej. Rozwiązaniem jej problemów ma być likwidacja czterech kopalń, przeniesienie 6 tys. osób do innych zakładów i osłony dla 5,2 tys. zwalnianych – kosztem około 2,3... 69
  • Biznes i technologie 11 sty 2015, 20:00 Złoto dla audiofilów SONY NADAL WIERZY W SWOJEGO WALKMANA, uznając, że iPod jest tylko jego młodszym bratem. Flagowy walkman pokazany na targach CES w Las Vegas to sprzęt, który będzie raczej w zasięgu zasobnych audiofilów. Za 5 tys. zł... 74
  • Serwer do wynajęcia 11 sty 2015, 20:00 Optymalizacja kosztów, swoboda działania i wysoki komfort zarządzania – to tylko niektóre zalety korzystania z wirtualnych serwerowni lub serwerów dedykowanych. 76
  • Sukces w chmurach 11 sty 2015, 20:00 Szybciej, lepiej, taniej. Na Zachodzie już dawno zrozumiano, że biznes w chmurze przynosi wymierne korzyści. Powoli to myślenie dochodzi do Polski. 78
  • Konto firmowe szyte na miarę 11 sty 2015, 20:00 Rachunek bankowy może być dla firmy narzędziem usprawniającym jej działalność. Może się jednak stać prawdziwą kulą u nogi, generującą koszty i problemy. Dlatego kwestii wyboru banku warto poświęcić trochę czasu i znaleźć na rynku ofertę dobrze dopasowaną do potrzeb oraz... 81
  • Chytry zabójca 11 sty 2015, 20:00 Były premier Józef Oleksy zmarł na nowotwór, który rocznie zabija blisko 4 tys. Polaków. Wciąż nie mamy dostępu do nowoczesnych terapii. 86
  • Sekret Obamy 11 sty 2015, 20:00 Masz problem z realizacją postanowień? Naukowcy odnaleźli klucz do silnej woli. Należy ją oszczędzać. 88
  • Pochwała porażki 11 sty 2015, 20:00 „Foxcatcher” to jeden z oscarowych faworytów. I kolejny gorzki obraz Ameryki stworzony przez jednego z jej najzdolniejszych reżyserów: Bennetta Millera. 90
  • Literat, amator, przechodzień 11 sty 2015, 20:00 Z Tadeuszem Konwickim odchodzi cała epoka. Pozostają znakomite powieści, wybitne filmy i głęboka refleksja nad tym, skąd się wzięliśmy i kim właściwie jesteśmy. 92
  • Kalejdoskop kulturalny 11 sty 2015, 20:00 Być jak Danuta Stenka Hitchcock mawiał, że film to życie, z którego wymazano plamy nudy. „Koncert życzeń” Xaviera Kroetza, koprodukcja nowohuckiej Łaźni Nowej i TR Warszawa z wybitną rolą Danuty Stenki, to pełna suspensu... 94
  • Bomba tygodnia 11 sty 2015, 20:00 Maślaki atakują Były Grycanki, teraz są Maślaki, czyli rodzina Maślaków, która zalała swoją obecnością media. Zaczęło się od ślicznego Maślaka, który został Misterem Polski, szybko zasmakował w pozowaniu na ściankach i wdał... 98

ZKDP - Nakład kontrolowany