Serce polityka

Serce polityka

Polityku, wspomóż potrzebujących - w zamian zaspokoisz potrzebę posiadania władzy
Działalność charytatywna jest pożyteczna społecznie, a zatem angażujące się w nią osoby są uznawane za filantropów. Taki wizerunek jest z kolei jednym z najważniejszych warunków powodzenia osób publicznych - twierdzi Andrzej Schymalla, dyrektor public affairs Burson-Marsteller Poland, największej na świecie firmy public relations-public affairs. Jego zdaniem, filantropia, mecenat, a także dobrze ulokowany sponsoring mogą odegrać trudną do przecenienia rolę w trakcie kampanii kształtujących wizerunek firmy czy partii i oczywiście kierujących nimi osób. W krajach zachodnich działalność dobroczynna jest dla polityka takim samym elementem walki o władzę jak udział w spotkaniach z wyborcami. Mało tego - członkowie nowej Komisji Europejskiej, chcąc nie chcąc, będą najbardziej hojnymi filantropami w Brukseli. Romano Prodi, przewodniczący komisji, zobowiązał ich, by wszelkie honoraria za wykłady, wynagrodzenia za udział w konferencjach czy publikację książek oddawali na cele charytatywne. Pierwszym polskim politykiem, który zasłynął z prowadzenia akcji charytatywnych, był Jacek Kuroń, twórca fundacji SOS. Do dziś ta działalność przysparza mu miliony zwolenników - przez długi czas był liderem w rankingu popularności polityków i osób cieszących się największym zaufaniem. - Fenomen Kuronia polega na tym, że on taki jest naprawdę, niczego nie musi udawać - twierdzi Rafał Szymczak, członek zarządu agencji public relations Profile. Jego zdaniem, działalność charytatywna polityków to delikatna sprawa. Traktowana jest z większą podejrzliwością niż akcje sportowców, aktorów czy biznesmenów. Sportowiec zbiera pieniądze na zawody osób niepełnosprawnych? Normalne. Muzyk zakłada fundację wspierającą utalentowane dzieci? Oczywiste. A polityk? - Jeśli chodzi o polityka, opinia publiczna często uważa, że poprzez działalność charytatywną kupuje on nowe głosy wyborców. Zwłaszcza jeśli wcześniej się nią nie zajmował - mówi Szymczak. Opinia publiczna często ma w tej sprawie rację. Jolanta Kwaśniewska, założycielka fundacji Porozumienie bez Barier, uhonorowana Orderem Uśmiechu i tytułem Kobiety Roku ?97 czytelników "Twojego Stylu", filantropią zajęła się tuż po przeprowadzce do pałacu prezydenckiego. Początek był niefortunny. Prezydentowa wysłała bowiem do wojewodów list z prośbą o wytypowanie firm, które miałyby wesprzeć jej działalność charytatywną. Niektórzy wojewodowie i burmistrzowie nazwali skandalem włączanie administracji rządowej w prywatne akcje Kwaśniewskiej. Ostro zareagowały też stowarzyszenia i organizacje charytatywne. "Nie wątpimy w dobre intencje i chęć działania pani Jolanty Kwaśniewskiej, proponujemy jednak, by efektami swej działalności, a nie tylko nazwiskiem i pozycją żony prezydenta, zdobywała zaufanie publiczne i przychylne deklaracje sponsorów" - napisała w liście otwartym w czerwcu 1996 r. Jolanta Lorens ze Stowarzyszenia na Rzecz Dzieci i Młodzieży z Mózgowym Porażeniem Dziecięcym. Żona polskiego prezydenta najwyraźniej stara się konkurować z żoną prezydenta Stanów Zjednoczonych. Amerykańska prasa zarzuca Hillary Clinton, że przez wiele lat, budując swój wizerunek kobiety o złotym sercu, korzystała bez skrępowania z pieniędzy Białego Domu na organizowanie akcji charytatywnych. Kwaśniewskiej zarzucono także, że wysłała ubogie dzieci na zagraniczne wakacje, m.in. na Cypr, towarzysząc im w podróży samolotem. Tłumaczono, że za te same pieniądze w Polsce wypoczęłoby o wiele więcej osób. Porozumienie bez Barier wysunęło się jednak na czoło organizacji charytatywnych i z Jolantą Kwaśniewską mogą konkurować jedynie żony biznesmenów. Fundacja Katarzyny Frank-Niemczyckiej w ciągu trzech lat przekazała na cele charytatywne milion dolarów. Niemczycka przyznaje, że działalność charytatywna fundacji poprawia wizerunek firmy prowadzonej przez męża. Przychylniejszą prasę niż Kwaśniewska miała Danuta Wałęsowa, patronka fundacji Sprawni Inaczej. Media nagłaśniają zwłaszcza inicjatywę Lecha Wałęsy, który w dniu swoich urodzin czy imienin prosi o datki na cele charytatywne zamiast kwiatów. W ubiegłym roku część z tych pieniędzy - 17 tys. zł - przeznaczył na Klinikę Kardiologii Dziecięcej Akademii Medycznej w Gdańsku. O pieniądze na pomoc dla potrzebujących zamiast kwiatów poprosił też swoich gości weselnych Paweł Piskorski, prezydent Warszawy. Wałęsa poszedł znacznie dalej - całą swoją pensję prezydencką oddawał na cele społeczne, podobnie jak część dochodów z nagród rzeczowych i finansowych, które przekazał potrzebującym za pośrednictwem "Solidarności" i instytucji kościelnych. Tak robi wielu polityków. Marian Krzaklewski, przewodniczący "Solidarności", na cele charytatywne przekazał 45 tys. USD uzyskanych na aukcji ze sprzedaży mercedesa, otrzymanego od tygodnika "Wprost" wraz z tytułem Człowieka Roku ?97. Państwo Buzkowie założyli z kolei w ubiegłym roku własną Fundację na Rzecz Rodziny. Sponsoruje ona m.in. domy samotnych matek i wakacje dla rodzin potrzebujących pomocy. Działalność fundacji zainaugurowano koncertem, podczas którego żona premiera zagrała na pianinie z orkiestrą Sinfonia Varsovia. Ostatnio pani premierowa przeznaczyła 97 tys. zł - otrzymanych od niemieckiego armatora w podzięce za przyjęcie tytułu matki chrzestnej statku Posejdon - na pomoc dzieciom, w tym na rzecz Samodzielnego Ośrodka Rehabilitacyjno-Oświatowego dla Dzieci Niepełnosprawnych w Katowicach. Filantropią zajęła się również żona byłego premiera Józefa Oleksego. Maria Oleksy reaktywowała przy Polskim Czerwonym Krzyżu Radę Pań, która zbiera środki na sponsorowanie działalności PCK. Najlepszą okazją do zaprezentowania siebie jako filantropa i zawsze w świetle jupiterów jest udział w koncertach i balach charytatywnych. Premier Buzek objął ostatnio honorowy patronat nad koncertem organizowanym przez fundację Wspólna Droga, wspomagającą charytatywne instytucje pozarządowe. Bilety-cegiełki na występ w warszawskim Teatrze Muzycznym Roma sprzedawano po 100 zł i 150 zł. Na tegorocznym warszawskim Balu Dziennikarzy z udziałem premiera i najpoważniejszych polityków zebrano na cele charytatywne 250 tys. zł, które przekazano Klinice Niemowlęcej Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu. Politycy pomagają potrzebującym, ale również i sobie - pięć lat temu pilscy parlamentarzyści założyli fundację Równe Szanse. Podczas balu dobroczynnego zorganizowanego na początku tego roku przez tę fundację pióro Pelikan z podpisem "prezydenta wszystkich Polaków" sprzedano za 12,5 tys. zł. Tajemnicą poliszynela jest, że fundacje powiązane z politykami i ich żonami rywalizują z sobą. Najtwardszy orzech do zgryzienia mają wówczas sponsorzy - odmówić premierowej czy prezydentowej. Często więc problem rozwiązuje się podobnie jak podczas kampanii wyborczych - daje się pieniądze na lewo i prawo. Walczący o władzę znaleźli jeszcze jeden sposób kształtowania swego wizerunku. Zaskarżając innego polityka lub dziennikarza do sądu na przykład o zniesławienie, polityk już zwyczajowo żąda odszkodowania finansowego, ale mającego zasilić - w wypadku wygrania sprawy - konto organizacji charytatywnej. W ten sposób polityk daje sygnał: walczę o swe jakże dobre imię, a jestem takim szlachetnym człowiekiem, że przy okazji wspomogę biedne dzieci albo bezdomne psy. Bywa, że filantrop, zamiast odbierać dowody wdzięczności, poddawany jest ostrej krytyce. George Soros - amerykański milioner, gracz giełdowy, wydaje na przykład setki milionów dolarów na przedsięwzięcia, które są postrzegane nie tyle jako dobroczynne, ile polityczne. Zarzuca mu się, że wspiera w byłych "demoludach" organizacje kojarzone z nurtem lewicowym. W rzeczywistości każdy ma swój cel - biznesmen datki na biednych może przeliczyć na ulgi podatkowe, polityk - na głosy wyborców.

Więcej możesz przeczytać w 31/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0