Młodzi Europejczycy

Młodzi Europejczycy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nie da się wpływać na przyszły kształt Unii Europejskiej , nie dostosowując się do jej reguł gry
Po wystąpieniu Jana Pawła II jednoznacznie popierającym wejście Polski do Unii Europejskiej argumenty przeciw integracji można rozważać tylko wtedy, gdy ktoś z adwersarzy pokaże depeszę od Pana Boga. Poniżej takiej depeszy nie warto dyskutować. Świecka motywacja jest niemal równie prosta. Im krócej będziemy w obecnym impasie, tym lepiej: jako kraj kandydacki ponosimy koszty, nie mając finansowego wsparcia unii. Eurosceptycy w jednym się tylko mylą: i tak musielibyśmy przeprowadzić reformy przystosowujące do dzisiejszego świata nasz przemysł, rolnictwo i wieś, naszą administrację i sektor usług publicznych. Nie możemy trzymać w zamrażarce transformacji dwóch milionów gospodarstw chłopskich, z których tylko 20 proc. produkuje na rynek. Młodzież wiejska pozbawiona równego dostępu do oświaty będzie reprodukować dzisiejsze problemy i frustracje. Twierdzę, że wobec braku pracy dla ludzi o niskich kwalifikacjach i braku mieszkań w miastach gospodarka naturalna pomogła nam w ostatniej dekadzie zamortyzować szok transformacji. Teraz pora rozbroić tę bombę - w znacznej części medialną - pamiętając, kto na wsi naprawdę produkuje, a kto po prostu mieszka, gdyż tylko tam może przeżyć. W ciągu najbliższego półtora roku młodzież z polskiej prowincji powinna odczuć korzyści płynące z tego, że Rzeczpospolita nie jest już zaściankiem Europy.
Impas, w którym się znaleźliśmy, ponosząc koszty, a nie czerpiąc jeszcze zysków z wejścia do unii, jest poważnym wyzwaniem. Poparcie dla integracji, które w 1997 r. wynosiło 72 proc., w grudniu 1998 r. spadło do 64 proc. W tym roku za przystąpieniem opowiedziało się 55 proc. Polaków, a 26 proc. było przeciwnych. I nie jest to problem tej lub innej koalicji rządzącej. To jest problem państwowy: zdecydowaliśmy się przed laty na wybór zjednoczonej Europy i ma to swoje konsekwencje. Nie możemy wejść do puli, nie ponosząc kosztów, podobnie jak nie da się wpływać na przyszły kształt unii, nie podejmując trudu dostosowania się do jej reguł gry. Prawo do zabierania głosu w tych trudnych negocjacjach mają tylko ci, którzy zdecydowali się być partnerami dialogu.
Im szybciej wyjdziemy z obecnego impasu, tym lepiej: kryzys w Kosowie przyspieszył bieg wydarzeń. Wejście Polski 1 stycznia 2003 r. do Unii Europejskiej zostało ostatnio określone w Warszawie przez niemieckiego ministra Verheugena jako "optymistyczne, ale nie nierealistyczne". Jedynym sposobem przybliżenia do Unii Europejskiej Bułgarii czy Rumunii jest realizm w negocjowaniu warunków wejścia dzisiejszych kandydatów: Czech, Węgier, Polski, Słowenii, Estonii i Cypru. Nasza piątka spełnia warunki polityczne i makroekonomiczne - reszta jest kwestią okresów przystosowawczych. Ryzyko bałkanizacji Europy uświadomiło unii, że warto z optymizmem patrzeć na proces jednoczenia. Czy ryzyko lepperyzacji uświadomiło młodym Polakom, że Europejczykami warto być w unii?
Więcej możesz przeczytać w 27/1999 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0