Polski scenariusz

Polski scenariusz

Kto ma rację w sporze Jerzy Kropiwnicki kontra Leszek Balcerowicz?
Ministerstwo Finansów wspólnie z Ministerstwem Gospodarki przewidują, że w przyszłym roku wzrost gospodarczy wyniesie 6,1 proc., inflacja spadnie do 8,5 proc., a deficyt budżetowy nie powinien przekroczyć 11 mld zł. Kierowane przez ministra Jerzego Kropiwnickiego Rządowe Centrum Studiów Strategicznych zakłada większy przyrost PKB (6,5 proc.), ale także wyższą inflację (9,5 proc.) i prawie o połowę wyższy deficyt budżetowy (17 mld zł).

Nie po raz pierwszy RCSS i jego szef krytykują politykę gospodarczą rządu, a w szczególności Ministerstwa Finansów. Wcześniej minister Kropiwnicki negował założenia średniookresowej strategii finansowej państwa oraz pomysł wprowadzenia w Polsce podatku liniowego. Jeszcze jako szef Centralnego Urzędu Planowania często kwestionował założenia polityki Grzegorza Kołodki, ówczesnego ministra finansów. Czy Rządowe Centrum Studiów Strategicznych ma służyć Radzie Ministrów, czy też ma być niezależną od rządu instytucją doradczą? Obecny spór dotyczy wielkości podstawowych parametrów dalszego rozwoju gospodarczego. Systematycznie rośnie produkt krajowy, zmniejsza się zarówno inflacja, jak i bezrobocie. Z tych niekwestionowanych faktów można jednak wyciągać odmienne wnioski. Leszek Balcerowicz twierdzi, że trzeba zmniejszyć tempo dalszego rozwoju, aby nie nastąpiło przegrzanie koniunktury i nie powtórzył się w Polsce czeski lub węgierski scenariusz. Minister finansów przypomina, że musimy pamiętać o tym, co wydarzyło się w tym roku w Korei i Japonii. Z kolei minister Jerzy Kropiwnicki, dostrzegając negatywny wpływ schładzania gospodarki (m.in. dzięki polityce banku centralnego), przekonuje, że jeżeli wyniki gospodarcze są względnie korzystne, to nie ma żadnych podstaw do hamowania dalszego rozwoju. Jednocześnie jednak szef RCSS musiał zweryfikować swoją zbyt optymistyczną prognozę wzrostu gospodarczego w 1998 r. - z przewidywanych jeszcze miesiąc temu 6,5 proc. do 6,3 proc. - Minister Kropiwnicki jest zwolennikiem większej ingerencji państwa w gospodarkę, wicepremier Balcerowicz zaś ma bardziej rynkowe poglądy. Wydaje mi się, że nie należy demonizować różnic między obu politykami, chociaż odzwierciedlają one programowe odmienności AWS i UW - twierdzi Jerzy Małkowski, dyrektor Biura Interwencji BCC. W gospodarce obserwujemy kilka pozytywnych tendencji. Zmniejsza się popyt, spada tempo udzielanych kredytów, słabnie tempo wzrostu deficytu w bilansie handlowym, zwiększają się inwestycje przedsiębiorstw, szczególnie prywatnych. Z drugiej strony - spada rentowność wielu firm przy jednoczesnym wzroście płac. Nie są to jeszcze trwałe tendencje.
Zbyt optymistyczne oceny dalszego rozwoju mogłyby zahamować pozytywne tendencje i stworzyć podatny grunt dla rozwoju negatywnych zjawisk. - Nie jest to spór merytoryczny, a raczej polityczny. Komentując dane Ministerstwa Finansów, minister Kropiwnicki zwykle używa argumentów politycznych - twierdzi Andrzej Sadowski, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha. Konsekwencje tej różnicy stanowisk widać w preferowanej przez każdego z polityków strategii gospodarczej. Ponieważ gospodarka będzie się nadal szybko rozwijała (6,5 proc. rocznie), można więc wydawać więcej pieniędzy - twierdzi minister Kropiwnicki, proponując zwiększenie deficytu budżetowego. Już w ubiegłym roku, podczas dyskusji nad założeniami budżetu państwa na 1998 r., szef RCSS opowiadał się - w przeciwieństwie do wicepremiera Balcerowicza i prezesa NBP - za wyższym deficytem budżetowym. Propozycje zwiększania wydatków są sprzeczne z dotychczasową polityką nie tylko Ministerstwa Finansów, ale także Narodowego Banku Polskiego. Obie instytucje dążą do ograniczania i racjonalizacji wydatków budżetowych. Wydaje się, że minister Kropiwnicki prezentuje pogląd: "Jeżeli gospodarka rozwija się i jest więcej pieniędzy do podziału, należy je natychmiast podzielić". Zdaniem wicepremiera Balcerowicza, dodatkowe pieniądze trzeba "zainwestować" w niezbędne reformy, aby w przyszłości mieć więcej do podziału. Minister Kropiwnicki uważa, że nie ma podstaw do weryfikacji prognozy dotyczącej inflacji. Według niego, średnioroczna inflacja wyniesie 9,5 proc., a nie - jak przewiduje Ministerstwo Finansów - 8,5 proc. Wprawdzie w ciągu ostatnich dziewięciu lat ani razu nie udało się utrzymać inflacji ma przewidywanym poziomie, ale prezes NBP jest zdania, że osiągnięcie założonego przez Balcerowicza wskaźnika jest realne pod warunkiem utrzymania dyscypliny budżetowej, czyli ograniczania wydatków. Dla Balcerowicza walka z inflacją jest jednym z priorytetów polityki gospodarczej. Mniejsza inflacja oznacza niższe oprocentowanie kredytów bankowych, a tym samym tańsze pożyczki na rozwój przedsiębiorstw. Wysokie oprocentowanie kredytów odbija się na budżecie, który jest największym kredytobiorcą. Tylko w tym roku na obsługę długu publicznego trzeba wydać 20 mld zł.


Okładka tygodnika WPROST: 32/1998
Więcej możesz przeczytać w 32/1998 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0