Godziny nadliczbowe

Godziny nadliczbowe

Skrócenie tygodnia pracy z 42 do 40 godzin zaproponowali posłowie SLD i senatorowie AWS
Ich zdaniem, pomysł ten jest "zgodny ze współczesnymi dążeniami do racjonalnej gospodarki zasobami pracy". Przeciwko projektowi ustawy opowiedzieli się eksperci Ministerstwa Finansów, uznając, że spowoduje on zahamowanie wzrostu gospodarczego. Koszty wprowadzenia nowej ustawy poniosą pracodawcy (przede wszystkim właściciele małych i średnich firm), którzy za tę samą pracę zapłacą więcej. Redukcja czasu pracy w ostatecznym rachunku obróci się jednak przeciwko pracownikom, którzy pracując w gorzej prosperujących firmach, będą się musieli liczyć z mniejszymi zarobkami i trudnościami ze znalezieniem nowego zajęcia.

Zgodnie z projektem od 2000 r. każda godzina powyżej 40 przepracowanych w tygodniu byłaby traktowana jako nadliczbowa. Wszystkie soboty byłyby wolne, a pracodawca musiałby płacić za nie tak jak za pracę w niedzielę. W myśl projektu senackiego wynagrodzenie za pracę w zmniejszonym wymiarze nie zmieniłoby się. Skrócenie czasu pracy - zdaniem wnioskodawców - umożliwiłoby lepszą jej organizację, zmniejszenie bezrobocia (zasada "dzielenia się pracą") oraz "ujednolicenie prawa do wypoczynku każdego pracownika". Czy rzeczywiście ? Eksperci Ministerstwa Finansów twierdzą, że nie. Najbardziej prawdopodobnym efektem zredukowania czasu pracy będzie bowiem wzrost jej kosztów. Zatrudnienie pracownika będzie droższe, a więc mniej opłacalne dla pracodawcy. - Zwiększenie kosztów produkcji może też spowodować wzrost cen towarów i usług - mówi prof. Witold Orłowski z Niezależnego Ośrodka Badań Ekonomicznych (NOBE), dodając, iż proponowane zmiany czynią polskie przedsiębiorstwa mniej konkurencyjnymi i mogą spowodować spadek eksportu o 1 proc. rocznie. Na skutek spadku produkcji zmniejszyłby się także realny wzrost PKB. Skrócenie czasu pracy rzeczywiście powoduje wzrost zatrudnienia, ale tylko w krótkim okresie. Raport OECD ("Implementing the Jobs Strategy") stwierdza bowiem, że jeśli wziąć pod uwagę "długi dystans", wzrost kosztów pracy powoduje wzrost bezrobocia. Dotyczy to w dużej mierze ludzi młodych, którzy staną się mniej atrakcyjnym nabytkiem dla przyszłych pracodawców.


Na skrócenie tygodnia pracy Polska będzie mogła sobie pozwolić dopiero za kilka lat

- SLD i część AWS proponują zmiany kodeksu pracy, których konsekwencją będzie zmniejszenie dochodów. Skracanie czasu pracy doprowadzi do spadku produkcji, to zaś do pogorszenia wyników finansowych przedsiębiorstw, a w efekcie do obniżenia wpływów z podatków - przekonuje Łukasz Mężyk, asystent wicepremiera Leszka Balcerowicza. Podobnego zdania są organizacje zrzeszające pracodawców (BCC, Krajowa Rada Gospodarcza, Konfederacja Pracodawców Polskich): "Biorąc pod uwagę dystans dzielący nas od krajów Unii Europejskiej, uważamy, że na obecnym etapie rozwoju gospodarczego Polski istotna jest intensywna praca tak przedsiębiorców, jak i pracobiorców. Prawne ograniczenie czasu pracy jest sprzeczne z interesem społeczeństwa". Już dziś w niektórych działach budżetówki (górnictwo, hutnictwo, energetyka) pracuje się mniej niż 42 godziny. Co więcej - rzeczywisty czas pracy nie przekracza 30 godzin, jeśli wziąć pod uwagę święta i zwolnienia chorobowe. Nowe prawo prawdopodobnie niewiele zmieni w nawykach Polaków, którzy nadal będą się dzielić na pracowników klasy A - "zainteresowanych osiągnięciem mistrzostwa" - oraz klasy B - "niesamodzielnych, mało elastycznych, słabo wykształconych i skłonnych do nałogów". Co dziesiąty pracujący Polak natychmiast rzuciłby pracę, gdyby mógł sobie na to pozwolić. Problem polega na tym, że nie może. Batalie o krótszy tydzień pracy toczą się w większości krajów europejskich, gdzie jest oczywiste, że krótszy czas pracy wiąże się z niższym wynagrodzeniem. Tylko co trzeci mieszkaniec Unii Europejskiej byłby skłonny wyrzec się wysokiej pensji w zamian za wolny czas. W bogatszych krajach, na przykład we Francji, państwo w postaci ulg podatkowych dla firm neutralizuje skutki krótszego tygodnia pracy. - Polska jednak taki poziom rozwoju osiągnie najwcześniej za kilkanaście lat - prognozują eksperci Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. Dziś rozsądniejszym rozwiązaniem wydaje się negocjowanie czasu pracy między pracodawcą a pracownikiem, zmiana sposobu wynagradzania za godziny nadliczbowe czy zwiększenie maksymalnej ich liczby. Trzeba pamiętać, że jeszcze przez długi czas będziemy pracować nie po to, by się od pracy uwolnić, ale po to, by ją zachować.

Okładka tygodnika WPROST: 32/1999
Więcej możesz przeczytać w 32/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0