Słowo oficera

Słowo oficera

Rozmowa z FIDELEM RAMOSEM, byłym prezydentem Filipin
Henryk Suchar: - Filipiny poradziły sobie z azjatyckim kryzysem, jaki ogarnął region w lecie 1997 r. Eksperci ekonomiczni podkreślają, że jest to także pana zasługą.
Fidel Ramos: - Lata 1993-1997 były świetnym okresem dla mojego kraju. Produkt krajowy brutto rósł wtedy w tempie 7 proc. rocznie, zaś eksport - o prawie 25 proc. Spadek, jaki nastąpił na skutek kryzysu, był stosunkowo niewielki. Nasi sąsiedzi przeżyli o wiele większe załamanie. Proszę pamiętać, że w tym samym czasie musieliśmy się zmagać również z konsekwencjami zjawiska El Nińo. Wywołał on dwa lata suszy. To, że w miarę skutecznie stawiliśmy czoło azjatyckiemu kryzysowi, można zawdzięczać przeprowadzonym na czas zmianom w bankowości i dużym inwestycjom zagranicznym. To wytworzyło mechanizmy odpornościowe.


Fidel Valdez Ramos jest absolwentem słynnej akademii wojskowej West Point w USA. Uczestniczył w wojnie koreańskiej i wietnamskiej, walcząc w filipińskich oddziałach u boku Amerykanów. Na szersze wody polityczne wypłynął dopiero w 1986 r. Filipińczycy obalili wtedy znienawidzonego dyktatora Ferdinanda Marcosa, a prezydentem została Corazon Aquino. Powołała ona Fidela Ramosa na stanowisko szefa sztabu generalnego. Dwa lata później mianowała go ministrem obrony. W 1991 r. generał zrezygnował z tej funkcji. Założył własną partię. W maju następnego roku wygrał wybory i został dwunastym prezydentem Filipin. Ramos był pierwszym protestantem stojącym na czele jedynego państwa azjatyckiego, w którym dominuje religia katolicka. Dzięki efektywnej współpracy z Kongresem uruchomił proces liberalizacji gospodarki i handlu. W latach jego rządów parlament uchwalił 229 ustaw wspierających transformację. Filipińczycy, przyzwyczajeni do pustosłowia klasy politycznej, przecierali oczy ze zdu- mienia. Eksport rósł przeciętnie o 25 proc. rocznie. Dzięki mediacyjnym wysiłkom i dyplomatycznym zdolnościom Ramos doprowadził do ustania komunistycznej rebelii na Filipinach. Ogłoszono amnestię dla komunistów. Podpisano też porozumienie z partyzantką muzułmańską. Jej szef Gregorio Honasan, który jeszcze niedawno miał zawisnąć na szubienicy, został parlamentarzystą. 71-letni Fidel Ramos prowadzi dziś Fundację na rzecz Pokoju i Rozwoju. Jeździ po całym świecie, próbując pozyskać kapitał do dalszych inwestycji na Filipinach. Jest dumny z pięciu córek. Wciąż uprawia sport - ćwiczy na siłowni, pływa, nurkuje, trenuje loty na paralotni i grywa w golfa.

- Ubiegły rok pański kraj zakończył, notując wzrost PKB.
- Tak. Nie był to wprawdzie oszołamiający wzrost - wyniósł tylko 0,1 proc. Trzeba jednak pamiętać, że w tym samym czasie Indonezja, Tajlandia, Malezja i Korea Południowa cofnęły się w rozwoju, doznając niejako "zwinięcia" gospodarki.
- Dlaczego w trudnych chwilach nie możecie liczyć na pomoc ze strony azjatyckiego odpowiednika Unii Europejskiej, czyli APEC - Forum Współpracy Gospodarczej Azja-Pacyfik?
- Forum to narodziło się w 1989 r. i nie jest żadną odmianą Unii Europejskiej. Od unii różni je przede wszystkim fakt, że nie wiążą nas żadne umowy. Może później przyjdzie na nie czas. Ale dzięki APEC handel na naszym obszarze rozwijał się tak szybko jak nigdy przedtem. Ponadto patrzymy na siebie jak na jedną wielką rodzinę. A tam
- wiadomo - są starsi bracia, siostry, silniejsi i słabsi, ktoś jest zamożniejszy, a ktoś biedniejszy. Dlatego pomagamy sobie wzajemnie, bo taka jest odpowiedzialność bogatszych - muszą oni wspomagać uboższych.
- Jaki wpływ na stabilność regionu może mieć sytuacja w Indonezji? W tym ponaddwustumilionowym państwie ciągle nie widać oznak poprawy sytuacji gospodarczej. Jednocześnie toczy się proces gwałtownych przemian politycznych.
- Owszem, są niepokojące sygnały, ale trwa również ekonomiczna restrukturyzacja. Stopniowo jest też przywracane zaufanie do władzy. Nie będę jednak udawał, że nie martwimy się o to, co się tam może stać. Indonezja jest naszym ważnym partnerem handlowym. Ważne jest to, że indonezyjskie wydarzenia polityczne na razie nie wykraczają poza granice tego olbrzymiego archipelagu.
- Nie obawia się pan wzrostu wpływów Chin, które gospodarczo krzepną i wyrastają na supermocarstwo? Czy nie będą się one chciały wtrącić w wewnętrzne sprawy Filipin, wykorzystując choćby wpływową mniejszość chińską?
- Łączy nas jedynie biznes. Interesy robimy z Chińczykami w Chinach komunistycznych, na Tajwanie, w Singapu- rze - wszędzie. Nie będę jednak krył, że trochę niepokoi nas działalność chińska na Morzu Południowochińskim, bu- dowa instalacji na spornych wyspach Spratly.
- W tym rejonie są podobno duże złoża ropy?
- Tak. I dlatego sporne kwestie musimy rozwiązywać w sposób cywilizowany, środkami dyplomatycznymi, bez przemocy. Chińczycy to rozumieją. Wspólnie też należałoby zbadać, jakiego rodzaju zasoby naturalne kryje dno morskie.
- A czy nie budzi obaw postępowanie komunistycznego reżimu Korei Północnej?
- Należy przeprowadzić czterostronne rozmowy z udziałem obydwu państw koreańskich, Stanów Zjednoczonych i Chin. Nie wierzę jednak w wojownicze intencje Koreańczyków z Północy.
- Czy Joseph Estrada, który przed rokiem zastąpił pana na stanowisku głowy państwa, dobrze wywiązuje się ze swych obowiązków? Na Filipinach mówi się, że ten były, niezmiernie popularny aktor nie daje sobie rady. W trakcie kampanii wyborczej dużo naobiecywał, a dziś zderza się z surowymi realiami.
- Nie będę go jeszcze oceniał. Sprawuje urząd dopiero rok. Cieszy mnie jednak, że zapowiedział kontynuację programu walki z nędzą, który ja zapoczątkowałem. Takiego programu nie zrealizuje się z dnia na dzień.
- A pan nie tęskni za prezydenturą?
- Kiedy obejmowałem swą funkcję, wiedziałem, że - zgodnie z konstytucją - mogę ją pełnić tylko przez jedną sześcioletnią kadencję. Jako oficer mam niezłomne zasady.
- Edward Magiera, konsul honorowy Filipin, mówił, że ma pan szczególny sentyment do Polski. Z czego biorą się te ciepłe uczucia?
- Sądzę, że przede wszystkim prezentujemy podobne podejście do demokracji. Wierzymy bowiem, że władzę powinien sprawować naród. Co jeszcze jest wspólne? Podobna historia i to, że na mapie geopolitycznej Filipiny i Polska są bramami na świat dla swoich regionów. Wasze strategiczne położenie w Europie ma kapitalne znaczenie dla stabilizacji kontynentu. Mój kraj leży na skrzyżowaniu ważnych szlaków handlowych. Tu przecinają się drogi morskie, przebiegające między Morzem Południowochińskim a Pacyfikiem.
- Filipińczycy mówią jeszcze o chrześcijańskich wartościach, które łączą ich z Polakami.
- Bo tak jest. Filipiny w ogóle są jedynym państwem chrześcijańskim w mojej części świata. Uwielbiają papieża, Jana Pawła II, który odwiedzał nas dwukrotnie. To on powiedział nam między innymi o wspólnocie polskich i filipińskich cierpień podczas II wojny światowej. Oba narody poniosły ogromne ofiary i zaznały materialnych zniszczeń. Wszystko trzeba było odrabiać.

Okładka tygodnika WPROST: 32/1999
Więcej możesz przeczytać w 32/1999 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0